Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 53 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow Iza Brodacka 15 I arrow Moralność socjalistyczna [... i każda postępowa ]
Monday 14 October 2019 23:09:41.27.
migawki
Człowiek, kapłan, który w Ogrodach Watykanu przyjmuje błogosławieństwa szamanek, tańczy i kiwa się wokół „świętego Ognia” czy „śniętego Węża”, nie jest katolikiem, nie jest heretykiem. Jest APOSTATĄ, czyli kapłanem Szatana.
A w Polsce w wielu parafiach obchodzi się "święto kremówki". Nie dziwi więc, że realizacja proroctw, rewolta w Watykanie umyka uwadze owieczek i co głupszych pastuchów. Hermeneutyka ciągłości ?
 
W Y S Z U K I W A R K A
Moralność socjalistyczna [... i każda postępowa ] Drukuj Email
Wpisał: Izabela Brodacka   
05.10.2015.

Moralność socjalistyczna [... i każda „postępowa” md]

Izabela Brodacka

Stowarzyszenie Otwarta Rzeczpospolita nakłania Polaków do donoszenia na rodaków posługujących się „mową nienawiści”. Jaka moralność poza moralnością socjalistyczną kiedykolwiek pochwalała donosicielstwo?

Używając terminu „moralność socjalistyczna” uważa się na ogół, że był to pewien kodeks etyczny tyle, że bez odniesień do transcendencji. Niektórzy twierdzili jednak, że człowiekowi nie jest potrzebny żaden zewnętrzny, narzucony kodeks gdyż o wszystkim rozstrzyga we własnym sumieniu. Wśród nich był Leszek Kołakowski, który w „ Etyce bez kodeksu” proponował zaakceptowanie świata takim jaki jest z jego wszelkimi niekonsekwencjami i koniecznością nieustannego wyboru dokonywanego osobiście i na własną odpowiedzialność. Jak widać egzystencjalizm był Kołakowskiemu bliższy niż socjalizm.

Nie zapominajmy, że ideałem moralnej postawy w oczach twórców moralności socjalistycznej był Pawka Morozow, który donosił na sąsiadów ukrywających zboże przed rekwizycjami, w tym na własną rodzinę . Pawka i jego brat zostali wykreowani przez sowiecką propagandę na bohaterów Związku Radzieckiego i wzór dla młodzieży. Nauka była prosta - donoszenie jest czynem szlachetnym, a donosiciel staje się bohaterem narodowym.

W „ Hańbie domowej” Trznadel drukuje zapis swojej rozmowy z Jackiem Łukasiewiczem przeprowadzonej 13.2.1981 roku. Chory na gruźlicę Jacek Łukasiewicz znalazł się w sanatorium Wysoka Łąka, które ironicznie nazwał komunistyczną Czarodziejską Górą. W jego grupie byli I sekretarz powiatowego komitetu partii w Suwałkach, przewodniczący ZMP na Politechnice Warszawskiej oraz działacz polityczny z SGPiS. Panowie zorganizowali samorząd pacjentów na czele którego stanął oczywiście I sekretarz. Samorząd zażądał wyrzucenia z pracy prowadzącego ich lekarza. Lekarz ten zapisywał ciężko chorym, umierającym gruźlikom lek Rimifon dostępny tylko w Szwajcarii. Pacjenci żeby ratować życie zdobywali z wielkim trudem ten lek. Łukasiewicz i jego towarzysze donieśli na lekarza i spowodowali jego usunięcie z pracy. Sprowadzanie leków ze Szwajcarii było ich zdaniem sprzeczne z moralnością socjalistyczną. Pacjenci działali również społecznie, czyli agitowali spędzanych siłą mieszkańców wsi. Jak opisuje Łukasiewicz „chór gruźlików plując i kaszląc prątkami Kocha nad głowami płowowłosych dzieci, które siedziały w pierwszym rzędzie, deklamował Mandaliana i śpiewał pieśni rewolucyjne”. Agitować nakazywała im socjalistyczna moralność.

Pozwolę sobie przytoczyć autentyczne przykłady działania moralności socjalistycznej znane mi z autopsji . Mówią same za siebie.

