Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 114 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow a Michalkiewicz powiedział.. arrow Każdy z każdym się miłuje
Tuesday 27 October 2020 21:52:40.30.
migawki
 

30/31.10 Jasna Góra – comiesięczne Czuwanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę

Wielce Czcigodny Premierze i Ministrze „Zdrowia” ! Demonstranci pytali : „Premierze, czy istnieje sranie bezobjawowe?” . A po karetkach policji skakał wasz prowok - zdjęcia mogę dostarczyć.

Uchwalili bezczelnie „Bezkarność konowała+” pod szydliwą nazwą „Dobry Samarytanin”. Polacy karnie noszą maseczki nawet na pustej ulicy. Tymczasem liczba stwierdzonych zakażeń rośnie. Okazuje się, że maskowanie nie działa, ale tego rząd nie przyzna za nic w świecie. Dlatego trzeba wskazać „wroga ludu”, który niweczy wysiłek całego narodu.

Co chcą nam powiedzieć celebryci, okraszający informację o złapaniu kowida: "dbajcie o siebie, noście maseczki"? Że sami zaniedbali i nie nosili, czy że ich samych to dbanie i noszenie przed niczym nie uchroniło?

A fekalia Trzaskowskiego systematycznie, po cichu dalej ubogacają Wisłę.

 
W Y S Z U K I W A R K A
Każdy z każdym się miłuje Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
21.06.2009.

Każdy z każdym się miłuje
Stanisław Michalkiewicz Felieton tygodnik „Najwyższy Czas!” 2009-06-19  www.michalkiewicz.pl

[nie oparłem się zacytowaniu, sytuacja jest coraz jaśniejsza, język więc idzie za nią.. md]

Jeszcze szczęśliwcy, którzy zwyciężyli w konkursie na obsadzenie lukratywnych synekur w tak zwanym Parlamencie Europejskim nie zdążyli swymi zadami zasiąść na majestatach, a już żydokomuna postawiła im zadania na najbliższą piatiletkę. Żydokomuna, jak wiadomo, jest awangardą wszechświatowej rewolucji. Ale tak samo, jak kucharz sobie nie gotuje, a żołnierz sobie nie wojuje, żydokomuna rewolucji nie robi dla siebie. To znaczy, oczywiście przede wszystkim dla siebie, realizując w ten swoisty sposób postulat ekonomicznego i politycznego panowania narodu wybranego nad resztą narodów mniej wartościowych („bo trzeba doić, strzyc to bydło, a kiedy padnie – zrobić mydło!”), czyli złoty wiek dobrego fartu dla grandziarzy – ale oczywiście takich rzeczy nie trzeba głośno mówić („co pan mówisz takie rzeczy?!”) – bo głośno trzeba mówić, że wszechświatowa rewolucja odbywa się gwoli przychylenia nieba światowemu proletariatu. Prole – jak to prole – dają się cwanej żydokomunie napuszczać na różne społeczne inżynierie, różne „grab nagrabliennoje” - ale nawet i oni niekiedy zaczynają się orientować, że ktoś ich tutaj robi w konia i czasami nawet swoim dobrodziejom przeciągają smykiem po gardłach. Częściej jednak bywa za późno i potem następne pokolenia rozkopują doły wypełnione śmierdzącą, gnilną masą tak zwanego „nawozu historii”. Ale z rewolucją – jak z mesjaszami; kiedy jakiś okazywał się fałszywy, bo Wespazjan, czy Tytus popędzili mu kota, zaraz pojawiał się kolejny, oczywiście tym razem już prawdziwy i wszystko zaczynało się od początku. Tak samo żydokomuna; kiedy jeden proletariat zaczynał się jej bisić („ej Senatorze widzę, że się już ty bisisz!”), zaczynała szukać sobie nowych proli, których mogłaby uszczęśliwiać, jako, ma się rozumieć, ichnia awangarda, co to spija koniak ustami swoich przedstawicieli. Kiedy zatem dzisiaj pracownicy najemni, w przekonaniu, że już spenetrowali prawdę, albo rozglądają się za nowym Hitlerem, albo, testując własną odwagę, próbują awangardę straszyć demonstracjami pod hasłem: „poproszę pieczywko!” – żydokomuna obróciła swe argusowe oczy na proletariat nowy: kobiety, sodomitów i dzieci.

