Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 27 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow Czudinowa arrow EURABIA, istotne przyczyny jej powstania. Meczet Notre Dame. Rok 2048.
Thursday 24 October 2019 06:24:28.27.
migawki
Człowiek, kapłan, który w Ogrodach Watykanu przyjmuje błogosławieństwa szamanek, tańczy i kiwa się wokół „świętego Ognia” czy „śniętego Węża”, nie jest katolikiem, nie jest heretykiem. Jest APOSTATĄ, czyli kapłanem Szatana.
A w Polsce w wielu parafiach obchodzi się "święto kremówki". Nie dziwi więc, że realizacja proroctw, rewolta w Watykanie umyka uwadze owieczek i co głupszych pastuchów. To jest hermeneutyka ciągłości !
==============
 
W Y S Z U K I W A R K A
EURABIA, istotne przyczyny jej powstania. Meczet Notre Dame. Rok 2048. Drukuj Email
Wpisał: Elena Czudinowa   
08.10.2015.

EURABIA, istotne  przyczyny jej powstania. Meczet Notre Dame. Rok 2048.

 

Meczet Notre Dame. Rok 2048” Elena Czudinowa

 

Wyd. Varsovia.  Szukać np. tu: http://www.empik.com/meczet-notre-dame-2048-czudinowa-elena,p1048994074,ksiazka-p

 

Od autorki. Posłowie.

 

Książkę tę napisała chrześcijanka, być może kiepska, ale w każdym razie, niezupełna analfabetka. Tym też usprawiedliwić można tę surowość opinii, za którą niewątpliwie usłyszę jeszcze niemało zarzutów. Śpieszę, by wyjaśnić, że część z nich powinna zostać skie­rowana do Pisma Świętego: to właśnie tam powiedziano jasno i wy­raźnie: chrześcijaństwo jest jedyną prawdziwą religią, a wszyscy bo­gowie pogan to w istocie demony.

Już widzę, jakie gromy posypią się na moją głowę, jak będzie się odmieniać przez wszystkie przypadki słowo "monoteizm". Muzułmanie nie są przecież poganami. Można by pomyśleć, że to cokolwiek zmienia.

Chętnie bym zobaczyła, jak święty Jan Złotousty albo Grzegorz Dialogos zgadzają się uznać jakąś niechrześcijańską religię za para­lelną prawdę, ze względu na jej monoteistyczny charakter. Zbawiciel ujął to krótko: "Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie" (Mt 12,30).

Europa, w której rozgrywa się akcja mojej powieści, w minionym stuleciu pozwoliła sobie na samobójczą, w sensie światopoglądo­wym, polemikę z Pismem Świętym i ojcami Kościoła, stwierdzając, że wszystkie religie są siostrami, wszystkie prowadzą do zbawienia, ale każda - swoją drogą.

Cudownie - powiedziały przyszywane "sio­stry". Zrównaj nas ze sobą w prawach, nasza siostrzyczko, Kościele chrześcijański, pokaż nam prawa człowieka w praktyce.

Potem wszystko potoczyło się już jak w bajce o lisicy z wałkiem. Wpuść mnie za próg, wpuść mnie do sieni, wpuść mnie za stół, wpuść mnie na piec - a teraz won sama z domu, głupia gospodyni! W ubie­głym tygodniu do Moskwy przyjechał, jak powiedzieli mi znajomi katolicy-tradycjonaliści, ksiądz z Niemiec. (Powiem dla jasności, że w odróżnieniu od neokatolików, katoliccy tradycjonaliści nie uznają zakładanej pod świecką marynarkę koszuli z niepozorną białą kolo­ratką.) "Jak tu u was dobrze - wzdychał podczas swojego pobytu. ­Chodzę sobie w sutannie po mieście, nikt na mnie nie zwraca uwagi, jeszcze do tego chcą mi miejsca w metrze ustępować! A coś takiego, żeby za mną gwizdali, pohukiwali albo specjalnie poszturchiwali w miejscach publicznych, to mi się ani razu nie zdarzyło! Normalnie jak na wakacjach".

