Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 10 gości
S T A R T arrow Fizyka i okolice arrow Fizyka i Kosmologia arrow Rola "naszych" - i innych koterii - szczególnie w naukach ścisłych.
Saturday 22 September 2018 03:17:29.26.
migawki
Na wątpliwości ludzi; „Czy tyle miliardów w ogóle było, by je zrabować??” Nie rabuje się banknotów, lecz papiery dłużne, zobowiązania itp. Za to zyskuje się udziały w bankach, w wielkich mediach, fabryki – też te do „wrogiego przejęcia”. Dalej - „piniądz robi piniądz”, ale nie bogacą się najlepsi, najaktywniejsi, lecz udziałowcy brutalnych tajnych związków. Skutki - przez utratę nadziei - też demograficzne [wsp. dzietności zamiast trzy, np. 1.29 – czyli zagłada narodu].

 
W Y S Z U K I W A R K A
Rola "naszych" - i innych koterii - szczególnie w naukach ścisłych. Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
27.08.2013.

Rola „naszych” - i  innych koterii - szczególnie w naukach ścisłych.

 

 

„Zrozum, to byłoby nieuczciwe!”

 

 

Do przemyślenia sprawy różnych koterii i napisania tych uwag skłoniła mnie zasłyszana ostatnio historyjka, jak to pani profesor P. szarogęsi się w jakimś Instytucie ścisłym - i arbitralnie - oraz idiotyczne – „przestawia” ludzi, tematykę i (co dla niej najważniejsze) – zagarnia granty.

Znałem cipcię dawno temu, gdy wśród wielu podobnych „sił pomocniczych” mierzyła pod mikroskopem w emulsjach jądrowych długości śladów cząstek i ich kąty – oraz grubość śladów - wg. wzoru. Tyle.

Gdy nie dostarczono z zagranic następnego bloku naświetlonej emulsji, parę panienek nie miało w nauce co robić. Zaproponowano nam, by je „jakoś zagospodarować”. Gdy sprawdziliśmy jednak, że  te panny zupełnie nie znają elektroniki ani potrzebnych w naszych badaniach dziedzin fizyki, ani nie miewają inicjatywy czy intuicji, delikatnie wykręciliśmy się. - Uważaj, bo ona ma „pochodzenie” – ostrzegał nas bywalec. Wtedy nie wiedzieliśmy, czy „po linii służb”, czy inne. I nas to nie interesowało. Okazało się z czasem, że oba. Została jednak kochanką wpływowego dyrektora – uczonego – poety, co zapoczątkowało i zapewniło na lata, co ja mówię, na dziesięciolecia „karierę naukową”. Jej osiągnięć naukowych trudno obecnie znaleźć, nawet z mikroskopem, ale i osiągnięcia tego uczonego są raczej w dziedzinie referatów przeglądowych i podręczników. To ostatnie zauważyłem dopiero teraz mimochodem, ale ze zdziwieniem. Opisana historyjka miała miejsce pół wieku temu! Aureola była długotrwała. I trwa.

 

Bywali wśród tych „za służb” i „z pochodzeniem” też ludzie z poczuciem realizmu. Jeden (pułkownik z wojskówki) ograniczał swe wykłady na uniwersytecie do kursu podstawowego, dla pierwszego roku. Oraz do pisania podręczników szkolnych. W porównaniu z obecnymi podręcznikami były one bardzo dobre, proste i jasne. Kiedyś dopisaliśmy go do publikacji, bo znał o wiele lepiej angielski (on „wyjeżdżał”, my oczywiście nie dostawaliśmy paszportów) i miał wiele znajomości wśród „swoich” w redakcjach czasopism międzynarodowych. Widzę, gdy poprawiał nam angielszczyznę, jak sekretarka przyniosła mu korespondencję. Bierze list, uśmiecha się , pokazuje nam kopertę [Prof. dr B.B.] i mówi: „cztery słowa, a wszystkie nieprawdziwe”. Wyjechał „na fali ’68-go”, dostał od razu etat uczonego w Danii. I dom.

