Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 113 gości
S T A R T arrow Energetyka arrow GAZEM arrow ...robi się niedobrze: Opóźniony i drogi gazoport
Tuesday 07 April 2020 11:18:10.29.
migawki
 

Trzeźwi bądźcie i czuwajcie, bo przeciwnik wasz diabeł jak lew ryczący krąży, szukając, kogo by pożarł. Sprzeciwiajcie mu się mocni w Wierze, wiedząc, że to samo utrapienie spotyka braci waszych na świecie. A Bóg wszelkiej łaski, który wezwał was do swej wiecznej chwały w Chrystusie Jezusie, udoskonali, utwierdzi i ugruntuje utrapionych. 1P 1,5

===========
Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich. Dlatego weźcie na siebie pełną zbroję Bożą, abyście w dzień zły zdołali się przeciwstawić i ostać, zwalczywszy wszystko. List do Efezjan, 6 – 12,13
       Czy głupota jest grzechem?
 
W Y S Z U K I W A R K A
...robi się niedobrze: Opóźniony i drogi gazoport Drukuj Email
Wpisał: Piotr Falkowski   
22.04.2014.

...robi się niedobrze: Opóźniony i drogi gazoport

 

Polsce groziłby w tej chwili niedobór gazu na skalę 4-4,5 mld m3 rocznie

 

Piotr Falkowski 22 kwietnia 2014 naszdziennik

 

Sytuacja na wschodzie staje się coraz bardziej napięta, a oddanie do użytku gazoportu w Świnoujściu opóźni się co najmniej o rok. Do tego upragniona dywersyfikacja nie poprawi sytuacji finansowej Polski – wciąż będziemy kupować gaz najdrożej w Europie.

Budowa terminalu skroplonego gazu (LNG) robi wrażenie. Port i jego zaplecze zajmują 40 ha na wyspie Wolin. W morzu wybudowano trzykilometrowy, najdłuższy na Bałtyku falochron. Na budowie pracuje średnio 1300-1400 osób. Panuje ścisły reżim bezpieczeństwa, nikt nie wejdzie bez specjalnej odzieży ochronnej, twardych butów, kasku i osłony na oczy. W rejonie, w którym jeszcze kilka lat temu były przyportowe nieużytki, dziś króluje plątanina przewodów. Najważniejsze z nich to rury kriogeniczne, którymi można transportować płyn o temperaturze -162 st. C. Nad terenem górują dwa ogromne zbiorniki, do których będzie pompowany gaz.

To największe tego typu obiekty w Polsce. Jeden waży 70 tys. ton. Mają wysokość 13 pięter, 52 metry, a średnicę 80 metrów. Przypominają gigantyczne termosy z podwójną obudową. We wnętrzu żel-betowego pancerza o ścianach dochodzących do metra grubości znajduje się „zbiornik wewnętrzny” z blach niklowych. W środku będzie skroplony metan. Do zbiornika nie może się przedostać powietrze. W pustej przestrzeni, gdy zbiornik nie jest w całości wypełniony, znajduję się metanowa para.

Wszystko to prawie przy brzegu morza u ujścia rzeki Świny. W pobliżu jest zabytkowa latarnia morska i poniemieckie forty. Aż dziw, że inwestycja nie wywołała protestów ekologów. Żeby nie niszczyć pasa nad samym brzegiem, projekt jest tak pomyślany, że plażę i wydmy przecina tylko bardzo wąska konstrukcja. Od strony morza przedłużeniem jej jest falochron, przy którym wybudowano nabrzeże z ramionami rozładowczymi. To one będą podłączane do pokładowych zbiorników i wyciągną gaz na ląd. A cała reszta terminalu została odsunięta w głąb lądu na 600 metrów. Już są gotowe wielkie, zawieszone nad ziemią rury łączące oba miejsca.

Nord Stream (na razie) nie przeszkadza

Metan skrapla się w portach, z których będziemy sprowadzać gaz. To skomplikowany proces, gdyż metan nie może mieszać się z powietrzem – powstawałaby mieszanka silnie wybuchowa. Stąd zbiorniki tymczasowo wypełnia się dwutlenkiem węgla. Potem schładza się gaz, aż skropli się dokładnie tak samo jak para wodna, tylko że temperatura -162 st. C jest dla nas trudna do wyobrażenia. Człowiek jest w stanie znieść takie zimno przez krótki czas, a nawet ma to właściwości lecznicze (krioterapia).

Zaletą ciekłego gazu jest jego niższa objętość – aż 600 razy od normalnej. Gdyby chciano ścisnąć gaz tak mocno, jego transport byłby nierealny z powodu pancernej konstrukcji zbiorników, niebezpieczeństwa rozszczelnienia i wybuchu. W przypadku gazu w płynie jedynym problemem jest utrzymanie niskiej temperatury, a z tym inżynierowie radzą sobie podczas wielodniowego rejsu.

