Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 10 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow Sumliński arrow Między nami aninianinami: Mafia, ARDOM, ŁAPÓWA dla ambasadora Korei...
Thursday 26 November 2020 03:07:50.31.
migawki
 

Ci niby-rządzący - prezes, premier [nie liczmy dokooptowanych urzędników, jak Niedzielski itp.] w panice miotają się, zachowują się jak przerażeni idioci czy wariaci podczas pożaru na strychu, gdy schody już się spaliły. Piszą o tym nawet ich sojusznicy. Kto wie, co - czy kto - ich tak przeraża? [proszę o krótkie sugestie, ale bez sloganów].

=================

                                                                         Przeoraty i kaplice Bractwa Świętego Piusa X w Polsce

                                                                         ==================

Koniecznie: Godzinnik czyśćcowy

 
W Y S Z U K I W A R K A
Między nami aninianinami: Mafia, ARDOM, ŁAPÓWA dla ambasadora Korei... Drukuj Email
Wpisał: Wojciech Sumliński   
30.10.2015.

Między nami aninianinami: Mafia,  ARDOM, ŁAPÓWA dla ambasadora Korei...

 

[Umieszczam po sąsiedzku, „po znajomości”: w Aninie koło tych budynków ARDOM przechodzimy codziennie, do sklepiku, z pracownikami tej ambasady witamy się ciepło. Zaś obok, dodatkowo, jest rezydencja Dariusza Tytusa PRZYWIECZERSKIEGO, co to sądowi mówił, że jest emerytem, z dochodem 2 tysiąc złotych. Interesy robi u obecnych mocodawców, w USA. Skazany kryminalista. Dla „wymiaru sprawiedliwości” nieosiągalny.]

==================

 

Wojciech Sumliński, „Czego nie powie MASA”, O polskiej mafii.

Od strony 75.

 

Wyd. Wojciech Sumliński, REPORTER (WSR), mail: wojciech@sumliński.pl

www.sumliński.pl

 

A tu właśnie przewrotnie: Z zeznań świadka MASY.

 

  [---] ma masę pieniędzy, z handlu nielegalnym spirytusem i papierosami. Mówiło się o nim, że jest to »gruba ryba", ma masę pieniędzy, a ustawił się właśnie w wyniku handlu nielegalnym spirytusem i papierosami. W tym czasie - na przełomie lat 80. i 90. - najlepiej można było na tym zarobić. Wszyscy, którzy zajmowali się szmuglem, zarabiali w początku lat 90. bardzo dobrze i szybko się dorabiali. Jedną z tych osób był właśnie Pokorski, który miał swojego dostawcę w Hamburgu. Nazywał się Nawrot i miał układy w porcie to­warowym w Hamburgu. Nie wiem dokładnie, na czym pole­gały te układy, w każdym razie dysponował dużymi partiami alkoholu i papierosów, wręcz nieograniczonymi.

Nawrot mógł załatwić wszystko, co było konieczne. do transportu partii określonego towaru do Polski lub do innych krajów, począwszy od załatwienia samego towaru, a skoń­czywszy na załatwieniu bramki, czyli wyjazdu na teren Pol­ski bez oclenia. Nawrot siedział w Hamburgu i miał swoich stałych odbiorców - wśród nich był właśnie Pokorski, Kudła, Papina, "Baranina".

Działali standardowo, czyli pobierali to­war od Nawrota z portu w Hamburgu, przewożąc towar do Polski. Równoległą działalność do Nawrota na terenie Ham­burga prowadził Leszek Daniłowicz. Nawrot i Daniłowicz byli głównymi dostawcami przemycanego towaru do Polski, a póź­niej do Rosji. Nie znam szczegółów działalności Daniłowicza, ale wiem, że największe pieniądze zarobił na "Polmosie" Zie­lona Góra, sprowadzając alkohol przemysłowy i przerabiając go następnie w "Polmosie" na alkohol spożywczy. Odnośnie do szczegółów przemytu alkoholu do Polski, to dowiedziałem się o nich od "Bysia". Odbywało się to w ten sposób, że towar z Hamburga wyjeżdżał na konkretne przejście graniczne. Czę­sto tiry z przemycanym towarem szły też na składy celne w Warszawie. Za jeden samochód płaciło się od 5 do 15 tysię­cy DEM, cena była uzależniona od zawartości składu. Papiero­sy były najdroższe. Zysk na jednym tirze papierosów wynosił około 200 tysięcy USD, a na jednym tirze alkoholu kilkadzie­siąt tysięcy USD.

