Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 14 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow Kultura II arrow Co istnieje naprawdę: płeć czy "płeć społeczna" ?
Tuesday 12 November 2019 02:52:27.28.
migawki

Na ekrany polskich kin wszedł film "Nieplanowane" i rozległo się... wycie

Krucjata Różańcowa za Ojczyznę poprowadzi modlitwę różańcową na początku Marszu Niepodległości

W głównym wyd. Wiadomości TVP ani słowa o jutrzejszej wielkiej manifestacji patriotycznej - Marszu Niepodległości. Wstyd, Prezesie. Mały przywódca. Więc i mali ludzie.

======================

Diabeł do Rybaka z Watykanu: Teraz już tylko pachamamy, bałwany łowić będziesz

 
W Y S Z U K I W A R K A
Co istnieje naprawdę: płeć czy "płeć społeczna" ? Drukuj Email
Wpisał: ks. Karol Stehlin FSSPX   
12.10.2013.

Co istnieje naprawdę: płeć czy "płeć społeczna" ?

 

Ideologia gender zapowiedzią totalnej destrukcji

 

 

ks. Karol Stehlin FSSPX „Zawsze wierni”. Nr. 5 (168) wrzesień 2013

 

Kiedy przychodzimy na świat, mamy już własną i określoną tożsamość płciową, która jest zasadniczym elementem naszej natury. Człowiek może i powinien tę tożsamość sobie uświadomić. Otoczenie ma mu w tym pomóc, a nie przeszkadzać. Ideologia gender zawiera w sobie i rozpowszechnia tezę przeciwną. Została wymyślona jako narzędzie nie do zrozumienia rzeczywistości, ale do walki z ludzkością i z Bogiem.

Wielkie dzieło wychowania ma jeden za­sadniczy cel: wykształcić dobrego człowie­ka, szlachetny charakter, prawą osobowość. Aby ten cel mógł być osiągnięty, trzeba pozwolić i dopomóc dziecku (wychowan­kowi, podopiecznemu), aby uświadomi­ło sobie swoją wynikającą z natury osoby tożsamość oraz odpowiedziało na dwa podstawowe pytania: kim jest i po co żyje. Najczęstszym pytaniem każdego rozwijają­cego się dziecka jest słynne: "Po co to jest, do czego to służy?". Szukanie odpowiedzi na temat otacza­jącego świata jest nie tylko zaspokojeniem ciekawości dziecka, ale także - a może przede wszystkim - naturalnym dąże­niem do nabrania orientacji w otaczającej je rzeczywistości. Z biegiem czasu dziecko kieruje zain­teresowanie z otoczenia na samego siebie, a pytanie "Po co to jest?" staje się coraz bardziej nurtujące w odniesieniu do niego samego.

 

Tożsamość należy odkryć, a nie kształtować

 

Młodzi ludzie wiele razy zadają sobie py­tanie: "Po co żyję?". I częstokroć nie potrafią na nie odpowiedzieć. Ich świadomość zderza się z otaczającym światem, a ta konfrontacja często powoduje zamęt i zachwianie stabil­ności ich osobowości. Pojawiają się kolejne pytania, już nie tylko "Po co jestem?", ale też "Kim jestem?". Rodzice i wychowawcy mogą swoim dzieciom bądź wychowankom poma­gać lub przeszkadzać w znalezieniu odpowie­dzi na te zasadnicze, egzystencjalne pytania.

Są to pytania przede wszystkim o własną tożsamość, dlatego rodzice mają obowiązek pomóc, a nie przeszkadzać.

Pomoc dziecku w uświadomieniu sobie jego tożsamości ułatwia znalezienie odpo­wiedzi na nurtujące go pytania. Jest to tak­że niezbędna inwestycja, umożliwiająca późniejsze, owocne dorosłe życie. Rodzice i wychowawcy w zasadzie nie kształtują toż­samości dziecka, ale jedynie pomagają mu ją odkryć, pomagają mu ją sobie uświadomić. Kształtować można coś jeszcze nieokreślone­go, np. charakter człowieka, a więc zbiór cech jego osobowości, poprzez rozwijanie cnót i zwalczanie wad. Kształtować można inte­lekt poprzez proces edukacyjny. Do pewne­go stopnia można kształtować temperament człowieka, rozwijając jego dobre cechy i mi­nimalizując złe skłonności.

         Z tożsamością płciową jest inaczej. Człowiek przychodzi na świat z określoną już własną tożsamością płciową, która jest zasadniczym elementem jego ludzkiej natu­ry. Człowiek może i powinien sobie swą toż­samość po prostu uświadomić, a otoczenie powinno mu w tym pomóc, a nie przeszka­dzać.

