Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 56 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow Kultura II arrow Żeby dostać literacką nagrodę trzeba być Żydem? ....albo pisać o Żydach?
Tuesday 12 November 2019 22:56:38.28.
migawki

Na ekrany polskich kin wszedł film "Nieplanowane" i rozległo się... wycie

W głównym wyd. Wiadomości TVP ani słowa o wielkiej manifestacji patriotycznej - Marszu Niepodległości. Wstyd, Prezesie. Mały przywódca. Więc i mali ludzie.

Próbują już POPiSu w „parlamencie”… brrrr… Kochajcie się.

======================

Diabeł do Rybaka z Watykanu: Teraz już tylko pachamamy, bałwany łowić będziesz

==========

13.11.2019 Wałbrzych – comiesięczna Adoracja Najświętszego Sakramentu i Msza Święta za Ojczyznę
 
W Y S Z U K I W A R K A
Żeby dostać literacką nagrodę trzeba być Żydem? ....albo pisać o Żydach? Drukuj Email
Wpisał: Coryllus   
26.11.2013.

Żeby dostać literacką nagrodę trzeba być Żydem?

 

18.11 Coryllus

 

 

         ….albo pisać o Żydach?

 

Oczywiście wyłącznie dobrze, bo jakikolwiek inny sposób pisania nie wchodzi w grę. Znajoma podrzuciła mi wczoraj link do bloga naszego kolegi publicysty, który produkuje się od dawna w salonie24 na tematy, że się tak oględnie wyrażę, około-artystyczne. Założył nawet lubczasopismo pod tytułem „Poetry&Paratheatre” http://prognozy2030.salon24.pl/548946,krystyna-dabrowska-laureatem-nagrody-im-wislawy-szymborskiej .

I właśnie wczoraj okazało się, że publicysta ma dar prorokowania, otóż jeszcze we wrześniu przewidział, że nagrodę im. Szymborskiej dostanie niejaka Krystyna Dąbrowska, autorka tomiku „Białe krzesła”. I rzeczywiście 200 tysięcy złotych pofrunęło do tej całej Dąbrowskiej.

Ja to od razu chcę porównać z nagrodą za najlepszą książkę historyczną, którą wręcza kapituła z profesorem Dudkiem na czele. Otóż za tę historyczną jest 60 tysięcy do podziału na 15 osób. A jak się trzeba namęczyć...Tutaj zaś 200 tysięcy za jeden nędzny tomik, który można wytrzaskać na przystanku autobusowym, opowiadając potem, że powstawał kilka lat wśród mąk i dusznych rozterek.

Oczywiście kolega publicysta, który ma pretensje do znawstwa i ilorazu przyjdzie tu zaraz i powie, że się nie znam, bo wiersze Dąbrowskiej są wybitne i głębokie, a do tego nowoczesne. To zaś, że są one akurat o rabinach kiwających się na białych, plastikowych krzesłach przed ścianą płaczu nie ma żadnego znaczenia. Liczy się tylko jakość i głębia tej poezji. No więc ja mam inne zdanie. W przeciwieństwie do publicysty nie studiowałem polonistyki w Lublinie tylko historię sztuki w Warszawie.

Było to bardzo ciężkie doświadczenie, za które mam nadzieję, parę osób wypłaci mi kiedyś jakieś zadośćuczynienie. I powiem Wam, że nie ma takiego hochsztaplera, na którego bym się nabrał. Nie ważne czy to dotyczy to sztuk plastycznych czy poezji. Otóż, poza chrześcijaństwem i treściami, które ono niesie, nie ma czegoś takiego jak sztuka czy poezja uniwersalna. To jest wymysł Brytyjczyków, którzy w ten sposób próbowali lansować swoją wersję historii i swoją wersję współczesności. Dziś bawią się w to, na szczęście w sposób o wiele bardziej czytelny, Żydzi.

Sztuka to mili moi, poza oczywiście sztuką chrześcijańską, która jest uniwersalna, to propaganda plemienna i nic więcej. Tak więc nigdy nie uwierzę w to co pisze na swoim blogu publicysta, a już cytat z Singera, który napisał ponoć, że podstawowe studia nad literaturą trwają 15 lat to jest prawdziwa komedia. Autor kilku ramot bez pointy, czytadeł dla znudzonych córek wielkich przemysłowców, nie może orzekać ile mają trwać studia nad literaturą i nie może w ten sposób mącić ludziom w głowach.

No, ale wróćmy do Dąbrowskiej. Zanim dali je te dwie bańki, dostała jeszcze nagrodę Kościelskich. I co? Widzicie teraz biedni autorzy książek historycznych, dostający groszowe nagrody? Widzicie jak to się robi w Chicago? Czy dociera do was gdzie się znaleźliście? Pewnie nie, ale to i tak nie ma znaczenia.