Ale być wystawionym na kopniaki i opluwanie za noszenie sutanny w dzisiejszych Niemczech jeszcze nie jest najgor­sze. Niedługo przyjdzie dzień, kiedy wspomnianego księdza będą po prostu łapać i ciągać po kryminałach - w majestacie prawa - za poja­wienie się na ulicy w stroju obrażającym uczucia obywateli innego wyznania.

Przewróciliśmy już stronę, na której Notre Dame wyleciała w po­wietrze, fantazje o przyszłości zakończone. Mówimy teraz tylko o faktach z naszych czasów. A fakty są następujące: największy brytyjski bank, Berkeley Bank, zeszłego lata zlikwidował konta Bry­tyjskiej Partii Narodowej, karząc ją w ten sposób uderzeniem po kieszeni, za krytykę islamu. Wiadomo, że tak naprawdę chodzi nie o "konstruktywną krytykę rasistowskiej ideologii", jak skomentowali to wydarzenie sami muzułmanie.

Oriana Fallaci niejednokrotnie już pytała: a co ma do krytykowa­nia islamu rasizm? Islam to nie narodowość, tylko religia. Zdaje się, że nikt jej słów nie słyszy, powtarza się jedynie słowo "rasizm" jak magiczne zaklęcie. A przecież to, że islam nie jest narodowością, jest chyba aż nazbyt widoczne. W tym miejscu nie sposób nie zauważyć zadziwiającej ślepoty władz izraelskich, zajmujących się wydalaniem ze swojego terytorium prawosławnych Arabów. To jest dopiero ra­sizm! Przy czym krótkowzroczny i tępy.

Nie trzeba być szczególnie przyziemnym, by zauważyć, że banki interesuje nie etyka, a zysk. Ergo - muzułmanie w Wielkiej Brytanii mają o wiele więcej pieniędzy niż Brytyjska Partia Narodowa. Kłócić się z pierwszymi jest niewygodnie, z drugimi - a proszę bardzo, można. Kto więc rządzi w Wielkiej Brytanii? W tym samym czasie w Niemczech muzułmanie żądają przyznania statusu prawnego Szurze - radzie wspólnot islamskich w Nadrenii-Palatynacie, czyli usankcjonowania prymatu religijnego sądownictwa nad świeckim. I kto rządzi w Niemczech?

Lisica z wałkiem już siedzi na europejskim piecu, pozostał już tyl­ko jeden ruch w grze - zabieraj się z domu sama, głupia gospodyni!

 

A nasza chrześcijańska cywilizacja w dzisiejszych czasach głupieje. Głównie dlatego, że wbiła sobie do swej zbyt dobrotliwej gło­wy idee demokratyczne. Niewątpliwie, przyroda nie znosi próżni. Jeśli jedna świętość się dewaluuje, jej miejsce zajmuje inna. Islam to kukułcze jajo w europejskim gnieździe, które z dnia na dzień rośnie w siłę i niedługo się wykluje. Od zakazu akcentowania przynależno­ści do chrześcijaństwa jest już tylko jeden krok do ogłoszenia domi­nującej roli islamu.

Moja książka opowiada o starciu cywilizacji, którego przykłady zaczerpnięte zostały z dzisiejszych czasów i zostały jedynie ektrapolowane na przyszłość. Bardzo ważne jest, by mówiąc o konflikcie chrześcijańskiej i muzułmańskiej cywilizacji, zdawać sobie spra­wę, że kwestia ta dotyczy nie tylko wierzących chrześcijan. Oriana Fallaci, określająca się jako ateistka, przypomina, że wszyscy euro­pejczycy, niezależnie od wiary w Boga, są spadkobiercami osiągnięć chrześcijańskiej cywilizacji. Architektura, malarstwo, literatura, nauka, wszystko, czym przyzwyczailiśmy się dysponować - wszyst­ko to narodziło się w łonie chrześcijaństwa. I właśnie tę naszą spuś­ciznę próbuje się teraz usunąć. W tekście konstytucji Zjednoczonej Europy zostanie wykluczona wzmianka o chrześcijańskich korze­niach kontynentu. [i tak się stało md]. Tymczasem europejska cywilizacja umrze, jeśli odetnie się ją od tych korzeni.

