Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 37 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow Smoleńsk 13/III arrow Oczernianie to nie argument
Saturday 21 September 2019 21:20:42.27.
W Y S Z U K I W A R K A
Oczernianie to nie argument Drukuj Email
Wpisał: Marcin Austyn   
19.12.2013.

Oczernianie to nie argument

 

[ We wczesnych latach 80-tych byłem blisko Grupy WOLA, znaliśmy już rolę agenta Kuncewicza (TW „Joanna”) i „drukarni NIL”. Cieszyliśmy się, że naszym udało się ich odciąć. Rola Krzysztofa w tym odcięciu była istotna. Wyraźnie widać, że grupy obecnie prowadzące Sekielskiego uznały wyniki badań prof. Cieszewskiego za groźne dla swych bajeczek o „katastrofie”.  Mirosław Dakowski]

 

 

Marcin Austyn  7 grudnia 2013 naszdziennik

 

Z prof. Chrisem Cieszewskim z Warnell School of Forestry and Natural Resources University of  Georgia rozmawia Marcin Austyn

 

 

Tomasz Sekielski uważa, że są dokumenty wskazujące, że był Pan tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie „Nil”. W programi „Po prostu” emitowanym w TVP1 padły sugestie, że Pana wyjazd do Kanady w latach 80. mógł być nagrodą za tę współpracę...

– Tego rodzaju insynuacja była do przewidzenia, bo moje badania próbowano już wyśmiać i zdyskredytować na różne sposoby. W mojej ocenie, realizowana jest charakterystyczna dla czasów komunistycznych metoda, w której ludzi wychylających się niszczy się do końca.

Dlatego nie zdziwię się, gdy nagle okaże się, że są na mnie jeszcze jakieś „dokumenty”. I aż dziw bierze, że dotąd nie znaleziono „świadków” widzących mnie, jak donosiłem.

Mówiąc poważnie, to wydaje mi się, że każdy myślący człowiek powinien logicznie spojrzeć na tę sprawę. Doktor Cecylia Kuta, historyk IPN, udokumentowała, że komunistyczne służby wyznaczyły agenta Macieja Kuncewicza TW „Joanna”, by rozpracował moją grupę. SB potrzebny byłby TW, by rozpracował innego TW? Gdybym był współpracownikiem SB, to nie mnie by rozpracowywano, ale ja rozpracowywałbym innych. A wówczas ludzie, którzy ze mną działali, siedzieliby w więzieniach. A tak się nie stało.

Boli mnie to, że tego typu ataki realizowane są na tak prymitywnym poziomie. Czyni to jednak duża instytucja, a to pozwala sądzić, że są jakieś badania, wytyczne wskazujące, że to się opłaca robić. Bo mało prawdopodobne jest to, by wszyscy w tych instytucjach nie potrafili logicznie myśleć.

 

Mocno akcentowane jest to, że miał Pan pod ręką paszport, że to niespotykane w tamtym czasie. Jak to było możliwe?

– W tamtym okresie istniała możliwość wyjazdu, jeśli miało się odpowiednie zaświadczenie z Ministerstwa Zdrowia. Ja takie zaświadczenie miałem, bo będąc w 1981 roku na stażu we Francji, uległem wypadkowi samochodowemu. Miałem połamany nos, nie mogłem oddychać. Niezbędna była operacja. Przeszedłem wszystkie badania w Polsce. Trwało to długo, ale dostałem zaświadczenie i paszport. Później walczyłem jeszcze o wizę. To w tym czasie byłem aresztowany.

 

Jest Pan łączony z TW „Nil”. Kojarzy Pan ten kryptonim?

– „Nil” był kryptonimem drukarni, którą założył Kuncewicz, i sądzę, że nigdy nie  istniał żaden TW o takim pseudonimie. To właśnie on jako TW „Joanna” rozpracowywał moją grupę. Prawdopodobnie, by określić zasięg naszej działalności, zaoferował się, że wydrukuje za darmo nasze materiały. W efekcie na każdej stronie znajdował się podpis: Drukarnia Nil. Kuncewicz tłumaczył mi, że to taki znak włożonej pracy. Nie ufałem mu, spaliłem cały nakład i wydrukowaliśmy wszystko sami od nowa, nie mówiąc nic Kuncewiczowi. Kiedy wzięła mnie ubecja, to zauważyłem, że mieli właśnie materiały z tym nadrukiem. To wiele mówiło.

