Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 68 gości
S T A R T arrow Kościół arrow Papiestwo 15 arrow Papież niszczy Kościół. Il Papa sta distruggendo la Chiesa.
Friday 20 April 2018 20:46:41.25.
migawki
Stanisław Michalkiewicz - już lepiej.  Dalej bardzo prosimy o modlitwę.
=======================

W całej Polsce – Pokutne Marsze Różańcowe

===================

Minister sprawiedliwości w drugim rządzie Belki: Andrzej Kalwas

==============================

P.rezydent całe przedpołudnie ćwiczył przed lustrem spontaniczność Swych gestów: wysuwania szczęki i ręki. Gdy Doradcy uznali, że więcej spontanu z niego nie wycisną, zaraz dał głos po stronie Niesprawnych. Oby było to serio, dla Niesprawnych, oczywiście.

 
W Y S Z U K I W A R K A
Papież niszczy Kościół. Il Papa sta distruggendo la Chiesa. Drukuj Email
Wpisał: The Spectator   
11.11.2015.

Papież niszczy Kościół

 

Il Papa sta distruggendo la Chiesa

 

http://www.ilfoglio.it/chiesa/2015/11/09/spectator-il-papa-sta-distruggendo-la-chiesa___1-v-134738-rubriche_c247.htm

(link na profilu Facebook Antoniego Socci )

https://www.facebook.com/pages/Antonio-Socci-pagina-ufficiale/197268327060719

 

wersja oryginalna:  The Spectator, 7 listopad 2015

 

http://new.spectator.co.uk/2015/11/pope-francis-is-risking-a-catholic-civil-war/

 

 

Od wyzwisk w stosunku do biskupów do zwierzeń z ateistami: czy Bergoglio nie kontroluje się?

Anatomia katolickiej wojny domowej.

 

 

Damian Thompson       9 listopad 2015  tłum. RAM

 

W niedzielę 1 listopada, włoski dziennik Repubblica opublikował artykuł wstępny autorstwa Eugenio Scalfari, jednego z dziennikarskich celebrytów. W nim autor utrzymywał iż papież zwierzył mu się mówiąc, że "na zakończenie jakiegokolwiek procederu, czy to szybszego, czy to wolniejszego, wszyscy rozwiedzeni, którzy o to proszą, będą dopuszczeni" do sakramentu Komunii.

 

Wieść ta zaskoczyła bardzo katolików, jako że papież zaledwie co zakończył swe przewodniczenie trzytygodniowemu synodowi, obfitemu w rozbieżności właśnie wokół tego tematu i którego głosowanie końcowe praktycznie rzecz biorąc nic nie dało. W poniedziałek, rzecznik  prasowy, ojciec Lombardi, powiedział, że wypowiedź dziennikarza "nie jest absolutnie wiarygodna" i że "nie może być uważana za opinię papieża".

 

Można pomyśleć, że to zupełnie normalne: Scalfari ma 91 lat, i nie ma zwyczaju notowania czy nagrywania podczas wywiadu. Jest rzeczą oczywistą, że nie jest on "wiarygodny". To nie wystarczyło jednak mas-mediom, które stwierdziły iż papież dobrze wiedział, co ryzykował, jako że już czwarty raz udziela wywiadu  osobie dziewięćdziesięcioletniej bezwzględnie ufającej swej pamięci.

 

Po poprzedniej papieskiej rozmowie, Scalfari przypisał papieżowi stwierdzenie iż pedofilia w Kościele dotyczy 2% księży, włączając w to także biskupów i kardynałów. Biedny Lombardi musiał zaprzeczyć również temu, a katolicy pozwolili tym razem Franciszkowi na margines błędu. Teraz  jednak, wielu z nich mówi: pozostawiając na boku Scalfari, jak można mieć zaufanie do tego, co mówi papież?

