Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 50 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow Dakowski arrow Dwugłos o zabetonowaniu sceny.
Friday 03 July 2020 14:49:53.29.
migawki

 Pielgrzymka 2020. Piesza Międzynarodowa Pielgrzymka Tradycji Katolickiej Warszawa-Jasna Góra

Proszę o gorące modlitwy o zdrowie ks. prof. Stanisława KOCZWARY.

 
W Y S Z U K I W A R K A
Dwugłos o zabetonowaniu sceny. Drukuj Email
Wpisał: JB, MD   
13.11.2015.

Dwugłos o zabetonowaniu sceny.

 

 

Powinienem umieścić poniższy artykuł profesora Jacka Bartyzela przed dwoma tygodniami, gdy go dostałem. Nie mogłem jednak – bez dodania kropli optymizmu. A na nią nie było mnie wtedy stać. Teraz rany [polityczne] się trochę zabliźniły, więc umieszczam oba głosy. Mirosław Dakowski.

==========================

Gra skończona

Prof. Jacek Bartyzel

 

28 października 2015 http://myslkonserwatywna.pl/prof-bartyzel-gra-skonczona

 

To już moje ostatnie refleksje powyborcze. Sytuacja wcale nie jest taka wesoła. Trzy partie establishmentowe, łącznie ze złogami ZSL-owskimi, które, jak zwykle, psim swędem prześlizgnęły się do parlamentu, uzyskały łącznie prawie 37 procent, czyli właściwie tyle samo, co PiS. Do tego dochodzi jeszcze ponad 10 procent głosów oddanych na obie partie komusze. Której z tych sił “Sanhedryn” wyznaczy w najbliższym czasie rolę czempiona “opozycji” (ja osobiście obstawiam Nowoczesną), nie ma w gruncie rzeczy większego znaczenia.

Bardziej obchodzi mnie sytuacja na prawej stronie politycznego spektrum. Trzeba powiedzieć jasno: po 25 latach szarpaniny, często groteskowej, dziesiątków partii, partyjek, “inicjatyw zjednoczeniowych”, które mało kto dzisiaj zdołałby spamiętać, nastąpiło rozstrzygnięcie. Ta strona jest zabetonowana chyba na kolejne ćwierćwiecze, więc ja osobiście nie mam większych szans, żeby ujrzeć jakąś zmianę.

 

Rien ne va plus, Game over.

 

Przy demo-oligarchicznym systemie partii finansowanych z budżetu, z którego zwycięzca przecież nie zrezygnuje (trzeba przyznać, że nigdy nawet nie udawali, że biorą taką ewentualność pod uwagę, w przeciwieństwie do PObłudników), nic już nawet nie drgnie. Jarosław Kaczyński jest absolutnym panem sytuacji, rozdaje wszystkie karty. W pewnym sensie nawet mu się to należy, bo szedł od klęski do klęski, zapłacił osobiście straszną cenę, ale szedł uparcie i doszedł, choć na pewno gorzkie to dla niego zwycięstwo i być może nawet nie wie, co z nim zrobić.

Na prawo od PiS mogą się już tylko paść gęsi, jak na ruinach antycznego Rzymu. Wszystko, co tam pozostanie, w małych kółkach wzajemnej adoracji (ale i kłótni), będzie nieuchronnie trącić groteską: albo ględzeniem w kółko o wolnorynkowej utopii (wszystkie mutacje korwinizmu), albo corocznymi marszami donikąd (narodowcy), albo dość dziwaczną, bo przesadnie ostentacyjną, dewocją (“Szczęść Boże”).

Kto posiada nieprzepartą potrzebę udziału w realnej polityce, nie ma żadnej swobody manewru: musi “stanąć przy tronie” Jarosława Mądrego i dobrze ustawić się w nie tak odległej zapewne walce “diadochów” o schedę po nim, próbując co najwyżej uprawiać “radcostwo polityczne” na podobieństwo frakcji konserwatywnej w sanacyjnym BBWR, stawiając na kogoś, kto mógłby okazać się tam “grupą pułkowników” (acz ja jej nie widzę, nawet w przybliżeniu).

 

I jeszcze jedno: to nie jest kwestia błędów: taktycznych czy strategicznych, bo te popełnia każdy, a jednak niektórzy zwyciężają. Przychylam się coraz bardziej – acz z wielką niechęcią – do tezy Kondylisa, że reakcyjny, integralny konserwatyzm nie jest empirycznie możliwy bez swojego naturalnego podłoża socjologicznego: niezależnego stanu szlachecko-ziemiańskiego, do czego dodałbym koniecznie jeszcze dwa: też arystokratycznego, przynajmniej w części, korpusu oficerskiego, zdolnego do zrobienia kontrrewolucji oraz “przedsoborowego” