Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 14 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow Iza Brodacka 14 II arrow Nie wszystko złoto co się świeci
Friday 30 October 2020 02:50:15.30.
migawki
 

30/31.10 Jasna Góra – comiesięczne Czuwanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę

Wielce Czcigodny Premierze i Ministrze „Zdrowia” ! Demonstranci pytali : „Premierze, czy istnieje sranie bezobjawowe?” . A po karetkach policji skakał wasz prowok - zdjęcia mogę dostarczyć.

Uchwalili bezczelnie „Bezkarność konowała+” pod szydliwą nazwą „Dobry Samarytanin”. Polacy karnie noszą maseczki nawet na pustej ulicy. Tymczasem liczba stwierdzonych zakażeń rośnie. Okazuje się, że maskowanie nie działa, ale tego rząd nie przyzna za nic w świecie. Dlatego trzeba wskazać „wroga ludu”, który niweczy wysiłek całego narodu.

Co chcą nam powiedzieć celebryci, okraszający informację o złapaniu kowida: "dbajcie o siebie, noście maseczki"? Że sami zaniedbali i nie nosili, czy że ich samych to dbanie i noszenie przed niczym nie uchroniło?

A fekalia Trzaskowskiego systematycznie, po cichu dalej ubogacają Wisłę.

 
W Y S Z U K I W A R K A
Nie wszystko złoto co się świeci Drukuj Email
Wpisał: Izabela BRODACKA   
05.08.2014.

Nie wszystko złoto co się świeci

 

Izabela BRODACKA 2014-8-5

 

Pierwsze na świecie przezroczyste mydło wyprodukował Andrew Pears w 1789 roku w fabryce przy ulicy Oxford Street w Londynie. Marka Pears było pierwszą zarejestrowaną marką na świecie. Tyle wyczytałam u cioteczki wiki. Nie chciałabym znowu czegoś przekręcić.


Moje wspomnienia związane z tym mydłem są pouczające. Przywiózł je w późnych 50 tych latach, dla jednej z ciotek, na specjalne zamówienie, kuzyn z Londynu. Sam przyjazd kuzyna był wówczas bardzo niebezpieczny, obracał się w Londynie w niewłaściwych środowiskach, zamawianie u niego czegokolwiek było straszną ekstrawagancją. Nigdy przed tym nie widziałam takiego mydła ani o nim nie słyszałam. Byłam małą dziewczynką, oczekiwałam nie wiadomo czego. Tak naprawdę - przyznaję to ze wstydem- oczekiwałam różowego, pachnącego owalu w pudełku w lakierowane róże. Życie w PRL było przecież bardzo zgrzebne, a małe dziewczynki mają- jak wiadomo- zły gust. Ku memu najwyższemu zdumieniu ( to się teraz nazywa „dysonans poznawczy”) ciocia odwinęła z gufrowanego granatowego papieru brudnoszarą, nieregularną kulę czy raczej elipsoidę i przycisnęła ją do piersi. Mydło, którego używała przed wojną, symbolizowało dla niej zapewne wszystko to, co utraciła wraz z wejściem sowietów na kresy.

Kiedy zdumiona wyjąkałam, że mydło to niczym się nie różni od mydła do prania, którego szare kostki były w PRL w powszechnym użytku, ciocia kwaśno powiedziała: „ różni się, różni, ale nie każdy umie odróżnić . I naucz się, że: не все золото, что блестит (nie wszystko złoto co się świeci)” . Ciocia używała wymiennie polskiego, francuskiego i rosyjskiego. Kończyła pensję z językiem wykładowym rosyjskim, ale panienki były zobowiązane rozmawiać po francusku. Pilnowała tego specjalna dama klasowa. Tak się edukowały na kresach panienki z dobrego domu.

A ja nauczyłam się, raz na zawsze, że „ не все золото, что блестит”.

Niedawno odnaleźliśmy boczną linię rodziny. Wśród zdjęć rodzinnych, które nam przesłano są jak żywe cioteczki na koniach, a obok dog arlekin. Podobno nasz majątek słynął z hodowli psów tej rasy. Otóż ten dog arlekin niczym niestety nie przypomina aktualnie obowiązującego wzorca.

Jak powiedział złośliwie syn musiała to być lokalna, endemiczna rasa - „poleski dog arlekin”. Obawiam się, że w przekazie rodzinnym został mi zaszczepiony również „poleski język francuski” i dlatego kelnerzy mówią do mnie w Paryżu до свидания.

Poza tym wyglądam na osobę, która najchętniej chodziłaby w brzozowych łapciach . Tak w każdym razie mnie ocenił podczas rozmowy (nazwijmy to) kwalifikacyjnej miły pan z ZDF. Zamiast się obrazić wykrzyknęłam: „Woher wissen Sie das?” (skąd pan to wie?) i omal nie rzuciłam mu się na szyję. Powstrzymała mnie obecność młodej tłumaczki, która zawahała się jak przetłumaczyć Birkenschuhe. Nie znała słowa łapcie. No bo i skąd?

Pan proponował mi żebym zrelacjonowała w niemieckiej telewizji perypetie mojej (przegranej) sprawy o odszkodowanie za pobyt ojca w karnej kompanii w Oświęcimiu. Wyraził uprzejme życzenie, żebym przy pomocy telewizyjnej stylistki trochę popracowała nad wizerunkiem. Odmówiłam. Bynajmniej nie dlatego, że się obraziłam. On wykonywał tylko solidnie swoją robotę. Tak jak jego przodkowie w Oświęcimiu. Dlatego powiedziałam mu zupełnie otwarcie , że żadna stylistka już mi nie pomoże.

Pan przez uprzejmość nie zaprzeczył, ale uparta stylistka przyniosła dla mnie przeźroczystą bluzeczkę ze świecącymi złotymi różami. Zaniemówiłam z wrażenia.

” Es ist nicht alles Gold, was funkelt „– wyjąkałam z trudem.
was glinzt”- poprawiła mnie tłumaczka.

Pozostało mi tylko wyjść w milczeniu.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.