 

Pontyfikat Franciszka trwa już dwa i pół roku, ale tylko w ostatnim miesiącu zwykli katolicy konserwatyści, wcale nie nieprzejednani tradycjonaliści, zaczęli utrzymywać, że papież nie kontroluje się. Należy zauważyć "nie kontroluje się", a nie "traci kontrolę", co byłoby o wiele mniejszym problemem.

Bowiem żaden papież, jak sięgnąć pamięcią, nie pozwolił aby szczególny strach - jak to dziś się dzieje - zawładnął Kościołem: strach, że nauczanie powierzone przez Chrystusa Piotrowi, nie jest w jego rękach bezpieczne.

 

Mass-media niekatolickie nie zorientowały się jeszcze co do śmiertelnego niebezpieczeństwa, jakie zawarte jest w wyzwaniu, któremu będzie musiał stawić czoła papież. Widząc go zrelaksowanego i zuchwałego w wystąpieniach publicznych oraz  na podstawie jego zaimprowizowanych komentarzy, myślą one, że mają przed sobą papieża liberalnego (wg. standardów papieskich) względem szczególnych tematyk, takich jak np. moralność seksualna, natomiast biskupów konserwatystów o nieprzejednanych poglądach traktują jak hipokrytów.

 

Wszystko to prawda, ale co do jednej sprawy tak dziennikarze jak i miliony świeckich fanów papieża, mylą sieę bardzo. Wierzą, obserwując jego bezpośredni sposób bycia i wybór skromnego tytułu "biskupa Rzymu", że traktuje on swoje stanowisko z wielką niefrasobliwością. Ale kogobyście nie zapytali o to z pracujących w Watykanie, powie wam, że tak nie jest.

Franciszek zarządza Kościołem z pewnością siebie równą posiadanej przez Jana Pawła II, papieża Polaka, którego święta wojna z komunizmem zakończyła się upadkiem ZSRR. Ale w tym miejscu podobieństwa między obydwoma papieżami kończą się.

 

Jan Paweł II nigdy nie ukrywał charakteru swej misji. Był zawsze zdecydowany aby wyjaśniać i konsolidować nauczanie Kościoła. Franciszek, na odwrót, zdąża w kierunku Kościoła bardziej współczującego i mniej przywiązanego do reguł, jednakże odmawia poinformowania do jakiego stopnia takie rozluźnienie Kościoła chciałby zrealizować. Przypomina on w niektórych momentach kierującego rozpędzonym samochodem bez mapy i bez lusterka wstecznego. A gdy auto zatrzymuje się, jak w przypadku październikowego synodu, zaczyna jak Basil Fawlty desperacko walić kijem w maskę (słynna scena komediowa ze znanej angielskiej sitcom).

 

Nie - katolicy zainteresowali się o wiele bardziej "historycznymi" wypowiedziami Franciszka na temat zmian klimatycznych niż synodem, zdominowanym dyskusjami o możliwości przystąpienia rozwiedzionych do Komunii. Ten fakt sprawia, że sytuacja jest wprost paradoksalna. Papieska encyklika "Laudato si΄" dodała witalności aktywistom pro-środowiskowym, podczas gdy konferencja na temat rodziny, określana jako historyczna, nie jest nią w stopniu w jakim być powinna.

Podczas synodu, wierni zaczęli pytać sieę, czy przypadkiem papieża nie opuścił rozum, albo czy nie jest on zupełnie inną osobą od tej beztroskiej i wyluzowanej jaką pokazuje telewizja.

 

W Kościele, niepokój zaczął narastać kiedy to w październiku zeszłego roku, papież powołał synod "nadzwyczajny" i przygotowujący, który legł jednak w gruzach. W połowie obrad, organizatorzy synodu - mianowani przez Franciszka - ogłosili iż została osiągnięta zgoda co do odwołania zakazu Komunii dla rozwiedzionych i co do gotowości uznania pozytywnych aspektów relacji homoseksualnych. Media zaczęły więc "piać", zanim wyszło na jaw, że jest to nieprawdą.