Ateiści uważają, że jeśliby zeskrobać z Europy eklezjalne orna­menty to spokojnie przeżyją, myśląc i tworząc na podstawie dawne­go dorobku kultury chrześcijańskiej.

Nadchodzący konflikt cywilizacji to jednak coś więcej niż tylko konflikt wiary chrześcijańskiej z islamem. Właśnie z tego akurat nie zdają sobie sprawy ateiści. Kiedy człowiek zaczyna postrzegać kate­drę jako zabytek architektoniczny, traci gotowość, by za nią umrzeć. W rezultacie traci wówczas i zabytek architektury. Samotna postać Oriany Fallaci to wyjątek od zasady. To właśnie ona pierwsza nie bała się zadeklarować, że umarłaby za katedrę, za ten skarb architektury, ale ludzi jej podobnych można by policzyć na palcach jednej ręki. Ra­chunek rozpoczyna się i kończy na słowie "raz".

Niczego nie obronimy bez wiary w Chrystusa, absolutnie nicze­go. Dlatego też jeden z bardzo niewielu rozsądnych ludzi, przewod­niczący Papieskiej Rady do spraw Kultury, francuski kardynał Paul Poupard, występując przeciwko wspomnianemu odrzucaniu chrześ­cijańskich korzeni naszej cywilizacji i zasług chrześcijaństwa dla rozwoju kultury, powiedział: "To o wiele więcej niż zwykły antykle­rykalizm, to próba zniszczenia świadectwa wiary chrześcijańskiej".

W wywiadzie udzielonym gazecie "Avvenire" kardynał przewiduje, że w XXI wieku wielu chrześcijan znów poniesie męczeństwo za swoją wiarę. Kardynał, zdaje się, jest wielkim optymistą, zakłada, że w XXI wieku będą jeszcze chrześcijanie, do tego prawdziwi, zdolni do przyjęcia męczeńskiej śmierci. Och, jego słowa to doprawdy miód na serce.

Ale czemuż to piszę o Europie, skoro jestem z Rosji? Rosja należy do kręgu kultury europejskiej z bardzo prostego powodu - z powodu tychże chrześcijańskich korzeni. Dopóki nie zostaną one od nas od­cięte, będziemy także należeć do Europy.

U nas wszystko wygląda inaczej, póki co - odrobinę lepiej. U nas lisica wciąż jeszcze siedzi tylko w sieni. Już słyszę chór głosów: jakże to tak?! Muzułmanie napłynęli do Europy w XX wieku z zewnątrz, ale w Rosji za to przez stulecia sąsiadowali z chrześcijanami. Czy przy­padkiem nie chcę ogłaszać rosyjskich muzułmanów obywatelami drugiej kategorii?

Nie, nie chcę. Chcę zrozumienia różnic między świeckim pra­wem a religijnym nauczaniem. I uważam, że drugie w żadnym wy­padku nie powinno być zakazywane przez pierwsze, powinniśmy się czegoś nauczyć na błędach  Europy Zachodniej.

Ani w Europie, ani u nas muzułmanie zasadniczo nie uważają, że nasza i ich religia są jednakowo prawdziwe. Dla ideologów i ich eks­tremizmu wygodne jest, abyśmy uważali ich za braci, podczas gdy oni uważają nas za kafirów, żebyśmy milczeli, podczas gdy oni głoszą swoje nauki.

Absolutnie nie twierdzę, że wśród muzułmanów nie ma wielu, wręcz bardzo wielu dobrych, porządnych ludzi. Odwołajmy się jed­nak do elementarnej logiki. Co jest bardziej rozumne: przyznać, że dobry człowiek błądzi, czy uznać błąd za prawdę dlatego, że wyznaje go dobry człowiek?

