Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 111 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow a Michalkiewicz powiedział.. arrow Porozmawiajmy o sznurze
Thursday 29 October 2020 09:18:13.30.
migawki
 

30/31.10 Jasna Góra – comiesięczne Czuwanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę

Wielce Czcigodny Premierze i Ministrze „Zdrowia” ! Demonstranci pytali : „Premierze, czy istnieje sranie bezobjawowe?” . A po karetkach policji skakał wasz prowok - zdjęcia mogę dostarczyć.

Uchwalili bezczelnie „Bezkarność konowała+” pod szydliwą nazwą „Dobry Samarytanin”. Polacy karnie noszą maseczki nawet na pustej ulicy. Tymczasem liczba stwierdzonych zakażeń rośnie. Okazuje się, że maskowanie nie działa, ale tego rząd nie przyzna za nic w świecie. Dlatego trzeba wskazać „wroga ludu”, który niweczy wysiłek całego narodu.

Co chcą nam powiedzieć celebryci, okraszający informację o złapaniu kowida: "dbajcie o siebie, noście maseczki"? Że sami zaniedbali i nie nosili, czy że ich samych to dbanie i noszenie przed niczym nie uchroniło?

A fekalia Trzaskowskiego systematycznie, po cichu dalej ubogacają Wisłę.

 
W Y S Z U K I W A R K A
Porozmawiajmy o sznurze Drukuj Email
Wpisał: St. Michalkiewicz   
09.08.2009.

Porozmawiajmy o sznurze
St. Michalkiewicz
Komentarz  ·  tygodnik „Goniec” (Toronto)  ·  2009-08-09  |  www.michalkiewicz.pl
Nie mówi się o sznurze w domu wisielca, to znaczy – nie tyle może „wisielca”, co jego nadskakującego przyjaciela, a właściwie nie tyle może przyjaciela, co płaszczącego się i – co tu ukrywać – trochę lekceważonego klienta, więc nic dziwnego, że 64 rocznica zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę minęła w Polsce bez echa. A przecież można by podnieść pedagogiczne zalety tego uderzenia, cytując stosowne zdanie z „Reduty Ordona”, że mianowicie „dzieło zniszczenia w dobrej sprawie jest święte, jak dzieło tworzenia” – co przydałoby się również dla lepszego uczczenia zwycięstwa, jakie nasze wojska w Afganistanie odniosły nad jakimści tamtejszym weselem, wskutek czego 27 weselników było szczęśliwych aż do ostatniej chwili życia. Nie w taki oczywiście sposób, jak „drogi Bronisław”, który był szczęśliwy z zupełnie innej przyczyny, ale to przecież nieistotne, bo czyż to nie wszystko jedno, co przynosi nam szczęście? Wielka – powtarzam – szkoda, bo mógłby to być również dobry temat do rozważań dla grup pielgrzymkowych, tradycyjnie maszerujących właśnie po polskich drogach do Częstochowy na święto Wniebowzięcia Matki Boskiej. Z drugiej jednak strony, czyż nie można snuć równie, a może nawet jeszcze bardziej interesujących rozważań na zupełnie inne, politycznie bezpieczniejsze tematy?

Oczywiście, że można. Z obfitości serca usta mówią, toteż nic dziwnego, że JE abp Józef Życiński w „Liście do moich kapłanów” z dnia 6 sierpnia br. napisał m.in.: „Pamięć o roli Ducha Świętego każe nam również zdecydowanie odrzucać spiskowe wizje historii, według których najnowsze polskie dzieje stanowią wyraz intryg, układów, spisków i zdrad”. A jeśli zdecydowanie odrzucimy intrygi, układy, spiski, a zwłaszcza zdrady, to jaki stąd wypływa wniosek? Ano, skoro nie było zdrad, to nie było też i zdrajców, wśród których na plan pierwszy niewątpliwie wybijaliby się tajni współpracownicy Służby Bezpieczeństwa, na przykład TW „Filozof”, pod którym to pseudonimem – oczywiście „bez swojej wiedzy i zgody” – został zarejestrowany Jego Ekscelencja. „Gdzie mądry człowiek ukryje liść?” – pyta Chesterton w opowiadaniu „Złamana szabla” i odpowiada: „w lesie”. No dobrze, a jeśli nie ma lasu? To mądry człowiek zasadzi las, żeby ukryć w nim liść. Oto w jaki sposób, zasadzając las osobliwej „teologii transformacji ustrojowej w Polsce”, Jego Ekscelencja desperacko próbuje ukryć liść, który zdradziecki generał Czesław Kiszczak miał zniszczyć, a nie zniszczył.