 

Cała ta sprawa to chęć pozbawienia zaufania społecznego do Pana czy może dyskredytacji zespołu parlamentarnego, z którym został Pan przez media mocno związany?

– Szanuję Antoniego Macierewicza, ale ja nie mam nic wspólnego z jego zespołem parlamentarnym. Sądząc po przekazie, to wydaje się, że próbuje się upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Chyba istnieje obawa, że moje badania wciąż pozostają niepodważone.

Stąd ta napaść, a przy okazji szkalowanie mojej osoby może zaszkodzić posłowi Macierewiczowi. W tej sprawie po raz kolejny widać, że szablon agenta jest uniwersalny. Ironią jest to, że to agenci nakręcają całe to zamieszanie. Jednak w moim przypadku wyprowadzony cios jest całkowicie chybiony, bo nic nigdy SB nie podpisywałem. I nie zrobiłbym tego, bo wychowany zostałem przez matkę, która wielokrotnie była przymuszana do podpisywania różnych rzeczy, ale tego nie uczyniła. Pamiętajmy też, że tamten system był chory, ludzie byli szantażowani i podpisywali rzeczy, o których nie mieli pojęcia. Niestety, to, co się dziś dzieje w Polsce, też nie jest dobre.

 

Spodziewał się Pan, że ujawniając w Polsce wyniki swoich badań, uruchomi Pan całą maszynę medialną?

– Nie, i do dziś nie pojmuję tego mechanizmu. Byłem na wielu konferencjach naukowych w różnych krajach. To normalne, że prezentuje się tam swoje wyniki badań, poddaje się je pod dyskusję i publikuje się materiały. Bywa, że ktoś bardziej zainteresowany nawiąże kontakt. Tak się dzieje na całym świecie. Tymczasem po II Konferencji Smoleńskiej zaczęto mnie opluwać, znieważać, a nikt nie podjął naukowej dyskusji.

Teraz ta fala oszczerstw jest kontynuowana. To jakiś koszmar. Moje badania można oceniać na różne sposoby. Z punktu naukowego mogą wydać się ciekawe, ale one nie wnoszą nic nowego do sposobu postrzegania katastrofy Tu-154M. To, co wykazałem, już wcześniej funkcjonowało w przestrzeni publicznej. Mam tu na myśli badania prof. Wiesława Biniendy. Moja praca ma jednak jeszcze jeden, najciekawszy wymiar, bo ujawniła mechanizmy reakcji, stopień uczciwości, etyki strony broniącej rządowych ustaleń. To bardzo ciekawa lekcja. Niestety, wynika z niej, że w Polsce źle się dzieje. Bo ludzie różnych poglądów mogą się dogadać, jeżeli się nawzajem szanują. Tego brakuje. Niestety, między osobami nieuczciwymi, niekulturalnymi, nastawionymi na nieuczciwe akcje, szkalowanie, fabrykowanie informacji, nie ma szans na porozumienie.

 

Rozważa Pan podjęcie kroków prawnych w stosunku do osób Pana szkalujących?

– Z pewnością ci ludzie powinni odpowiedzieć za swoje czyny. Uważam, że tego typu zachowania trzeba zwalczać i w tym kontekście odpowiedź powinna być na „tak”. Z drugiej strony nie mam czasu i, prawdę mówiąc, chęci na obcowanie z tą skrzywioną rzeczywistością.

Przyznam też, że nie biorę do siebie tych oszczerstw, bo ich poziom jest poniżej mojej godności. Na sercu leży mi jednak to, że takimi tanimi chwytami oszukiwani są łatwowierni ludzie. Stąd też mam dylemat, co zrobić, i nie podjąłem jeszcze ostatecznej decyzji.  Być może, gdyby znalazł się zaufany prawnik, który zająłby się sprawą, nawiązałbym współpracę. Na pewno sam nie zamierzam uganiać się za chuliganerią.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Marcin Austyn

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.