Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 111 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow sztuczki i sztuka... arrow TV: - "Te programy między reklamami nie interesują mnie w najmniejszym stopniu". Też Krwawy Maciek.
Tuesday 07 April 2020 18:29:13.29.
migawki
 

Trzeźwi bądźcie i czuwajcie, bo przeciwnik wasz diabeł jak lew ryczący krąży, szukając, kogo by pożarł. Sprzeciwiajcie mu się mocni w Wierze, wiedząc, że to samo utrapienie spotyka braci waszych na świecie. A Bóg wszelkiej łaski, który wezwał was do swej wiecznej chwały w Chrystusie Jezusie, udoskonali, utwierdzi i ugruntuje utrapionych. 1P 1,5

===========
Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich. Dlatego weźcie na siebie pełną zbroję Bożą, abyście w dzień zły zdołali się przeciwstawić i ostać, zwalczywszy wszystko. List do Efezjan, 6 – 12,13
       Czy głupota jest grzechem?
 
W Y S Z U K I W A R K A
TV: - "Te programy między reklamami nie interesują mnie w najmniejszym stopniu". Też Krwawy Maciek. Drukuj Email
Wpisał: STEFAN SZLACHTYCZ   
01.07.2015.
Spis treści
TV: - "Te programy między reklamami nie interesują mnie w najmniejszym stopniu". Też Krwawy Maciek.
Strona 2

Ale wtedy, po tym cenzuralnym wydarzeniu, nowy szef TVP Stanisław Stefański – uważam go za bardzo przyzwoitego człowieka, który komunę traktował serio – zaproponował mi inny scenariusz do realizacji, jako rekompensatę. Autorem był nieznany major WP nazwiskiem Janusz Przymanowski, tytuł „15 sekund” a rzecz działa się oczywiście w czołgu. Tak zrealizowałem moją telewizyjną „wicepremierę”, tym razem w Warszawie. Kiedy już w pełni uwierzyłem w artystyczną przyszłość telewizji, jako nowego gatunku sztuki, pomiędzy teatrem a filmem i równocześnie czymś więcej, przyszło zaproszenie z Krakowa. Aktor Ryszard Kotys (Paździoch z serialu „Kiepscy”) napisał adaptację powieści Gonczarowa „Obłomow”.

Ale nie dali mu reżyserować, bo nie miał uprawnień, a wtedy tego przestrzegano. Wybór padł na mnie i tak wróciłem do rodzinnego miasta. Zapamiętałem zabawny szczegół z tego przedstawienia. Słowo wstępne wygłaszał krytyk teatralny Jan Paweł G. późniejszy dyrektor Teatru TVP. Odmówił próby, motywując, że tekst straciłby autentyczność i wygłosił a vista. Przez cały czas mówił o powieści „Gonczarow” autorstwa niejakiego Obłomowa. Aktorzy nie mogli powstrzymać się ze śmiechu, przypominam – wszystko było na żywo.

W Krakowie zostałem tzw. reżyserem odpowiedzialnym Ośrodka TVP, zrealizowałem mnóstwo wszelakich form gatunkowych, telewizyjnych. Nawet, o czym nikt nie pamięta, lub nie chce pamiętać pierwszy w historii serial: „Dzwonić cztery razy”. Pisaliśmy scenariusz z Broszkiewiczem i tymże Guentnerem, poszły cztery odcinki, a debiutowali w tym Teresa Budzisz-Krzyżanowska, Walczewski, Filipski. Warszawa nas zdjęła, przecież serial, pierwszy serial nie mógł pójść z prowincji…

Zaraz potem nastało nowe kierownictwo Ośrodka, kierownik działu kadr, niezapomniany Sedlak, zaordynował czystkę ideologiczną, oczyszczono Kraków z jednostek nie gwarantujących ideologicznej odpowiedzialności, polecieliśmy na bruk: Broszkiewicz, Sprusiński, Chwedczuk i ja. Wówczas wykazał się charakterem Główny Reżyser Antczak, widocznie gnębiły go wyrzuty sumienia za tamten donos. Spowodował awanturę, cofnięto mi wypowiedzenie i zostałem przyjęty do pracy, jako jego zastępca, już w Warszawie. Potem, kiedy odszedł do filmu fabularnego zająłem jego miejsce i przez prawie 11 lat byłem Głównym Reżyserem TVP.

