Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 7 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow O WSI i po WSI 14 arrow WSI, Pro Civili i podejrzani Rosjanie. O czarnych kartach w życiorysie prezydenta.
Tuesday 17 September 2019 02:20:10.27.
W Y S Z U K I W A R K A
WSI, Pro Civili i podejrzani Rosjanie. O czarnych kartach w życiorysie prezydenta. Drukuj Email
Wpisał: Marcin Fijołek   
23.04.2015.

WSI, Pro Civili i podejrzani Rosjanie. „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego”.

 

Sumliński opowiada o czarnych kartach w życiorysie prezydenta.

 

22 kwietnia 2015 http://wpolityce.pl/polityka/241874-wsi-pro-civili-i-podejrzani-rosjanie-niebezpieczne-zwiazki-bronislawa-komorowskiego-sumlinski-opowiada-o-czarnych-kartach-w-zyciorysie-prezydenta-nasza-relacja-z-promocji-ksiazki

 

Jak to się stało, że prezydent mojego kraju stał się moim wrogiem? Jak to się stało, że władze tego kraju, z prezydentem na czele, są po drugiej stronie barykady? - zastanawiał się Wojciech Sumliński na promocji swojej książki pt. „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego”.

Spotkanie z autorem odbyło się na warszawskich Bielanach, w środku Lasu Bielańskiego przy ul. Dewajtis. Co ciekawe, mimo dość niezwykłego miejsca i równie niezwykłej pory - środka tygodnia o godz. 18:00 - na promocję przyszło kilkaset osób.

Spotkanie z Sumlińskim poprowadzili Krzysztof Skowroński i Magdalena Uchaniuk z Radia Wnet.

Autor książki rozpoczął od krótkiego wstępu. Jak mówił, moment, w którym wpadł w swoim dziennikarskim śledztwie na trop Bronisława Komorowskiego, był 2006 rok.

Nigdy nie postawiłem sobie za punkt honoru, by „ścigać” pana prezydenta, nigdy nie „wziąłem go na cel” - nigdy tak nie było. Wierzyłem zawsze, że dziennikarstwo śledcze jest misją, że dziennikarz śledczy ma ujawniać, co zakryte, co ważne. (…) Zajmowałem się wtedy wyjaśnieniem sprawy śmierci śp. bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Rozpoczynałem pisanie scenariusza do serialu o prawdzie o śmieci ks. Popiełuszki. Wierzyłem, że dotrze to do milionów ludzi - mówił .

Jak tłumaczył, przy okazji swojej pracy dziennikarskiej nad wyjaśnieniem przyczyn trafił na wątek fundacji Pro Civili.

Pokazałem działalność tej fundacji w programie śledczym „30 minut” - to były trzy odcinki, a w latach 2011-2014 pisałem o tej fundacji dość szeroko w swoich książkach. (…) W wyniku działań tej fundacji śmierć poniosło 17 osób, zdefraudowano miliony złotych, które trafiały na Cypr i do Rosji. Ścieżki biegły do MON – zbliżaliśmy się do ministra Komorowskiego, który działał osłonowo wobec tej fundacji. Każdy, kto informował ministra o tym, co działo się na Wojskowej Agencji Technicznej w czasach gdy szefem MON był Komorowski - zaznaczył.

Sumliński przekonywał, że pierwsze informacje w tej sprawie uzyskał od jednego ze swoich informatorów w Centralnym Biurze Śledczym.

Opowiadając o problemach związanych z Wojskową Akademią Techniczną, Sumliński dodawał:

Na terenie WAT pojawiali się „dziwni ludzie” - Rosjanie, przestępca o międzynarodowej renomie. Oficerowie CBŚ zbliżali się, by objąć śledztwem ministra i wtedy do komendy policji wkroczyli funkcjonariusze WSI, którzy zażądali wydania wszystkich dokumentów z tej sprawy. A policja nigdy nie podlegała WSI! - podkreślił.

Jedno z pytań dotyczyło tego, w jaki sposób Bronisław Komorowski - działacz opozycji demokratycznej w PRL - nawiązał kontakty z ludźmi ze służb wojskowych.

Już pod koniec lat 80. pan Bronisław Komorowski, wówczas działacz opozycji demokratycznej miał kontakty z oficerami WSW. Znamiennym przykładem jest historia z 1990 roku, gdy pan gen. Tadeusz Rusak został szefem UOP w Krakowie. Wydarzyło się to w sposób zdumiewający. Do pana Jana Rokity przyszedł Bronisław Komorowski i o to poprosił, a wręcz naciskał, mówiąc, że to jego przyjaciel i człowiek, za którego ręczy. Tadeusz Rusak zasłynął w stanie wojennym z tego, że miał bardzo radykalne pomysły na rozprawianie się z opozycją -kontynuował autor.