Kobiety są niewątpliwie materiałem najlepszym; pracownik najemny patrzy, jakby tu się wzbogacić, a jak mu się to uda, na ogół staje się nieprzejednanym wrogiem żydokomuny. Ona też specjalnym nosem wyczuwa tę wrogość i nikogo tak nie nienawidzi, nikogo tak nie chłoszcze nieubłaganym biczem satyry, jak właśnie „drobnomieszczan”, czyli wzbogaconych proli. Kobieta zaś, nawet bogata – kobietą być nie przestaje, więc wystarczy tylko powtórzyć kuszenie z rajskiego ogrodu, żeby poczuła niewymowne cierpienia i z głębi gorejącego serca zaczęła kierować swe pożądanie ku „wyzwoleniu”. Dotyczy to, ma się rozumieć, kobiet o proletariackiej mentalności, ale kontrolowany przez żydokomunę system edukacyjny i przemysł rozrywkowy na krzewienie takiej mentalności jest właśnie ukierunkowany, więc tu sprawa jest stosunkowo prosta. Podobnie z sodomitami; wystarczy tylko namówić ich, żeby najintymniejszą kwestię jednym susem postawili w centrum politycznego zainteresowania, no a wtedy już można ich „bronić”, kto wie, czy nawet nie naprawdę. Ponieważ sodomici z natury rzeczy własnych dzieci nie miewają, żydokomuna nieubłaganym palcem wskazuje im dzieci cudze, zaganiane do wspólnej obory przymusu edukacyjnego, gdzie stanowią tak zwany materiał ludzki do eksperymentowania przez różne panie filozofowe, w które ani chybi musiał wcielić się słynny doktor Józef Mengele. Szerokie rzesze ludności, której wmówiono, że edukacyjna darmocha stanowi niezwykłą zdobycz socjalną, nawet nie ośmielają się pisnąć w obronie własnych dzieci przed inwazją sodomitów, śmiało wkraczających do publicznych szkół z programen perwertyzowania, z lekka tylko maskowanym pozorami edukacji o „orientacjach” – to znaczy informowaniem, kto, co i w jaki otwór komu wsadza. Jużci, wiadomo, że to właśnie jest pupilla scientiarum, summa lucis.

Więc w „Gazecie Wyborczej” (czyżby, nawiasem mówiąc, przy ulicy Czerskiej w Warszawie rzeczywiście był jakiś anus mundi, skoro od tylu lat roi się tam takie kłębowisko owsików?) ukazał się zapis dyskusji sodomitów z panią Joanną Kluzik-Rostkowską, która w rządzie premiera Kaczyńskiego zajmowała się urawniłowką kobiet i mężczyzn – oraz ojcem Jackiem Prusakiem, wprawdzie jezuitą, ale baaardzo postępowym. Uczestnikiem dyskusji był też prof. Wiktor Osiatyński, od 15 lat kolaborujący z Instytutem Społeczeństwa Otwartego, założonym w Budapeszcie przez tak zwanego „filantropa” - jednego z największych finansowych grandziarzy. Sodomici, niczym dziady na odpuście, podnieśli łzawe lamenty z powodu „dyskryminacji”, to znaczy – że nikt nich nie podziwia, ani nawet nie chwali za – jak powiadają na Pradze – „paciakowanie w popielnik” i może by na takich suplikacjach poprzestali, aż dopiero profesor Osiatyński nakierował ich na właściwą drogę, to znaczy – na drogę politycznej poprawności, do której dostęp barykaduje Kościół. Okazało się bowiem, że pani Kluzik-Rostkowska, typowy produkt PiS – jest „przeciw, a nawet za” legalizacją małżeństw jednopłciowych, więc wydobywszy z niej to zeznanie sodomici dali jej spokój i obrócili się na ojca Prusaka. Niby jezuita, ale baaardzo postępowy, więc natychmiast się wyjaśniło, że nie taki diabeł straszny, bo ojciec Prusak wprawdzie do sodomitów nie przystał, ale wskazał im, którędy najłatwiej barykadę obejść, a nawet – jak ją rozebrać. Nawiasem mówiąc, nic się pod tym względem nie zmieniło od czasów Chorążego Pokoju: „nowe” musi przełamać opór „starego” – również przy pomocy „Biblii”, z której – na co zwrócił uwagę przewielebny ojciec - wypływa wszak rozkaz, żebyśmy się „miłowali” – bez precyzowania, czy od przodu, czy od tyłu. Kiedyś księża jeszcze po staremu wierzyli w Boga – że jak coś powiedział, to wypadało, choćby przez grzeczność udawać, że to respektujemy. Ale od tamtej pory teologia zrobiła takie postępy, że nie ma potrzeby przejmowania się takimi głupstwami, bo najważniejsze – żeby zdrowie było, no i oczywiście – żebyśmy się „miłowali”.

W tej sytuacji już nie wypada się dziwić wykładni przeprowadzonej przez mego faworyta, JE abpa Józefa Życińskiego w liście pasterskim z 7 czerwca, że „polski kształt wolności stanowi wynik działania Ducha Świętego”. No proszę! Dotychczas uważaliśmy, że „polski kształt wolności”, w postaci kierowanej demokracji i kapitalizmu kompradorskiego, nadzorowanego przez razwiedkę, został ustalony w Magdalence przez generała Kiszczaka do spółki z „drogim Bronisławem” i zaufanymi drobniejszego płazu, a tu się okazuje, że generał to nie tylko „człowiek honoru”, ale przede wszystkim - tęgi plenipotent samego Ducha Świętego! Z jednej strony bardzo dobrze to świadczy o Jego Ekscelencji, że uczucie wdzięczności wobec generała za dokonanie absolucji generalnej nie jest mu obce, ale czy z tym Duchem Świętym

 Stanisław Michalkiewicz    www.michalkiewicz.pl

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.