Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 67 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow Zofia KOSSAK arrow Ogólne uwagi o prasie konspiracyjnej
Tuesday 21 January 2020 14:43:34.28.
W Y S Z U K I W A R K A
Ogólne uwagi o prasie konspiracyjnej Drukuj Email
Wpisał: Zofia Kossak   
20.07.2014.

Ogólne uwagi o prasie  konspiracyjnej

 

[Nawet dla mnie, matuzalema, to jest poprzednie pokolenie. W tamtym czasie czytywałem zresztą w Namanganie pisemka żydo-komuny, czyli polit-gramotę Związku Patriotów Polskich. Ale pisemka, które czytywałem czy kolportowałem w latach 76 - 90 w Polsce czy w Sowiecji, też miewały różny poziom. I – były NIEZBĘDNE. Obecne internetowe pisemka – często budzą zgrzytanie zębów. Lub ból zębów. Ale są niezbędne – by przywracać Nadzieję, ale też - by uczyć krytycyzmu. MD]

 

 

Zofia Kossak, „W Polsce podziemnej”, str. 347, PAX 1999

 

Jedyne w swoim rodzaju zjawisko, bezprzykładna ilość prasy pod­ziemnej, daje się wytłumaczyć koniecznością wypowiedzenia się przez społeczeństwo. Bez możliwości wykrzyczenia swojego oburzenia, nienawiści, nadziei, grozy - ludzie pod okupacją czuliby się straszliwie sponiewierani i upodleni. Nie mogliby znieść panującego terroru. Tajna prasa, którą czytał każdy, była nieustannym żywym protestem, dowo­dem nieustępliwej postawy.

Jako taka była potrzebna i konieczna.

         Natomiast nie ulega wątpliwości, że było jej za dużo. Na blisko dwieście periodyków, które w 1943 r. wychodziły w samej Warszawie, można było wyliczyć najwyżej kilkanaście pism, które posiadały swoje odrębne oblicze, za którymi stała jakaś ideologia, jakaś skrystalizowana grupa. Reszta była to woda lub kompilacja ściągająca treść z innych pism. Nierzadko racją istnienia jakiegoś pisemka była wyłącznie indywidualna ambicja redaktora.

Bardzo wiele ludzi zginęło z powodu podziemnej prasy, przy czym ryzyko było to samo, czy się kolportowało dobre pismo, czy bezwartoś­ciowe. Tajna prasa lat okupacji wchłonęła w siebie olbrzymi kapitał poświęcenia, heroizmu i krwi. Czy ten kapitał można uważać za zmarnowany? Na pewno nie. Owe "gazetki" docierające wszędzie, do każdego, cudownie zespoliły społeczeństwo. Właśnie przez to ryzyko, niezależnie od wartości podawanych przez dane pismo artykułów i komunikatów. Tajna prasa scementowała wszystkie warstwy skutecz­niej niż wszelka inna akcja.

Kwalifikując wartość poszczególnych pism, trudno powiedzieć coś, czego by nie wiedziano powszechnie. Wiadomo, że jednym z najlepiej redagowanych pism był "Robotnik", po nim "Walka" i "Szaleniec" *). Że pisma rządowe ("Rzepa" ["Rzeczpospolita Polska"]) były raczej słabe, że doskonałe było "Jutro Kultury Polskiej” itd.  [ściślej: „Kultura Jutra” Jerzego Brauna md]

-------------------

*) Czy to nie literówka? W tamtej atmosferze powinien nazywać się „Szaniec” ! Myśmy w Świerku mieli „W Okopach”, pisemko, które doczekało się przedruków dla... Komitetu Centralnego.. Oni też czasem musieli poznać prawdę. md

---------------

 

Natomiast chciałabym przypomnieć pewne małe pisemko, odbijane na powielaczu w 40 r., organ grupy "Wawel". Czy poza redaktorem pisma należał kto do tej grupy - nie wiem. Redaktora znałam, był nim Alfred Wielopolski. W owym piśmie wydawanym przed upadkiem Francji, miał on odwagę i jasnowidztwo pisać, że wojna będzie trwała długo, co najmniej pięć lat. Że wejście w orbitę Rosji jest nieuniknione i że [do] tego faktu nieuchronnego należy się przygotować i nastrajać. Można sobie wyob­razić, jak w owym czasie podobne tezy były niepopularne. Ów "Wawel" wychodził w minimalnej ilości egzemplarzy i był rozdawany tylko bardzo pewnym ludziom. Wywody jego nie były oparte na żadnych przepowiedniach, lecz na głęboko logicznych przesłankach. Robił na mnie wrażenie spokój tego człowieka, z jakim wypowiadał poglądy tak przeciwne powszechnemu nastawieniu. W 41 r. "Wawel" przestał wychodzić.

Wspomniany na początku "Znak" zasługuje również na uwagę. Początkowo był on organem Tajnej Armii Polskiej (TAP). Potem, gdy Jan Włodarkiewicz umarł, w grupie nastąpił rozłam. Lucjan Rościszew­ski zabrał "Znak" i zaczął go wydawać na własną rękę. Sam pisał, składał, odbijał. Było to, najistotniej, pismo jednego człowieka. W prze­ciwieństwie do "Wawelu" jego horoskopy nie sprawdzały się nigdy, lecz czytało się pismo z zajęciem, gdyż Rościszewski miał wybitny talent literacki. Zginął w 43 r.

 

Chyba to wszystko, co mogę na ten temat powiedzieć.

 

Archiwum Akt Nowych, t. 76 III-38

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.