Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 101 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow Bieżące 13 arrow Jarosław Kaczyński na eurohaju, salon i lemingi w delirce, czyli ukraińskiej histerii ciąg dalszy
Wednesday 23 October 2019 20:34:17.27.
migawki
Człowiek, kapłan, który w Ogrodach Watykanu przyjmuje błogosławieństwa szamanek, tańczy i kiwa się wokół „świętego Ognia” czy „śniętego Węża”, nie jest katolikiem, nie jest heretykiem. Jest APOSTATĄ, czyli kapłanem Szatana.
A w Polsce w wielu parafiach obchodzi się "święto kremówki". Nie dziwi więc, że realizacja proroctw, rewolta w Watykanie umyka uwadze owieczek i co głupszych pastuchów. To jest hermeneutyka ciągłości !
==============
 
W Y S Z U K I W A R K A
Jarosław Kaczyński na eurohaju, salon i lemingi w delirce, czyli ukraińskiej histerii ciąg dalszy Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
05.12.2013.

Jarosław Kaczyński na eurohaju, salon i lemingi w delirce, czyli ukraińskiej histerii ciąg dalszy

za:   

http://www.ekspedyt.org/migorr/2013/12/01/20774_jaroslaw-kaczynski-na-eurohaju-salon-i-lemingi-w-delirce-czyli-ukrainskiej-histerii-ciag-dalszy.html

 

 

Kilka dni temu napisałem tekst starający się odkłamać stek półprawd, kłamstw i manipulacji serwowanych nam przez salon, jak i (o zgrozo!) antysalon przy okazji najnowszych wydarzeń społecznych na Ukrainie:

http://www.ekspedyt.org/migorr/2013/11/27/20605_ukraina-spoleczenstwo-obywatelskie-czy-zbiorowe-kamikadze.html

Od tego czasu w Kijowie wiele się zdarzyło, zrobiło się o sprawie ukraińskiej jeszcze głośniej w mediach, które informują o wszystkim na bieżąco podczas wejść na żywo. Majdan stał się tematem numer jeden, gdy o zegarkach i aferach rządu wszyscy zdążyli już zapomnieć. Niestety, im więcej się o tym mówi, tym jeszcze większa skala tych półprawd, kłamstw i manipulacji. A co za tym idzie, jeszcze większa dezorientacja polskich lemingów, zarówno tych salonowych, jak i antysalonowych. Wyborcy myślący w sposób stadny muszą przechodzić prawdziwy dysonans poznawczy. Proeuropejscy przeciwnicy Kaczyńskiego, z nienawiści do prezesa PiS stają się antyeuropejscy, zaś eurosceptyczni czytelnicy Niezależnej.pl, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w postaci słów prezesa, wynoszą Unię Europejską na piedestał. Wystarczy przeczytać opinie w komentarzach.

Media salonowe mają istny kłopot. 9 lat temu, podczas pomarańczowej rewolucji, wręcz nie mogły się rozpłynąć nad bohaterskimi wystąpieniami polskich polityków na Majdanie, wśród których brylowali Aleksander Kwaśniewski oraz Lech Wałęsa. Dziś, gdy na Ukrainę pojechał znienawidzony Kaczyński, w dziennikach telewizyjnych jakiegoś szczególnego entuzjazmu wobec niego nie uświadczyłeś. Mimo, że proeuropejski salon teoretycznie powinien piać z zachwytu. Co więcej, na stronie TVN24 dokonano bezczelnego zabiegu manipulacyjnego informując o wystąpieniu Kaczyńskiego w Kijowie. „Kaczyński: To jest wybuch”, brzmiało w tytule linku do artykułu. Dla niewtajemniczonego idioty, który nie zwraca uwagi na treść, będzie to sugestia, że prezes PiS po raz wtóry „jątrzy” w sprawie smoleńskiej. Dla tych nieco bardziej rozgarniętych taki tytuł pełni rolę lampki ostrzegawczej. Ma ona przypomnieć, że może i teraz ten wstrętny Kaczor mówi naszym głosem mówiąc o wybuchu inicjatywy obywatelskiej w Kijowie, ale tak naprawdę nie warto brać jego słów na poważnie, bo jest oszołomem wierzącym w eksplozje na pokładzie Tupolewa. Samo słowo „wybuch” ma pełnić rolę odpychającą i odrażającą dla czytającego. Przyznam szczerze, sprytna socjotechnika.