Jeśli to drugie, to bądźmy już konsekwentni. Nazwijmy towarzy­sza Dżugaszwili [Stalin md]  moralnym wzorem i geniuszem wszech czasów (a co, może nie tak właśnie myślały setki tysięcy dobrych ludzi?), parteigenosse Adolfa Schickelgrubera [Hitler md] ogłośmy wybitnym synem niemieckiego narodu (przecież takie talenty, jak Leni Riefenstahl albo autor Kobiety bez cienia, za takiego go uważali). Jeśli zwolen­nicy drugiej opcji gotowi są i na to, zamilknę. Jeśli się na to nie godzą, to prawdziwa jest pierwsza droga.

Dla mnie osobiście granica jest prosta - nie było dobrych czeki­stów, nie było dobrych budionowców, nie było dobrych esesmanów, nie było dobrych pracowników obozów koncentracyjnych po obu stronach frontu - jako że błędy wyżej wymienionych łączą się z krwią i bestialstwem. Ale były przecież wielkie masy ludzi uznające te błędy za niewzruszoną prawdę, choć nie pieczętowali tego niewinną krwią ofiar. Nie upieram się, że nie można im niczego zarzucić, ale przecież człowiek, który nie brodzi w krwi bliźnich dla dogodzenia diabłu, może być o wiele lepszy niż jego własne poglądy. Do tej kate­gorii odnoszę miliony dzisiejszych muzułmanów. Oni również nie są wzorem niewinności, płacą zakat, karmią terroryzm, choć sami nie są mordercami.

Co bym radziła, z mojej ekstremistycznej ambony, robić z takimi ludźmi? Tylko jedno - starać się wyprowadzić ich z błędu, który gro­zi zatraceniem dusz tych dobrych ludzi. Chór liberałów zawoła: a kim ty jesteś, żeby stwierdzać, czyje poglądy są prawdziwe, a czyje - błędne?! Czy przedstawiam tu jednak własne zdanie? To wspólne zdanie świętych ojców, a ja nie mam tu nic do rzeczy.

Proponuję pozbawić liberalizm głosu - przegrał już z islamem przyszłość Europy, przerżnął do cna, jak podpity nuworysz trwonią­cy swój majątek w kasynie. Wróćmy lepiej do pilnego pytania: co ro­bić w stosunku do muzułmanów - niebojownikow, nieterrorystów, nietalibów.

Odpowiedź sprowadza się do jednego słowa - ewangelizować!

Powinniśmy w pokojowy sposób - żyć z przestrzegającymi prawa muzułmanami w historycznie ukształtowanych terytoriach, powin­niśmy w końcu zacząć naprawiać błędy i wypaczenia imperium so­wieckiego i rosyjskiego, odziedziczone po Imperium Rzymskim.

Ale jak długo będziemy się jeszcze guzdrać z przygotowaniami choćby tylko do zrozumienia niezbędności takich działań, podczas gdy druga strona, którą reprezentują bynajmniej nie ci "dobrzy" mu­zułmanie, prowadzi już swoją grę na całego, tyle że w przeciwnym kierunku. Zakładają oni specjalne organizacje zajmujące się nawra­caniem Rosjan na islam. Wiele wpływowych postaci mediów są za­konspirowanymi członkami tych organizacji, o czym z porażającą otwartością powiedział generał Dżemal w wywiadzie, o którym wspomnę za chwilę. A to oznacza, że pozostając z pozoru Rosjanami, działają jakby sami z potrzeby swego serca, a w rzeczywistości ­w interesach islamskiego prozelityzmu. A owoce ich działalności wi­doczne są coraz częściej i tu, i tam.

Jak, na przykład, wyjaśnić, że poważne wydawnictwo wydaje już trzecią książkę pewnego literata, w której zupełnie otwarcie reklamu­je islamski terroryzm.