Informacje od Bysia potwierdzały się z informacjami na mieście. Wiem o tym również z relacji Paradowskiego i Po­korskiego. Któregoś razu Pokorski z Dreszem i "Wańką" przyjechali do biura Paradowskiego. Spotkanie odbyło się w obecności mojej i "Kiełbasy". Padła propozycja ze strony Pokorskiego, poparta przez Dresza i "Wańkę", o jego przy­stąpieniu do spółki "Ardom". Chodziło o to, by został wspól­nikiem Paradowskiego i zainwestował w firmę dużą ilość go­tówki. Było powszechnie wiadome, że pieniądze Pokorskiego pochodzą z przemytu alkoholu i spirytusu z Hamburga do Polski, innych źródeł dochodów nie miał.

\Ponieważ dla fir­my Paradowskiego, a co za tym idzie, dla interesów "grupy pruszkowskiej" propozycja była bardzo korzystna, bo dawała możliwości większego zarobku (przez zwiększenie inwestycji), Paradowski przyjął Pokorskiego do spółki. Dla wszystkich było to korzystne - im większe obroty firmy, tym większy zysk dla mnie i "Kiełbasy", otrzymywaliśmy przecież po 2 procent zysków z interesów Paradowskiego. Podział był taki, że Po­korski miał 35 procent udziałów, 5 procent Marek Paradow­ski, 5 procent ojciec Paradowskiego, ja, "Kiełbasa", Dresz i Szymczak - w równych częściach dochód równy 10 procent zysków oraz 5 procent figurant Ziętara.

Po zastrzyku finansowym Pokorskiego firma "Ardom" ru­szyła z inwestycjami do tego stopnia, że oni, jako właścicie­le, znaleźli się na 56. miejscu listy najbogatszych Polaków, opublikowanej przez tygodnik "Wprost". Ich działalność była bardzo intensywna, pamiętam, że ruch finansowy w firmie był bardzo duży.

Z inwestycji zapamiętałem budowę apartamen­tów na ulicy Kajki i Poprzecznej [VI i VII-mej ]  oraz budowy domów w Ani­nie dla ambasady Tunezji i jakiegoś kraju arabskiego.

Była jakaś afera z ambasadą Korei. Paradowski miał za­pewnienie, że wybuduje dla nich rezydencję. Paradowski, jako właściciel Placu Przymierza, otrzymał od przedstawicieli władz Korei zaliczkę na poczet wykupu terenu pod rezydencję. Było tak, że Paradowski w mojej i Kiełbińskiego obecności spotkał się z ambasadorem Korei lub też jego przedstawicielem, w tej chwili nie pamiętam, podpisali umowę kupna-sprzedaży Pla­cu Przymierza. Paradowski podczas tego samego spotkania otrzymał przyrzeczenie, że budowa ambasady zostanie zlecona jego firmie, na ten poczet ambasador wpłacił Paradowskiemu dużą zaliczkę, chyba 400 tysięcy USD. Paradowski z tych samych pieniędzy wypłacił ambasadorowi łapówkę, w kwocie 40 tysięcy USD, za to, że ten zlecił mu budowę. Cała ta rozmo­wa obyła się przy mnie. Także przy mnie Paradowski odliczył z kwoty zaliczki 40 tysięcy USD. Później z tego wszystkiego wyszła duża afera. Sprawą zainteresował się U rząd Ochro­ny Państwa. Od Paradowskiego wiem, że UOP poinformował Koreańczyków o tym, że robią interesy z przestępcą związa­nym z mafią pruszkowską i Koreańczycy odstąpili od umowy. Sprawa trafiła do sądu, Paradowski przegrał, musiał odstąpić od umowy. Wydaje mi się, że ambasador lub ten jego przed­stawiciel, w każdym razie człowiek, który przekazywał zada­tek Paradowskiemu i przyjął łapówkę - został odwołany.

[ W dalszym ciągu zeznań MASY są szczegóły udziału Danuty Wałęsa w aferze ZIELONE BINGO, i podobne. Opuszczam, dla aninianin nudne, ale chętni mogą kupić książkę.. MD]

 

To wszystko TRWA MAĆ??

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.