Wtedy też zaczął Pan realizować filmy muzyczne?

- Nie tak od razu. Najpierw była przygoda z blokiem programowym „Telewizyjny Ekran Młodych”. To też był pierwszy tego typu program, z niego wywiodło się „Studio 2” Waltera i inne. Potrwało ze dwa lata, potem czujna władza nie strawiła inwazji muzyki rockowej i długich włosów wykonawców. „TEM”, jak nazywano program, uległ zagładzie. W moim życiu pojawił się człowiek mający wpływ na kulturalny program TVP – Grzegorz Lasota. Dzięki niemu zrealizowałem pierwszy prawdziwy film, na taśmie filmowej w prawdziwym studiu: „Śpiewa Irena Santor”. Po nim następne, już z dziedziny baletu.

Szczególną przygodą twórczą był „Mimetyzm, czyli zniknięcie Honoriusza Subrac” według Apollinaire’a. Zdawać by się mogło, że ten gatunek niesie w sobie najmniejsze zagrożenie polityczną wpadką. Gdzie tam! W roku 1971 zrealizowałem film choreograficzny „Niobe”, w całości w plenerze wydm piaskowych w okolicach Łeby. Interpretację mitu przyjąłem taką, że nie wysłannicy Apollina mordują dzieci matce, ale że te w naturalny sposób odchodzą od niej, giną w mglistej przestrzeni własnego życia. Matka zostaje i rozpacza. Inscenizacyjnie wyglądało to tak, że w wietrzny dzień zapalono świece dymne, a tancerze wchodzili w dym i znikali. Ledwo poszedł dym, rozległ się warkot silników i wylądowały dwa wojskowe helikoptery. Wybiegło w rynsztunku bojowym kilkunastu żołnierzy, otoczyli nas i zmusili do podniesienia rąk.

Jakież było ich zdumienie, kiedy domniemanymi dywersantami imperialistycznymi okazała się grupa, prawie nagich dziewczyn i chłopców. Okazało się, że wśród wydmowych wzgórz ukryte są radzieckie wyrzutnie rakiet, skierowanych w morze, skąd miała przyjść inwazja. Nieporozumienie wyjaśniło się, przygoda z filmem nie. Kolaudacja, czyli komisyjny odbiór filmu wypadła w grudniu, w rocznicę pamiętnych wydarzeń na Wybrzeżu. Cenzor, na odmianę dopatrzył się w dymach aluzji do pożaru Komitetu Wojewódzkiego PZPR i odczytał film jako „perfidne epitafium dla ofiar grudnia”. Został złożony wniosek o dyscyplinarne zwolnienie mnie z pracy, które ciążyło na mnie dwa lata.

I na tym nie koniec. Tenże film wziął udział w najważniejszym telewizyjnym festiwalu „Prix Italia” i był – jak mi doniósł Mariusz Walter, juror – kandydatem do tego Prix, ale wówczas Wojsko Polskie wkroczyło z bratnią pomocą do Czechosłowacji i trzeba było przyznać nagrodę Czechom. Habent sua fata… programy telewizyjne też. Mógłbym jeszcze ciągnąć wątek przygód realizacyjnych sporo, tylko po co? Dziś programu artystycznego w telewizji już nie ma, a te moje wspominki, to jakby malarz naskalny w grotach Lascaux wspominał swoje okolicznościowe doznania, miał je z całą pewnością, a nasza telewizja artystyczna jest taka samą prehistorią.

Miał Pan wyjaśnić jak to się stało, że telewizja w Polsce na początku była artystyczna?

- Stało się tak za sprawą… żon towarzyszy partyjnych z Komitetu Centralnego w Warszawie. Pierwsze odbiorniki, radzieckie rzecz jasna, powędrowały do domów tych właśnie towarzyszy. Oni sami nie mieli czasu oglądać, zwłaszcza, że towarzysz Gomułka nie cierpiał tego medium i nie dostrzegał w nim żadnej przyszłości. Ale żony miały czas i namiętnie oglądały program przez cały czas jego trwania. Relacje z placów socjalistycznych budów i osiągi spółdzielni produkcyjnych mniej je fascynowały, chciały coś „duszoszczypatielnowo” i wymuszały na mężach, żeby tych z Radiokomitetu – taka obowiązywała nazwa na łączny zarząd radia i telewizji – wzięli za twarz i wymusili program do oglądania.

