Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 63 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow Historia - odkłamywanie IV arrow Swastyka przeciw Krzyżowi
Sunday 15 December 2019 12:41:33.28.
W Y S Z U K I W A R K A
Swastyka przeciw Krzyżowi Drukuj Email
Wpisał: Grzegorz Kucharczyk   
01.09.2013.

Swastyka przeciw Krzyżowi

 

 

Grzegorz Kucharczyk

 

2013-09-01 pch24

– We wrześniu 1939 roku – Niemcy hitlerowskie napadając na Polskę rozpoczęły II wojnę światową. Ideologia narodowo socjalistyczna jest niejednokrotnie przedstawiana jako ideologia „skrajnej prawicy”. Niekiedy twierdzi się nawet, że program hitlerowski wyrósł z chrześcijańskiego dziedzictwa kulturowego, którego charakterystyczną cechą miał być również antysemityzm. Jednak wszystkie te twierdzenia są pozbawioną historycznych podstaw mistyfikacją. W rzeczywistości hitlerowski narodowy socjalizm, obok komunizmu, należał do dwóch głównych wrogów chrześcijaństwa w Europie. A wrogość ta oznaczała dla milionów chrześcijan (także w Polsce) męczeńską śmierć.

 

 Zdaniem wszystkich biografów Adolfa Hitlera przyszły wódz III Rzeszy, chociaż urodzony w rodzinie katolickiej, już w okresie szkolnym trwale oddalił się od Kościoła. Ta utrata wiary manifestowała się przede wszystkim zaprzestaniem jej praktykowania. Jak pisze austriacka badaczka wiedeńskich lat Hitlera (czyli przed rokiem 1914), mieszkając w stolicy Austro-Węgier nigdy nie chodził on do kościoła, jego życie sakramentalne nie istniało. Przywódca III Rzeszy przyznawał w 1942 roku: Mając trzynaście, czternaście, piętnaście lat nie wierzyłem już w nic, zresztą żaden z moich kolegów nie wierzył już w tak zwaną komunię, poza paroma zupełnie głupimi prymusami! Tylko że ja wtedy byłem zdania, że to wszystko trzeba wysadzić w powietrze!

 Okultyzm, gnoza, narodowy socjalizm

Odrzuciwszy zatem znienawidzone chrześcijaństwo, swe młodzieńcze (formacyjne) lata Hitler przeznaczył na zagłębianie się w lekturę pism tworzących na przełomie XIX i XX wieku w Austrii „ariozofów”, łączących pangermańską mitologię polityczną z okultyzmem (teozofią) i gnozą. W pismach takich twórców, jak Guido von List czy Jörg Lanz von Liebenfels (cysters wyrzucony z zakonu z powodu homoseksualizmu) – w swojej retoryce łudząco przypominających tropiącego dawne spiski i tajemnice Dana Browna – młody Hitler czytał o dawnej cywilizacji ario-germańskiej zniszczonej przede wszystkim przez Kościół katolicki (ewangelizacja Germanii); o wspaniałej religii Wotana, która przechowuje swoje tajemnice w znakach runicznych (m.in. swastyce).

Wszystko jest jeszcze możliwe do odzyskania – przekonywali twórcy okultystycznej wersji rasizmu. Najpierw trzeba uporać się z pierwszym wrogiem cywilizacji aryjskiej, czyli z katolicyzmem, następnie z tzw. „niższymi rasami” (Liebenfels zalecał, na przykład, ich palenie jako ofiar dla Boga). W ten sposób będzie możliwy powrót do „aryjskiej moralności”, w tym „aryjskiej moralności seksualnej”. Liebenfels, któremu temat ów był szczególnie bliski, zalecał między innymi tworzenie specjalnych eugenicznych klasztorów, w których „aryjskie samce rozpłodowe” miały dbać o przedłużenie czystości aryjskiej krwi.

