Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 119 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow wspomnienia arrow Słowa i ich treście
Sunday 25 October 2020 12:23:43.30.
migawki
 

25.10.20 Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

Uchwalili bezczelnie „Bezkarność konowała+” pod szydliwą nazwą „Dobry Samarytanin”.

Polacy karnie noszą maseczki nawet na pustej ulicy. Tymczasem liczba stwierdzonych zakażeń rośnie. Okazuje się, że maskowanie nie działa, ale tego rząd nie przyzna za nic w świecie. Dlatego trzeba wskazać „wroga ludu”, który niweczy wysiłek całego narodu.

Co chcą nam powiedzieć celebryci, okraszający informację o złapaniu kowida: "dbajcie o siebie, noście maseczki"? Że sami zaniedbali i nie nosili, czy że ich samych to dbanie i noszenie przed niczym nie uchroniło?

 
W Y S Z U K I W A R K A
Słowa i ich treście Drukuj Email
Wpisał: KISIEL   
17.11.2009.

  [umieszczam felieton Kisiela z Tygodnika Powszechnego z połowy kwietnia 1988 roku. Umieszczam dlatego, że znalazłem w piwnicy, podpalając starymi TP w piecu. A po to, by pokazać, jak zabawnie sytuacja z czasów rozkładającego się komunizmu przypomina sytuację z czasów rozkładającego się czegoś, co marionetki u koryta (władzy) nazwały „liberalizmem”. Uwaga dla młodzieży: czytanie TP 21 lat temu nie było jeszcze czynnością wstydliwą. Było to jedyne naziemne pismo-  jakoś opozycyjne. Redakcja „dała ciała”, a może wyraźnie odsłoniła się, dopiero ok. 1989 roku. Smaczku dodaje ta „cenzura”..  MD]

 

Słowa i ich treście

z cyklu: Sam sobie sterem...

 „A tymczasem na mieście

insze były tam treście.

niby ten sam tytuł w przedzie,

ale w środku - strach powiedzieć! "

(Gałczyński ”Sprzysiężenie”)

 

 [- - - -] [Ustawa z dn. 31' VII 1981, O kontroli publikacji i widowisk, art. 2 pkt. 2 (Dz. U. nr 20, Poz. 99, zm.: 1983, Dz. U. nr 44, Poz. 204)]. fir­my bronią tylko pospołu Stani­sław Kociołek i Adam Schaff. Cie­kawa para: polityk, któremu nie udało się trzy razy (do trzech razy sztuka) i naukowiec (pseudo?), który twierdzi, że słuszność jego aksjomatów oceni dopiero prawnuk. A znów profesor Józef Kaleta, powołując się na Gorbaczowa zapytuje: „Czy jeśli Marks i Engels w XIX wieku przepowiadali, iż nastąpi w kapitalizmie zupełna pauperyzacja klasy robotniczej bądź że znikną małe przedsiębiorstwa., a pozostaną tylko wielkie ponadnarodowe oligopole, a tak się nie stało - ta mamy udawać, że te­go nie zauważamy?" ("Reporter", cyt. ..Polityka").

            Ten sobie mówi, tamten sobie, "wójt pana wini, pan księdza. a nam bied­nym ciągle nędza" (z czego ten przekręcony cytat, o uczony Koteczku?).. Osobiście bardziej interesuje mnie wiadomość, jaką otrzymujemy każdej wiosny od 42 lat. Że mianowicie przypły­nęła do naszych wybrzeży ławica śledzi, rybacy, złowili ich mnóstwo, lecz większość uległa zmarnowaniu z powo­du braku....transportu do środka kraju i... popytu w sklepach, gdzie śledzi chronicznie brakuje. Regularność tej wiadomości przekonywa mnie o trwałej irracjonalności systemu, toć w innym systemie Adamski. Kowalski, Zy­gadło czy Krupa rzuciliby się błyska­wicznie do zorganizowania takiego transportu i popytu, zarobiliby miliony, a śledzie byłyby w sklepach, jak były przed wojną, choć mieliśmy wtedy maleńki skrawek Wybrzeża. Ale powtarzam: rzucić do szybkiego i sprawnego handlowania, transportu, informacji, organizacji mogliby się- tylko Adamski, Kowalski, Zygadło, czy Krupa, nie zaś agencja, komisja, spółdzielnia, fundacja, rada, przedsiębiorstwo, spół­ka, kolektyw. W tym drugim wypadku machinacja, biurokracja, kompetencja, atestacja i ideologia pożarłyby czas i pieniądze, a śledzie (i wiadomość o nich) nie dotarłyby na czas i zepsułyby się. W tym pierwszym natomiast Adamski. Kowalski, Zygadło czy Krupa mogliby się zbogacić, co w krajach ufilozoficznionych przynosi ujmę, w innych krajach jest przedmiotem dumy i podziwu. Zaś ideał równości i tutaj się nie sprawdzi, bo rybacy i mieszkańcy Wybrzeża zjedzą śledzie, a mieszkańcy wnętrza Kraju -nie. Dlatego też mo­dyfikacji wymaga słynna definicja Churchilla  że kapitalizm to nierównomierny podział dóbr, a socjalizm ­ równomierny podział niedostatku. Równomierność i w tym wypadku zawodzi, równomiernością odznacza się tylko co­roczny komunikat o klęsce urodzaju, czyli nadmiaru śledzi. Tak czy owak pewna koncepcyjna doskonałość w tym jest.