Cała ta technologia została po raz pierwszy wdrożona w 1959 roku, kiedy to gazowiec przewiózł skroplony metan. Obecnie udział LNG w światowym rynku gazu rośnie z roku na rok. Statków przystosowanych do takich operacji jest na świecie ponad 350 i wciąż buduje się nowe. Specjalizują się w tym stocznie koreańskie, wodujące rocznie kilkanaście nowych jednostek. Największe (tzw. Q-Max) transportują 266 tys. m3.

Terminal w Świnoujściu jest jednak przystosowany do nieco mniejszych gazowców klasy Q-Flex. Są uważane za nowoczesne i oszczędne. Ich flota w całości należy do firm z Kataru. Obecnie jest ok. 20 sztuk tych statków, ale Hyundai i Samsung już montują kolejne. Wszystkie mają arabskie nazwy. Jeden Q-Flex może przywieźć 216 tys. m3 LNG.

Wypompowywanie płynnego metanu z gazowca trwa całą dobę. Gaz trafi do wielkich zbiorników o pojemności 160 tys. m3 każdy. Następnie trafi do systemu rur i zbiorników, które zajmują najwięcej miejsca w gazoporcie –instalacji regazyfikacyjnej. Z jednej dostawy LNG można wyprodukować 130 mln m3. gazu, który można od razu wtłoczyć do sieci przesyłowej Polski.

Obecnie w budowie są dwa zbiorniki, co pozwala na przyjęcie 40 statków rocznie. To daje wydajność całego przedsięwzięcia ok. 5 mld m3 rocznie. To całkiem sporo, jedna trzecia całego obecnego zapotrzebowania Polski na ten surowiec. Przewidziano też możliwość dobudowania trzeciego zbiornika, co pozwoli dostarczyć 7,5 mld m3 gazu rocznie, czyli połowę polskiego zapotrzebowania. Operator gazociągów w naszym kraju, spółka Gaz-System, już wybudowała nowe połączenie Świnoujścia z resztą sieci, będzie też możliwość odbioru gazu cysternami kolejowymi.

Duże kontrowersje wywołuje kwestia możliwości wpłynięcia gazowców do Świnoujścia. Jednostki Q-Flex mają zanurzenie 12,5 metra. Obecnie tor wodny pozwala na wpłynięcie statków o zanurzeniu do 14,5 metra. Bardziej pogłębić się nie da, bo na głębokości 17,5 m leży rosyjsko-niemiecki Nord Stream. Wszystko wskazuje na to, że nie zagraża on gazoportowi, dopóki będą do niego zawijać wyłącznie Q-Fleksy.

Jednak dla bardziej ambitnych planów jest to już bariera. Głębszej wody wymagają większe gazowce Q-Max i wiele eksploatowanych obecnie masowców.

Drożej niż planował rząd

Cała inwestycja, jak to często bywa, okazuje się droższa niż szacowano. Niedawno państwowa spółka Polskie LNG poinformowała o podniesieniu ceny o kolejne 300 mln złotych. Z początkowych 2 mld łączna cena urosła już do 3 miliardów. Do tego należy doliczyć koszty instalacji finansowanych za pośrednictwem innych podmiotów i łącznie wychodzi 4,5 mld złotych.

Skoro to koszt naszego bezpieczeństwa energetycznego w sytuacji dotychczasowej dominacji rosyjskiej, warto zapewne zapłacić te pieniądze. Rozumie to nawet Unia Europejska, która przyznała na gazoport dotację, zaś KE nie będzie uznawała finansowania budowy z budżetu za niedozwoloną pomoc publiczną. Żeby wszystko przyspieszyć, Sejm uchwalił specjalną ustawę upraszczającą procedury (będzie ona teraz nowelizowana – chodzi o wybudowanie dodatkowych gazociągów na lądzie pod obsługi gazoportu).

Na świecie jest obecnie ponad 80 terminali LNG – najwięcej w Japonii. W Europie jest ich 21, głównie w krajach śródziemnomorskich. Nasz byłby pierwszym na Bałtyku, ale najprawdopodobniej nie będzie. W tym roku ma ruszyć litewski gazoport o wydajności 3 mld m3 rocznie – to praktycznie całe zapotrzebowanie tego kraju. Litwini użyli nieco innej technologii – ich terminal zmontowany w Norwegii ma formę pływającej platformy, którą przyholowano do Kłajpedy.