 

Ojcowie synodalni, razem z najstarszymi kardynałami, absolutnie nie wyrazili zgody na tego rodzaju "otwarcia". Kardynał Pell, konserwatysta australijski, będący papieskim "ministrem ds. ekonomii" stracił panowanie nad sobą - a kiedy Pell się denerwuje, nie można go niezauważyć. Głosowanie końcowe "oblało" obydwa postulaty. Pomimo tego, Franciszek poprosił aby tegoroczny synod jeszcze raz przeegzaminował sprawę Komunii dla rozwiedzionych.

Pierwszy synod okazał się nie tylko zniechęcający dla Franciszka, ale i cudaczny.  Dlaczego Franciszek pozwolił swym ścisłym współpracownikom, tj. kardynałowi Lorenzo Baldisseri i arcybiskupowi Bruno Forte na zorganizowanie konferencji pasowej, podczas której rozpowszechniali kłamstwa?

 

Każdy inny papież za podobne pociągnięcia wysłałby Baldisseri i Forte na parafie na Antarktydzie. Ale ku powszechnemu zdumieniu, stało się dokładnie na odwrót: papież zaprosił ich do zarządzania synodem z zeszłego miesiąca, jak również zaprosił na niego kardynała Waltera Kaspera, 82 - letniego ultraliberalnego teologa niemieckiego, zmierzającego do usunięcia z pola widzenia jakiekolwiek przeszkody w dostępie do Komunii dla rozwiedzionych.

 

Skracając: Franciszek dał do zrozumienia, że podziela opinię Kaspera, wiedząc jednocześnie iż większość biskupów uczestniczących w niedawnym synodzie chciała utrzymać istniejący zakaz  w mocy. Dlaczego więc papież nalegał tak bardzo, aby biskupi dyskutowali nad tym, będąc świadomym, że nigdy nie zagłosują według jego woli?

 

Starsi kardynałowie byli mocno zdziwieni i rozwścieczeni na myśl, że synod na temat kryzysu rodziny miałby być zdominowany przez sprzeczki na temat podobnych zagadnień. Tydzień przed rozpoczęciem Synodu, 13 kardynałów, pod przewodnictwem Pell΄a, napisało list do papieża prosząc go o uniemożliwienie podobnego rozwoju sytuacji. Wyrazili oni również swe podejrzenie, co do celowego przygotowania synodu w sposób mający dać jak największą widoczność mniejszościowym ideom Kaspera.

 

Jak można to było przewidzieć, synod natychmiast wrzucił do kosza plan Kaspera, zostawił jednak otwartą furtkę do wprowadzenia niewielkich zmian, a to dlatego, że miesiąc przed rozpoczęciem synodu, Franciszek nadwyrężył jego równowagę wewnętrzną, zapraszając do udziału w nim dodatkowych biskupów, podzielających jego liberalne idee.

I tutaj należy podkreślić fakt niepokojący, który poważnie osłabia zaufanie do papieża: wśród zaproszonych był również bardzo liberalny belgijski kardynał Godfried Danneels.

 

5 lat temu  Danneels wycofał sie w sposób haniebny, po tym jak została zarejestrowana jego prośba w stosunku do mężczyzny - ofiary nadużyć seksualnych, aby ten nie oskarżał przed odejściem na emeryturę winnego zajścia wuja biskupa. Innymi słowy, Danneels próbował ukryć nadużycia mające miejsce w rodzinie. Papież Franciszek o tym wiedział, ale i tak zaofiarował mu honorowe miejsce na synodzie poświęconym rodzinie.

Dlaczego, na litość Boską?  "Aby mu podziękować za głosy podczas conclave" syczą konserwatyści - może jest to oszczerstwo, ale na pewno nie pomaga  w jego zdementowaniu fakt iż Danneels szwędając się tu i tam przechwala się iż to dzięki niemu Bergoglio został wybrany papieżem.

