Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 109 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow Historia odkłamywanie VI arrow Prof. Kieżun: całe szczęście dla tych sku...synów, że nie mam już pistoletu !
Sunday 25 October 2020 12:27:57.30.
migawki
 

25.10.20 Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

Uchwalili bezczelnie „Bezkarność konowała+” pod szydliwą nazwą „Dobry Samarytanin”.

Polacy karnie noszą maseczki nawet na pustej ulicy. Tymczasem liczba stwierdzonych zakażeń rośnie. Okazuje się, że maskowanie nie działa, ale tego rząd nie przyzna za nic w świecie. Dlatego trzeba wskazać „wroga ludu”, który niweczy wysiłek całego narodu.

Co chcą nam powiedzieć celebryci, okraszający informację o złapaniu kowida: "dbajcie o siebie, noście maseczki"? Że sami zaniedbali i nie nosili, czy że ich samych to dbanie i noszenie przed niczym nie uchroniło?

 
W Y S Z U K I W A R K A
Prof. Kieżun: całe szczęście dla tych sku...synów, że nie mam już pistoletu ! Drukuj Email
Wpisał: Jacek Gądek,   
24.09.2014.

Prof. Kieżun: całe szczęście dla tych sku...synów, że nie mam już pistoletu !

 

 

Jacek Gądek, Dziennikarz Onetu 22 wrz, 15:26 http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/prof-kiezun-cale-szczescie-dla-tych-sku-ze-nie-mam-juz-pistoletu/30bc6

 

- Oni robią wszyst­ko, żeby to znisz­czyć - żeby zo­hy­dzić po­wsta­nie, żeby zo­hy­dzić nas! Całe szczę­ście, że już nie je­stem uzbro­jo­ny, bo bym nie wy­trzy­mał! Całe szczę­ście dla tych sku…, że nie mam już pi­sto­le­tu! - mówi One­to­wi prof. Wi­told Kie­żun. Tak od­po­wia­da na sfor­mu­ło­wa­ny przez hi­sto­ry­ków Sła­wo­mi­ra Cenc­kie­wi­cza i Pio­tra Woy­cie­chow­skie­go za­rzut o agen­tu­ral­ność w cza­sach PRL.

 

[I pomyśleć, że z jednym z tych.... synów byłem prawie po imieniu, a też.. omawialiśmy konieczność uczciwej biografii pierwszego papieża – Polaka (św. Piusa X) . MD]

 

 

 

prof. Witold Kieżun

 

Foto: Leszek Szymański / PAP

Jacek Gądek: - Jak Pan od­bie­ra pu­bli­ka­cję "Do Rze­czy", w któ­rej hi­sto­ry­cy Sła­wo­mir Cenc­kie­wicz i Piotr Woy­cie­chow­ski piszą o Pana - jak opi­su­ją - agen­tu­ral­nej prze­szło­ści z cza­sów PRL?

Prof. Wi­told Kie­żun: - Po­twor­ne kłam­stwo. Przy­szli do mnie. Po­ka­za­li do­ku­men­ty. A ja im po­ka­za­łem swoje duże opra­co­wa­nie z 2002 r. "Ra­dziec­kie i pol­skie wła­dze bez­pie­czeń­stwa i ja". Przed laty do­rę­czy­łem je też mo­je­mu ser­decz­ne­mu przy­ja­cie­lo­wi mar­szał­ko­wi Sejmu prof. Wie­sła­wo­wi Chrza­now­skie­mu, a także mi­ni­stro­wi Wła­dy­sła­wo­wi Sta­sia­ko­wi. A także oso­bi­ście w cza­sie trzech spo­tkań z pre­zy­den­tem War­sza­wy Le­chem Ka­czyń­skim opo­wia­da­łem o jego za­war­to­ści. Ja współ­pra­co­wa­łem. Z Ame­ry­ka­na­mi.

Jak?

Mam ok. 450 stron do­ku­men­tów z pi­sa­ny­mi przez sie­bie in­for­ma­cja­mi o sy­tu­acji spo­łecz­no-po­li­tycz­nej w Pol­sce. Wy­sła­łem - do pa­ry­skiej "Kul­tu­ry" - też 12 opra­co­wań po 20 stron. Poza tym w ra­mach US Agen­cy In­for­ma­tion or­ga­ni­zo­wa­łem wy­mia­nę - ofi­cjal­nie - pra­cow­ni­ków na­uko­wych.