W jednym z epizodów bohaterowie pozytywni, Arabowie i rosyjscy muzułmanie, biorą zakładników. Aby naocznie za­demonstrować młodszemu towarzyszowi brak poczucia własnej god­ności u kafirów, herszci zaczynają na wszelkie sposoby natrząsać się nad zakładnikami, w tym sikają im na twarz. Zasmuceni faktem, że zakładnicy naprawdę są tak nikczemni - nie rzucają się, patrzcie no, z gołymi rękami na uzbrojonych bandytów, młody terrorysta zaczyna strzelać do nich ze swojego automatu.

 

Okropnie przykro jest dowiedzieć się, w miesiąc po wydarze­niach w Biesłanie, że takie książki są do kupienia w księgarniach na­szych miast. Ściśle mówiąc, trzy części już leżą, kolejna, czwarta, lada dzień się ukaże. A najgorsze jest to, że te "dzieła" zalicza się do gatun­ku "fantasy". Główny odbiorca tego gatunku to podrostek. Jego osobo­wość nie jest jeszcze uformowana, jest podatny na pokusę, kiedy ktoś odrobinę starszy próbuje mu wpoić, że to wcale nie paskudnie, a wręcz "zajebiście" jest stać z automatem w rękach i patrzeć, jak kurczą się ze strachu bezbronni ludzie.

Nie podaję ani nazwiska autora tego obrzydlistwa, ani stopki wydawniczej (jeśli zostaną mi przez to postawione zarzuty, oczywi­ście przedstawię fakty na poparcie swoich słów). Wspomniana saga, z powodu swojej miernoty artystycznej, nie narobiła szumu, wbrew nadziejom tych, którzy je forsowali. Nie ma po co robić jej znów re­klamy. Ale przecież następnym razem może pojawić się ktoś bardziej utalentowany.

 

Islam nie może nie atakować, dlatego że bardzo potrzebuje nam coś odebrać. Pozwolę sobie na niewielką dygresję, żeby wyjaśnić, o co chodzi.

Być może ktoś uzna za oszczerstwo malowany przeze mnie obraz technicznego zacofania nadchodzącej Eurabii. W odpowiedzi wspo­mnę o tym, jak moi przyjaciele ze szkolnej ławy, którzy przeżyli Afga­nistan, też mi niegdyś coś malowali. Taki, na przykład, obrazek z afgań­skiego życia: Rolnik idzie za pługiem, orze skąpą ziemię. Budowa tego pługa raczej niewiele się zmieniła, od kiedy ludzkość nauczyła się wy­tapiać metale. Za to na jego uchwycie wisi radio tranzystorowe. Ma się rozumieć po to, żeby oraczowi się nie nudziło przy robocie.

Zaczynam się obecnie skłaniać ku temu, że w tym tranzystorku na ubogim drewnianym narzędziu kryje się głęboki, ogólny symbol. Symbol islamskiej cywilizacji. Cywilizacji księżycowej, cywilizacji bezpłodnej, cywilizacji pasożytniczej.

Co zabawne, w rzeczywistości z moimi prognozami zgadzają się nawet sami muzułmanie. Tak, na przykład, generał Gajdar Dżemal, który nie zadaje sobie nawet trudu, by ukryć swoje nadzieje na total­ną islamizację Rosji, obwieszcza: "Jeden z głównych problemów współczesności dla islamu to dość wyraźne odstawanie od reszty świata w sferze technologicznej i socjalno-ekonomicznej. Dystans ten, moim zdaniem, można pokonać dzięki dwóm czynnikom: po pierwsze, dzięki zachodnim muzułmańskim diasporom, których przedstawiciele żyją we współczesnym socjalnym i technologicznym otoczeniu i w znacznym stopniu je przejęli, a po drugie, dzięki prze­chodzącym na islam ludziom, należącym do narodów nie będących tradycyjnie muzułmańskimi. To oni mogą stać się pomostem, który połączy technologiczne osiągnięcia Zachodu z duchowością muzuł­mańskiego Wschodu" (Portal "Credo", 04.09.2004 r.). Taka otwartość to w rzeczywistości nie byle co. Jeśli ktoś nie zrozumiał, ujmijmy to dobitniej: generał Dżemal chce ubogacić naszą bombę ichnią ducho­wością.