Nikt kto nie uprawia propagandy plemiennej nie ma szans na żadną poważną nagrodę. Ludzie zaś tacy jak nasz kolega publicysta to niestety pożyteczni idioci, który maskują ten stan rzeczy opowieściami o konkursach poetyckich. Tak się składa, że mamy tu na blogach nową koleżankę, ona ma nick kobieta kula, jest osobą ciężko doświadczoną, ma za sobą bowiem udział w nieskończonej ilości konkursów poetyckich. Wiele z nich wygrała i kto jak kto, ale kula wie dokładnie jak ta instytucja jeździ i na czym się trzyma.

Nie wciskaj nam więc miły publicysto kitu i nie szpanuj, bo my tego łykać nie będziemy. Dąbrowska dostała nagrody za tomik „Białe krzesła”, bo wpisuje się tym tomikiem w ogólnoświatowy trend polegający na tym, że o Żydach piszemy jedynie dobrze, po głębokim namyśle i z wielką empatią. Jest to o tyle dziwne, że żaden Żyd tak nie pisze. Piszą tak tylko goje. I za to właśnie są oni nagradzani. Dlatego każdy szanujący się autor powinien przede wszystkim unikać konkursów ogłaszanych w obiegu oficjalnym i ostatnia rzecz na jaką powinien liczyć to sukces po uzyskaniu nagrody w jednym z takich konkursów. To wszystko służy czemuś innemu, temu mianowicie, byśmy odwrócili się od swojej tradycji i od swoich, plemiennych spraw, a także od treści chrześcijańskich.

Czy taki program na szansę na sukces? Moim zdaniem nie, bo to wszystko robi się już tak prymitywne, że nikt poza kierownikami prowincjonalnych domów kultury nie wierzy w takie ustawki. Żydzi niestety przegrają i będą musieli zmienić taktykę tego swojego lansu. Nie dlatego bynajmniej, że my się im postawimy, ale dlatego, że konkurencja jest za ostra. Przypominam, że w każdej polskiej księgarni leży książka pod tytułem „Jak Wielka Brytania zbudowała świat nowoczesny”. Ta książka i jej autor znajdują się w takich obszarach stratosfery, że Dąbrowska tam nie doleci nigdy, nawet na izraelskim myśliwcu, a o laureatach konkursów historycznych organizowanych przez profesora Dudka nie ma nawet co wspominać.

No, ale póki co mamy to co mamy. Moje dziecko wypożyczyło sobie ostatnio z biblioteki książkę pod tytułem „Wszystkie lajki Marczuka”. Książeczka jest cienka, napisana na kolanie, ma może ze 120 stron. Opowiada o tym, że dzieci w szkole piszą pracę na konkurs, o bohaterach z czasów wojny, którzy pomagali Żydom. Nagrodą jest wycieczka do Izraela. I pewien chłopiec wygrywa tę wycieczkę historią o Marczuku co ratował Żydów. Na koniec zaś przyznaje się do tego, że żadnego Marczuka nie było i on to wszystko zmyślił. Taki suspens dla młodocianych Polaków z prowincji, żeby znali swoje miejsce. Ja mojemu dziecku nie zabraniam czytać takich książek, choć są prymitywne, głupie i w istocie chamskie. Nie czuję też dyskomfortu, bo on doskonale odczytuje podprogowy przekaz tego dzieła. Od razu przeszła mu ochota na wyjazd do Izraela, o którym od czasu do czasu marzył. Bingo! Znowu sukces chciałoby się zakrzyknąć. Za to moje drugie dziecko, to mniejsze, w kółko gada, żebyśmy do tego Izraela jechali. Zgadnijcie gdzie? Powiem wam, ale wspomnę tylko, że jak się od tej wycieczki wykręcamy to ona płacze. Otóż jej marzeniem jest pojechać do Betlejem. Myśli, że tam jest ta stajenka i osiołki przy żłobie. Skaranie boskie z tymi dziećmi...

Od niedawna sprzedajemy książkę Toyaha o zespołach, póki co jest ona dostępna jedynie na stroniewww.coryllus.pl, w księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 i w Sklepie FOTO MAG przy metrze Stokłosy oraz w księgarni Latarnik przy Łódzkiej 8/12 w Częstochowie, nie mam jej jeszcze, ale niedługo mam nadzieję będzie. Są tam za to wszystkie inne nasze książki. Zapraszam.

Zmieniony ( 26.11.2013. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.