Podobny doń, z pochodzenia „krawiec mężczyźniany ciężki”, za komuny w randze ministra od badań jądrowych, po wyrzuceniu go ze stanowiska skarżył się prywatnie, jak brutalnie i bezwzględnie wyrzucono go z nauki. „Jak pan wszedł, tak pan też wyszedł” powiedziała mu młoda dama. Zastanowił się  - i zgodził.

Młody człowiek miał dziwne pomysły z informatyki. Nikogo w Instytucie nie interesowały. Koczował w wynajętych pokoikach. Dyrekcja (no tak, ze „służb” i „z pochodzeniem”...) ze zniecierpliwieniem przyjmowała jego propozycje. I „fantazje”. Mieli przecież poważną pracę – pilne plany na przyszły rok, potem pisanie i zmienianie „grantów”. Niech goj nie marudzi! Wreszcie się wściekł, zaproponował pomysł wielkiej firmie angielskiej. Przeczytali, przyjęli szybko, za ogromne pieniądze, projekt rozwinął i zrealizował. Jest sławą. U obcych. Tamci mają sukces. Polska nauka i Polska – nic.

Inny bardzo zdolny młody człowiek napisał kiedyś, przed laty głęboką analizę nurtów mistycznych w filozofii rosyjskiej.  Napisał ją po francusku, t.j. w języku, którym włada doskonale. A Francuzi są [nie bardzo wiadomo, dlaczego] zawsze zafascynowani myślą i literaturą rosyjską. Chciał kandydować do prestiżowego stypendium francuskiego, Poprosił o recenzję panią, która tak ze względu na byłą pozycję ojca („kamienny generał w strukturach”), jak  i ze względu na przynależność plemienną została wysoko wwindowana w romanistyce. Pani, oczywiście wolnomyślicielka, po długich rozmyślaniach dała oficjalnie recenzję negatywną, argumentując prywatnie, że tak tematyka (religijno-filozoficzna), jak i osoba kandydata (...?) nie może być promowana . „Zrozum, to byłoby nieuczciwe!”. Argumentowała z pełnym poczuciem moralnego obowiązku. Wiedziała przecież, że dając recenzję negatywną odbiera kandydatowi wszelkie szanse . A mogła nie podjąć się recenzji, by nie „gorszyć” swych, oczywiście lewicowo- ateistycznych przyjaciół jakąś filozofią religiancką.

Za to:

Dawno. Młody wyjechał za granicę na stypendium. Przedłużył sobie o dwa lata, zrobił tam doktorat. U nas się robiło z dziesięć lat.. Po powrocie – zamiast oficjalnych szykan za przedłużenie pobytu – co dotykało innych, zaraz został docentem i szybko profesorem. Potem już tylko kierownik, koordynator, dyrektor. Błyskotliwy, ale osiągnięcia w nauce – raczej jako organizator konferencji, najchętniej międzynarodowych, warsztatów. Referaty przeglądowe.

Bardzo chciał też zwyciężać w regatach żeglarskich, jakie w środowisku odbywały się co roku. Kiedyś, na jeziorze Nidzkim, wystartował pierwszy i poszedł ostro pod wiatr. Załoga widziała (osobista sekretarka oraz służbowa wielbicielka), że płynie ku ”ruchomej bojce”, coraz wyżej. Bo był to uciekający pod wiatr łabędź, a bojka właściwa była niżej, łatwiej dla żaglówki dostępna. Nie ośmieliły się jednak szefa wyprowadzić z błędu, inni ich przegonili. Drugi bok trójkąta regat ustawiony był tak, by jachty idąc pełnym wiatrem „na motyla” , przy zachodzie słońca pięknie się prezentowały licznej publiczności. Nasz bohater jednak tak „kombinował” szukając lepszego wiatru, że „przefajnował” i pod koniec tego boku musiał ... halsować, bo wiaterek nagle zawiał od lasu. Inne załogi i publiczność dusili się ze śmiechu, ale dyskretnie, boć to Dyrektor...

