Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 108 gości
S T A R T arrow Energetyka arrow GAZEM arrow Fikcyjne gazowe bezpieczeństwo
Tuesday 07 April 2020 12:34:45.29.
migawki
 

Trzeźwi bądźcie i czuwajcie, bo przeciwnik wasz diabeł jak lew ryczący krąży, szukając, kogo by pożarł. Sprzeciwiajcie mu się mocni w Wierze, wiedząc, że to samo utrapienie spotyka braci waszych na świecie. A Bóg wszelkiej łaski, który wezwał was do swej wiecznej chwały w Chrystusie Jezusie, udoskonali, utwierdzi i ugruntuje utrapionych. 1P 1,5

===========
Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich. Dlatego weźcie na siebie pełną zbroję Bożą, abyście w dzień zły zdołali się przeciwstawić i ostać, zwalczywszy wszystko. List do Efezjan, 6 – 12,13
       Czy głupota jest grzechem?
 
W Y S Z U K I W A R K A
Fikcyjne gazowe bezpieczeństwo Drukuj Email
Wpisał: Aneta Wieczerzak-Krusińska   
09.05.2014.

Fikcyjne gazowe bezpieczeństwo

 

[Tyle można widocznie napisać w Rzepie, w rzeczywistości to uzależnienie od Rosji jest zbrodnią kolejnych ekip „rządzących”, a w rzeczywistości wykonujących polecenia oficerów obcych.  Piszemy o drogach wyjścia od 1990 roku, a niektórzy [Michałowski - LNG] od 1972 roku. Kiedy zdrajców osądzimy? MD ]

Aneta Wieczerzak-Krusińska 09-5-2014, rzepa

Ponad trzy czwarte zużywanego w Polsce gazu kupujemy w ramach kontraktu jamalskiego. W przypadku ropy naftowej nasze uzależnienie od Rosji jest jeszcze większe.

Pod względem dywersyfikacji kierunków dostaw dwóch podstawowych surowców, czyli ropy naftowej i gazu ziemnego, jesteśmy dziś mniej więcej na poziomie z początku lat 2000. Jak wynika z polskich statystyk celnych, w 2003 roku udział dostaw baryłek rosyjskiej ropy do polskich rafinerii wynosił ok. 95 proc.

Z ubiegłorocznych danych Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego wynika zaś, że przywóz surowca od naszych wschodnich sąsiadów przekraczał 93 proc. Faktycznie było jednak znacznie więcej niż 10 lat wcześniej, bo w międzyczasie rafinerie dwóch największych polskich koncernów, czyli PKN Orlen i Grupy Lotos zostały zmodernizowane. Bezpośrednim tego efektem był wzrost przerobu ropy.

W gazie bez zmian

Podobnie sytuacja wygląda z gazem ziemnym. Największym dostawcą Polski był i nadal pozostaje rosyjski Gazprom. Udział błękitnego paliwa bezpośrednio przesyłanego zza wschodniej granicy oscylował wokół 53 proc. naszego krajowego zużycia na początku obecnego wieku. W kolejnych latach m.in. wskutek zabiegów politycznych przekładających się na strategię największego odbiorcy rosyjskiego gazu, czyli PGNiG, ten udział delikatnie spadał, by dziś wrócić do podobnych jak przed laty poziomów. Ale tak jak w przypadku ropy, tak i tu wolumen wpompowanego do nas przez gazowego monopolistę błękitnego paliwa z Rosji poszedł w górę.

Przykładowo w 2003 r. gazowy monopolista wpompował do naszego kraju 6,8 mld m sześć błękitnego paliwa, a 10 lat później już 8,7 mld m3. Podobny udział procentowy jest efektem wzrostu krajowego zużycia i renegocjacji kontraktu jamalskiego, a także zwiększenia dostaw z innych kierunków. Krajowe wydobycie nie zwiększyło się w tych latach zasadniczo i kształtuje się na poziomie niewiele ponad 4 mld m sześć.