            Ta coroczna, prawidłowa niepamięć przypomina znany casus niedźwiedzia, dobierającego się do pszczół. Co roku „nadmiar” śledzi gnije lub idzie na­ przemiał albo też rybacy nie wyjeżdża­ją na zbędne połowy, co roku prasa o tym piszę, a następnego roku jest to samo. A jak jest z niedźwiedziem? Podobnie. Wiesza mu się kłodę drzewa przed ulem. Niedźwiedź odgarnia ją ła­pą, kłoda powraca i uderza go w łeb. Niedźwiedź odgarnia ją jeszcze mocniej, kłoda powraca i uderza go w łeb jesz­cze mocniej. Zirytowany niedźwiedź odgarnia kłodą bardzo mocno, kłoda po­wraca i uderza go w łeb bardzo mocno. I tak to trwa, póki kolejne uderzenia kłody nie ogłuszą niedźwiedzia, a wtedy czyhający gdzieś z boku gospodarz wykańcza go całkiem. Rzecz w tym, że niedźwiedź nie kojarzy odgarniania ła­pą z uderzeniami, nie widzi związku między postępkiem a jego skutkiem, zaś inne niedźwiedzie również tego nie dostrzegą i z doświadczenia swego współbrata nie korzystają. Ktoś przystępujący, nowicjusz, robi zu­pełnie to samo, co robili jego star­si współpraktycy, oni po latach wyklinają ile wlezie (na siebie samych z przeszłości), a nowicjusz robi kubek w kubek to samo, co oni w przeszłości, Po czym też zaczyna wyklinać, kiedy już jest za późno, przy czym bardzo się dziwi, że coś takiego go  spotkało, nie kojarząc zupełnie, że pewne postępki w polityce społecznej powodują zawsze te same skutki. Naczytałem się ostatnio relacji z partyjnych obrad w Wietnamie (patrz Tadeusza Barzdo ”Batalie o codzienność" w "Życiu Warszawy") ­- mówią tam zupełne jak w Warszawie o „błędach i wypaczeniach", o „pochop­nych, często nieprzemyślanych decy­zjach kierownictwa, podejmującego wprawdzie dawniej próby naprawy, lecz niekonsekwentnie, bez liczenia się z istniejącymi realiami". Po czym nowy szef Partii woła tragicznie "reformować albo zginąć!", a następnie "wytyczono nowy reformatorski kurs który stawia na przedsiębiorczość w każdej dziedzi­nie i w każdym sektorze gospodarki", ale biorąc też pod uwagę "ogromną nierównowagę między podażą a popy­tem oraz wielki zamęt w dziedzinie dy­strybucji i obrotu towarów". Mój Boże, mój Boże - teraz zaczną mówić o ajencjach; działkach przyzagrodowych i spółkach z jakimś tam kapitałem.

 [- - - -] [Ustawa z dn. 31' VII 1981, O kontroli publikacji i widowisk, art. 2 pkt. 2 (Dz. U. nr 20, Poz. 99, zm.: 1983, Dz. U. nr 44, Poz. 204)]. A wystarczyło się mnie spytać: byłem wtedy akurat w Paryżu i doskonale wiedziałem co będzie, obserwując, jak niemądry Kissinger marnuje rezultat krwawej wojny, w której Amerykanie nie mieli przecież żadnego interesu, bo była to w istocie wojna ideologiczno­ -ustrojowa, a skoro już tyle krwi okrutnie się w dżunglach przelało [- - - -] [Ustawa z dn. 31' VII 1981, O kontroli publikacji i widowisk, art. 2 pkt. 2 (Dz. U. nr 20, Poz. 99, zm.: 1983, Dz. U. nr 44, Poz. 204)].

            Dlaczego tak się dziwnie dzieje, dla­czego wszystko jest inaczej i nawet uczone Profesory dają się nabierać. Nie­dawno przeczytałem w "Trybunie Ludu" wielką diatrybę przeciw tym, co chcieliby założyć prywatne szkoły. Autor biada, że wtedy byłaby niesprawiedliwość społeczna, faworyzowanie bogatych, nierówność startu, rozmaite konflikty i niemożność realizowania celów państwowych, jednocześnie zaś stwierdza, że dzisiaj, wobec przepełnienia szkół, klas na parę zmian; angażowania korepetytorów istnieje nierówność szans, konflikty, faworyzowanie bogatych, różnica startu, niemożność realizowania i te pe, i te de. Niech więc istnieje, ale niech się tak nie nazywa - tak najwyraźniej sądzi Autor - lepiej, żeby było ono, jako nielegalna praktyka, niż jako ulegalizo­wana rzeczywistość, bo lepsza słuszna fikcja, niż negatywna prawda. Przedziw­ny facet, przedziwne myślenie! Ale u kierowników dość rozpowszechnione. Bo oni BOJĄ SIĘ SŁÓW, które bardziej ich interesują niż rzeczywistość. Chcia­łem ich zachęcić, pokazać odwagę, dać przykład, stwierdzając choćby, że je­stem absolutnie i gorąco za niespra­wiedliwością, nierównością, konflikta­mi, egoizmami, podziałami, bogactwem niektórych i nie realizowaniem celów, ponieważ to wszystko REALNIE I OR­GANICZNIE ISTNIEJE, Podczas gdy słowa i ich rzekome treście istnieją nie­realnie, w imaginacji i marzeniach. Chciałem, ale sam też się w końcu zląkłem, boć piszę w piśmie arcymoralnym, które również potrzebuje zestawu słów arcymoralnych. Niech się więc dzieje co chce; nic już nie będę mówić. Mordę w kubeł, modlić się i czekać, jak radziła pewna nabożna Pani!

KISIEL

[no i doczekaliśmy się...brr..  md]

Zmieniony ( 13.04.2012. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.