 

Synod zakończył się w sposób niejasny zredagowaniem dokumentu, który akceptuje lub nie akceptuje odwołanie zakazu Komunii dla rozwiedzionych w szczególnych przypadkach. Obydwa stronnictwa przypisały sobie zwycięstwo - a papież zdenerwował się.

W swym końcowym przemówieniu, Franciszek twardo zaatakował "zamknięte serca, które często ukrywają  się nawet za nauczaniem Kościoła" i "zamykanie perspektyw", dodając iż "prawdziwymi obrońcami doktryny nie są ci, którzy bronią jej litery, ale ducha". Aluzja była czytelna: duchowni, którzy bezwarunkowo obronili zakazu Komunii są faryzeuszami w stosunku do Franciszkowego Chrystusa. Papież wysłał zakodowane wyzwiska przynajmniej połowie całej społeczności biskupów - i, jak na to wygląda dał również księżom pozwolenie na kwestionowanie instrukcji na temat Komunii dla rozwiedzionych.

 

Jeden z księży ze środowiska watykańskiego okazał zdumienie, ale nie zaskoczenie. "Widzicie prawdziwego Franciszka" powiedział. "To zrzęda, nie jest w stanie ukryć swej pogardy dla Kurii. W przeciwieństwie do Benedykta, ten pan nagradza swych kolegów i karze swych wrogów".

 

Zazwyczaj ludzie Kościoła nie mówią o  Ojcu Świętym używając wyrażenia "ten pan", nawet wtedy, gdy nie odpowiada im jego teologia, ale na dzisiejszy stan rzeczy, to wyrażenie jest jednym z bardziej uprzejmych zwrotów używanych w odniesieniu do Franciszka; pozostałe nie mogą być publikowane w czasopiśmie dla rodzin.

 

Kościół Katolicki nigdy wcześniej nie wydawał sie być podobnym do Wspólnoty Anglikańskiej w czasach, kiedy ta uległa kompletnemu zniszczeniu, bo jej ortodoksyjnym wiernym, szczególnie w Afryce wydawało się, że ich biskupi porzucili nauczanie Chrystusa. Jednak w przypadku katolicyzmu, wyłaniający się kryzys dotyczy o wiele większych rozmiarów.

 

Dla milionów katolików najważniejszą siłą Kościoła jest jego spójność i niezmienność. I oczekują od wikariusza Chrystusa, że ten zachowa jego stabilność. Jeżeli poprzedni papieże są oceniani jako postacie wzniosłe i odległe, to dlatego iż potrzebowali tego, aby uniknąć niebezpieczeństwa powstania schizmy we wnętrzu Kościoła, mającego korzenie w wielu rożnych kulturach. 

 

Dziś natomiast następca Piotra zachowuje się jak polityk, kłócący się z własnymi przeciwnikami, puszczający oko do widowni przy pomocy przyciągających uwagę frazesów, telefonujący do dziennikarzy w celu publikacji zaskakujących oświadczeń, którym jego biuro prasowe może spokojnie zaprzeczyć. Franciszek usiłuje dać do zrozumienia, że nie jest w zgodzie z nauczaniem jego własnego Kościoła.

 

Jednakże jakikolwiek papież nie może zachowywać się w podobny sposób, nie ryzykując jednocześnie zmieniania prawdziwej natury Kościoła. Może jest to jego zamiarem, ale można to sobie tylko wyobrazić, jako że nie sformułował on jeszcze programu co do tego. Niewiadomo też, czy pod względem intelektualnym stać go na to.

 

Katolicy wierzą, że tron Piotrowy przetrzyma wszystko, niezależnie od tego, kto na nim siedzi. Chrystus to obiecał.

Ale po chaosie ostatniego miesiąca, ich wiara jest wystawiona na ciężką próbę.

 

Bergoglio wydaje się być człowiekiem, który odziedziczył papiestwo, a potem je zniszczył.

Zmieniony ( 11.11.2015. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.