Zamierza to zrobić, opierając się na piątej kolumnie, która już mu tego wsparcia udziela. Uran wzbogacony islamską duchowością bę­dzie chyba bardziej radioaktywny od zwykłego wzbogaconego uranu.

Podsumowując: nasza jedyna praktyczna nadzieja na przeżycie rysuje się akurat w obronie cywilizacji - antypodów.

Przegramy, jeśli nie uznamy, że dwie cywilizacje i dwie religie są w głębokim konflikcie.

Trudna i straszna jest ta konstatacja. Jest to jednak konieczne. Jeśli nawet wśród samych muzułmanów słychać głosy nie­pokoju o to, jak wyjaśnić światu, że jeśli nawet nie wszyscy muzułmanie są terrorystami, to wszyscy terroryści są muzułmanami? (Nawet bez próby zwalania części problemu na mikroskopijne lokalne grupy Ba­sków i Irlandczyków.) Sami muzułmanie mają problem z odpowiedzią na to pytanie.

Powinniśmy powiedzieć: problem terroryzmu sto lat temu był problemem życia bez Boga, ale problem terroryzmu dziś to problem życia z fałszywym bogiem. Tymczasem my na łamach gazet bierzemy w cudzysłów słowo "szachidki". [ Szachidki - terrorystki samobójczynie, cudowna broń dżihadu. Wg propagandy islamskiej są oblubienicami Allacha. ] Kto wyjaśni, czym różnią się od nich szachidki bez cudzysłowu? Moim zdaniem, jeśli dzisiejsze szachidki są fałszywe, to niech nas Bóg broni od prawdziwych!

Podczas gdy świat muzułmański dyskutuje - szanse na to, że uczciwie, są pół na pół - o tym, czy Allachowi podoba się zabijanie dzieci, ja miałam ogromną ochotę napisać książkę, jednoczącą chrześcijan. Być może dobrze, że teraz myśl o takiej książce przyszła do głowy właśnie mnie, człowiekowi od dawna jasno zadeklarowa­nego w literaturze i publicystyce jako nieprzejednany przeciwnik protestantów i neokatolików, wróg porozłamowych dogmatów tra­dycyjnego katolicyzmu. Również na stronach tej książki ze smutkiem rozmyślam o błędach katolicyzmu, które w dużym stopniu przyczy­niły się do dzisiejszego żałosnego stanu Europy. Ale w tej książce ja, jak moja Sophie, jadę „na jednym wózku z katolikami". Problemami wewnątrz chrześcijaństwa można zająć się później, byleby tylko w pokojowy sposób odeprzeć islamską ekspansję. Panie, oby było nam dane to "później"!

Jeszcze coś o dopuszczalnym i niedopuszczalnym. Niemało kopii skruszono w procesie tworzenia tej powieści wśród przeżywających to przyjaciół, z powodu wybryków mojej małej Valerie. Wielu mi mó­wiło - lepiej to złagodzić, jakoś tak brzydko, że mówi o nich "zadki", lepiej, żeby krytykowała istotę islamu, a nie to, jak z boku wygląda akt namazu, jakoś to nie przystoi. Nie wolno stawać w jednym szere­gu z jakimiś aparatczykami, którzy nie takie rzeczy pisali o Cerkwi prawosławnej w swoich książkach. Bardzo nie chciałabym stawać z nimi w jednym szeregu, ale nie będę niczego łagodzić, po prostu postaram się wyjaśnić.

Valerie to nie odbiornik radiowy dla przekazywania głosu z góry. Wszystko, co dane jest jej słyszeć, przebija się przez jej świadomość ­świadomość małego dziecka. Dorośli jurodiwi bardzo często rzucali mięsem. Ale przecież dla dziecka słowa oznaczające genitalia i stosu­nek płciowy nic nie znaczą. Złe słowa w dziecięcym postrzeganiu to wszystko, co związane jest z ubikacją: produkt naturalnego wydalania organizmu albo narządy, które w tym uczestniczą. Dziecko może prze­klinać tylko słowami, które to nazywają, bo to rozumie.

