Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 65 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow SMOLEŃSK - cztery lata kłamstwa... arrow Złamać kod smoleński
Monday 23 September 2019 11:01:01.27.
migawki

         

                A co wieje z Warszawy? – Optymizm...
 
W Y S Z U K I W A R K A
Złamać kod smoleński Drukuj Email
Wpisał: Free your mind   
17.05.2014.

Złamać kod smoleński

 

 Free your mind http://freeyourmind.salon24.pl/582859,zlamac-kod-smolenski  7.05

 

Wyobraźmy sobie, że ktoś chciałby dokonać za jednym zamachem imitacji

1) katastroficznego „nurkowania”,

2) „gonienia ścieżki podejścia” oraz

3) „upadku” jakiegoś statku powietrznego – bez konieczności rozbijania samolotu, gdyż wrakowisko miałby zawczasu przygotowane.

 

Wgranie takich „danych parametrycznych” byłoby niezbędne z kolei do „badań powypadkowych”, w ramach których tym, co dla badaczy pozostaje najświętsze, są przecież pancerne rejestratory lotu i ich nienaruszalne zapisy. W jaki sposób takiej imitacji (tu „lądowania <prezydenckiego tupolewa>”) można by dokonać?

Potrzebny byłby przede wszystkim pilot klasy mistrzowskiej znający doskonale lotnisko oraz pagórkowate okolice, który wykonałby uchod experiment z możliwie najniższego pułapu – oczywiście nie uchod experiment „na drzewach”, bo wtedy wylądowałby raczej w ziemi smoleńskiego „goroda-gieroja”, lecz – znad płyty/terenu lotniska. Ponieważ położenie „lecącego na rozbicie się samolotu” określano by potem w „badaniach” na podstawie „danych GPS-a”, to wystarczyłaby przezorna, drobna modyfikacja „położeń” świadcząca o tym, iż „samolot” upadł w pobliskim przylotniskowym lasku oraz, co zrozumiałe, „ucięcie” zapisów całego szeregu danych związanych z dalszym odchodzeniem (samolotu-imitatora) – wtedy scenariusz „katastrofy” by się z grubsza „zgadzał” z „danymi parametrycznymi”[1].

 

Wyobraźmy sobie, że ktoś chciałby za jednym zamachem dokonać imitacji 1) „zapisów CVR” mających świadczyć o durnej załodze, która gna na przepadłe w gęstej mgle, nie zważając na niebezpieczeństwa, nie słuchając poleceń kontroli lotów, nie zważając na wskazania przyrządów, alarmy, dobre rady, zdrowy rozsądek, na nic - i w rezultacie „lądując na drzewach” oraz 2) „zapisów rozmów kontrolerów” z „dnia katastrofy”. W jaki sposób takiej imitacji można by dokonać? Należałoby autentyczne zapisy (nie mające nic wspólnego z jakąkolwiek lotniczą katastrofą) poddać przemieszaniu (coś wcześniejszego jako coś późniejszego, coś późniejszego jako wcześniejsze etc.), wycince/wykasowaniu (fragmentów nie pasujących do obowiązującej narracji i ujawniających fałszerstwo), rozmaitym wklejkom/uzupełnieniom (być może z innych nagrań), a następnie montażowi takiej spreparowanejcałości” rządzącej się własnymi prawami i narzucającej (odbiorcom) inny – w istocie nierealny – przebieg zdarzeń.

 