Inni podchodzą do tego inaczej. Właśnie Aleksander Kwaśniewski ujawnił, że w latach 80-tych, kiedy był już ministrem rządu PRL i orderowym panem, SB inwigilowała go, niczym jakiegoś wroga ludu, a nawet – horrible dictu! – sprawdzała mu „pochodzenie etniczne”. Szkoda, że nie powiedział, co z tego sprawdzania wynikło i czy tak naprawdę, to rzeczywiście nazywa się Sztolcman, czy też są to jedynie fałszywe pogłoski, rozsiewane przez bezsilnych antysemitników. Najciekawsze wszelako jest to, że jeszcze podczas swego procesu lustracyjnego, a więc jakieś 10 lat temu, otrzymał był „osobisty list” od samego generała Kiszczaka, który zaklinał się na brodę Lenina, że ta inwigilacja odbywała się „bez jego wiedzy i zgody”. Oto kto jest autorem formuły, z której tak skwapliwie korzystają dzisiaj autorytety moralne i Ekscelencje. Jak pamiętamy, niezawisły sąd posłusznie uwolnił Aleksandra Kwaśniewskiego od wszelkich podejrzeń, toteż tylko patrzeć, jak jednym susem wskoczy on do pierwszego szeregu ofiar komunistycznego reżymu. Co to komu szkodzi w takie upały powachlować się trochę palmą męczeńską?

A sytuacja najwyraźniej do tego dojrzała, bo właśnie okazało się, iż przyjaciel zamordowanego Krzysztofa Olewnika, który od początku miał wiadomości o miejscu przetrzymywania porwanego i miał znać nazwiska porywaczy – podobno „od jasnowidza” – był konfidentem razwiedki. Ta okoliczność znakomicie wyjaśnia przyczynę, dla której policja, prokuratura i niezawisłe sądy popełniły w tej sprawie tyle „błędów” i „uchybień”. Teraz ciekawe jest tylko jedno; czy będzie musiał też się powiesić, czy też minister Andrzej Czuma tym razem spełni pokładane w nim nadzieje i jednym ruchem ręki przetnie tę fatalną sekwencję samobójstw? Wtedy niezawisły sąd będzie musiał uwierzyć w jasnowidza i wszystko zakończy się wesołym oberkiem. Ale, skoro Jego Ekscelencja rozwija swoją osobliwą teologię transformacji i nawet podaje ją do wierzenia Przewielebnemu Duchowieństwu Archidiecezji Lubelskiej, to dlaczego niezawisły sąd, a za nim również dziennikarze śledczy, nie mają uwierzyć w jasnowidza i dlaczego sprawa tego morderstwa nie ma zakończyć się wesołym oberkiem?

Wszystko jest możliwe, a najlepszym tego dowodem jest rajd rowerowy, jaki 7 sierpnia przekroczył granicę Rzeczypospolitej Polskiej z Ukrainą. Chodzi o dzieci, które przez sprytnych banderowców zostały wyprawione „szlakiem Stefana Bandery”, żeby przy tej okazji przetestować blagierów, piastujących najwyższe godności III Rzeczypospolitej – czy można już nasrać im na głowy, czy lepiej się jeszcze powstrzymać? Jak dotąd, test dla banderowców wypada znakomicie; żaden z dygnitarzy nie ośmiela się nawet pisnąć, z czego wyciągam wniosek, że pani Hilaria Clintonowa również uważa ukraińskiego prezydenta Juszczenkę za swoją Duszeńkę, a naszym figurantom surowo przypomniała, że stosunki polsko-ukraińskie, w tym również, a może nawet zwłaszcza - Partnerstwo Wschodnie - polegają na tym, iż Polska ma się poświęcać. Leonid Breżniew w takich sytuacjach mówił generału Jaruzelskiemu krótko: mołczat’, nie rassużdat’! Ciekawe, jak to brzmi po angielsku?

 Stanisław Michalkiewicz  www.michalkiewicz.pl

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.