         Ideologia gender zawiera w sobie i roz­powszechnia tezę przeciwną. Użyłem pojęcia "ideologia", bowiem została ona wymyślona jako narzędzie nie do zrozumienia rzeczywi­stości, ale do rewolucyjnej przemiany świata w imię interesów pewnej grupy doktrynerów.

 

Co istnieje naprawdę: płeć czy "płeć społeczna"?

 

Autorzy ideologii gender musieli najpierw zmienić znaczenie samego terminu gender. I zrobili to. Termin gender tak naprawdę ozna­cza po prostu "rodzaj". W przypadku czło­wieka rodzaje są dwa: męski i żeński. W gra­matyce mamy trzy rodzaje: męski, żeński i nijaki. Od lat 90. ubiegłego wieku autorzy ideologii gender zaczęli definiować to pojęcie inaczej. Ustalili, że będzie ono oznaczać "płeć społeczną". Wprowadzenie do języka mediów i - niestety - na niektóre uniwersytety ter­minu "płeć społeczna" było posunięciem rewolucyjnym. Tak oto zdumieni studenci do­wiedzieli się, że obok "płci" jest jeszcze coś takiego, jak "płeć społeczna". Czyli jest to jesz­cze inna, nowa płeć, która nie zależy od naszej biologiczności, ale od wychowania i od uwa­runkowań kulturowych.

         Z czasem postawiono krok następny, twierdząc, że w ogóle nie ma czegoś takiego jak płeć wynikająca z biologii, z natury czło­wieka, ale istnieje wyłącznie "płeć społecz­na" - zależna od czynników społecznych, od wychowania, od panujących w danej społeczności zasad i systemów kulturowych.

Wraz z wprowadzeniem do obiegu medial­nego terminu "płeć społeczna", rozpoczęły się dyskusje nad rozumieniem terminu gen­der. Rozpoczęła się także batalia w obronie terminu "płeć" bez żadnego, dodatkowego przymiotnika. Ideologię gender należy uznać za najnowszą, najbardziej radykalną i nie­bezpieczną formę feminizmu. Ciekawy jest też związek ideologii gender z myślą mark­sistowską, ale ten obszerny temat zasługuje na odrębną analizę.

Gender, we właściwym rozumieniu tego terminu, oznacza po prostu rodzaj, czyli płeć człowieka, która należy do samej istoty oso­by ludzkiej. Płeć jest faktem biologicznym, który w zasadniczym stopniu determinuje naszą tożsamość, czyli to, kim jestem. A kim jestem? Przede wszystkim jestem chłopcem - mężczyzną lub dziewczyną - kobietą. Autorzy ideologii gender na to pytanie odpo­wiadają inaczej: dla nich przede wszystkim jestem człowiekiem. Otóż człowieczeństwo jako takie jest pojęciem abstrakcyjnym. Rodząc się, raz na zawsze mamy określoną pleć

O człowieczeństwie jako takim, o byciu człowiekiem jako takim można myśleć, jest ono przedmiotem rozważań teoretycznych. Ale w rzeczywistości nie występuje ono w postaci bezpłciowej, nijakiej. Proszę poka­zać mi człowieka, który nie byłby chłopcem - mężczyzną lub dziewczyną - kobietą. Nie ma takich ludzi. Już w chwili narodzin w do­kumentach lekarskich zaznacza się, kto przy­szedł na świat, chłopiec czy dziewczynka.

W dowodach osobistych płeć jest zapisana jako istotny znak naszej tożsamości.

Przez całe dzieje ludzkości nikomu nie przyszło do głowy, by ten naturalny podział ludzkości na mężczyzn i kobiety kwestiono­wać czy relatywizować. Nikomu nie przycho­dziło do głowy, by wymyślać człowieka "płci nijakiej". Nigdy przy narodzinach człowieka nie powiedziano: "Oto urodził się człowiek płci nijakiej, nieokreślonej. Czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka, to się dopiero okaże...". Aż wreszcie, w naszych czasach ktoś postanowił to zmienić i postawić świat na głowie. Dodać jeszcze należy, że płeć człowieka jest nie tylko kwestią przesądzoną przez bio­logię. Co więcej, jest kwestią przesądzoną przez biologię raz na zawsze. Natura pozo­stawiona sama sobie, nie myli się i nie daje dziewczynce ciała chłopca, a chłopcu ciała dziewczynki. Oczywiście, mówiąc "natu­ra" lub "biologia", ostatecznie mam na myśli Boga, który tę naturę stworzył i podyktował jej prawa, również prawa biologiczne.