Coś podobnego bywało u niego i w fizyce... Dopiero po przedwczesnej śmierci Z. (bo oni za życia są dyskretni..), dowiedziałem się, że już na wstępie kariery za granicą, inicjowali go do jakiejś loży „szkotów”. I „po tej linii” odbyła się następnie kariera w kraju i zagranicą.

 

Najbardziej prestiżowy był (jest?) w tych sferach fizyków udział w seminarium zwanym popularnie (ale dyskretnie)kapliczka gnostycką”. Prowadził je świetny fizyk matematyczny. Ale na tym seminarium występował jako guru, czy kapłan gnozy. Był zresztą wice-naczelnym pisma „GNOSIS”. Z pełną powagą omawiano tam tajniki Tarota, tak, jako narzędzie prorocze, ale też jego „moc sprawczą” – czyli wpływanie na Przyszłość. Pamiętam też zażartą i wysoce wysublimowaną dyskusję na temat cech i przyszłości post-modernizmu.

Referat o Nauce o cywilizacjach Feliksa Konecznego nie obudził większych dyskusji. A przecież było to nowatorskie przystosowanie metod nauk ścisłych (analiza współzależności) w dziedzinie ściśle humanistycznej. Ktoś dorzucił jedynie uwagę numerologiczną, czemu tych cywilizacyj jest siedem. Nie pomyślał, nie wiedział, że wielki Koneczny był samotny, że z katedry na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie wyrzucono  go w początku lat 30-tych za analizę piłsudczyzny jako objawu turańszczyzny. Nie zdążył więc opisać cywilizacji japońskiej ani wyodrębnić paru innych.

W „kapliczce” za to namiętnie dyskutowano o tantrycznej jodze seksualnej. Zajęcia praktyczne odbywały się jednak chyba w pod-grupach.

Sądzę, że było to jedno z miejsc, gdzie obserwowano podatność i przydatność kandydatów na wtajemniczenia, zwane też dostrajaniem (na różnych płaszczyznach i poziomach).  

 

Przez dziesięciolecia utrzymywało się wśród fizyków pojęcie „duch Hożej”, jako mieszanka niedyskutowalnej wyższości z lekceważeniem osiągnięć i ludzi innych, obcych. Dopiero w tym roku dowiedziałem się, - z pewnym naiwnym zdziwieniem – że „swoi” mówili i mówią o tym instytucie familiarnie „sztetl”. Nawet tu, w naukach ścisłych wielu dyrektorów i profesorów przyszło „z rozdzielnika”, jednocześnie sowieckich tajnych służb, tak cywilnych (KGB), jak i wojskowych (GRU), rozdzielnika „plemiennego” („eskimosi”) - ioraz masońskiego.

Tych trzech mechanizmów auto-promocji, mimo zmiany pokoleniowej właściwie nie udało się przełamać. Zdolni, a szczególnie genialnie zdolni, są traktowani z lekceważeniem, pogardą, lub w najlepszym wypadku ze zdziwieniem typu: „ zobacz, krowa, a przemówiła”. I to jest szczere, nie grane! Może raczej „wgrane” w dzieciństwie, czy w lożach, w jakimś „programie programującym”.

[Dopiero w parę dni po napisaniu tego tekstu uświadomiłem sobie, i to przez sen, że miałem w tym środowisku przyjaciela, którego tata był wysoko w UB i miał właściwe „pochodzenie”.  Nawet mi na myśl nie przyszedł przy tych analizach. Bo one dotyczą nie fizyków, lecz sposobów robienia karier. ]

 

Podobne są reakcje koncesjonowanych polityków na propozycje uczonych (np. analizy i ujawnianie oszustwo wyborczych, kodowanie tajnych danych, zmniejszanie energochłonności gospodarki i wiele innych). Też są programowani, lub – jak wykazuje Stanisław Krajski – „dostrajani”.