Tak nastąpił żywiołowy, bujny rozwój form teatralnych i rozrywki w telewizji, na tym zrobili karierę idealista Hanuszkiewicz i cwaniak Filler. Potem, to już nabrało własnego napędu i stało się normą. Telewizja Polska zajmowała brzydki, szary, bezwyrazowy budynek – dziś przeznaczony do wyburzenia – natomiast program miała mniej, bardziej ale ARTYSTYCZNY!

Dziś ma pretensjonalnie wyrazisty budynek, ale programu artystycznego nie ma. Ja ten nowy gmach zarządu nazywam: „Harakiri”. Wygląda bowiem, jak środkowa część korpusu człowieka, który tylną część wypina na stary zarząd, a z frontu, jakby z otwartej jamy brzusznej wypuszcza wypływające na zewnątrz wnętrzności, popularnie zwane flakami…

Zrealizował Pan dużo filmów o charakterze biograficznym…

- Kiedy jeszcze TVP zatrudniała na etacie reżyserów krążyły mity o ich zarobkach. W rzeczy samej pensje były skandalicznie niskie, pracodawcy wychodzili z założenia, że skoro reżyser bierze honoraria z umowy o dzieło przy każdym programie, byłoby skandalem jeszcze dawać mu wysoką pensję. Tymczasem realizację teatru można było podjąć nie częściej, niż trzy razy w roku, film raz, więc, żeby wyżyć robiło się tzw. drobnicę, inne mniejsze formy programowe. Żeby nie zejść z pewnego poziomu wolałem portrety filmowe ciekawych ludzi, niż programy w stylu: „Z wizytą u was”.

Dzięki temu wpadłem, bo otrzymałem kiedyś „propozycję nie do odrzucenia” realizacji fabularnego filmu biograficznego o przodowniku pracy Wincentym Pstrowskim. Zrobiłem go, bo ujawniał mechanizm kreowania tych socjalistycznych „Świętych” i, ku mojemu zaskoczeniu towarzysze wysoko film ocenili, nie przewidzieli tylko, że towarzysz Gierek śmiertelnie nienawidził Pstrowskiego i ktoś zapłacić za to musi karę, oczywiście reżyser. Nie zostałem i tym razem dyscyplinarnie zwolniony z telewizji, bo wypadki sierpniowe sprawiły, że to ustrój został dyscyplinarnie zwolniony ze sprawowania.

Paradoksem i rechotem historii jest fakt, że tyle, ile zyskała „Telewizja Artystyczna” na realnym socjalizmie, tyle straciła na realnym kapitalizmie. Pamiętne są słowa jednego z wiceprezesów, tej postsocjalistycznej TVP: - „Te programy między reklamami nie interesują mnie w najmniejszym stopniu”. Oczywiście programy polityczne go interesowały, im zawdzięczał posadę, więc jego wypowiedź dotyczyła programów artystycznych. Świeć Panie nad ich pamięcią.

Dziękuję za rozmowę.

 Stefan Szlachtycz – ur. 1 lipca 1930 r. w Krakowie, reżyser filmowy, telewizyjny, radiowy i teatralny. Scenograf i grafik. Absolwent Wydziału Architektury Politechniki Krakowskiej. Od 1963 pracownik Telewizji Polskiej. W latach 1963-74 główny reżyser TV Kraków, w latach 1974-85 główny reżyser TVP, w latach 1985-87 dyrektor Teatru Telewizji. W latach 1987-99 był reżyserem w Dyrekcji 2 Programu TVP. Twórca kilkuset programów telewizyjnych. W 1972 roku otrzymał nagrodę telewizyjną „Złoty Ekran”. W 2002 roku otrzymał statuetkę „Gwiazdy Telewizji Polskiej” z okazji 50-lecia TVP za filmy telewizyjne i spektakle w Teatrze Telewizji.

Artykuły powiązane



Zmieniony ( 01.07.2015. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.