A Valerie przeklina. Zapytajcie pierwszego lepszego psychologa: jak zachowuje się dziecko, które rozpaczliwie i bezskutecznie prag­nie zwrócić uwagę dorosłych? Jeden z najczęstszych wariantów: ach, nie zauważacie mnie, to będę się źle zachowywać. Mówić brzydkie słowa. "Zadek" to najgorsze, co Valerie potrafi powiedzieć, i już ona idzie na całość. Jurodiwi zawsze idą na całość, a Valerie to przejaw fenomenu jurodistwa, wyrażony z czysto dziecięcą rozpaczą.

Proszę państwa, nie zmuszajcie malutkiej Valerie, aby była po­prawna politycznie. Inaczej rozzłości się i jeszcze was wyzwie od ja­kichś "gnojów". Za dawnych czasów ludzie bali się ściągnąć na siebie gniew jurodiwego. Nie tykajcie jej.

Nie mogę tu nie wspomnieć i o innej dziewczynce, o tej, która w pewnym stopniu posłużyła za prototyp Soni. Nie udało mi się spra­wić, by ten prototyp stał się nierozpoznawalny, choć bliscy przyjaciele naciskali, że trzeba zmienić rodzaj okaleczenia, narodowość, jeszcze coś tam pozmieniać.

Nie chciałabym przecież upodobnić się do Edwarda Topola, który jak hiena zdobywał gorący materiał wśród odchodzących od zmysłów ludzi wprost pod oknami szpitala po Nord-Oście. (Czaso­pismo "Panorama czytającej Rosji" ­ 2003 r.). , wywiad z pisarzem z okazji wydania książki Powieść o miłości i terrorze. Trudno nawet zrozumieć, co dominuje: cynizm czy zwalająca z nóg moralna nieodpowiedzialność. Topol mówi: "Bardziej zajmował mnie wątek ludzki niż polityczny. Głównym wątkiem powieści jest mi­łość rosyjsko-amerykańskiej pary. Znaczące miejsce zajmuje również historia miłości samego Mowsara Barajewa do rosyjskiej dziewczyny". Pięknie. Taki watażka przyszedł zabijać spokojnych ludzi, a pisarz Topol stawia jemu i jego ofiarom wspólny pomnik. I nawet nie podejrzewa, że jest w tym coś obrazoburczego. Dalej, nawiasem mówiąc, potwierdza też, że terroryści "to również do pewnego stopnia zakładnicy" okolicz­ności. Ciekawe, czy starczyłoby mu tupetu, żeby coś podobnego powtó­rzyć i po Biesłanie?). Ludzka tragedia to nie jest powód do zajmowania się ćwiczeniami literackimi.

Niestety, w pewnym stopniu to mimo wszystko powód. Nie wymyśliłam tego specjalnie, ale obraz dwunastoletniej dziewczynki z twarzą czterdziestoletniej kobiety przez kilka lat majaczył mi gdzieś w duszy, dopóki nie zmienił się w literacki obraz Soni.

Mam nadzieję, i wierzę w to, że prawdziwa dziewczynka w niczym nie powtórzy losu mojej Sophie, że będzie szczęśliwa, że będzie mieć dzieci, że z każdym przeżytym dniem będzie coraz spokojniejsza i bar­dziej szczęśliwa. Mam nadzieję, że nie wpadnie jej w ręce ta książka.

Czas postawić kropkę. Wszystkiego nie da się powiedzieć. Przystępując do pracy nad tą książką, nie wyobrażałam sobie nawet, że la­wina strasznych faktów zasypie mnie po uszy, że będę tak rozpaczli­wie wyrywać się na powietrze, walcząc słabym orężem fabuły.

Oby nie przyszło nam jednak nigdy ginąć w katedrze Notre Dame.

 

Elena Czudinowa październik 2004

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.