 

Zmiana tożsamości płciowej jest niemożliwa

 

Człowiek otrzymuje albo ciało męskie - i staje się tym samym raz na zawsze męż­czyzną, albo żeńskie - i staje się tym samym raz na zawsze kobietą. Później można tylko narzędziami chirurgicznymi lub środkami hormonalnymi męskie lub kobiece ciało ze­wnętrznie okaleczyć lub zdeformować jego wewnętrzne funkcjonowanie. Nic więcej z ciałem mężczyzny lub kobiety nie da się zrobić. Zmiana tożsamości człowieka jest niemożliwa. Oczywiście, można próbować zrobić to, co jest niemożliwe, ale po co?

Każda próba zmiany tożsamości człowie­ka kończy się fiaskiem, ponieważ jest to dzia­łanie fałszywe, niszczące, zawsze ze szkodą dla niego. Dotyczy to zresztą nie tylko czło­wieka, ale bytu w ogóle. Dlatego od właści­wego traktowania zjawiska gender zależy dobre wychowanie dzieci. Jeśli rodzic czy wychowawca ma fałszywe rozumienie tego, czym jest płeć i jaki wpływ ma płeć na funk­cjonowanie człowieka, to wówczas w pracy wychowawczej nie odniesie żadnego sukcesu. Jedynie skrzywdzi dziecko, popełniając wo­bec niego zasadnicze błędy.

Nie wolno chłopca traktować jak dziew­czynkę, a dziewczynkę jak chłopca. Nie wol­no dzieci traktować jak istoty bezpłciowe, które dopiero na jakimś etapie rozwoju same wybiorą swoją płeć, albo pozostaną bezpłcio­we. Jeśli robi się takie próby, to zamiast wy­chowania mamy do czynienia z destrukcją psychiki i duchowości człowieka. Dlatego obok ideologii gender nie można przejść obo­jętnie. Oczywiście, nie należy jej demonizo­wać, ale lekceważenie jej oznaczałoby zgodę na rozpowszechnianie jej zatrutych, choć es­tetycznie opakowanych owoców.

 

Pierwsza fałszywa teza ideologii gender

 

Teza: tożsamość płciowa jest czymś su­biektywnym, każdy człowiek powinien móc sam wybrać sobie płeć, zadecydować kim jest: chłopcem - mężczyzną czy dziewczy­ną - kobietą. Nie ma w tej kwestii żadnych obiektywnych norm, które ograniczałyby de­cyzję człowieka.

Odpowiedź: jeśli natura ludzkiej płcio­wości jest czymś subiektywnym, to również jako subiektywne trzeba byłoby uznać naturę innych bytów: organizmów żywych lub ciał nieożywionych stałych, ciekłych i gazowych. Także prawa fizykalne (np. prawo ciążenia) lub biologiczne (np. fotosynteza) należałoby uznać za coś subiektywnego. Gdybyśmy to zrobili, ~o wszystkie nauki eksperymental­ne (np. biologię czy fizykę) uczynilibyśmy bezprzedmiotowymi. Tymczasem zarówno prawda o naturze człowieka (czy jest on męż­czyzną czy kobietą), jak również o naturze innych bytów, jest obiektywna.

Byt jest bytem i niczym innym. Mężczyzna jest mężczyzną, a kobieta kobietą. Prawo toż­samości jest podstawowym prawem logiki arystotelesowskiej, odzwierciedlającym wier­nie rzeczywistość. Natura bytu jest czymś obiektywnym, a nie zależnym od stanu świa­domości tego bytu. Człowiek może decydo­wać, jak się ubierze lub co zje, dokąd pójdzie lub czego się będzie uczył, ale nie może decy­dować, czy chce być mężczyzną czy kobietą.

Jeśli wychowanie ma służyć osiągnięciu przez człowieka celu jego życia; jeśli ma przy­gotować młodego człowieka do wkroczenia w samodzielne i odpowiedzialne życie, to musi oprzeć się na tym, kim on jest i jakie są jego przyszłe zadania. To zaś stanowi obiek­tywny konkret, w którym nie ma miejsca na subiektywne wahania.

