Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 30 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow Zychowicz arrow Wielkie Księstwo Litewskie  przeszłość, mrzonka czy szansa.
Thursday 24 October 2019 06:18:28.27.
migawki
Człowiek, kapłan, który w Ogrodach Watykanu przyjmuje błogosławieństwa szamanek, tańczy i kiwa się wokół „świętego Ognia” czy „śniętego Węża”, nie jest katolikiem, nie jest heretykiem. Jest APOSTATĄ, czyli kapłanem Szatana.
A w Polsce w wielu parafiach obchodzi się "święto kremówki". Nie dziwi więc, że realizacja proroctw, rewolta w Watykanie umyka uwadze owieczek i co głupszych pastuchów. To jest hermeneutyka ciągłości !
==============
 
W Y S Z U K I W A R K A
Wielkie Księstwo Litewskie  przeszłość, mrzonka czy szansa. Drukuj Email
Wpisał: Piotr Zychowicz   
04.10.2015.

Wielkie Księstwo Litewskie – przeszłość, mrzonka czy szansa.

 

Piotr Zychowicz, Pakt Piłsudski - Lenin, czyli jak Polacy uratowali bolszewizm i zmarnowali szansę na budowę imperium. Wyd. Rebis, 2015 str. 314

 

Jestem Litwinem.

  Gdy mówię to podczas spotkań z czytelnikami, mam często do czy­nienia z zabawną reakcją.

  - Aha! - słyszę z sali okrzyk pełen oburzenia i triumfu. - Czyli nie jest pan Polakiem! Teraz wszystko jasne!

  Na ogół odpowiadam wówczas mniej więcej tymi słowy:

- Szanowny panie, pal sześć moją skromną osobę, ale właśnie za jednym zamachem wykreślił pan z polskości Adama Mickiewicza, Ta­deusza Kościuszkę, Romualda Traugutta i Józefa Piłsudskiego. Te dwa pojęcia, Polak i Litwin, wcale się bowiem nie wykluczają.

 

Mickiewiczowi - pisał Stanisław Mackiewicz - gdy przedstawiał się, że jest Litwinem, do głowy nawet przyjść nie mogło, że to znaczy nie je­stem Polakiem. Wprost przeciwnie. Przez podkreślenie, że jest Litwinem, Mickiewicz tylko chciał powiedzieć, że jest najlepszym, najbardziej pa­triotycznym rodzajem Polaka, najbardziej Polskę kochającym i najmniej z niewolą pogodzonym.

 

Zanim przejdziemy do wyjaśnienia tego pozornego paradoksu ­anegdota. Rzecz się dzieje w marcu 1916 roku. Józef Piłsudski przyjeżdża z frontu do Krakowa. Do jego adiutanta Bolesława Wieniawy-Długo­szowskiego zgłaszają się dwie staruszki z powiatu święciańskiego i pro­szą o umożliwienie audiencji. Mają "bardzo ważną, osobistą sprawę do pana brygadiera". Znając słabość Piłsudskiego do rodaków, Wieniawa do audiencji dopuścił.

 

Panie brygadierze - rzekły - jesteśmy prostymi Litwinkami, którym los kazał żyć z dala od rodzinnych stron, sercem jednak jesteśmy z nimi związane najserdeczniej. Cóż pozostaje robić nam, ludziom pochodzą­cym z Litwy, jak nie pomagać w miarę sił i możliwości takim wybranym Litwinom jak Pan? Przeto i my przyszłyśmy do Pana z prośbą o przyjęcie naszej skromnej pomocy w formie drobnych oszczędności.

Następnie wyjęły z torebek kilka złotych monet.

 

Scenę tę Wieniawa opisał w 1931 roku na łamach "Ilustrowanego Kuriera Codziennego". Jeszcze osiemdziesiąt cztery lata temu nie wy­magała ona żadnego komentarza, była wówczas w pełni jasna i zro­zumiała. Dziś, jak u wspomnianych na początku czytelników, może jednak wzbudzić konsternację. Jak to? Jakieś Litwinki przyjeżdżają do Piłsudskiego i nie dość, że mówią po polsku, to jeszcze dają mu pienią­dze na polskie wojsko? Gdzie w tym sens? O co chodzi?

Mimo że każdy Polak klepie w szkole na pamięć "Litwo, ojczyzno moja...", słowa poety stały się dla wielu z nas niezrozumiałe. Żyjąc w czasach rozbudzonych nacjonalizmów i państw narodowych, trud­no pojąć, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu można było być zarazem Litwinem i Polakiem.