**Jak tłumaczył Sumliński, jednym z jego informatorów był płk Aleksander L.

Był dobrym znajomym Komorowskiego w czasach PRL. W III RP odszedł ze służby, ale było trochę jak z „Psów” - czasy się zmieniały, a on był doradcą wielu wojskowych instytucji. Między innymi awansował za czasów Bronisława Komorowskiego – pozostając pułkownikiem, otrzymał uprawnienia, jakie mieli generałowie. Jak poznałem L.? To rzecz zdumiewająca – poznałem go na Podlasiu, za pośrednictwem moich przyjaciół księży, którzy przedstawili mi go jako „człowieka, który może wszystko”. Jako osobę, która chętnie pomaga różnym ludziom. Powiedziano mi, że pan L. Chciałby mnie poznać, bo interesuje się moją działalnością jako dziennikarza. Przedstawił mi ofertę – że powie mi prawdę, ale nigdy nie będę go pytał o pobudki. Po głębokim namyśle zdecydowałem się korzystać z jego usług - opowiadał.

Sumliński zapewniał, że informacje, jakie uzyskał z tego źródła, musiał weryfikować - inaczej mogło dziać się jak w przypadku otrzymania zdjęcia dokumentującego spotkanie Aleksandra Kwaśniewskiego z Markiem Dochnalem.

Warunek był taki, że mamy to opublikować w poniedziałek – a to był piątek. Po prostu nas rozegrano – Aleksander Kwaśniewski zareagował bardzo nerwowo, przekonując na porannej konferencji prasowej, że nie pójdzie na komisję śledczą ws. Orlenu. To był sygnał dla Kwaśniewskiego. Gdyby poszedł, to niewykluczone, że trafiłby pod Trybunał Stanu, bowiem mógłby znów kłamać, że nie zna Marka Dochnala i nigdy go nie widział - dodawał.

Próbuję opisać drogę, jaka doprowadziła mnie do Bronisława Komorowskiego. On pojawił się w pewnym momencie, gdy różne osoby zaczęły do niego docierać, mówiąc ministrowi, że trzeba przerwać działalność fundacji Pro Civilii, bo Rosjanie kręcą się na WAT, wykradają tajemnice państwowe - mówił Sumliński.

Jak mówił autor, Bronisław Komorowski o tym wszystkim wiedział: o Rosjanach na WAT, o defraudacji olbrzymich kwot, a nie zrobił nic, by położyć temu kres. Sumliński podawał też przykłady osób, które chciały sprawę wyjaśniać, a zostały wyrzucane z pracy w MON.

Te wyłudzenia były prowadzone na gigantyczną skalę – między innymi były prowadzone „pod zastaw” pewnych systemów teleinformatycznych, które nie powstały. (…) Setki osób były słupami, które bez żadnej hipoteki i żyrantów utrzymywały kredyty warte miliony złotych - mówił o Fundacji Pro Civili.

Sumliński wspominał też o pojawiającej się kwestii tej fundacji w zeznaniach „Masy”.

Kluczową rolę odgrywał pan Piotr P., znany ostatnio z działalności SKOK Wołomin – takich działań miał więcej. To b. oficer WSI, ale osób, które działały w tej fundacji było znacznie więcej – informował autor, dodając, że tropy prowadzą do osób decyzyjnych w Rosji.

Jak tłumaczył, sprawę Fundacji zaczęły w pewnym momencie rozpracowywać… same Wojskowe Służby Informacyjne.

Śledztwo przejęły WSI i nawet niedawno słyszałem, jak pan prezydent Komorowski pytał, o co chodzi, bowiem WSI rozpracowywały Pro Civilii. Pan prezydent albo nie wie, co mówi, albo wie doskonale… WSI gdy przejęły to śledztwo, to podjęły działania, które dotyczyły tych, którzy rozpracowywali tę fundację… - ocenił.

Zdaniem Sumlińskiego oficerowie CBŚ i urzędnicy skarbowi, którzy badali kwestię wyłudzeń, trafili pod obserwację oficerów WSI.

