Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 11 gości
S T A R T arrow Społeczeństwo arrow Kucharzenie arrow List o "zdrowej żywności" i NATURALNYM jedzeniu
Monday 28 September 2020 03:22:36.30.
migawki
 

                        27.09.20 Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

Przypominamy, że NIE MA obowiązku noszenia maseczek ani w przestrzeni publicznej, ani w pomieszczeniach zamkniętych (także w kościołach), o ile osoba nienosząca maseczki ma na przykład stany lękowe, lub "trudności w oddychaniu", przy czym NIE MUSI posiadać żadnego zaświadczenia w tej sprawie.

 
W Y S Z U K I W A R K A
List o "zdrowej żywności" i NATURALNYM jedzeniu Drukuj Email
Wpisał: Julian Rodobolski   
12.03.2014.

List o „zdrowej żywności” i NATURALNYM jedzeniu

 

Czy nie mógł by to być program dla nas Polaków katolików?

 

[Dostałem mail’em  – cytuję w całości, bo rozsądny. O obecnych dodatkach (często „identycznych z naturalnymi” ) niewiele wiemy – ale choć część „naturalności możemy przywrócić. Te wszystkie orkisze św. Hildegardy, czy inne czosnki – były NATURALNE, a nie z głupawym hasełkiem reklamowym „zdrowe”...  MD]

 

Julian Rodobolski

 Panie Profesorze!

Lubię czytać artykuły prozdrowotne też.

Chyba każdy produkt  żywieniowy pochodzący w przeszłych pokoleń jest zdrowy i można wiele kolejnych badań naukowych przytoczyć.

Dobry przykład jest tu mleko i przetwory mleczne. Wierzę, że jest wyjątkowo potrzebnym produktem. ALE - to dotyczy mleka, które miałem szczęście pić u dziadka na wsi ( 30 km od Baranowicz), gdzie domy były tylko drewniane, gdzie nie było asfaltu. Konia do prac polnych oraz do wozu, aby przywieźć siano dla krówki, wypożyczaliśmy od kołchozu ( za to musieliśmy ileś godzin na polach kołchozowych przepracować - nie było tego zbyt dużo.). Z cywilizacji - był prąd i zepsute radio. Poza tym prawdziwy piec, WC na dworze [to wychodek, bo sie doń wychodzi, a „water” można zobaczyć z daleka.. md] , studnia. I kąpałem się też rzadko. Babcia wydojone mleko odcedziła i parujące jeszcze wlewała nam do kubków.

Natomiast mleko ze sklepu być może rzeczywiście jest większym złem, aniżeli dobrem. Nie wiem.

I tu pytanie - te pozytywy ( mleka bądź z artykułu p.Katarzyny Foszner  jęczmienia ) dotyczą produktów zdobytych drogą zbliżoną do naturalnego czy zwyczajną- przemysłową?

 

Przecież tenże jęczmień zanim do nas dotrze jest poddawany na każdym etapie wielu obróbkom, które prawdopodobnie obniżają wartość, jednocześnie wnosząc czynniki nawet szkodliwe ( np w tak zwanym maśle prawdziwym ze sklepu często jest ponoć niewielki udział margaryny, która to jest prawdopodobnie szkodliwa.)

Dlatego - szkoda czasu i środków na udowadnianie, że produkty pierwotne, jak na przykład jęczmień, jest zdrowym.
Pytanie, jak te pierwotne nieuszkodzone produkty zdobyć? Jak nabyć je w czasie, gdy już coraz bezwstydniejszy producent kapitalista w celu maksymalizacji zysku używa wszystkich dostępnych środków chemiczno-fizyczno -biologicznych, zatruwających nas. Oczywiście nie wszystkie te ww. czynniki są przebadane, ktoś powie o histerii ekologów. Z ekologami nie zawsze mi po drodze. Ale zwykły smak mówi mi, że tradycyjne wytwarzanie żywności jest lepsze. Nie chcę kuchni z Seksmisji.