 Po roku 1933 te – wydawać by się mogło – szalone pomysły autorów niszowych pisemek stały się oficjalną polityką narodowosocjalistycznych Niemiec. Himmler – dowódca SS – postarał się nawet o realizację pomysłów Liebenfelsa w postaci utworzonego pod auspicjami SS tzw. Lebensborn (aryjskie „źródło życia”, innymi słowy domy uciech dla wyselekcjonowanych rasowo oficerów SS). Reichsführer należał zresztą wśród elity III Rzeszy do osób szczególnie zafascynowanych okultyzmem, gnozą (z niej wypływała cała koncepcja SS jako „wybranej elity”) oraz filozofiami Dalekiego Wschodu (nieprzypadkowo to właśnie Himmler organizował wyprawy do Tybetu, by zapoznać się z „dziedzictwem myśli” dalajlamów).

 Kulturkampf i nordycka euroreligia

Wzorców do walki z katolicyzmem szukali przywódcy NSDAP także w niedawnej przeszłości Niemiec – w rozpętanym przez Bismarcka Kulturkampfie. Deklarowali przy tym, że w swojej walce z Kościołem będą jeszcze skuteczniejsi od „żelaznego kanclerza”. Dzięki relacjom Hermanna Rauschninga – w swoim czasie jednego z bliskich współpracowników Hitlera – wiemy, że wódz III Rzeszy wytykał Bismarckowi, iż próbował on poradzić sobie z katolicyzmem za pomocą paragrafów i pruskiego wachmistrza. A do tego – jak mówił swoim współpracownikom Führer – by braciszkom dobrać się do skóry, trzeba było przede wszystkim użyć ośmieszania i zohydzania i wycelować je w lud i młodzież.

 Wrogość do chrześcijaństwa ujawniał również główny (obok Hitlera) ideolog narodowego socjalizmu, Alfred Rosenberg. Jego książka Mit XX wieku, należała wraz z Mein Kampf  Hitlera do lektur obowiązkowych wszystkich członków NSDAP, a po roku 1933 stała się jednym z kompendiów ideowych „Tysiącletniej Rzeszy”.

 Na kartach swojej książki Rosenberg pisał: Kościoły wszystkich wyznań ogłosiły: Wiara kształtuje człowieka… Jednakże Nordycko-Europejska Religia – świadomie lub też nie – ogłasza: to człowiek kształtuje swoją wiarę, lub precyzyjniej: człowiek określa rodzaj i zawartość wyznawanej przez siebie wiary [pogr. G.K.]. Główny ideolog narodowego socjalizmu zgłosił ponadto postulat utworzenia w Niemczech „Kościoła ludowego” (Volkskirche), który przede wszystkim miał stać na straży honoru narodowego i niemieckiego chrześcijaństwa. Także postać Jezusa została swoiście przez Rosenberga zreinterpretowana: Jezus jawi się nam dzisiaj jako świadomy siebie mistrz. (…) Dla germańskich ludów liczy się Jego życie, a nie Jego śmierć, gloryfikowana przez rasy alpejskie i śródziemnomorskie.

 Radykalny antropocentryzm, fascynacja okultyzmem i gnozą, postulat „ludowego Kościoła” – wszystko to w jakiś szczególny sposób zbliża narodowy socjalizm do współczesnego New Age’u, postmodernistycznego bałaganu myślowego, współczesnych naprawiaczy Kościoła (jakże podobnie do postulatu Volkskirche brzmi wezwanie współczesnych „reformatorów” Kościoła z Austrii: Wir sind die KircheMy [lud] jesteśmy Kościołem).

 Kościół katolicki mówi: NIE!

W roku 1934 książka Rosenberga znalazła się na rzymskim Indeksie ksiąg zakazanych. Kościół w Niemczech wskazywał zresztą antychrześcijańskie oblicze ruchu hitlerowskiego jeszcze przed rokiem 1933. W liście pasterskim episkopatu Bawarii z roku 1931 czytamy między innymi: Narodowy socjalizm zawiera w swoim programie kulturalnym herezje, ponieważ albo odrzuca, albo interpretuje w błędny sposób żywotne ­punkty doktrynalne wiary katolickiej. Również dlatego, że wedle deklaracji jego przywódców, pragnie on zastąpić wiarę chrześcijańską jakąś nową koncepcją świata. Kierownictwo narodowego socjalizmu stawia rasę ponad religią. Odrzuca ona objawienie Starego Testamentu, a nawet Dekalog Mojżesza. (…) Według punktu 24. programu narodowosocjalistycznego, chrześcijańskie prawo moralne, które jest przecież wiecznie ważne, winno się dostosować do sentymentu moralnego rasy germańskiej. (…) Sądząc po wystąpieniach partii [narodowosocjalistycznej] i jej szefów, można skonstatować, że to, co narodowy socjalizm nazywa chrześcijaństwem, nie jest chrześcijaństwem pochodzącym od Chrystusa.