 

Druga fałszywa teza ideologii gender

 

Teza: płeć jest kwestią wyboru ludzkiej świadomości, a nie cechą ludzkiej natury, która jest taka sama u mężczyzny i u kobie­ty. Nie ma natury męskiej i natury kobiecej, jest tylko jedna natura ludzka. Zadaniem wy­chowania jest: po pierwsze – uświadomienie dziecku istnienia dwóch płci, a nawet trzech, łącznie z "płcią nijaką", oraz uświadomienie mu, że może dokonać wyboru swojej płci; po drugie - dopomożenie dziecku w dokona­niu takiego wyboru. Budowa ludzkiego ciała nie powinna mieć dla wyniku tego wyboru żadnego znaczenia. Dziecko, odpowiadając na pytanie, "Kim jestem - chłopcem czy dziewczynką?", nie powinno brać pod uwagę fizycznej budowy swego ciała, ale jedynie to, kim się czuje. O wszystkim zdecydować ma stan świadomości. Teza, iż o prawdzie decy­duje stan świadomości, jest rozpowszechnio­na w systemach spirytualistycznych, a szcze­gólnie w wielu odmianach protestantyzmu.

Odpowiedź: natura ludzka jest rzeczy­wiście jedna w tym sensie, że i mężczyźni, i kobiety są ludźmi. Jednak nie we wszyst­kich wypadkach natura ludzka jest taka sama. Mężczyzna jest człowiekiem i kobieta jest człowiekiem, ale każde z nich jest czło­wiekiem na swój własny, odmienny sposób.

Wymownym przykładem jest choćby tylko ludzka dłoń. Jest ona u mężczyzny i kobie­ty zbudowana dokładnie tak samo, a jednak porównując je, nie sposób pomylić dłoni mę­skiej z kobiecą. Wychowanie ten naturalny stan bycia chłopcem lub bycia dziewczyną musi honorować i rozwijać w świadomości dziecka.

Budowa ciała świadczy o pewnych okre­ślonych cechach psychicznych człowieka, a nie są one u chłopców i dziewczyn iden­tyczne. Ujawniają się one stopniowo, podczas gdy to, jak zbudowane jest ciało dziecka, wi­dać od razu. Wychowawca po budowie cia­ła dziecka poznaje, z kim ma do czynienia i dostosowuje do tego działania wychowaw­cze. Niektóre niezmienne, zewnętrzne ce­chy ludzkiego ciała (np. budowa narządów płciowych) nie są dla świadomości człowieka obojętne, lecz manifestują jego niezmienną tożsamość.

 

Trzecia fałszywa teza ideologii gender

 

Teza: wszyscy ludzie są równi, dlatego sposób wychowania powinien być taki sam wobec chłopców, jak i dziewcząt. Zabawki i stroje powinny być dla dzieci, a nie dla chłopców albo dla dziewczynek. Należy wy­chowywać dziecko tak, jakby jego płeć była przynajmniej na początku kwestią otwartą, a nie tak, jakby dziecko od początku było zdeterminowane swoją płcią. Nie istnieje żadna wrodzona, psychiczna różnica pomię­dzy płciami, dlatego nie ma żadnych natu­ralnych, specyficznie męskich lub żeńskich zadań czy funkcji społecznych. Wyznaczenia tych zadań i funkcji dokonano różnie w po­szczególnych społeczeństwach; stanowi to wytwór uwarunkowań danej kultury i jest wynikiem swoistej umowy społecznej, jaką ludzie zawarli ze sobą w danej kulturze. Jeśli więc np. przyjmujemy zasadę, że dziecko zbu­dowane jak chłopiec, traktujemy jak chłopca, to robimy mu krzywdę. Wychowawca po­winien traktować dzieci w taki sam sposób, bez względu na to, jak zbudowane są ich ciała - przynajmniej do czasu, gdy same jedno­znacznie nie określą, kim są, chłopcami czy dziewczynkami. Stan, w którym mężczyzna i kobieta muszą wchodzić w społecznie ak­ceptowalne role, wbrew swym subiektyw­nym zapatrywaniom, jest wynikiem niespra­wiedliwej, z góry narzuconej wizji płciowości.

 

Odpowiedź: "wszyscy ludzie są równi" - to często powtarzane hasło, ale rzadko kie­dy próbuje się wyjaśnić je szczegółowo. Hasło to ma niewątpliwie bardziej cechy narzędzia propagandowego, niż diagnozy ukazującej rze­czywisty stan. Na pewno wszyscy ludzie są tak samo kochani przez Boga, który jest tak samo Ojcem dla wszystkich i za wszystkich umarł na krzyżu, pragnąc, by wszyscy dostąpili wiecz­nego szczęścia. Wszyscy ludzie mają tę samą bytową (metafizyczną) istotę. Jednak wszyscy ludzie znacząco różnią się między sobą, ich metafizyczna bytowość realizuje się w różnych konkretach, np. poprzez różnicę pamięci i tem­peramentu, stopnia inteligencji i odporności psychicznej - a także właśnie poprzez różnicę płci! Nie wolno tych różnic minimalizować.