To skąd za­rzu­ty?

Skan­dal po­le­ga na tym, że oni (au­to­rzy "Ta­jem­ni­cy »Ta­mi­zy«" nt. Kie­żu­na w "Do Rze­czy" - red.) przy­szli i po­ka­za­li tylko wy­cią­gi z do­ku­men­tów. Ja z kolei prze­ka­za­łem im swoje ma­te­ria­ły. A mimo to red. nacz. Paweł Li­sic­ki pisze, że ja ni­cze­go nie ujaw­ni­łem.

A jak było?

Otóż moja współ­pra­ca z SB miała oczy­wi­ście cha­rak­ter po­zor­ny. A skoń­czy­ło się na tym, że gen. Ró­żań­ski pisał do szefa bez­pie­ki, że do War­sza­wy stale przy­jeż­dża prof. Sen­kier (dzie­kan z Seton Hall Ca­tho­lic Uni­ver­si­ty South Oran­ge), współ­pra­cu­ją­cy z CIA i w Pol­sce stale utrzy­mu­je kon­tak­ty z prof. Kie­żu­nem. A mie­siąc póź­niej po­ja­wia się za­wia­do­mie­nie, że Sen­kie­ra do War­sza­wy spro­wa­dził Kie­żun.

Potem otrzy­ma­łem cynk - wia­do­mość od Sen­kie­ra: ucie­kaj z całą ro­dzi­ną. Ucie­kam więc z Pol­ski. Ury­wam się cał­ko­wi­cie - i oka­zu­je się, że je­stem zu­peł­nie spa­lo­ny, tak samo jak We­so­łow­ska. Sen­kier po­in­for­mo­wał mnie, że jego siat­ka w War­sza­wie się spa­li­ła.

Potem za­czął Pan pracę w ONZ…

…przez pół­to­ra roku tam pra­cu­ję. Aż do­sta­ję we­zwa­nie do Ja­vie­ra Péreza de Cuéllara, se­kre­ta­rza ge­ne­ral­ne­go ONZ: na­tych­miast przy­jeż­dżaj do No­we­go Jorku. Oka­zu­je się, że w NY jest ol­brzy­mia de­mon­stra­cja na gma­chu ONZ w obro­nie We­so­łow­skiej. Ona z Ame­ry­ka­na­mi miała - w po­rów­na­niu do moich - kon­tak­ty mar­gi­nal­ne, ale była na tyle nie­prze­wi­du­ją­ca, że pra­cu­jąc tak jak ja w ONZ i jadąc do Mon­go­lii, za­trzy­ma­ła się po dro­dze na dwa dni w War­sza­wie, by spo­tkać się z matką. Zo­sta­ła wtedy aresz­to­wa­na i do­sta­ła sie­dem lat wię­zie­nia. Cuéllar po­wie­dział mi: w tej sy­tu­acji nie może Pan wra­cać do Pol­ski, a ja pod­pi­szę de­pe­szę, że jest Pan tak ważny, że musi tu zo­stać.

[Tygodnik publikuje obszerny tekst, w którym Sławomir Cenckiewicz i Piotr Woyciechowski ujawniają okoliczności i przebieg tej współpracy

Zobacz więcej  ]

Dla­cze­go?

Zda­rzył się je­dy­ny taki przy­pa­dek w hi­sto­rii ONZ: mi­ni­ster spraw za­gra­nicz­nych PRL wy­sy­ła de­pe­szę do se­kre­ta­rza ONZ, że nie godzi się na pracę prof. Kie­żu­na w ONZ i że muszę być na­tych­miast od­wo­ła­ny, by wra­cać do kraju. Tak wy­glą­da­ła moja sy­tu­acja.

A tym­cza­sem w "Do Rze­czy" piszą, że nic nie ujaw­ni­łem. Otóż ujaw­nia­łem, jak wy­glą­da­ły moje kon­tak­ty z SB. Od razu ujaw­nia­łem to Ame­ry­ka­nom. Od­po­wie­dzie­li: be ca­re­ful. Ame­ry­ka­nie wie­dzie­li o każ­dym spo­tka­niu i za­in­te­re­so­wa­niu SB mną.