 Podobne słowa znajdowały się w oficjalnych wypowiedziach całego niemieckiego Kościoła również po roku 1933. W czerwcu 1934 roku niemieccy biskupi przestrzegali wiernych przed nowoczesnymi poganami, którzy żądają innego, narodowego, niemieckiego kościoła o odrębnej – jak mówią – nauce i moralności, i zamiast świętej liturgii jedynego, powszechnego Kościoła, pragną wprowadzić sztucznie wskrzeszone, dawne ludowe obrzędy. Dwa lata później, w innym liście pasterskim, niemieccy biskupi stwierdzali, że uszczupla się ciągle zakres działania chrześcijaństwa i Kościoła i ostatecznie zamyka się [Kościół] w murach świątyni.

 Neopoganie w akcji

Słowa niemieckich biskupów odnosiły się w ten sposób do realizowanej w latach 1933-1939 hitlerowskiej polityki systematycznego likwidowania katolickich organizacji społecznych (zwłaszcza młodzieżowych – w roku 1936 oficjalnie wprowadzono monopol Hitlerjugend na „narodowe wychowanie”, co oznaczało likwidację wszystkich szkół katolickich), Akcji Katolickiej oraz katolickiej prasy w Niemczech. Wszystko to odbywało się pomimo zawartego w lipcu 1934 roku konkordatu między Niemcami a Watykanem. Hitlerowi bowiem konkordat służył wyłącznie jako taktyczne ustępstwo w okresie konsolidowania władzy. Po uporaniu się z wewnątrzpartyjną opozycją („noc długich noży”) oraz innymi politycznymi przeciwnikami Hitler przeszedł do realizacji własnej wersji Kulturkampfu.

 Zgodnie z tym, co mówił w wąskim kręgu zaufanych osób, nie zamierzał ograniczać się do czysto represyjnych decyzji. Mniej więcej od roku 1935 prasa hitlerowska w Niemczech nie ustawała w kampaniach oszczerstw rzucanych na katolickie duchowieństwo. Wulgarny antysemityzm łączono tam z równie brutalnym anty-katolicyzmem (księżom zarzucano wszystko: od rozpusty po handel obcymi walutami). W Rosji bolszewickiej rolę taką spełniało pismo „Bezbożnik”. W III Rzeszy jego odpowiednikiem był „Der Stürmer” w wulgarny sposób karykaturujący na równi Żydów i katolickich księży. Ton i częstotliwość napaści na katolików w prasie hitlerowskiej radykalnie zaostrzyły się po roku 1937, po publikacji encykliki Piusa XI Mit brenennder Sorge potępiającej w całości narodowy socjalizm (rozpowszechnianie encykliki w Niemczech zostało oficjalnie zakazane przez władze państwowe).

 Potępienie narodowego socjalizmu

Stolica Apostolska już wcześniej nie kryła swojego negatywnego stosunku do ideologii NSDAP. W maju 1935 roku Pius XI przyjmując na audiencji pielgrzymów niemieckich stwierdził, iż wszystkiego próbuje się, by zniszczyć w Niemczech życie chrześcijańskie i katolickie. (…) Za pomocą tzw. „chrześcijaństwa pozytywnego” dąży się do dechrystianizacji Niemiec i zawrócenia ich ku barbarzyńskiemu pogaństwu.

Trzy lata później, na czas wizyty Hitlera u Mussoliniego, papież wycofał się do Castel Gandolfo, gdzie nawiązując do przystrojenia Rzymu swastykami z okazji wizyty Führera nad Tybrem mówił do wiernych: Oto w Rzymie bez żadnej potrzeby zatknięto znak innego krzyża, który nie jest krzyżem Chrystusa. To wystarczy, by zrozumieć, jak bardzo trzeba się modlić, modlić, modlić… Jeszcze w ostatnim swym orędziu bożonarodzeniowym skierowanym do świata (24 XII 1938), Pius XI mówił o krzyżu wrogim krzyżowi Chrystusa.