O tym wszystkim (ale też o „eksperymentach” lotniczych, jakie przeprowadzali katastrofolodzy), jak i o tym, że PLF 101 mógł wylecieć jakąś godzinę wcześniej z Okęcia (aniżeli się oficjalnie od 4 lat mówi), czyli koło godz. 6:30 pol. czasu, a następnie przez jakiś czas przebywać w okolicy Siewiernego (następnie odleciano by na zapasowe lotnisko), opowiada moje dwuczęściowe opracowanie Uchod experiment. Jeśli hipoteza z tym dużo wcześniejszym wylotem „prezydenckiego tupolewa” (wyłania się ona stopniowo podczas analiz w drugiej części mojego tekstu) jest prawdziwa, to „kod smoleński”, w jakim opracowano całą oficjalną dokumentację katastrofologiczną, będzie można uznać za złamany. Oczywiście hipoteza ta nie jest moim wynalazkiem – różni blogerzy i blogerki (choć i ja także – np. w Aneksie-3 do Czerwonej strony Księżyca) przypuszczali, że PLF 101 wystartował wcześniej niż o godz. 7:27 pol. czasu – ja tylko podjąłem się jej „przetestowania” (w sensie naukowym), wydaje mi się jednak, że w Uchod experimencie zebrałem całkiem sporo śladów potwierdzających tę właśnie hipotezę (skrótowo nazwijmy ją HWW – od określenia „hipoteza wcześniejszego wylotu”, tak jak H2M oznacza „hipotezę dwóch miejsc”).

 

Gdyby ktoś chciał od razu, tj. jeszcze przed lekturą mojego opracowania, spytać, dlaczego w moskiewskiej legendzie o 10-tym Kwietnia umiejscowiono wylot PLF 101 z Polski dopiero koło godz. 7:30, to odpowiedź nie jest skomplikowana – w oficjalnej narracji delegacja, wyleciawszy z dużym opóźnieniem, miała się przecież niesamowicie spieszyć na katyńskie uroczystości, zaś załoga miała pospieszyć się za bardzo z podejściem do lądowania nad zdradliwym jarem we mgle, nie próbując ani przez chwilę przeczekiwać niepogody np. na wysokości kręgu. (Poza tym, skoro „katastrofę” ogłoszono w mediach dopiero po godz. 9-tej, podając zrazu jej „precyzyjny moment” jako „8:56”, to trudno byłoby wyjaśnić opinii publicznej, czemu tak długo z tym ogłoszeniem zwlekano, jeśli przelot Tu-154M na trasie EPWA – XUBS [Okęcie-  Siewiernyj md] zająć miał maksymalnie 1h15min; vide książeczka MSZ na 10-04-2010).

 

Jeśliby więc start „prezydenckiego tupolewa” z Okęcia był o godz. 6:30, to o żadnym pośpiechu podczas specjalnego lotu nie mogłoby być mowy – PLF 101 pojawiłby się w okolicach Smoleńska jakiś kwadrans po siódmej, tak, po siódmej (a nie, jak głosi moskiewska legenda, dopiero koło wpół do dziewiątej), dysponując sporym zapasem czasu zarówno na wykonywanie holdingu nad chmurami, jak i na udanie się na inne lotnisko. Zmienia to postać rzeczy? Zmienia wielce.

 

Po szczegóły odsyłam wszystkich do Uchod experimentu. Miłej lektury :) – będzie ona długa, nieco „encyklopedyczna”, lecz, mam nadzieję, interesująca.

 

http://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-uchod-experiment-1.pdf   (14,5 MB)

http://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-uchod-experiment-2.pdf   (13,5 MB)

 

 

 

(Kto wie, czy nagle nie zaczną się „sypać jak z rękawa” dowody na odlot PLF 101 o godz. 7:27 – może zapisy wideo, zdjęcia, relacje „przebudzonych po 4 latach” świadków. Ja sam chętnie się z takimi materiałami zapoznam.)



[1] Na ile poszczególne dane (przypisywane PLF 101) się „zgadzają”, toczyło się sporo dyskusji. Przedstawiciele katastrofologii, zwłaszcza tej spod znaku „MAK” i KBWLLP problemy związane z inkoherencją zestawów danych rozwiązywali poprzez procedurę ujednolicania. W przypadkach skrajnych, jak „bezsensowne wskazania radiowysokościomierza”, badacze tego rodzaju dane ignorowali (por.http://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym_taws_i_jego_oszukiwanie-3.pdf s. 13 oraz Załącznik 4 do „raportu Millera”, s. 563 na temat pomijalności błędów zapisu rejestratora).

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.