A wie Pan, na ja­kiej za­sa­dzie za­czą­łem "współ­pra­co­wać"?

Jak?

W 1973 r. kpt. Ta­de­usz Szlu­bow­ski za­pro­sił mnie pry­wat­nie i po­wie­dział: mój syn jest nie­sły­cha­nie zdol­ny, ale nie może się do­stać do In­sty­tu­tu Po­li­to­lo­gii, a dy­rek­tor po­li­to­lo­gii to mąż Pana dok­to­rant­ki. Jeśli Pan mi to za­ła­twi, to będę bar­dzo wdzięcz­ny.

I ja mu to za­ła­twi­łem. Mia­łem potem go - Szlu­bow­skie­go - w ręku, bo gdy­bym to ujaw­nił, to do­stał­by 10 lat wię­zie­nia. Dzi­siaj jego syn jest pro­fe­so­rem, zro­bił ka­rie­rę dzię­ki mnie.

Au­to­rzy pu­bli­ka­cji w "Do Rze­czy" cy­tu­ją różne do­ku­men­ty.

Do­ku­men­ty, które skła­da­li inni, Szlu­bow­ski prze­sy­łał jako do­ku­men­ty pi­sa­ne prze­ze mnie. Ja to wszyst­ko mam. I mogę to wy­ja­śnić. Zresz­tą wy­ja­śnia­łem już - do cho­le­ry cięż­kiej - w 2002 r. Wtedy Sta­siak sie­dział u mnie trzy go­dzi­ny i prze­ka­zy­wał swoją wie­dzę dalej - Le­cho­wi Ka­czyń­skie­mu.

A wra­ca­jąc…

Po roz­mo­wie, pod­czas któ­rej Szlu­bow­ski pro­sił mnie o pro­tek­cję dla syna, po­wie­dział, że bę­dzie zo­bo­wią­za­ny, gdy na­pi­szę, że zo­bo­wią­zu­ję się do za­cho­wa­nia w ta­jem­ni­cy ca­ło­ści prze­pro­wa­dzo­nej roz­mo­wy. I ja to na­pi­sa­łem. Bo zda­wa­łem sobie spra­wę z tego, że on był za­gro­żo­ny, gdy­bym to - proś­bę o pro­tek­cję dla jego syna - ujaw­nił. I ja, co chcia­łem, to wszyst­ko potem mo­głem zro­bić. Gdy opóź­nia­ło się wy­da­nie mi pasz­por­tu, to dzwo­ni­łem do niego i krzy­cza­łem: do cho­le­ry cięż­kiej, co wy ro­bi­cie, skurw…, szyb­ko da­waj­cie mi pasz­port! I on mówił: do­brze, zaraz pan do­sta­nie. Mia­łem go w ręku. Nawet Ame­ry­ka­nie się śmia­li. Ale potem oka­za­ło się, że kontr­wy­wiad PRL wy­krył moje kon­tak­ty z Ame­ry­ka­na­mi.

To, co Pan mówi, nie prze­ko­na­ło wy­mie­nio­nych hi­sto­ry­ków, któ­rzy o Panu na­pi­sa­li.

Z USA przy­wio­złem ory­gi­nal­ne do­ku­men­ty i wciąż je mam. Po­ka­zy­wa­łem je Cenc­kie­wi­czo­wi i Woy­cie­chow­skie­mu, ale oni nie chcie­li tego oglą­dać.

Co teraz?

Gdy­bym był młod­szy, to bym wy­stą­pił do sądu o ich uka­ra­nie, ale ja prze­cież mam 93 lata! Tra­ge­dia po­le­ga też na tym, że po tym, jak przy­szli i zo­sta­wi­li mi swoje ma­te­ria­ły, to do­sta­łem ataku.

To zna­czy?

Je­stem chory na tro­pi­kal­ną żółtą febrę. Do­sta­łem ataku. Mia­łem 40 st. C go­rącz­ki. Przez 12 go­dzin cały drża­łem. I nie mia­łem ni­ko­go obok sie­bie, bo prze­cież miesz­kam zu­peł­nie sam - moja żona zmar­ła. Nie mo­głem nawet do kogoś za­te­le­fo­no­wać. Całe szczę­cie, że prze­ży­łem do rana.