 Całościowe potępienie ideologii narodowosocjalistycznej znalazło się we wspomnianej encyklice Piusa XI Mit brennender Sorge, skierowanej w roku 1937 do Kościoła w Niemczech (jak każda encyklika, miała ona charakter powszechnego Magisterium). Papież Pius XI po raz kolejny odrzucił w niej rasizm, a także odniósł się do tzw. Führerprinzip – czyli niemal boskiego kultu oddawanego Führerowi. Pius XI pisał: Kto wynosi ponad skalę wartości ziemskich rasę albo naród, albo państwo, albo ustrój państwa, przedstawicieli władzy państwowej albo inne podstawowe wartości ludzkiej społeczności, które w porządku doczesnym zajmują istotne i czcigodne miejsce i czyni z nich najwyższą normę wszelakich wartości, także religijnych i oddaje im cześć bałwochwalczą, ten przewraca i fałszuje porządek rzeczy stworzony i ustanowiony przez Boga-Człowieka i daleki jest od prawdziwej wiary w Boga i od światopoglądu odpowiadającego takiej wierze.

 Encyklika Mit brennender Sorge odrzucała również zasadę pozytywizmu prawniczego, a więc zasadę wyższości prawa stanowionego nad wiecznymi normami prawa naturalnego. A więc zasadę, która w warunkach narodowosocjalistycznej III Rzeszy objawiła się takimi wynaturzeniami, jak tzw. ustawy norymberskie – jak najbardziej legalnie uchwalone przez niemiecki parlament, ale depczące prawo naturalne i niezbywalną godność człowieka.

W encyklice Piusa XI potępiającej hitleryzm, czytamy: Jak Boże słońce wszystko oświeca, tak też prawo jego nie uznaje żadnych przywilejów i wyjątków. (…) Ponieważ jest On jedynym Stwórcą, ma prawo domagać się posłuszeństwa od poszczególnych jednostek i od wszelkiego rodzaju społeczności. Posłuszeństwo to odnosi się do wszystkich dziedzin życia, w których kwestie moralne domagają się uzgodnienia z niezmiennym prawem Bożym i skutkiem tego – poddania zmiennego prawa ludzkiego niezmiennemu prawu Bożemu. W innym miejscu – odrzucając tezę, że to co dobre dla „Tysiącletniej Rzeszy” jest również moralnie słuszne, papież dodaje: W życiu wewnętrznym państwa, mieszając dziedzinę pożytku z dziedziną prawa, zapoznaje ona zasadniczą prawdę, że człowiek jako osoba posiada prawa dane mu od Boga, przeto muszą one być strzeżone przed wszelkimi atakami ze strony społeczeństwa, które by chciało im zaprzeczyć, zniszczyć je lub zlekceważyć.

 Ostateczne rozwiązanie kwestii katolickiej

W roku 1937 – po publikacji encykliki – gestapo stwierdzało wprost w jednym ze swoich raportów: Nie może już być pokoju między państwem narodowosocjalistycznym a Kościołem katolickim. Roszczenia Kościoła, mające charakter totalitarny [sic!], stanowią wyzwanie dla władz państwowych. Z tym „wyzwaniem” władze III Rzeszy radziły sobie w charakterystyczny dla siebie sposób. Szacuje się, że narodowi socjaliści podczas II wojny światowej zamordowali w Niemczech, Austrii i na terytoriach okupowanych ok. 4 tysięcy katolickich księży. Władze hitlerowskie miały również sprecyzowany plan, co zrobić z Kościołem katolickim w razie zwycięskiego dla III Rzeszy zakończenia wojny. Prawa ręka Hitlera, Reichsleiter Martin Bormann w okólniku do wszystkich gauleiterów (zwierzchników hitlerowskiej administracji w terenie) z 9 czerwca 1941 roku, pisał: Wszelkie wpływy przeszkadzające w prowadzeniu narodu przez Führera z pomocą NSDAP lub mające temu zaszkodzić, muszą być udaremnione. Coraz bardziej należy odwracać naród od Kościołów i ich organów, proboszczów. (…) Nigdzie nie należy pozwalać Kościołom na zyskanie ponownego wpływu na kierowanie narodem. Musi on być bez reszty i ostatecznie złamany.

