Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 132 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow Aleksijewa Swietłana arrow Monolog o tym, że ludzie w Rosji zawsze chcą w coś wierzyć. Między atomem a łopatą.
Friday 03 April 2020 21:45:17.29.
migawki
 

Trzeźwi bądźcie i czuwajcie, bo przeciwnik wasz diabeł jak lew ryczący krąży, szukając, kogo by pożarł. Sprzeciwiajcie mu się mocni w Wierze, wiedząc, że to samo utrapienie spotyka braci waszych na świecie. A Bóg wszelkiej łaski, który wezwał was do swej wiecznej chwały w Chrystusie Jezusie, udoskonali, utwierdzi i ugruntuje utrapionych. 1P 1,5

===========
Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich. Dlatego weźcie na siebie pełną zbroję Bożą, abyście w dzień zły zdołali się przeciwstawić i ostać, zwalczywszy wszystko. List do Efezjan, 6 – 12,13
       Czy głupota jest grzechem?
 
W Y S Z U K I W A R K A
Monolog o tym, że ludzie w Rosji zawsze chcą w coś wierzyć. Między atomem a łopatą. Drukuj Email
Wpisał: Swietłana Aleksijewa   
02.11.2015.

Monolog o tym, że ludzie w Rosji zawsze chcą w coś wierzyć.

Między atomem a łopatą.

 

Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości. Swietłana Aleksijewa

str. 202, Wyd. Czarne, 2012 [Nobel 2015],

 

A pani nie zauważyła, że między sobą nawet o tym nie rozma­wiamy? Po dziesięcioleciach, po stuleciach to będą lata mityczne. Te strony zaludnią się bajkami i mitami... Legendami...

Boję się deszczu - to właśnie Czarnobyl. Boję się śniegu. Lasu. Boję się chmur. Wiatru... Tak! Skąd wieje? Co niesie? To nie abstrakcja, nie wynik rozumowania, ale autentyczne uczucie. Czarnobyl jest w moim domu... W najdroższej dla mnie istocie, w moim synu, który urodził się wiosną osiemdziesiątego szó­stego... Jest chory.

Zwierzęta, nawet karaluchy, wiedzą, kiedy i ile dzieci można urodzić. Ludzie tak nie potrafią, Stwórca nie dał im daru przeczuwania. Niedawno w gazetach napisano, że w dziewięćdziesiątym trzecim roku tylko na Białorusi kobiety usunęły dwieście tysięcy ciąż. Główna przyczyna - Czarnobyl. My już wszyscy żyjemy z tym strachem... Natura jakby skurczyła się w oczekiwaniu. Wyczekiwaniu. "Biada mi! Gdzie się podział czas?" - zawołałby Zaratustra.

Wiele rozmyślałem. Szukałem sensu... Odpowiedzi... Czar­nobyl to katastrofa rosyjskiej mentalności. Nie zastanawiała się pani nad tym? Oczywiście zgadzam się, kiedy piszą, że to nie reaktor eksplodował, ale cały dawny system wartości. Czegoś jednak mi w tym wyjaśnieniu brakuje...

Ja bym wskazał na to, o czym pierwszy powiedział Czaada­jew. Na naszą wrogość wobec postępu. Naszą anty-techno­logiczność, naszą anty - instrumentalność. Proszę spojrzeć na Zachód. Poczynając od epoki odrodzenia, żyje pod znakiem instrumentalnego stosunku do świata. Rozumnego, racjonalne­go. To szacunek dla rzemieślnika, dla narzędzia w jego rękach. Jest takie świetne opowiadanie Leskowa :Żelazny charakter.

Jaki to charakter? Ano, rosyjski - jakoś to będzie. Lejtmotyw rosyjskiej historii. Niemiecki charakter stawia na narzędzie, na maszynę. U nas... U nas? Z jednej strony próba przezwycięże­nia, okiełzania chaosu, a z drugiej - wrodzona żywiołowość. Niech pani pojedzie dokądkolwiek, choćby na wyspę Kiży. Co pani usłyszy, o czym z dumą zawoła każdy przewodnik? Że cer­kiew Prieobrażeńską zbudowano wprawdzie siekierami, ale bez jednego gwoździa! Zamiast zrobić dobrą drogę, Rosjanin woli podkuć pchłę. Koła wozu ugrzęzły w błocie, ale my trzymamy w dłoniach ognistego ptaka.

Po drugie... Myślę... Tak! Że to zapłata za szybką industrializację po rewolucji. Po Październi­ku... Za ten skok. Znowu porównajmy z Zachodem - tam był wiek przędzarki, manufaktur... Maszyna i człowiek szli razem i zmieniali się razem. Formowała się świadomość technologicz­na, odpowiednie myślenie. A u nas? Co ma nasz chłop w swo­im obejściu poza dwojgiem rąk? I to do tej pory! Siekierę, kosę, nóż - i tyle. Na tym trzyma się cały jego świat. No, ma jeszcze łopatę. Jak u nas człowiek rozmawia z maszyną? Wulgarnie jej wymyśla. Tłucze ją młotkiem albo kopie. Nie lubi jej, nienawi­dzi maszyny, gardzi nią w istocie, nie do końca rozumie, co ma w ręku, jaka to jest siła. Gdzieś czytałem, że personel elektro­wni atomowych często nazywa reaktor garnkiem, samowarem,

piecykiem. Fajerką. To już przejaw pychy: usmażymy jajeczni­cę na słońcu!