Ja je­stem śmier­tel­nie chory. Ale się nie po­ło­żę! Bo je­stem bo­jow­ni­kiem, żoł­nie­rzem Armii Kra­jo­wej i po­wstań­cem war­szaw­skim!

Polska jest w zagrożeniu. Trzeba robić wszystko, by budować poczucie patriotyzmu. Trzeba odwoływać się do naszej wspaniałej przeszłości, do bohaterstwa powstania warszawskiego, budować uczucie wobec kraju, bo jesteśmy cholernie zagrożeni! A oni robą wszystko, żeby to zniszczyć. Całe szczęście, że już nie jestem uzbrojony, bo bym nie wytrzymał! Całe szczęście dla tych sku…, że nie mam już pistoletu!

Teraz z Pana zdro­wiem jest do­brze?

Ja je­stem czło­wie­kiem sil­nym. Je­stem żoł­nie­rzem. Pięć lat sie­dzia­łem w pod­zie­miu. Byłem w od­dzia­le spe­cjal­nym. W cza­sie po­wsta­nia war­szaw­skie­go na swoim ka­ra­bi­nie ma­szy­no­wym za­no­to­wa­łem 42 Niem­ców. Mam re­kor­do­we osią­gnię­cie: je­stem je­dy­nym po­wstań­cem, który w jego cza­sie do­stał dwa awan­se i dwa naj­wyż­sze od­zna­cze­nia: Krzyż Wa­lecz­nych i Vir­tu­ti Mi­li­ta­ri. Do cho­le­ry cięż­kiej! Nigdy się tym nie chwa­li­łem! Ale nie dam się znisz­czyć tym ło­bu­zom!

Czyli komu?

Ja wiem, o co cho­dzi. To jest banda Pio­tra Zy­cho­wi­cza, która twier­dzi, że po­wsta­nie war­szaw­skie to była zbrod­nia, a jego do­wód­cy to agen­ci. Książ­ka "Obłęd '44" to skan­dal i bzdu­ra. "Pakt Rib­ben­trop-Beck" - też.  Ta banda ludzi chce znisz­czyć to, o co ja się w tej chwi­li biję! [bold –MD]

Pol­ska jest w za­gro­że­niu. Trze­ba robić wszyst­ko, by bu­do­wać po­czu­cie pa­trio­ty­zmu. Trze­ba od­wo­ły­wać się do na­szej wspa­nia­łej prze­szło­ści, do bo­ha­ter­stwa po­wsta­nia war­szaw­skie­go, bu­do­wać uczu­cie wobec kraju, bo je­ste­śmy cho­ler­nie za­gro­że­ni! A oni robą wszyst­ko, żeby to znisz­czyć - żeby zo­hy­dzić po­wsta­nie, żeby zo­hy­dzić nas! Całe szczę­ście, że już nie je­stem uzbro­jo­ny, bo bym nie wy­trzy­mał! Całe szczę­ście dla tych sku…, że nie mam już pi­sto­le­tu!

-----------------------

Od­no­szę wra­że­nie, że hi­sto­ria była tra­gicz­na.

Bo?

Pa­mię­tam, że ma­te­ria­ły wy­sy­ła­ne do Pa­ry­ża do "Kul­tu­ry" za­wsze pi­sa­łem ręcz­nie i da­wa­łem do prze­pi­sy­wa­nia. A do­sta­łem adres do świet­nej ma­szy­nist­ki na Pra­dze - nawet po­pra­wia­ła błędy. Z tego, co oni (Cenc­kie­wicz i Woy­cie­chow­ski) piszą o nie­któ­rych moich uwa­gach, to one były pi­sa­ne dla Pa­ry­ża.

A poza tym ist­nie­je obawa, że osoba w Pa­ry­żu, do któ­rej wy­sy­ła­łem swoje ma­te­ria­ły, też była agen­tem. Prof. Chrza­now­ski, gdy roz­ma­wia­li­śmy jakiś rok przed jego śmier­cią, po­wie­dział mi, że są takie po­dej­rze­nia. Wy­glą­da zatem na to, że w SB mieli ma­te­ria­ły wy­sy­ła­ne prze­ze mnie do Pa­ry­ża. A one były pi­sa­ne w swo­bod­niej­szym stylu. Pi­sa­łem tam np. o nad­uży­ciach kadry kie­row­ni­czej.

(RZ)

Zmieniony ( 28.09.2014. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.