Nienawiść wobec prezesa PiS miała również swoje ujście we wczorajszych programach interaktywnych (Szkło kontaktowe, Bez Ograniczeń). Przeciwnicy PiS dworowali sobie z Kaczyńskiego mówiąc o tym, że najpierw zbawia Polskę, teraz jedzie zbawiać Ukrainę, żeby wziął ze sobą Macierewicza, bo ten lubi powojować z ruskimi, albo Glińskiego na premiera technicznego Ukrainy. Inne motywy pojawiające się w komentarzach internetowych salonowych mediów przeciwko Kaczyńskiemu mówią że prezesowi PiS wara od suwerennego państwa, ma się nie wtrącać i nie jątrzyć. Nie dość, że podzielił Polaków, to jeszcze mu mało i dzieli Ukraińców.

Wszystko opatrzone „programem obowiązkowym”, czyli o machaniu szabelką, Napoleonie, kartoflu, było coś jeszcze na dodatek o „belzebubie z Torunia”. Wśród samych salonowych polityków nie było lepiej. Niezawodny kataryniarz Andrzej Halicki po raz kolejny powtórzył, jak mantrę, że prezes PiS wykorzystuje coś politycznie. Tym razem sytuację na Ukrainie.

Nie chcę być śmiertelnie banalny, ale dlaczego sympatycy salonu nie pisali i nie mówili tego samego w kontekście neokolonialnych wizyt Kwaśniewskiego u boku Coxa w parlamencie Ukrainy? Czy słyszał ktoś wtedy, skądinąd mądre słowa popierane przeze mnie, „wara Kwaśniewskiemu od suwerennego państwa”? Czy 9 lat temu ktoś powiedział „wara polskim politykom z Majdanu”? Tutaj mój ukłon wobec nielubianej przeze mnie Janiny Paradowskiej. W dzisiejszym programie telewizyjnym stwierdziła, że gdyby w polskim parlamencie siedzieli z batem nad posłami jakiś Niemiec z Irlandczykiem czuwający nad wprowadzeniem unijnych regulacji, to wybuchłaby medialno-polityczna wojna i wielki skandal. I, że ta misja Kwaśniewskiego taka mało subtelna była, bo mógł chociaż zachować pozory i oglądać wyniki głosowań w kuluarach ukraińskiego parlamentu. Jej rozmówca z Wyborczej Imielski wpadł w niemałe zakłopotanie i lekko się zaczerwienił… Nie słyszałem też np. od Halickiego 9 lat temu, że  ktoś z polskiej misji na Majdanie „wykorzystywał politycznie” pomarańczową rewolucję.

Salon, tak samo jak jego sympatycy, mają też rozdwojenie jaźni w ocenie zamieszek na ulicach Kijowa w porównaniu z tym, co działo się 11 listopada w Warszawie. Zarówno tu, jak i tam główną rolę odgrywają środowiska młodzieży. Tu i tam doszło do przekroczenia prawa przez manifestantów. A jakaż różnica w przekazach! Manifestanci w Polsce? „Faszyści, z którymi się zbyt lekko obchodzi”. „Pałką ich”! „Nie akceptują demokratycznie wybranej władzy, przez co plują na swój własny kraj”. „Niszczą mienie”! „Podpalają Polskę”! „Głoszą hasła nienawiści wobec Rosji”!”Maszerują o zmroku, żeby nikt ich nie widział”. „Nie przestrzegają prawa o zgromadzeniach”!

Tymczasem na Ukrainie „Milicja bije dzieci”, powiedziała nam dzisiaj reporterka „Wiadomości” TVP w kontekście nocnego czyszczenia Majdanu sprzed dwóch dni. W Polsce młodzież nie może maszerować zmrokiem po Warszawie, zaś „dzieci” na Ukrainie mogą sobie bez opieki rodziców chodzić po centrum stolicy aż do 4.00 w nocy. Co więcej, nie stosują się do ukraińskiego prawa, gdyż te nakazało im się wynieść z placu z powodu budowy choinki i lodowiska. Absurd? Pewnie, że tak, ale skoro nasze salonowe „postępactwo” tak bardzo domaga się przestrzegania najgłupszych przepisów prawa, to dlaczego nie przyklasną na wieść o rozpędzeniu osób, które go nie przestrzegają?

W Kijowie nie spalono jednej głupiej tęczy, tylko część manifestantów nie tylko biła się z milicją, ale też wdarła się do urzędu miasta i próbowała wedrzeć się do siedziby prezydenta Ukrainy. Gdyby krewcy narodowcy 11 listopada splądrowali urząd HGW i próbowali wedrzeć się do Belwederu? Nietrudno sobie wyobrazić nawoływania autorytetów do pacyfikacji takich wystąpień, nawet w brutalny sposób. Widzę też oczami wyobraźni te  procesy pokazowe, tak jak z tym sędzią paplającym młodemu kibolowi bez zakrywania twarzy, czym dla Wysokiego Sądu jest „patriotyz”. Na Ukrainie zaś nasi dziennikarze widzą to inaczej. „Wspaniała, demokratyczna młodzież nienawidząca prezydenta Janukowycza”, słyszymy od przeszło tygodnia od kijowskich korespondentów. A występki może i jakieś były, ale to oczywiście prowokacje władzy. No cóż, i kto to mówi? Ci co nie wierzą w żadne spiski, ci którzy uważają, że żadnych prowokacji 11 listopada być nie mogło. No i w końcu, czy słyszał ktoś komentarze ze strony salonu o tym, że Ukraińcy „podpalają Ukrainę”? Tyle o błazenadzie salonu.