Jeśli ktoś chciałby wychowywać dzieci bez uwzględnienia ich różnych płci, to po­stępowałby tak, jakby w wychowywaniu nie uwzględniał ich różnych temperamen­tów. Im szybciej wychowawca zidentyfi­kuje, z jakim dzieckiem ma do czynienia (flegmatyczne, choleryczne, sangwiniczne lub melancholiczne), tym lepiej dobierze środki wychowawcze. Określenie płci jest

dużo prostsze niż określenie temperamentu. Ale nieuwzględnienie różnicy płci jest dużo szkodliwsze dla dziecka, niż nieuwzględnie­nie różnicy temperamentu. Dlatego zajęcia wychowawcze, przynajmniej z niektórych przedmiotów, np. z wychowania technicz­nego czy fizycznego, powinny być zróżnico­wane w zależności od płci.

 

Czwarta fałszywa teza ideologii gender

 

Teza: płeć. danego człowieka jest wyni­kiem stanu jego świadomości i może się zmieniać, tak jak zmieniać się może stan świadomości. Niezmienna płeć nie należy do istoty człowieka. Ludzie tej samej płci mogą zawierać "małżeństwo", takie samo, jak mał­żeństwo mężczyzny i kobiety. Płeć jest swe­go rodzaju okazją do uzyskania satysfakcji, z czym wiąże się nieskrępowane prokreacją życie seksualne. Powinno być ono swobodne, bowiem chodzi o uzyskanie jak największej satysfakcji związanej z płciowością. Temu ma też służyć jak najwcześniej rozpoczęta "edu­kacja seksualna", a jej celem ma być poucze­nie dziecka i młodego człowieka, w jaki spo­sób czerpać największą satysfakcję z własnej płciowości.

 

Odpowiedź: przede wszystkim trzeba zaprotestować przeciw użytym w tej te­zie określeniom. Nie ma czegoś takiego jak "małżeństwo" osób tej samej płci, ani

czegoś takiego jak "edukacja seksualna". Małżeństwo jest nierozerwalnym związ­kiem mężczyzny i kobiety. I takim pozosta­nie zawsze. Nie należy pojęcia małżeństwo opatrywać jakimś specjalnym, uszczegóła­wiającym, definiującym przymiotnikiem, bo to oznacza mniejszą czy większą kapitu­lację przed wynaturzeniami. Jeśli mówimy "małżeństwo osób tej samej płci" to jest to całkowita kapitulacja wobec wynaturzenia. Ale kapitulujemy także, gdy mówimy "mał­żeństwo tradycyjne", bo tym samym do­puszczamy myśl, że może być jakiekolwiek inne.

Amerykański pisarz Chuck Huber powiedział niedawno: "W momencie kiedy przyznasz się do bycia otwartym zwolenni­kiem «tradycyjnego małżeństwa», tym sa­mym uznałeś klęskę pojęcia «małżeństwo», Nie ma ważniejszej i bardziej niebezpiecz­nej linii frontu niż ta, gdzie rozgrywa się sub­telna i podstępna bitwa na słowa".

Podobnie jest z terminem "edu­kacja seksualna", Nie ma czegoś takiego jak edukacja seksualna. Jest natomiast depra­wacja seksualna pole­gająca na uwolnieniu ludzkiej płciowości spod prawa moralnego, w imię osiągnięcia maksymalnej, zmysłowej satysfakcji.

Płeć nie jest czymś przypadkowym, ale stanowi dar Boga dla człowieka. Nie moż­na jej zmienić, tak jak nie można zmienić swej natury, koloru skóry, linii papilarnych. Po prostu nie można przestać być tym, kim się jest. Płciowość nie jest rozrywką, która ma dać człowiekowi jak największą przyjem­ność. Jest natomiast darem, który umożliwia człowiekowi realizację zadania wyznaczone­go mu przez Boga. Satysfakcja płynąca z tego daru jest sprawą wtórną i musi być podpo­rządkowana celowi wyższemu, jakim jest od­powiedzialna prokreacja.

 

Zarys chrześcijańskiej nauki na temat płciowości ludzkiej

 

Nauka ta, przynajmniej w głównej części, jest przestawiona w dwóch orzeczeniach pa­pieskich: w encyklice Leona XIII Arcanum Divinae sapientiae (O sakramencie małżeń­stwa) i w encyklice Piusa XI Casti connubii (O małżeństwie chrześcijańskim).

