Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 63 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow Publicyści INNI 15 arrow obwiniony jest w posiadaniu psa rasy spaniol, który leje po schodach, co nie przystoi psowi naukowca
Saturday 31 October 2020 08:31:40.30.
migawki
 

30/31.10 Jasna Góra – comiesięczne Czuwanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę

Wielce Czcigodny Premierze i Ministrze „Zdrowia” ! Demonstranci przeciw kłamstwom kowidowym pytali : „Premierze, czy istnieje sranie bezobjawowe?” . A po karetkach policji skakał wasz prowok - zdjęcia mogę dostarczyć.

Uchwalili bezczelnie „Bezkarność konowała+” pod szydliwą nazwą „Dobry Samarytanin”. Polacy karnie noszą maseczki nawet na pustej ulicy. Tymczasem liczba stwierdzonych zakażeń rośnie. Okazuje się, że maskowanie nie działa, ale tego rząd nie przyzna za nic w świecie. Dlatego trzeba wskazać „wroga ludu”, który niweczy wysiłek całego narodu.

Co chcą nam powiedzieć celebryci, okraszający informację o złapaniu kowida: "dbajcie o siebie, noście maseczki"? Że sami zaniedbali i nie nosili, czy że ich samych to dbanie i noszenie przed niczym nie uchroniło?

A fekalia Trzaskowskiego systematycznie, po cichu dalej ubogacają Wisłę.

 
W Y S Z U K I W A R K A
obwiniony jest w posiadaniu psa rasy spaniol, który leje po schodach, co nie przystoi psowi naukowca Drukuj Email
Wpisał: Krzysztof Pasierbiewicz   
26.09.2015.

W sejmie: banda rzezimieszków politycznych z „partii miłości” lżyła...

 

Pies naukowca i trybunał dla Zbigniewa Ziobro

 

...obwiniony Pasierbiewicz jest w posiadaniu psa rasy spaniol, który systematycznie leje po schodach, co nie przystoi psowi naukowca...

 

Krzysztof Pasierbiewicz - 26 Września, 2015 niepopki

 

Dziś Platforma Obywatelska chciała się odegrać na Prawie i Sprawiedliwości za Zbigniewa Ziobro, który za rządów Kaczyńskiego próbował stawić czoła korupcji gangsterów wyrosłych z pnia KLD przepoczwarzonego później kolejno w UD, UW i PO.

Z zawstydzeniem patrzyłem jak w polskim Sejmie posłów opozycji prawicowej, ba, wszystkich przyzwoitych Polaków, którzy tej opozycji sprzyjają.

A jak wyszło na jaw, że oskarżyciele zrezygnowali z wysłuchania świadków obrony, przypomniał mi się sędzia Tuleya, a także pewne symptomatyczne i pouczające zdarzenie z czasów, jak się okazuje nie do końca minionych.

Otóż, jak nam bezpieka wykończyła Ojca, mama musiała zamienić mieszkanie na mniejsze. Na nowym mieszkaniu okazało się, że za ścianą mieszka ubek, a na domiar złego, ten ponury typ ma na parterze kolesia, a jakże by inaczej również pracownika bezpieki, a ów ubecki duet postanowił mnie wykończyć, bo im naukowiec w bloku nie pasował.
 
Chcąc mnie wykończyć owi ubecy zawarli przymierze z panią Genowefą, mieszkającą pode mną niezrównoważoną sąsiadką. Wybrali znaną ubecką metodę robienia z ludzi nauki chuliganów. A jak? Przy pomocy organu pozasądowego o nazwie „Kolegium ds. Wykroczeń”. Ich plan był prosty jak budowa cepa. Zawsze, gdy miałem gości, po dwudziestej drugiej ubek zza ściany dzwonił po milicję. Przybyły patrol legitymował nas, a nie stwierdziwszy niczego zdrożnego jechał dalej. Jednak po dwóch tygodniach dostawałem wezwanie na rozprawę w Kolegium, w oparciu o treść łgarskiej notatki służbowej tychże milicjantów, którzy u mnie byli dwa tygodnie wcześniej.
  
Kolegium składało się zwykle z trojga aktywistów, najczęściej ormowców, jako żywo przypominających skład sędziowski Państwowej Komisji Wyborczej, której się całkiem niedawno przy liczeniu głosów zablokował serwer. Świadków obrony w ogóle nie przesłuchiwano i po krótkiej naradzie składu orzekającego dostawałem czapę, czyli karę zasadniczą w najwyższym wymiarze. Była to grzywna pieniężna trzech tysięcy złotych, co przy mojej pensji asystenta Akademii Górniczo – Hutniczej sięgającej w porywach do dziewięciu stówek, stanowiło sumę nie do przeskoczenia.
 
Zasądzanych mi grzywien, zatem nie płaciłem próbując się odwołać do wyższej instancji. I choć Wam pewnie będzie trudno w to uwierzyć, po kilku latach nalotów na moje mieszkanie wydano takich wyroków siedemdziesiąt sześć, co jak niektórzy twierdzą daje wynik lepszy od tego, jakim się w tamtych czasach szczycił Jacek Kuroń.

