Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 58 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow Kultura II arrow O ćwierć-inteligentach - logicznie...
Monday 06 July 2020 10:33:26.29.
migawki

 Pielgrzymka 2020. Piesza Międzynarodowa Pielgrzymka Tradycji Katolickiej Warszawa-Jasna Góra

Proszę o gorące modlitwy o zdrowie ks. prof. Stanisława KOCZWARY.

 
W Y S Z U K I W A R K A
O ćwierć-inteligentach - logicznie... Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
10.04.2009.

[O ćwierć-inteligentach -  logicznie... Przypominam tekst. p. StM - bo jest genialny. I ciągle potrzebny. MD ]

Kuszenie Lecha Kaczyńskiego

Felieton  ·  tygodnik „Nasza Polska”  ·  2008-09-09   www.michalkiewicz.pl

W „Listach starego diabła do młodego”, stojący u progu wielkiej kariery młody diabeł instruowany jest przez życzliwego przełożonego, Piekielną Ekscelencję podsekretarza stanu (gdzież biurokracja ma się rozwijać, jak nie w piekle, skoro jest z piekła rodem?), w jaki sposób ma doskonalić swoje umiejętności kusicielskie. Jedna z najistotniejszych wskazówek głosiła, że należy w ludziach wzbudzić niezachwiane przekonanie, iż żadnych diabłów nie ma. Jeśli tylko w to uwierzą, dalsze kuszenie pójdzie już, jak z płatka. Czyż nie z tego samego powodu „Gazeta Wyborcza” tak energicznie zwalcza teorię spiskową, twierdząc, że żadnych spisków nie ma i nigdy ich nie widziano? Za panią matką mądrości te powtarzają tłumy pół i ćwierćinteligentów i ich wiary nie jest w stanie zachwiać nawet ogłoszenie przez redaktora Michnika dyspensy na spiskową teorię z okazji przyjścia Lwa Rywina z propozycją korupcyjną. Okazało się, że „grupa trzymająca władzę” zawiązała szatański spisek przeciwko angelicznej spółce „Agora”. A skoro taki spisek mógł zostać zawiązany, to czyż nie mógłby pojawić się również inne? Czy wobec tego wypada tak radykalnie odrzucać teorię spiskową? Oczywiście czytelnicy „Gazety Wyborczej” takich pytań nigdy sobie nie postawią; gdyby umieli je stawiać, nie byliby pół, ani tym bardziej - ćwierćinteligentami i „Gazety Wyborczej” by nie czytali. A skoro czytają, to znaczy... i tak dalej, quod erat demonstrandum.

A właśnie „Gazeta Wyborcza” pilotuje apel byłych ministrów spraw zagranicznych, do którego przyłączył się też urzędujący minister Radosław Sikorski, do prezydenta Lecha Kaczyńskiego, żeby niezwłocznie ratyfikował Traktat Lizboński. Jaka szkoda, że tego apelu ze zrozumiałych względów nie podpisał „drogi Bronisław”; chociaż z drugiej strony – jakie tam znowu „zrozumiałe względy”? Czyż wydobycie podpisu w słusznej sprawie nawet zza grobu jest dla razwiedki w dzisiejszych czasach trudnością naprawdę nie do pokonania? Wyobraźmy sobie, ileż można by z tego odnieść korzyści, że wymienię tylko tę, iż pojawienie się takiego podpisu byłoby nieodpartą przesłanką na rzecz santo subito i w ogóle. W takiej sytuacji może ścisłe kierownictwo „GW” jeszcze się zastanowi i uzupełni apel byłych ministrów i ministra aktualnego również podpisem „drogiego Bronisława”? Czyż tak poważnej zastawce płynącej z zaświatów mógłby oprzeć się nawet polityk uważany za tak upartego, jak prezydent Lech Kaczyński? A przecież tylko najpoważniejsza zastawka mogłaby przekonać prezydenta do dobrowolnego ograniczenia własnych możliwości działania – co niewątpliwie nastąpiłoby po ratyfikacji wspomnianego Traktatu. Czyż mógłby na przykład, wraz z innymi prezydentami, polecieć do Gruzji bez pozwolenia Wysokiego Przedstawiciela Unii Europejskiej? Kto zresztą wie, czy właśnie nie z tego powodu na jego niezwłoczną ratyfikację tak nalegają byli ministrowie spraw zagranicznych? Nie są oni prezydentowi Kaczyńskiemu specjalnie życzliwi. Poza tym - żyją przecież jeszcze ludzie pamiętający, jak minister Antoni Macierewicz oskarżył byłych ministrów spraw zagranicznych o to, iż byli „agentami”. Co prawda potem wycofał się z tego oskarżenia, twierdząc, iż użył „skrótu myślowego”, ale z drugiej strony, inny minister spraw zagranicznych, książę Gorczakow twierdził, że nie wierzy informacjom nie zdementowanym. Więc skoro książę Gorczakow by Antoniemu Macierewiczowi wierzył, to czemuż nie mielibyśmy wierzyć i my? W końcu w każdym podręczniku historii, nawet tym napisanym ongiś przez Helenę Michnik, można przeczytać, że w czasach saskich i stanisławowskich, polscy posłowie, senatorowie i ministrowie byli na pensji obcych dworów. No a teraz? A teraz nie są, bo to jest surowo zabronione?

Ale nie tylko w sprawach zagranicznych pan prezydent jest kuszony. Przemawiając z okazji kolejnej rocznicy podpisania tzw. porozumień sierpniowych, opowiedział się za państwem solidarnym, które każdemu zapewni godne życie i w ogóle. Wszystko to być może, chociaż warto też zwrócić uwagę na odwrotną, wstydliwą stronę państwa solidarnego, mianowicie – dług publiczny. Jeszcze za czasów pani Zyty Gilowskiej przekroczył on poziom 500 miliardów złotych, teraz zbliża się już do poziomu 600 miliardów, zaś w roku 2010, kiedy to mają odbyć się wybory prezydenckie, osiągnie poziom 700 miliardów, czyli więcej, niż trzy roczne budżety państwa! To zresztą jest tylko część problemu, bo druga część – to koszty obsługi tego długu, czyli spłacanie procentów. Minęły już czasy, gdy wynosiły one 27 miliardów złotych rocznie; teraz koszty obsługi długu sięgają ok. 30 miliardów, a w roku 2010 mają wzrosnąć do prawie 34 miliardów złotych. 34 miliardy złotych w przeliczeniu na mieszkańca, to 900 złotych rocznie. Tyle każdy Polak będzie musiał w roku wyborów prezydenckich zapłacić lichwiarskiej międzynarodówce za złudzenie „godnego życia”. Statystyczna, pięcioosobowa rodzina, będzie musiała zatem zapłacić tylko z tego tytułu prawie 5 tysięcy złotych – a przecież w państwie solidarnym jest jeszcze wiele innych podatków. I ta okoliczność najlepiej tłumaczy przyczynę, dla której coraz więcej rodzin w Polsce nie jest w stanie skorzystać z owoców wzrostu gospodarczego. Po prostu nie może ich nawet przez chwilę potrzymać; zaraz musi je oddać tubylczej biurokracji z piekła rodem oraz żyjącej z nią w symbiozie lichwiarskiej międzynarodówce, która ostatnio koncepcję „państwa solidarnego” bardzo sobie chwali.  Stanisław Michalkiewicz     www.michalkiewicz.pl

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.