Przejdę teraz do hipokryzji obozu antysalonowego. Tak jak pisałem w poprzednim artykule, jestem daleki od stwierdzenia, że Unia Europejska może być cudownym wybawieniem dla Ukrainy. A na pewno takim wybawieniem nie jest wpychanie Ukrainy do Unii na siłę tu i teraz. Tymczasem prezes Jarosław Kaczyński bierze udział w tym całym cyrku w Kijowie i gloryfikuje niemal Unię, zapraszając do niej naszego wschodniego sąsiada. Czy prezes PiS nie zauważył, co się stało z Polską po wejściu do Unii Europejskiej? Wszak zachowuje wobec struktur europejskich zdrowy dystans, przynajmniej ustnie, skąd taka zmiana kursu? Inna sprawa, czy przystoi prezesowi PiS mówić o Ukraińcach per „nasi przyjaciele”, skoro do dzisiaj potomkowie polskich kresowian wspominają wyrżnięcie ich rodzin przez banderowców? Co ciekawe, w sukurs byłemu premierowi idą „prawicowe media”, których czytelników nigdy bym nie posądzał o euroentuzjazm. Tymczasem w komentarzach pod artykułami raczej zgoda z nową prounijną linią partii, ewentualne głosy odrębne są często kwitowane epitetami o „agentach Putina” itp.

Co kieruje prezesem PiS w tym przypadku, skoro musi sobie zdawać sprawę, że Ukraina wcale na zbliżeniu z Unią nie musi zyskać? Jest to, zrozumiałe skądinąd w jego przypadku, uprzedzenie wobec Rosji? Czy jakaś chęć przypodobania się mediom liberalnym i wyborcom centrowym?  A może prezes PiS cynicznie gra i kalkuluje uważając, że wciągnięcie Ukrainy do Europy będzie się opłacało Polsce w kontekście otwarcia rynków wschodnich? Jeśli tylko to ostatnie, to zadaję pytanie, czy partii podającej się za katolicką przystoi tak manipulować? Skoro nie podobają nam się poklepywania po plecach Tuska europejskich federastów chcących okraść Polskę, skoro uważamy takie gry ze strony Unii za niemoralne, to czyż powinniśmy robić to samo wobec słabszych wobec nas? I nie przekonają mnie słowa, że na Zachodzie też się bije Murzynów, więc czemu my byśmy nie mieli robić tego samego.

Jeżeli rzeczywiście nasi politycy mają niecne motywy wobec Ukraińców, to już mi bliżej do „skandalicznych” słów Sikorskiego o „przekupieniu Janukowycza”  z Twittera. Inna sprawa, jak cyniczni i obrzydliwi są krytycy tego wpisu. Leszek Miller czy Andrzej Rozenek powiedzieli, że Radosław Sikorski osobiście mógł tak pomyśleć i w gruncie rzeczy ma rację, ale minister Radosław Sikorski nie miał prawa tego powiedzieć głośno. Bo w dyplomacji takich rzeczy się nie mówi. Czuję odrazę wobec takiego toku myślenia, coś na zasadzie, że nie sam grzech, tylko jego ujawnienie jest złe. Nienawidzę „dyplomacji” czyt. oszustwa.

A Kaczyńskiemu najwięcej do myślenia powinny dać słowa Adama Michnika. „Jarosław Kaczyński zachowuje się jak prawdziwy polski patriota”! „Patriota” w ustach Michnika to prawie jak obelga.

Ostatnia rzecz na którą chciałbym zwrócić uwagę i która wywarła na mnie wrażenie to skala mobilizacji społecznej na Ukrainie. Niezależnie od motywów, niezależnie od rozeznania sytuacji, niezależnie od słuszności czy niesłuszności protestów, zostawmy to na chwilę na boku. Ukraińcy po raz drugi w przeciągu ostatniej dekady masowo wychodzą na ulice Kijowa. Nie na jeden marsz, nie na jedną pikietę, tak jak w Polsce. Cały tydzień trwają na chłodzie, bo wierzą, że w ten sposób wpłyną na bieg wydarzeń w swojej ojczyźnie. Zazdroszczę im tej aktywności wiecowej. Polakom bardzo by się przydała. I na pewno nie do gloryfikowania Unii Europejskiej.

 

 

 

 

 

 

 
następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.