Jeśli więc o tej ciemnej stronie przemysłu żywnościowego intensywnie informować ludzi, być może będzie łatwiej ich do zmiany zmotywować. A mianowicie - uniezależnianie sie od ŚWIATA ( tego złego świata). Bo kupując ICH produkty nie tylko zatruwamy siebie i nasze dzieci, lecz finansujemy tych pasożytów. A to już nasz własny maleńki, ale nasz udział we wzmocnieniu zła na ziemi. Możliwości tu niezliczone - poprzez zminimalizowanie zakupów zwłaszcza w sieciach handlowych, całkowita rezygnacja z mediów ( gazeta, radio. TV, kino, teatr, rozrywka), jak też rezygnacja z typowej turystyki, a zwłaszcza zagranicznej ( nie mówię tu o wyjazdach w konkretnym celu). Już nie wymieniam korzystanie z usług finansowości i tego podobnego.


BOJKOT.

Oczywiście, to wymaga olbrzymiego zaparcia. A skuteczność w skali jednej rodziny jest NIEZAUWAŻALNA.

Po pierwsze - skutek jest, mały ale jest. I jego  NIE WOLNO IGNOROWAĆ. Ignorowanie tej wydawałoby się beznadziejnej walki jest albo głupotą albo ukrytym wygodnictwem. Postawa - te wyrzeczenia nic nie zmienią- uprawnia tych malkontentów do niewprowadzania bolesnych zmian w swoim   życiu.

Po drugie - te bolesne zmiany są podobne do zespołu odstawienia narkotyków, początkowo bardzo bolesne, następnie uzdrowienie i dziękowanie Bogu za dar uwolnienia.

 

Dziś, gdy jechałem z taczką napełnioną końskim nawozem do mego ogródka spotkałem znajomego, również spoconego. Ale on był ubrany w markowe ubranie sportowe i siedział na drogim super szybkim rowerze. Pomijam fakt, że kolarstwo jest urazowym sportem, i wypadki nie są bagatelne. Ale jaki sens tych wysiłków? Wiem, boimy się śmierci i niepełnosprawności. Ale akurat długowieczni ludzie prowadzą bardzo prosty styl życia, bardzo często wiejski tradycyjny, nie stosują jakichś szczególnych diet. Czyli ta wydawałoby się ofiarna postawa w rezultacie dałaby już docześnie jakieś korzyści.

I ta zmiana nie jest wcale nie realna, jak sie wydaje. Ale wymaga rzeczywiście dużego wsparcia od naszych przyjaciół, sąsiadów i rodziny.

Tu chcę mocno zaznaczyć - precz od sektanctwa pogańskiego. Chcę  Uniezależnienie od ZŁA.  Ale nie chcę idealizacji totalnej wolności. Jak najbardziej będę zależał od mego bliźniego z naprzeciwka,  mego bliźniego z mojej ulicy, mego miasta, województwa i ostatecznie kraju. A może i kontynentu. Ale przede wszystkim realnego sąsiada, którego widzę na co dzień.

Czy nie mógł by to być program dla nas Polaków katolików?

 

Ja już to próbuję. Już mam pewne niewielkie doświadczenia.


Wracając do tematu, który mnie zmotywował do tych moich chaotycznych wyjaśnień, czyli jęczmienia.


Postanowiłem wysiać sam jęczmień. Problem tylko- ze zbiorem, jak ziarno wymłócić, a potem spożyć (niezbędna obróbka). Tego jeszcze nie wiem.

 

Zresztą już mam pomysł, dotyczy właściwie każdej rośliny -  można zebrane już ziarna używać jako kiełki na zimę i wiosnę jako źródło witamin. ( Kiełki ze sklepu są bardzo drogie).

 

[Rozwińmy to. Teraz z lasu przynoszę pęczki szczypiorku – na pewno nie na chemikaliach. Smaczniejszy o wiele od sklepowego. A niedługo będą ślimaki. "Paluszki lizać". Kozy, króliki – kto potrafi i ma kawałek działki... Budowanie zawsze zaczyna się od podstaw. A wrogowie nauczają nas, by zaczynać od narzekania. I na nim kończyć.. MD]

Zmieniony ( 12.03.2014. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.