Wszystko zaczęło się na przełomie XIV i XV wieku, czyli wtedy, gdy Królestwo Polskie i Wielkie Księstwo Litewskie połączyły się unią. W wyniku tego doniosłego aktu litewskie elity zaczęły przyjmować polską kulturę i język. Po litewsku i rusku po pewnym czasie mówili już tylko włościanie. Polacy zaczęli zaś dzielić się na Koroniarzy i Li­twinów.

Obie te grupy łączył niezwykle silny patriotyzm i miłość do wspól­nej Rzeczypospolitej. Nie oznacza to - jak twierdzą litewscy nacjona­liści - że szlachta Wielkiego Księstwa się wynarodowiła, że zdradziła swoje wspólnoty etniczne na rzecz polskiej. Choć mówiła po polsku, pozostała przecież szlachtą litewską. Kochała swoją ojczyznę, jej tra­dycje, historię, krajobrazy, ludność i obyczaje. Tyle że uważała, iż los i powodzenie Litwy są na stałe splecione z losem i powodzeniem Rze­czypospolitej jako całości.

 

Obydwa państwa utworzyły związek - pisał Józef Mackiewicz - który upodobnić można do dwóch ludzi opartych wzajem plecami, a zwró­conych twarzami w przeciwległe strony. Wielkie Księstwo Litewskie na wschód, Korona na zachód. W ten sposób każde z tych państw miało zabezpieczone tyły.

 

Stosunki między mówiącą po polsku litewską szlachtą a mówiącymi po litewsku włościanami układały się harmonijnie.

 

Ziemian polskich na Litwie cechowała daleko idąca tolerancja, która bardzo mi odpowiadała - pisał Mieczysław Jałowiecki. - Czuli się oni autochtonami tej ziemi, zrośniętymi z ziemią i ludem, i pod tym wzglę­dem różnili się od ludzi o ideologiach czysto narodowych, na przykład od zrzeszonych w rodzącym się ruchu narodowej demokracji. Ideologia tego ruchu, dostosowana może do warunków rdzennie polskich, nie nadawała się jednak do zastosowania na ziemiach litewsko-białoruskich.

Zarówno ojciec mój, jak i ja uważaliśmy się za Litwinów. Nie moż­na było nigdzie zaobserwować wrogiego stosunku ludności litewskiej do swych sąsiadów z dworu.

 

Ksiądz Walerian Meysztowicz pisał zaś:

Litewskie były wioski, litewskie były zaścianki, choć w nich mówiono po polsku. "Litwin jestem" - mówił każdy za Kościuszką. Litwinami byliśmy wszyscy: w pałacach, dworach i chatach. Nikomu to nie przeszkadzało być Polakiem. Przynależność do dwóch narodów, stanowiących jedną Rzeczpospolitą, była powszechnie przyjęta. Nie zabraniano Litwinowi być Polakiem ani Polakowi Litwinem.

 

Idylla zaczęła się psuć na przełomie XIX i XX wieku. Niestety nacjonalistyczna epidemia nie oszczędziła również Wielkiego Księstwa Litewskiego. Część zamieszkujących jego północną część i mówiących po litewsku włościan nagle uznała się za odrębny naród i wystąpiła prze­ciwko szlachcie. Chodziło im o wydostanie się spod polskich wpływów politycznych i kulturowych, ale także o odebranie gruntów mówiącym po polsku litewskim ziemianom.

 

Ruch ten - podkreślał Jałowiecki - narodził się poza granicami Litwy, wśród inteligencji litewskiej wychowanej na uczelniach rosyjskich i prze­siąkniętej duchem rosyjskiego nihilizmu. Rzecz znamienna, że szowinizm litewski kierował swoje ostrze nie tyle w stronę ciemiężycieli, jakimi byli Rosjanie i Niemcy, ile w stronę Polaków, z których większość wywodziła się z bojarstwa Wielkiego Księstwa Litewskiego.

 

Jednym z najbardziej zdecydowanych przeciwników nacjonalistów był hrabia Korwin-Milewski, który pisał o "monstrualnej bladze pań­stwowości litewskiej, której po dziś dzień strawić nie mogę". "Ruch litewski nie jest właściwie ruchem narodowym, lecz antagonizmem klasowym - podkreślał - z wyjątkiem kilkuset ambitnych półinteligen­tów i najczęściej wykolejonych księży wszystko ogranicza się wyłącznie do klasy włościańskiej".

Ksiądz Walerian Meysztowicz pisał, że na początku litewscy ziemia­nie nawet nie bardzo wiedzieli, jak zwać tę nową, wymyśloną nację. "Litwini - mówił nacjonalistom pan Michał Juchniewicz - to Jagiełło, Chodkiewicz, Mickiewicz, Piłsudski i ja. A wy to Lietuvisy".