Wśród tych, którzy pracowali w czarnobylskiej elektrowni, było wielu ludzi ze wsi. W dzień pracowali przy reaktorze, a wieczorem na działce albo u rodziców w sąsied­niej wsi, gdzie kartofle do dziś jeszcze sadzi się łopatą, nawóz rozrzuca widłami... A wygrzebuje te kartofle - rękami... Ich świadomość miotała się nieustannie między epoką kamienną a epoką atomu. Tkwiła w obu epokach naraz. Człowiek koły­sał się jak wahadło. Niech pani sobie wyobrazi linię kolejową, zbudowaną przez świetnych inżynierów, po której pociąg pro­wadzą maszyniści - wczorajsi dorożkarze. Stangreci. To los Ro­sji - podróżować w dwóch kulturach. Między atomem a łopatą.

A dyscyplina technologiczna? Dla naszego ludu to część prze­mocy, dybów, łańcucha. Lud jest żywiołowy, swobodny. Marzył zawsze nie o wolności, ale o samowoli. Dla nas dyscyplina jest środkiem represji. Jest coś szczególnego w naszej ciemnocie, coś bliskiego ciemnocie wschodniej...

Jestem historykiem... Kiedyś dużo się zajmowałem lingwi­styką, filozofią języka. Nie tylko my myślimy językiem, ale i język myśli nami. Kiedy miałem osiemnaście lat, może nawet wcześ­niej, kiedy zacząłem czytać samizdat i odkryłem Szałamowa, Sołżenicyna, zrozumiałem nagle, że całe moje dzieciństwo, dzie­ciństwo mojej ulicy, a wyrosłem w rodzinie kulturalnej (pra­dziad - kapłan, ojciec - profesor uniwersytetu w Petersburgu), było przesiąknięte świadomością łagrową. l cały słownik mojego dzieciństwa był słownikiem zeków, więźniów. Dla nas wyrost­ków to było całkiem naturalne: ojca nazywali pachan, matkę machana. Powiedzonko "Na chytrą d... dobry ch.. z gwintem" przyswoiłem sobie, kiedy miałem dziewięć lat. Tak! Ani jednego cywilnego słowa. Nawet zabawy, zagadki były łagrowe. Bo ze­kowie to nie odrębny świat, który istniał gdzieś w więzieniach, daleko. To wszystko mieliśmy pod nosem. Jak pisała Achmatowa: "Pół kraju wsadzało, pół kraju siedziało”. Myślę, że ta nasza ła­growa świadomość musiała nieuchronnie zderzyć się z kulturą. Z cywilizacją, z synchrofazotronem...

No, a poza tym oczywiście byliśmy wychowani w wyjąt­kowym radzieckim pogaństwie: człowiek jest władcą, koroną stworzenia. I ma prawo robić ze światem wszystko, czego za­pragnie. Miczurinowska formuła: "Nie możemy oczekiwać żad­nych darów od natury, wyrwać je naturze - oto nasze zadanie". Próba zaszczepienia ludziom tych właściwości, tych cech, któ­rych nie mają. Marzenie o światowej rewolucji jest marzeniem o tym, żeby przekształcić człowieka i cały świat dookoła. Prze­kształcić wszystko. Tak! Słynne bolszewickie hasło: "Żelazną ręką zapędzimy ludzkość ku szczęściu!". Psychologia gwałci­ciela. Materializm jaskiniowy. Wyzwanie rzucone historii i wy­zwanie rzucone przyrodzie. I to się nie kończy... Wali się jedna utopia, zastępuje ją inna. Teraz wszyscy nagle zaczęli mówić o Bogu. O Bogu i o rynku równocześnie. Dlaczego nie szukano go w Gułagu, w więzieniach trzydziestego siódmego roku, na zebraniach partyjnych w trzydziestym ósmym, kiedy potępiano kosmopolitów, albo za Chruszczowa, kiedy burzono cerkwie?

Dzisiejsze rosyjskie poszukiwanie Boga jest kłamliwe i prze­wrotne. Bombardują spokojne domy w Czeczenii, niszczą mały i dumny naród... A w cerkwi stoją ze świeczkami... My potra­fimy tylko z mieczem. Automat Kałasznikowa zastępuje nam słowo. Spalonych czołgistów rosyjskich sprzątają w Groznym łopatami i widłami... To, co z nich zostało... Zaraz potem pre­zydent i jego generałowie się modlą... Kraj ogląda to w telewizji.

Czego potrzebujemy? Odpowiedzi na pytanie, czy naród ro­syjski zdolny jest do takiej globalnej rewizji całej swojej historii, do jakiej po drugiej wojnie światowej okazali się zdolni Japoń­czycy i Niemcy. Czy wystarczy nam intelektualnego męstwa? O tym się milczy. Mówi się o rynku, o voucherach, o czekach... Po raz kolejny staramy się przetrwać, cała energia na to idzie.

A duszę porzucono... Człowiek znowu jest sam... A w takim razie po co to wszystko? Pani książka? Moje bezsenne noce? Jeśli nasze życie jest jak potarcie zapałką o pudełko? Na to może być kilka odpowiedzi. Prymitywny fatalizm. Mogą paść wielkie od­powiedzi. Człowiek rosyjski zawsze chce w coś wierzyć: w kolej, w żabę (jak Bazarow u Turgieniewa), w Bizancjum, w atom... No a teraz - w rynek...

  Bułhakow w Zmowie świętoszków: "Całe życie grzeszyłam. Byłam aktorką”. Świadomość grzeszności sztuki. Jej niemoralnej natury. Zaglądania do cudzego życia. Ale sztuka jest jak surowica, może nam zaszczepić cudze doświadczenie.

  Czarnobyl to temat Dostojewskiego. Próba usprawiedliwienia człowieka. A może wszystko jest bardzo proste: wejść w ten świat na palcach i za­trzymać się w progu?!

Zdziwić się temu boskiemu światu... I tak żyć...

 

Aleksandr Riewalski,

historyk

 
« poprzedni artykuł
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.