W Świnoujściu gaz miał zacząć płynąć już w czerwcu tego roku. W 2009 roku minister Aleksander Grad podpisał z Katarczykami kontrakt na zakup gazu w latach 2014-2034. Umowa jest skonstruowana podobnie jak ta, którą rok później podpisano z Gazpromem. A więc cena nie jest znana z góry, ale wylicza się ją w oparciu o rynkowe ceny ropy naftowej, oraz nie można zrezygnować z zamówionego gazu. To znaczy zrezygnować można, ale i tak trzeba za niego zapłacić, według zasady „bierz albo płać” (ang. take or pay). Ponieważ z powodów technicznych terminal nie może stać bezczynnie, czekając na jakiś kryzys, zamówiliśmy rocznie 1,5 mld m3 gazu – minimalną ilość konieczną do podtrzymania sprawności instalacji. Zakup większej ilości nie ma sensu, gdyż jesteśmy związani kontraktem z Gazpromem [brawo, Walduś i Donek! Kiedy będzie sąd nad wami? MD] , który wraz z krajowym wydobyciem i niewielkimi ilościami dostarczanymi z Czech i Niemiec obecnie w pełni zaspokaja potrzeby Polski.

Terminal ma jednak uratować Polskę na wypadek wyschnięcia źródła wschodniego. Już teraz zupełnie realne jest, że kryzys na Ukrainie spowoduje wstrzymanie tranzytu przez to państwo. Jest jeszcze gazociąg jamalski (prowadzący przez Białoruś), ale nigdy nie wiadomo, czy dalsze zaostrzenie relacji Polski i Zachodu z Rosją nie zamknie i tej rury. Wówczas pozostaje nam wydobycie krajowe i import z Zachodu (tzw. rewers). Niemcy mają gaz nie tylko z Rosji (płynący Gazociągiem Północnym), ale i inne źródła, m.in. z Norwegii i Wielkiej Brytanii, więc mogą nam sprzedać pewną ilość. Ale nie 100 proc. potrzeb Polski.

Skutki opóźnień

Na temat scenariuszy na taką okoliczność sejmowe komisje skarbu, gospodarki oraz energetyki obradowały przy drzwiach zamkniętych. Nie wiadomo więc, jakie plany ma tak naprawdę rząd. – W przypadku przerwania dostaw gazu ze Wschodu i przy innych niesprzyjających okolicznościach zewnętrznych Polsce groziłby w tej chwili niedobór gazu na skalę 4-4,5 mld m3 rocznie – powiedział po posiedzeniu wiceprzewodniczący nadzwyczajnej komisji ds. energetyki Piotr Naimski (PiS). To oznaczałoby wprowadzenie limitów dostaw gazu dla polskiego przemysłu i gigantyczne straty. Na szczęście mamy akurat w Polsce dość dużo rezerw gazu.

Podaną przez Naimskiego ilość gazu można by więc sprowadzić przez gazoport. Ale w czerwcu go nie będzie. Oficjalnie mówi się o przełomie roku, ale potem czeka go jeszcze wielomiesięczny rozruch i testowanie wszystkich instalacji. Wicepremier Janusz Piechociński niedawno mówił o połowie 2015 roku jako dacie rozpoczęcia eksploatacji.

Jak to możliwe, że ta najbardziej strategiczna ze strategicznych inwestycji jest aż tak opóźniona.Przyczyną jest brak nadzoru ze strony właściciela, czyli państwa. Przez to nie wiemy, jaki jest właściwie realny termin uruchomienia – ocenia Tomasz Chmal, ekspert energetyczny Instytutu Sobieskiego. Wśród widocznych przyczyn opóźnienia jest bankructwo jednego z uczestników konsorcjum budującego terminal. – To wina nieodpowiedzialnego sposobu procedowania przy zamówieniach publicznych. Kiedy jedynym kryterium jest cena, to znaczy zawsze wybierana jest oferta najtańsza, trzeba się liczyć z takimi konsekwencjami – dodaje Chmal.

W efekcie nie tylko Polska nie ma wciąż awaryjnego źródła błękitnego paliwa, ale musimy płacić Katarowi za zamówiony już gaz. Miał kosztować 340-380 dol. za tys. m3  ale to przy cenach ropy naftowej z 2009 roku. Przy obecnych można się spodziewać nawet 650 dol. za tys. m3. To bardzo drogie bezpieczeństwo energetyczne. Gazprom sprzedaje nam gaz po 460-490 dol. za m3 a średnia cena tego surowca w UE jest niższa niż 400 dolarów.

Rząd chciałby renegocjować kontrakt, ale to nie takie proste. Przede wszystkim Katar jest trudnym partnerem, bo to potentat –ma prawie połowę udziału w światowym runku LNG. Poza tym trudno rozmawiać z Katarczykami, gdy właściwie nie wiadomo, od kiedy mielibyśmy wystartować z zakupami. Więc ta najbardziej strategiczna inwestycja okazuje się na razie kolejną porażką rządu.


 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.