 

l. Między mężczyzną a kobietą istnie­je nie tylko różnica fizyczna w budowie ich ciał, ale też różnica psychiczna w konstrukcji ich osobowości. Kobieta odczuwa, przeżywa samą siebie i otacza­jący ją świat inaczej niż mężczyzna. Te wi­doczne różnice są za­korzenione w nadprzy­rodzonym wymiarze ludzkiej natury. Oto "stworzył Bóg człowie­ka na obraz swój, na obraz Boży stworzył go, mężczyzną i nie­wiastą stworzył ich" (Rdz l, 27). Istotą czło­wieka, zarówno męż­czyzny jak i kobiety, jest nie tyle jedna czy druga płeć, ile "duch w ciele", czyli nieśmier­telna dusza, znajdująca się w niepowtarzal­nym, ożywianym przez nią ciele. Ponieważ człowiek taką duszę ma, dlatego możemy go nazwać animal rationale.

Człowiek jest przez Boga, w Bogu i dla Boga stworzony na "obraz i podobieństwo" swego Stwórcy (por. Rdz l, 26). Rozum ludz­ki jest słabym odzwierciedleniem doskona­łego rozumu Boga. Wola ludzka jest cieniem wszechmocnej woli Bożej. To, kim jest Bóg w bezgranicznej wieczności, człowiek żyjący na ziemi może jedynie nieudolnie odzwier­ciedlać, naśladować, uobecniać, niejako ko­piować. Stworzenie w swej ograniczoności potrafi odzwierciedlić tylko nieliczne z nie­skończonych aspektów rzeczywistości Boga. Dlatego Bóg stworzył człowieka w różnorod­ności płci. Człowiek jako mężczyzna potrafi odwzorować pewne cechy Boga, a człowiek jako kobieta inne, różne od tych pierwszych.

Różnica między płciami jest czymś bardzo pozytywnym, ponieważ daje każdej z płci bardzo szczególne, odrębne, niepowtarzalne wartości. Dzięki niej mężczyzna może pa­trzeć na kobietę - i vice versa - z podziwem oraz szacunkiem, dać jej - i vice versa - to czego ona nie ma. W tym wzajemnym obda­rowywaniu się leży najgłębszy sens i istota wzajemnej relacji kobiety i mężczyzny, czyli miłość rodząca owoce, owocująca nowym życiem. Tak więc poprzez zróżnicowanie płci człowieczeństwo zostało ubogacone, co jest pewną (analogiczną) ilustracją bogactwa natury Bożej, którą wyraża każda z trzech Boskich Osób.

 

2. Oto dwa wymowne przykłady podo­bieństwa człowieka, jako mężczyzny i ko­biety (w obu płciach) do Boga. Przykład pierwszy: mężczyzna odzwierciedla Bożą transcendencję, a kobieta Bożą immanencję.

         A. Mężczyzna jest odbiciem Boga obec­nego "ponad nami". Dlatego szuka on Boga "ponad wszelkim bytem", badając dzie­ło Boga, rozmyślając o Nim w kontekście Jego wielkości i zgłębiając Jego tajemnice. Mężczyzna jest odbiciem transcendentne­go Boga przez to, że Go naśladuje w Jego stwórczym działaniu, w Jego dominacji nad rzeczami i w podporządkowywaniu sobie rzeczy. Na ziemi mężczyzna uczestniczy w Bożym autorytecie. Jest głową, przywódcą, organizatorem, dowódcą wojskowym, ka­płanem. Jego inteligencja planuje działania, a wola realizuje plany i osiąga cele. Jest więc jednocześnie architektem i bu­downiczym pałacu lub świątyni (dokładnie tak, jak Antonio Gaudi). Ten transcendentny charakter Boga obecny w mężczyźnie, jawi się szczególnie w byciu przez mężczyznę przyczyną i celem. W relacji intymnej do ko­biety, to mężczyzna daje część siebie, a kobie­ta tę część przyjmuje. Podobnie jak Bóg daje się stworzeniom, powołując je do istnienia, a one, stając się, przyjmują Go. To mężczyzna wyznacza cel społeczności, podobnie jak czy­ni to Bóg wobec całego stworzenia.

 

B. Kobieta jest natomiast odbiciem opie­kuńczości i troskliwości, jaką Bóg otacza Swe stworzenia. Ukazuje Boga bardziej jako obec­nego "w nas", niż jako górującego "nad nami", a więc ukazuje Bożą immanencję. Spoczywa w Bogu, znajduje w Nim ochronę, bezpie­czeństwo, dom, przystań. Ją samą można po­równać do osobowego domu, kielicha. To ona ma w sobie łono zdolne do przyjęcia nowego życia. Jest tą, która przyjmuje życie, jak dom - wędrowca, jak kielich - wino, jak port ­statki i okręty. Kobieta jest strażniczką życia Bożego i miłości. Jest przede wszystkim tą, która w Bogu spoczywa, a mężczyzna przede wszystkim tym, który Boga szuka, tajemnice Boga bada i odtwarza.