Podczas przesłuchania 18 grudnia, Bronisław Komorowski mówił, że w tej sprawie trwało śledztwo. Zostało ono wszczęte w grudniu 2014 roku… - niedługo przed przesłuchaniem pana prezydenta, po kilkunastu latach działalności Pro Civili - podkreślał.

Pytany o to, w jaki sposób Komorowski nawiązał kontakty z osobami z wojskowych służb, Sumliński wskazał, że istotną rolę mogła odegrać małżonka pana prezydenta.

Pojawiały się też inne wątki:

Przy okazji prywatyzacji Telekomunikacji Polskiej, gdy ministrem obrony narodowej był pan Bronisław Komorowski, doszło do sytuacji, w której łączność między wrażliwymi instytucjami, jakimi były attache wojskowe – została powierzona rosyjskiej spółce GTS. Miała ona dostęp do łączności. (…) Na skutek „błędów i zaniedbań” szefa MON został zdekonspirowany obiekt 09120 – cóż to był za obiekt? Każde państwo NATO powinno mieć centrum dowodzenia państwem, gdzie na wypadek zagrożenia mogłyby się schronić najważniejsze osoby w państwie. Fakt istnienia takiego obiektu był objęty klauzulą ściśle tajne. Doszło do ściśle tajnej narady z udziałem premiera Jerzego Buzka. Zamieszczam protokół z tej narady – Bronisław Komorowski wypowiada wówczas zdania, jakie dyskwalifikują go jako ministra obrony narodowej. Mówi on premierowi Buzkowi, że nie wie, jak mogło dojść do tego, że podległy mu MON zaniedbał zabezpieczenie tych informacji. Spółka GTS miała pełny przegląd tego, co dotyczyło tego obiektu, a ten obiekt nie powstał do dziś - tłumaczył.

Jak dodawał, z jego informacji wynika, że to spółka powiązana dziś z firmą… zamieszaną w aferę dot. serwerów w Rosji.

Sumliński mówił też szczegółowo o naciskach, z jakimi spotykał się pisząc swoją książkę. Wspomniał też o wywiadzie telewizyjnym, jaki - jako dziennikarz TVP - miał przeprowadzić z ówczesnym marszałkiem Sejmu – Bronisławem Komorowskim.

Przyjął mnie i ekipę telewizyjną bardzo sympatycznie. Zaproponował kawę, herbatę – rozmowa była bardzo miła, dopóki nie zapytałem o Fundację Pro Civili. Zmienił się na twarzy i zapytał: „Czy wie pan, co pan robi?”. Następne kwestie to były kwestie przerywające rozmowę. Dał mi minutę na opuszczenie gabinetu - tłumaczył.

Doprowadziło to do oskarżenia mnie o przestępstwo płatnej protekcji. Do tej pory prokuratura nie przedstawiła mi dowodu mojej rzekomej winy. Gdy wyszedłem ze szpitala po swoim załamaniu, dowiedziałem się, że prezydent Komorowski spotykał się z płk. L. I Tobiaszem. (…) Czymże innym jeżeli nie przestępstwem jest próba wykradzenia dokumentu? Bronisław Komorowski rozmawiając z tymi oficerami, miał świadomość, że jeden z nich mógł być powiązany z rosyjskim wywiadem – przyznał się do tego w zeznaniu. (…) Złożyłem w 2008 roku wniosek do warszawskiej prokuratury, by prezydent stanął przed sądem. On nie został przez prokuraturę odrzucony – bo był świetnie udokumentowany – ale został zawieszony pod argumentem, że zostanie wniosek rozpatrzony, gdy zakończy się moja sprawa - stwierdził.

Mówił też o swoich odczuciach po przesłuchaniu Komorowskiego w Pałacu Prezydenckim.

Bronisław Komorowski na zdecydowaną większość pytań odpowiadał ‘nie pamiętam”. (…) Komorowski wybrał metodę obrony znaną wszystkim kłamcom – ktoś, kto ma słabą pamięć, przyjmuje taką wersję obrony. Każdy może nie pamiętać. Nie pamiętał nawet, czy czytał aneks – potem dodając, że fakt, czy czytał aneks jest tajemnicą państwową - ocenił.

Kończąc, stwierdził, że w jego ocenie Komorowski powinien trafić przed Trybunał Stanu.

Zastanowiłbym się, czy polityka tak ważnego rangą – który spotyka się, którego podejrzewa o szpiegostwo na rzecz obcego kraju, nie oskarżyć o jedno z najważniejszych przestępstw, jakie może być - ocenił Wojciech Sumliński.

 Marcin Fijołek

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.