W liceum imienia Narcyzy Żmichowskiej, w którym uczyłam, dentystką szkolną była pani Krysia Kozłowska. Była to niezwykle uczciwa lekarka przejęta swoją pracą i zdrowiem powierzonych jej dzieci. Otóż dzieciom, które cierpiały na wyjątkowo dotkliwą, można powiedzieć galopującą postać próchnicy pani Krystyna zapisywała lekarstwo wstrzykiwane w dziąsła. Lek ten przerywał postęp choroby, natomiast był niestety dostępny tylko za granicą. Pewien rodzic, czerwony kacyk rozwścieczony, że za własne pieniądze musi sprowadzić lek zrobił aferę. Oświadczył, że moralność socjalistyczna nie pozwala mu postępować wbrew obowiązującym przepisom. Krysię wezwano do ministerstwa na dywanik i zagrożono wyrzuceniem z pracy z wilczym biletem. Na okres wakacji została karnie skierowana do przychodni na Chmielnej gdzie szefowa, nota bene prominentna działaczka Solidarności, nie tylko nie znalazła dla niej fotela do pracy lecz nawet krzesła. Krysia spędziła więc kilka dni stojąc przy oknie. Gdyby wyszła, jak jej powiedziano, zostałby zwolniona dyscyplinarnie za opuszczenie stanowiska pracy. Koleżanki po fachu, też aktywne działaczki Solidarności, udawały, że jej nie widzą.

To paradoks -Krysia troszczyła się o zęby progenitury czerwonej burżuazji licznie okupującej tę znaną szkołę i ryzykując utratą pracy wypisywała, wbrew obowiązującym zarządzeniom, recepty na zagraniczne specyfiki . Rodzice zamiast być wdzięczni donosili na nią do ministerstwa. Solidarność jej nie broniła. A przecież dentystka mogła sobie powiedzieć - nic mnie to nie obchodzi, niech dzieci tych wrednych komuchów chodzą bez zębów albo noszą w wieku 16 lat protezy. Po prostu Krysia dobrze rozumiała sens przysięgi Hipokratesa, a rodzice źle rozumieli moralność.

Inna autentyczna historia. Koleżanka mojej matki z pensji wyszła za mąż za Franciszka Blinowskiego, lewicowego działacza, który grasował przed wojną na Kresach wśród ziemiańskich córek. Za czasów PRL jako żona prominenta partyjnego szczyciła się wysoką moralnością socjalistyczną swego męża, która nakazywała mu odnosić do KC otrzymane w czasie zagranicznych podróży długopisy. Ta sama osoba operowała sobie w lecznicy rządowej przy Hożej nagniotki czy haluksy zajmując przy tym dwupokojowy apartament. Odmówiła jednak wykupienia w aptece tej lecznicy niedostępnego gdzie indziej lekarstwa dla ciężko chorej przyjaciółki, czyli mojej ciotki. Nie pozwoliła jej na to -jak mówiła- moralność socjalistyczna.

W tej samej lecznicy natychmiast po wybuchu w Czarnobylu do którego doszło w piątek 26 kwietnia 1996 podano wszystkim pacjentom i ich gościom płyn Lugola. Dzieci zwykłych obywateli, w tym moje dzieci otrzymały ten preparat dopiero w środę następnego tygodnia, czyli za późno. Jedna z uczennic przyznała mi się, że dostała płyn Lugola podczas wizyty w lecznicy u chorego dziadka, sekretarza partii. Kiedy rozżalona zapytałam dlaczego mi nic nie powiedziała (widziałam się z nią w sobotę wieczorem) bo przecież płyn Lugola to zwykły roztwór jodyny, który doskonale mogłam sporządzić w domu odparła, że byłoby to niemoralne ponieważ obiecała dochować tajemnicy. Chodziło rzekomo o to, żeby nie dopuścić do paniki.

Socjalistyczna moralność nakazała goprowcowi, Michałowi Jagielle– jak sam twierdził - donosić na taterników. Taternicy za przenoszenie bibuły przez Tatry dostali bardzo wysokie wyroki . Jakub Karpiński odsiedział przeszło 3 lata.

Są czasy gdy stanowczo lepiej być niemoralnym. [no, socjalistycznie, lub tolerancyjnie.. md]

Tekst drukowany w Gazecie Warszawskiej

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.