Nacjonalizm litewski był agresywny, zacietrzewiony, a do tego skraj­nie lewicowy. Całe szczęście długo stanowił on margines. Zmieniło się o w czasie I wojny światowej, gdy Litwa została zajęta przez Niem­ców. Ci, starając się niwelować polskie wpływy, zaczęli popierać litew­ski separatyzm. "Porozumienie polsko-litewskie byłoby nieszczęściem dla Niemiec - mówił szef sztabu Frontu Wschodniego, generał Max Hoffmann. - Litwini muszą być naszymi sprzymierzeńcami w walce przeciwko polszczyźnie". "Jak tylko można należy popierać antypolskie, nacjonalistyczne dążenia Litwinów dotyczące budowy ich państwa" ­wtórował mu niemiecki komisarz w Kownie Ludwik Zimmerle.

Pod auspicjami Niemiec w 1917 roku powstała nacjonalistyczna Ta­ryba, czyli Litewska Rada Państwowa z Antanasem Smetoną na czele. Proklamowała ona niepodległość małej Litwy etnicznej i zerwanie unii z Polską. Pod jej władzą znalazła się Kowieńszczyzna i Żmudź, a więc tereny, na których ilościową przewagę mieli ludzie mówiący po litewsku.

W sukurs dążącym do budowy plemiennego państewka nacjonali­stom przyszli ich polscy koledzy. Oni również ideę restauracji Wielkiego Księstwa Litewskiego uznawali za anachronizm i "pańską fanaberię". Endecja opowiadała się za rozbiorem terytorium Litwy historycznej między państwa narodowe. Obie grupy szowinistów dzielił oczywiście spór o Wilno, ale w istocie ich koncepcje były zbieżne.

Oburzały one jednak konserwatystów, którzy nie widzieli powodu, żeby zrywać z wielką spuścizną Jagiellonów i dzielić kraj ojczysty.

 

Różnolity narodowościowo kraj nasz stanowi część Litwy historycznej ­pisał w 1923 roku profesor Marian Zdziechowski - i nas, ludzi mego po­kolenia, wychowano jako Litwinów. W dzieciństwie uczono mnie, wraz z historią Polski, historii Litwy. Gdyby mnie dziś zapytano, kim w głębi serca się czuję, powiedziałbym, że się czuję obywatelem Wielkiego Księ­stwa Litewskiego, nierozerwalnie Unią złączonego z Polską. Gdy widzę powiewający z góry zamkowej w Wilnie sztandar z Orłem, a bez Pogoni, odczuwam to jako krzywdę sobie wyrządzoną.

 

Litwinami czuła się również - i wciąż się czuje - wywodząca się z Ko­wieńszczyzny moja rodzina. W domu wpojono mi miłość do utraconej Ojczyzny, którą było Wielkie Księstwo Litewskie, i niechęć do nacjo­nalistów litewskich, którzy zawłaszczyli nazwę i herb naszego kraju, tworząc państewko będące karykaturą prawdziwej Litwy.

Dzisiaj podobne teorie brzmią może fantastycznie, ale w dobie odra­dzania się Rzeczypospolitej wielu ludzi wciąż myślało podobnie. Ślady tego znaleźć możemy choćby na jednym z propagandowych plakatów z 1920 roku, który wzywał do bicia bolszewików pod hasłem "Kto w Boga wierzy, pod sztandar Orła i Pogoni!".

Gdy zaś w 1917 roku zwrócono się do Rady Artystycznej Muze­um Narodowego w Warszawie o opracowanie herbu przyszłej Polski, ta - ku konsternacji nacjonalistów - zaproponowała czerwoną tarczę podzieloną na pół. Po lewej stronie znajdował się Orzeł Biały, po pra­wej - litewska Pogoń. W tym samym roku, podczas zorganizowanej w Warszawie demonstracji patriotycznej, wznoszono zaś hasło "Niech żyje wolna Polska w unii z Litwą!".

Co jednak najważniejsze, za Litwina uważał się urodzony w Zułowie na Wileńszczyźnie Józef Piłsudski. Ta litewska identyfikacja Naczelnika Państwa - wsparta piękną odezwą do mieszkańców Wielkiego Księstwa Litewskiego z kwietnia 1919 roku - rozbudziła w kraju naszym olbrzy­mie nadzieje. Łudzono się, że Piłsudski nie pozwoli na podział Księstwa.

[---]

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.