 

C. Bóg działa nieustannie ukryty w naj­głębszej istocie wszelkiego bytu, napełnia wszystko życiem, wspiera, chroni i utrzymuje Swoje dzieło w istnieniu. Błogosławi wszyst­ko, otacza opieką, strzeże. Jest On, powtarza­jąc za św. Augustynem, w głębi stworzenia bezustannie tryskającym źródłem, ojcowską praprzyczyną wszelkiego bytu i brzemien­nym, matczynym łonem. W Swoje kocha­jące, troskliwe oddanie się Swemu stworze­niu, Bóg wprowadził w szczególny sposób

kobietę. Może ona uczestniczyć w rządach Opatrzności Boga jako matka przyjmująca, otaczająca troskliwością i dająca wzrost ży­ciu. Może ona służyć życiu, być bezpiecznym skarbcem, gdzie powstaje i rozwija się życie. Dlatego imię pierwszej kobiety brzmi Ewa, co znaczy "matka żyjących". Bóg obdarza kobietę cechami, których ona potrzebuje, by tę misję wypełniać, a więc przede wszystkim daje siłę i zdolności, by przyjmować, nosić, wydawać na świat, karmić i wychowywać nowe życie.

Daje też takie cechy, dzięki którym może życiu służyć, troskliwie je strzec i chronić. U zwierząt także istnieje instynkt macierzyń­ski, jest to słabe odbicie ludzkiej - kobiecej siły przyjmowania i chronienia życia. Kobieta przyjmuje życie, daje dziecku pod swym ser­cem bezpieczne schronienie, a po narodzinach dba o jego wzrastanie. Chroni i utrzymuje przy życiu chłopca, tak by mógł stać się męż­czyzną, lub dziewczynkę, by mogła dorosnąć i stać się kobietą. Jest dla dzieci ostoją, domem, miejscem ucieczki i źródłem poczucia bezpie­czeństwa. Zwrócona ku bliźnim, troszczy się o ochronę życia zagrożonego, w miarę możli­wości stara się zaradzić ubóstwu, łagodzić bie­dę. Ojcowie Kościoła nazywali ją strażniczką miłości, sercem świata.

 

D. Połączenie odmienności "Bóg w nas" i "Bóg ponad nami" widoczne jest w zjedno­czeniu mężczyzny i kobiety. Znajdujemy dla tego zjednoczenia piękny symbol - drzewo. Kobieta jest niewidocznym, ukrytym korze­niem, nośnym fundamentem, mężczyzna zaś jest widoczną koroną. Kobieta jest całą istotą drzewa, zanurzoną w płodnej ziemi, mężczy­zna zaś jest konkretnym rozkwitem drzewa we wszystkich jego widocznych formach, aż po sam wierzchołek. Kiedy więc mężczyzna i kobieta harmonijnie jednoczą się, ich zaślu­biny ukazują w pełni obraz Boga i wskazują, jaka powinna być rodzina ludzka.

 

3. Przykład drugi: mężczyzna odzwiercie­dla Bożą sprawiedliwość, a kobieta Boże mi­łosierdzie. Nam, ludziom, trudno przychodzi pogodzić ze sobą te dwa przymioty Boga. Trudno zrozumieć fakt, że w Bogu sprawie­dliwość i miłosierdzie nie stanowią przeci­wieństwa, ale dopełniają się. Bóg jest najlep­szym Ojcem, a jednocześnie sprawiedliwym władcą, ustawodawcą i sędzią. Mężczyzna i kobieta w swym zjednoczeniu są odbiciem sprawiedliwego i jednocześnie kochającego ponad wszystko Boga.

A. Mężczyzna uosabia przede wszystkim Boską sprawiedliwość. Jego zadaniem jest rządzić i zaprowadzać porządek w duchu sprawiedliwości, a więc każdemu oddać to, co mu się należy zgodnie z jego natu­rą i wcześniej zawartymi umowami. Aby tego dokonać, mężczyzna potrzebuje ta­lentu organizacyjnego, potrzebuje również odpowiedniego autorytetu, by strzec po­rządku i go sankcjonować. Mężczyzna ma wyczucie rzeczowego porządku i umiaru. Najważniejszy jest dla niego obowiązek po­noszenia odpowiedzialności za swoje dzia­łania, dopiero potem przychodzą porusze­nia miłości.