Przebieg rozprawy był zawsze mniej więcej podobny. Najpierw zeznawali ubecy, potem milicjanci, którzy łgali w żywe oczy, jak to w dniu zajścia stwierdzili na miejscu libację obywateli w większości niepracujących, co było nawet w pewnym sensie prawdą, albowiem część moich przyjaciół jeszcze studiowała nie mając w dowodach stosownej pieczątki. Następnie, wkraczała do akcji wspomniana pani Genowefa, która w trakcie zeznań, co chwilę mdlała i zanosząc się szlochem łgała jak najęta - wypisz wymaluj jak posłanka Sawicka (PO), którą przyłapano na wręczaniu pokaźnej łapówy.

Pewnego dnia zadzwonił do mnie znany redaktor „Szpilek” imieniem Teodor. Na umówionym spotkaniu poprosił, żebym mu szczerze wyznał, czy to wszystko prawda, gdyż chciałby o tym napisać artykuł do swojej gazety, ale mu trudno uwierzyć, iż w okresie odwilży schyłkowego Gierka, tak bezprzykładne bezprawie jest jeszcze możliwe – przypis autora: a jak życie pokazuje dzisiejsza próba linczu na Zbigniewie Ziobro zdaje się zaświadczać, że to bezprzykładne bezprawie ma się całkiem dobrze, o ile nie lepiej pod rządami pani premier Kopacz i jej „obywatelskiej” Platformy.

Wspomniany dziennikarz dotarł między innymi na moją uczelnię, gdzie w mojej teczce osobowej z klauzulą „Poufne” odnalazł autentyczny dziennikarski diament. Był to donos, który do dziś pewnie jeszcze leży w rektoracie, w którym ubecy opisali mnie, jako niebezpiecznego dla władzy ludowej chuligana. Najcenniejsze jednak było ostatnie zdanie tego dokumentu, gdzie stało napisane, cytuję:

obwiniony Pasierbiewicz jest w posiadaniu psa rasy spaniol, który systematycznie leje po schodach, co nie przystoi psowi naukowca” – przypis autora: każdy kumaty przyzna, że z punktu widzenia prawnego, zarzuty stawiane dziś w Sejmie Zbigniewowi Ziobro miały identyczny kaliber.

Jednakże, gdy ilość orzeczeń kolegium zaczęła mi zagrażać wyrzuceniem z pracy stawiając mnie w jednym rzędzie z recydywistami postanowili mi pomóc krakowscy prawnicy. Sprawę wziął w swoje ręce prawdziwy tuz tamtych czasów Stanisław Warcholik, ówczesny dziekan Izby Adwokackiej. Po serii narad strategicznych postanowiono wykonać w Kolegium coś w rodzaju wejścia smoka, w oparciu, o jak się zdawało, niepodważalne zeznania świadków obrony wyselekcjonowanych starannie z grona najbardziej szanowanych lokalnych prawników. Na kolejnej rozprawie miałem więc mieć za świadków, oprócz dziekana krakowskiej Izby Adwokackiej, takich oligarchów ówczesnej palestry jak nad-mecenas od spraw karno kryminalnych, śp. profesor Karol Buczyński, znany cywilista, śp. profesor Franciszek Studnicki i jeszcze na dobitkę wzięto ówczesnego szefa Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych prof. Marka Waldenberga. Wszyscy, a jakże by inaczej, z Jagiellońskiej Wszechnicy.

Zgodnie z naszym scenariuszem, mój adwokat śp. mecenas Parzyński poprosił wysokie Kolegium, żeby przesłuchało zgłoszonych świadków obrony. Na to przewodniczący składu orzekającego, łudząco podobny do jeszcze do niedawna pełniącego rolę przewodniczącego Krajowego Biura Wyborczego niejakiego Czaplickiego Kazimierza, obrzucił moich świadków wzgardliwym spojrzeniem i odpowiedział, że, cytuję: „nie obchodzą go zeznania przygodnych obywateli zebranych z ulicy”. Tego mecenas Buczyński nie był w stanie zdzierżyć i zgłosił formalny protest, na co przewodniczący kolegium nakazał moim świadkom opuszczenie sali. A gdy się zaczęli sprzeciwiać poprawił się w siodle i władczym tonem zagroził, że jeśli natychmiast nie wyjdą zawezwie milicję.

I wtenczas nastąpiła rzecz niewiarygodna. Otóż moi świadkowie, profesorowie prawa i mężowie stanu, przywykli do brylowania w najznamienitszych świątyniach Palestry, podwinęli pod siebie ogony, zbili się w stadko przestraszonych ludzi i bez szemrania opuścili salę, jak grupa niesfornych uczniów wyrzuconych z lekcji, - a mnie wymierzono karę w najwyższym wymiarze…, koniec opowieści.

Mówicie, że coś takiego w dzisiejszych czasach jest już niemożliwe? No to przypomnijcie sobie Państwo odbywane za rządów Platformy obrady zdominowanych przez PO i PSL komisji sejmowych. To samo, tylko wtedy był rygor komuny, który dziś zastąpiono terrorem poprawności politycznej i subkulturą multi-kulti.

Wybory za pasem, więc tym, którzy zamierzają po tych wszystkich draństwach, jakich się dopuszczała Platforma zagłosować na tę, co tu dużo gadać przestępczą sitwę, proponuję by sobie moją opowieść z czasów, jak się niektórym naiwnie zdaje minionych na spokojnie przemyśleli.

Krzysztof Pasierbiewicz (em. Nauczyciel akademicki)  

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.