Typowym, powiedziałbym klinicznym przykładem „ducha Hożej” jest Paweł Artymowicz, którego „układy” rzuciły do Kanady. Ale zawsze podkreśla, że karierę rozpoczął w Instytucie Fizyki na Hożej. Jest „naukową tubą” grupy MAK-u, czy Komisji Millera w sprawie Smoleńska. Rodzina pochodzi „ze służb”, więc facet „sypie”. danymi z archiwów komisji Millera niedostępnymi dla innych analityków. Czy są prawdziwe – w to nie wchodzi. A fakt wykazany przez uczciwych analityków, że te dane są z jednej strony sfałszowane, a z drugiej – wewnętrznie sprzeczne – przemilcza. [Nazwisko Artymowicz, pełne zbiegów okoliczności i powiązań z ekspertami Komisji Millera. ]

Gdy stara się przekonać publikę, że Tu po uderzeniu w brzozę „zrobiła beczkę” , jako argumentu używa opowieści, że on ma awionetkę i często wykonuje po parę beczek dziennie. [por.: Nauka, wolność, piękno, przygoda czyli: fizyka-smolenska ]

A że w geometrii złomowiska musiałaby to być „beczka podziemna”, bo skrzydło Tu ma 18 m długości, a pancerna brzoza została ścięta na wysokości 5.6 m do 6.7 (w zależności od nastroju „mierzącego”)?

Tę wątpliwość pokrywa długim wywodem, że „wszyscy znają” ( w domyśle: kto nie zna, to kiep..) profesora Y i Jego „znany wzór” , z którego... [por. np: http://fizyka-smolenska.salon24.pl/444486,30-aerodynamika-beczki-smolenskiej-najprosciej-jak-mozna  

http://fizyka-smolenska.salon24.pl/342228,2-efekty-strug-odrzutowych-tu-154-lecacego-tuz-nad-ziemia  ]

 

 Hucpa na poziomie magika z jarmarku, ale w sosie „uczoności”.  Jako dowód, że jest ekspertem lotniczym, opisuje wycieczkę awionetką do New York i opis panoramy miasta z powietrza. O swym „indeksie Hirscha” (to jakiś miernik, nie sprawdzałem, czy długości, czy średnicy..) rozpisuje się szeroko i często. O meritum sprawy – zawsze mętnie.

Starczy?

 

[Z przykrością dowiedzieliśmy się z kolegami , tak „na miejscu”, jak i z książki Stanisława Krajskiego „Masoneria polska 2012”, że żywotne centrum „francuzów” jest od dawna na Politechnice Warszawskiej. A ideologia i działalność „francuzów” należy do najbardziej szkodliwych dla Polski (i innych narodów..).

 

Nauki ścisłe, a szczególnie matematykę, odkrywa się tak, jak góry („bo są”), dla poznania samej prawdy, dla Jej piękna. Ale, ponieważ decydenci coraz częściej mają perspektywę i umysłowość kundla, zawsze pytają o „zastosowania praktyczne”. I coś się im wymyśla... Tak było na przykład w latach 40-tych ubiegłego wieku gdy fantastycznie szybki rozwój fizyki jądrowej był możliwy dzięki pieniądzom otrzymanym pod płaszczykiem „badań nad bronią A”. Bombę zrobili, niesmak pozostał, ale fizyka się rozwinęła.

 

Podobno zbliżona sytuacja jest często w matematyce.

 

Tu nawias: [Liczby rzeczywiste układa się na jednej prostej, od minus nieskończoności do plus nieskończoności. Ogromnym postępem było poznanie i użycie liczb zespolonych, leżących na płaszczyźnie x-y. Liczb „w objętości” z-y-z nie ma! Ale są  w czterech wymiarach, zwane są kwaternionami.]

 W fascynującej dziedzinie kwaternionów mądry człowiek wymyślił „zastosowania”. Wykazano, że niektóre ich odmiany są bardzo pożyteczne, np. upraszczają i skracają wiele rachunków o rzędy wielkości. A inne obliczenia – umożliwiają. Ale... nie znaleźliśmy „utytułowanych matematyków”, którzy by potrafili te badania i odkrycia zamienić na granty, doktorat itp. oficjałki.