B. Kobieta natomiast uosabia Boskie miło­sierdzie. Jeśli tylko może kochać i ofiarować siebie, przynieść komuś ulgę w cierpieniu, okazać litość, czyni to hojnie, nie pytając, dlaczego i po co. To gorące pragnienie mi­łości nie zna w niej granic, jak niewyczerpa­ny strumień, który płynie rwącym prądem. Po grzechu pierworodnym to pragnienie mi­łości może stać się łatwo przyczyną zguby, co chyba najlepiej ukazuje przykład św. Marii Magdaleny. Czyż sam Chrystus nie powie­dział, że kochała bardzo, ale swą miłość źle ukierunkowała? Nie strzegła miłości, więc rozlała się ona bezładnie i została zmarnowa­ła, tak jak roztrwoniony zostaje cenny napój, gdy ktoś bezmyślnie rozlewa go po posadz­ce, zamiast ostrożnie wlać do pucharu. Siła miłości kobiecego serca potrzebuje dłoni, która ją podtrzyma i poprowadzi, a strumie­nie tej miłości niejako zbierze, nadając im odpowiednią formę, strukturę i ład. Kobieta będzie potrafiła właściwie zarządzać swoją miłością, jeśli pozwoli, aby wewnętrzne bo­gactwo jej życiodajnych uczuć zostało wzięte w karb pewnego porządku, którego zarządcą jest mężczyzna. Ona jest sercem, a on głową. Ona jest ogniskiem miłości, on jest ogni­skiem sprawiedliwości.

 

4. Różnica płci umożliwia, po pierwsze - wzajemne zjednoczenie, po drugie - re­alizację życiowego zadania bycia ojcem i matką. Doskonałe odzwierciedlenie naj­głębszej istoty Boga w człowieku następu­je wtedy, gdy mężczyzna i kobieta łączą się nierozerwalnym węzłem miłości. To stano­wi, zgodnie z wolą Boga, ich przeznaczenie na ziemi: "Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem" (Rdz 2, 24; Mt 19, 5). Różnica płci ubogaca człowie­ka i służy temu, by móc się wzajemnie uzu­pełnić, tak jak dwie ręce ma on po to, aby dobrze wykonać swoją pracę. Lewa ręka wspiera prawą, a prawa - lewą, razem wy­konując dzieło.

 

Szaleństwo ideologii gender Ideologia gender zaciera różnice pomię­dzy płciami, relatywizuje je lub zmienia te, które wytyczył Bóg, ustanawiając porządek natury i prawa biologii. Takie postępowanie nie może dokonać się bez szkody człowie­ka, a także - dodajmy to, co najważniejsze - bez obrazy Boga. Wpływ ideologii gender na tożsamość wychowanka jest zdecydowa­nie destrukcyjny. Podstawowa odpowiedź na pytanie o doczesną celowość człowieka wiąże się z jego płcią i z wynikającymi z niej za­daniami. Określona w chwili poczęcia i sta­bilna płeć jest darem od Boga, który to dar człowiek powinien rozwijać dla Bożej chwały i dla swego własnego pożytku.

Zaprzeczanie odrębnym rolom społecz­nym mężczyzny i kobiety jest burzeniem ładu ustanowionego przez Stwórcę i po­rządku społecznego, umożliwiającego wła­ściwy rozwój osoby ludzkiej. Należy więc ze wszystkich sił przeciwstawić się tej ide­ologii. Wychowawcy, rodzice, nauczycie­le i kapłani powinni szanować i rozwijać, a nie niwelować, odrębność płci u swoich podopiecznych.

Dziewczęta powinny od­najdywać swą tożsamość w trzech wymia­rach jako virgo, sponsa, mater - dziewica, żona, matka. Piękno, miłość i przyjęcie daru życia - oto ich główne życiowe zadania.

Chłopcy zaś powinni odnajdywać swą toż­samość w wymiarach przewodnika, obrońcy i ojca. Męstwo, służba i odpowiedzialność - oto ich podstawowe życiowe zadania.

Ideologia gender wszystkiemu temu total­nie i radykalnie zaprzecza. Stoi w oczywistej sprzeczności ze wszystkim, co znajdujemy w encyklice papieża Piusa XI Divini illius magistri (O chrześcijańskim wychowaniu młodzieży). Jest jakby ostatnim etapem bu­rzenia ładu ustanowionego przez Boga; ładu, który odzwierciedla w sobie natura. Jeśli cele ideologii gender zostaną osiągnięte, to - do­prawdy - już nic nie pozostanie normalne w społecznym wymiarze ludzkiego życia.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.