Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 13 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow Volkoff arrow Historia. Marksiści są w błędzie.
Tuesday 17 September 2019 03:15:13.27.
W Y S Z U K I W A R K A
Historia. Marksiści są w błędzie. Drukuj Email
Wpisał: Vladimir Volkoff   
21.04.2014.

Historia. Marksiści są w błędzie.

 

 

Vladimir Volkoff  CARSKIE SIEROTY

 

Tytuł oryginału: Les Orphelins du Tsar

 

[Car z Rodziną był przez bolszewików więziony w Tobolsku. md]

 

Marksiści są w błędzie. Historia tak naprawdę nie ma sensu, ale jeśli nawet ma, to nie ma on charakteru czegoś ostatecznego. To tylko równia pochyła, na którą można się wspinać. I choć ta wspinaczka jest trudniejsza niż schodzenie, to przecież nie jest niemożliwa.

Są takie momenty w historii, gdy ciężary na jej wadze rozkładają się równo i wystarczy miligram, żeby waga przechy­liła się na jedną stronę, pociągając za sobą całą resztę. W takiej chwili maleńkie zwycięstwo może oznaczać wielką wygraną. Przeczucia Kalpurni, sny żony Piłata, włócznia Montgomery'ego, szynkarz z Varennes, nos Kleopatry.. . *.

-----------------

* Kalpumia - żona Juliusza Cezara (ostrzegała go przed śmiercią w Idy Marcowe); Montgomery - rycerz, który podczas turnieju zabił króla Francji Henryka II; szynkarz z Varennes - człowiek, który w karczmie w Varennes rozpomał przebranego za lokaja króla Francji Ludwika XVI, podczas jego nie­udanej ucieczki do Belgii. Nos -  poczytaj Asterixa..

 

W 1918 roku ludność syberyjskiego Tobolska była przychylna carowi i jego rodzinie, ponieważ się nad nimi litowała. Co jednak nie znaczy, że żywiła sympatię dla caratu. Co jednak nie znaczy, że była przeciwna powrotowi monarchy na tron. Co jednak nie zna­czy, że zamierzała się w to czynnie zaangażować. Nagle się oka­zało, że każdy szczegół ma ogromne znaczenie. Ludzie byli mniej lub bardziej przywiązani do monarchii. Byli też mniej lub bardziej przeciwni kontynuowaniu wojny. Mniej lub bardziej żałowali, że do władzy doszedł Rząd Tymczasowy. Mniej lub bardziej wie­rzyli w raj na ziemi. I mniej lub bardziej bali się nadejścia bolsze­wików. Nawet najlżejszy wstrząs mógł spowodować lawinę.

 

Spowodował go skandal, który wybuchł w Boże Narodzenie.

         Utarło się, że rodzina cara może uczestniczyć w nabożeństwach w Domu Wolności, ale z braku poświęconego ołtarza nie mogli tam przyjmować komunii. Dlatego też z okazji Bożego Narodze­nia pozwolono im udać się pod strażą do przyklasztornej cerkwi.

Gdy tylko carski orszak wyszedł poza otaczającą Dom Wol­ności palisadę, przez Tobolsk przebiegł dreszcz. Na widok cara i jego rodziny ludzie klękali na śniegu, płakali i żegnali się zna­kiem krzyża. Kobiety szły za orszakiem, zawodząc liryczne skar­gi, zwane priczitanie: "Wzleć na nowo, jasny sokole, nie pozwól łotrom, by nas pozbawili widoku twych pogodnych oczu...". Niektórzy przemykali się między żołnierzami i wciskali w ręce księżniczek to jajko, to kiszonego ogórka. Na widok takiego zapału żołnierzom wilgotniały oczy i wystarczyłoby jedno słowo, żeby straż więzienna zmieniła się w straż przyboczną.

 

Gdyby w ów dzień Bożego Narodzenia na dziedzińcu cerkwi car zwrócił się do ludu, który się do niego garnął, gdyby pocze­kał, aż zapadnie cisza, gdyby ukląkł i powiedział:

"Ludu mój, w imię Chrystusa, błagam cię o wybaczenie.        Błagam, byś mi wybaczył, żem ustępował moim wujom; żem nie pojął, iż należało znieść święto koronacyjne po tych wszystkich nieszczęściach, jakie ze sobą przyniosło; żem nazbyt często zmie­niał ministrów; żem wciągnął cię w niepotrzebną i przegraną woj­nę; żem nie uczynił tego, co mi nakazał mój ojciec i nie «wziął wszystkiego»; żem pozwolił wymordować tych ministrów, którzy czynili rewolucję zbędną i niemożliwą; żem ustępował przed naci­skami zapadników; żem wprowadzał reformy szkodliwe lub nie­wystarczające; żem był nieobecny w dniu Krwawej Niedzieli; żem nadużył nieroztropnego miłosierdzia wobec przestępców, którzy nastają na ład społeczny i naszą świętą religię; żem, pragnąc pozo­stać wiemy sojusznikom, pozwolił się wciągnąć w niepotrzebny konflikt z Niemcami i Austrią; żem cię prosił, byś ciągnął tę wojnę, ponosząc ofiary ponad twoje siły; w końcu, żem w chwili słabości, porzucił funkcję, którą mi przekazali moi przodkowie i sam Bóg. . .".

Gdyby car to powiedział, lejąc z oczu łzy, i gdyby imperatoro­wa, jej cztery córki i syn uklękli tuż za nim, lud Tobolska przyjąłby to z entuzjazmem, broń wypadłaby z rąk żołnierzy lub zwróciłaby się przeciwko wrogom cara.

Czy miałoby to jakieś polityczne konsekwencje? Z pewno­ścią.

Jeśli się pomyśli, że Lenin po siedemdziesięciu jeden dniach rewolucji gratulował sobie, iż trwa ona już tak długo jak Komuna Paryska, że podczas wojny Białych z Czerwonymi Judenicz za­groził Petersburgowi, Kołczak zajął Kazań, Denikin o mały włos zająłby twierdzę Orzeł, a w kleszcze była wzięta Moskwa. ..

Jeśli się pomyśli, że w 1919 roku Lenin stwierdził, iż gdyby Kolczak dokończył to, co zaczął, to on, Lenin, mógłby przetrwać najwyżej piętnaście dni, jeśli więc weźmie się to wszystko pod uwagę, to łatwo sobie wyobrazić, jaki wpływ na bieg historii mógłby mieć powrót cara... Ogólnoświatowe skutki rewolucji październikowej, z narodowym socjalizmem na czele, zostałyby zapewne oszczę­dzone światu.

 

Ale car nic nie powiedział.

=========================

[Klub Książki Katolickiej Sp. z oo. Dębogóra, ul. Dąbrówki 7 62-006 Kobylnica e-mail: klub@kkk.com.pl ]

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.