 Polscy męczennicy

Miejscem, gdzie owo „łamanie” Kościoła przebiegało szczególnie bezwzględnie, była okupowana przez Niemców Polska. W tym kontekście osoba św. Maksymiliana Kolbe jest najbardziej znana, choć nie jedyna. Podczas pielgrzymki do Ojczyzny w roku 1999 Jan Paweł II dokonał w Warszawie beatyfikacji 108 polskich męczenników, którzy zginęli z rąk Niemców w czasie II wojny światowej. Wśród wyniesionych wówczas na ołtarze znalazło się wielu księży i biskupów (abp Nowowiejski i bp Wetmański z Płocka, bp Góral z Lublina).

Ogółem naziści wymordowali w czasie II wojny światowej około 2000 polskich kapłanów i ponad 200 sióstr zakonnych. Najostrzejsze represje spadały na katolicyzm na obszarach bezpośrednio wcielonych do III Rzeszy (w Wielkopolsce – zwanej przez hitlerowców Krajem Warty, na Pomorzu oraz w okręgu łódzkim). Było to prawdziwe księżobójstwo. W diecezji włocławskiej wymordowano 49 procent duchowieństwa, w chełmińskiej 48 procent, w łódzkiej niemal 37 procent, w poznańskiej 31 procent. Na polskim Pomorzu (diecezje włocławska i chełmińska) z sześciuset dziewięćdziesięciu księży, narodowi socjaliści aresztowali (według wciąż nieprecyzyjnych szacunków) czterystu sześćdziesięciu, spośród których dwustu czternastu poniosło śmierć (wymordowano, między innymi, całą kapitułę katedralną w Pelplinie). Resztę kapłanów wygnano na teren Generalnej Guberni. Do roku 1940 na Pomorzu pełniło posługę duszpasterską zaledwie dwudziestu księży.

 Dowódca SS i policji w Poznaniu w następujący sposób wyjaśniał motywy kierujące władzami niemieckimi w zamykaniu prawie wszystkich kościołów oraz masowym aresztowaniu księży: Zamknięcie polskich kościołów i internowanie polskiego duchowieństwa było uderzeniem w ostateczną podstawę polskiego poczucia wspólnoty i ducha oporu. Złudzeń nie pozostawiał również Arthur Greiser – szef władz okupacyjnych w Wielkopolsce – gdy w 1942 roku mówił: Wiadomo wam z historii, że polski kler katolicki zawsze był bojownikiem najzaciętszej walki narodowościowej skierowanej przeciwko narodowi niemieckiemu. Było to śmiertelnym grzechem byłej administracji pruskiej i rządu pruskiego, że nie tylko nie ukrócił działalności polskiego kleru katolickiego, ale wprost przeciwnie, dał mu jeszcze broń do ręki przeciw nam (…). Kler ten tak długo był neutralny, jak długo nie chodziło o coś antyniemieckiego.

 Na uwagę zasługuje, że powyższej eksterminacji duchowieństwa katolickiego przez Niemców towarzyszyła nieskrywana niczym nienawiść i pogarda dla katolicyzmu jako takiego. Tym bowiem należy tłumaczyć zburzenie pomnika Najświętszego Serca Jezusowego w Poznaniu czy fakt, że na dni największych fal aresztowań polskich księży wybierano daty związane z kultem maryjnym (15 sierpnia – Wniebowzięcie NMP, 26 sierpnia – święto Matki Bożej Częstochowskiej, 7 października – Matki Boskiej Różańcowej).

 Grzegorz Kucharczyk

Artykuł opublikowany został w 10 nr. dwumiesięcznika "Polonia Christiana". Magazyn można zamówić na stronach ksiegarnia.piotrskarga.pl i epch.poloniachristiana.pl.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.