Jedną z fascynujących praktycznych możliwości kwaternionów jest szyfrowanie „nie do złamania”. Ale.. partie polityczne patriotyczne są głuche i ślepe na sugestie użycia, a „Rządowe Centrum Kryptologii” (czy jak mu tam...) dzierżą „sprawdzeni towarzysze” – i „dostrojeni”.

I „psu w dupe” kolejny pomysł, kolejna możliwość ?

Oczekuję poważnych propozycji.

 

Na pewno nie są to jedyne koterie „urządzające się” w Polsce. Ale te są najgroźniejsze i przynoszą najwięcej szkody Polsce czy innym krajom, na których pasożytują. Są łatwo identyfikowalne, choć chowając się pod woalem „tolerancji” i „dialogu”.

 

Jest też „część planetarna” tej sytuacji:.

Rozwój biologii obciąża dodatkowo działalność „uczonych od neo-darwinizmu”. Tj. obowiązującej ideologii. Biorą oni lwią część „grantów” i innego finansowania nauki biologii, a produkują artefakty, ale „poprawne ideologicznie”.

Podobnie jest w geofizyce, gdzie dla sprawnego dojenia pieniędzy wydzielono nawet osobne koryto (oh, pardon!!) – osobna gałąź nauki – „klimatologię efektu cieplarnianego” , gdzie plenią się i pasą hochsztaplerzy. Niezbędne dla dostarczania argumentów naukawych dla banksterów doprowadzających państwa i narody do ruiny poprzez sektę „szkodliwego CO2” i jej głośnych  (oj, bardzo! ) GURU. Kłamstwa filmiku przypisanego AlGore’owi są ciągle powtarzane. Dostał za nie lewackiego Nobla. A protesty dziesiątków czy setek poważnych uczonych i uczelni są przemilczane. Nad nimi unosi się szyderczo wyszczerzona gęba celebryty Pachauri i hucpa IPCC.

Zanik czasopism naukowych w medycynie, zastąpienie ich przez „pisma sponsorowane” przez koncerny farmaceutyczne i mafie szczepionkarskie jest sygnalizowane od lat. Bezskutecznie.

Fakt, iż w Polsce ilość patentów jest o parę rzędów wielkości mniejsza, niż w Niemczech, Wielkiej Brytanii czy nawet Belgii, za jedną z przyczyn ma naszkicowaną strukturę koteryjną u „decydentów” nauk ścisłych. Pogoń za grantami jako cel życia jest drobnym objawem tego syfilisu, który już przeżarł naukę.

 

W 1989 proponowaliśmy, by wszystkie tytuły naukowe nadane „za komuny” odebrać, pozostawić jedynie te, które Komisja Zaufania Naukowego zatwierdzi – z uzasadnieniem. Był to wyjątkowo naiwny pomysł, bo sądząc z „komisji” , która buszowała w MSW w dokumentach agenturalności (a w niej co najmniej trzech – na czterech „zaufanych” – było agentami...), wszyscy swoi by weryfikacje przeszli...

Poprawniej byłoby –  wszystkie tytuły anulować, byśmy startowali od zera.

 

Podsumowanie

 

Opisano już dawno, jak negatywna selekcja, trwająca przez pokolenia, zdegradowała i degraduje nam sztukę (np. plastykę, nawet muzykę), dziennikarstwo i publicystykę, humaniora. Następuje samo-powielanie już nawet nie przysłowiowej „chałtury i sztuki”, lecz „sztuki chałtury”.

 

Tak trwa mać też w Nauce (Science) ?

 

Samo-oczyszczenie jest już chyba niemożliwe. Rządy koterii w nauce robią wrażenie quasi-stabilnych. Wykazuje to historia ubiegłego ćwierćwiecza. Czas, by sytuację sobie choć uświadomić. A o jej przyczynach szczerze dyskutować.

Mogę jednak z zupełną pewnością stwierdzić, że obniżyły poziom nauk ścisłych wielokrotnie i obciążają poziom nauki dalej- jak worek z kamuszkami i szyi tonącego.

Jak to zmienić – nie wiem. A szkody są tak dla Nauki, jak dla Polski – niewyobrażalnie wielkie.

Zmieniony ( 05.09.2013. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.