Ale gaz fizycznie wydobywany na Wschodzie płynie do nas nie tylko z  Gazpromu.  Jest też dostarczany przez inne firmy, również przez Niemcy i Czechy. Według przedstawionych przez resort gospodarki danych za 2013 r., zużycie gazu w Polsce wyniosło prawie 16 mld m3, a w ramach kontraktu jamalskiego sprowadziliśmy ok. 9 mld m3 co stanowiło aż 77 proc. dostaw z  zagranicy.

Bez trzeciej nitki

Jeśli chodzi o dywersyfikację dostaw ropy naftowej i paliw płynnych, to sytuacja jest znacznie lepsza niż w przypadku dostaw gazu ziemnego. Poprzez istniejący Naftoport, możemy potencjalnie sprowadzić surowiec lub gotowe paliwa z dowolnego kierunku na świecie. Zdolności przeładunku ropy naftowej wystarczają na zaopatrzenie zarówno rafinerii Lotosu jak i PKN Orlen.

Można mieć zastrzeżenia co do rozwoju infrastruktury rurociagów produktowych. Przez 15 lat wybudowano właściwie tylko jeden – z Płocka do Wrocławia. Dodatkowo warto podkreślić, że istniejąca sieć tych rurociągów obsługuje jedynie płocką rafinerię. Nie jest też połączona z innymi europejskimi systemami, ani żadną bazą przeładunkową na wybrzeżu lub granicy kraju.

– Na razie, mimo licznych deklaracji nie udało się także ukończyć trzeciej nitki rurociągu Przyjaźń budowanego przez PERN. Ostatni, ok. 50-km odcinek nie może być zrealizowany od kilku lat – zauważa Wojciech Słowiński, partner w PwC. W fazie deklaracji pozostaje też przedłużenie ropociągu Odessa-Brody do Płocka i dalej do Gdańska. – Od kilku lat trwają analizy opłacalności tej inwestycji przez spółkę Sarmatia. Dzisiaj można chyba stwierdzić, że brak jest jakiegokolwiek biznesowego zainteresowania tą inwestycją. Gdyby znalazły się podmioty zainteresowane dostarczaniem i odbiorem surowca, to inwestycja byłaby zrealizowana dość szybko – podkreśla Słowiński.

Zaprzepaszczone szanse

Jak zauważają eksperci, znacznie gorszą sytuację mamy w przypadku infrastruktury gazowej. Terminal LNG w Świnoujściu o przepustowości 5 mld m sześc. (można go rozbudować do 7,5 mld m3 budowany przez Gaz System, jest co prawda w fazie końcowej realizacji, ale zostanie oddany do użytku dopiero w 2015 r. W tym samym czasie do systemu zostanie podłączonych kolejne 1000 km gazociągów przesyłowych oraz magazyny gazu zwiększające ich płynność z 1,82 do 2,9 mld m3. Wszystko powstanie kosztem prawie 10 mld zł.

To co już można zrobić, to zwiększenie transportu błękitnego paliwa z Niemiec do Polski. Pozwala na to inwestycja przeprowadzona na gazociągu jamalskim, którym dotychczas był możliwy przesył surowca jednie z Rosji, przez Białoruś do Polski i Niemiec.

Gdyby nie błędy popełnione w przeszłości, sytuacja mogła być znacznie lepsza. Janusz Steinhoff, były minister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka, wskazuje zablokowanie przez kolejny rząd z Leszkiem Millerem na czele pomysłu zwiększenia dostaw z Norwegii i Danii. – Gdyby doszło do realizacji tego kontraktu, to już w 2004 r. popłynęłoby do nas 2 mld m3 gazu, a w 2008 r. – nawet 5 mld m3 rocznie – mówi Steinhoff.

Inni eksperci wskazują m.in. na brak ekspansji naszych koncernów rafineryjnych i gazowych, które zostały w tyle jeśli chodzi o zaangażowanie i przeznaczane nakłady na zwiększanie wydobycia własnego.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.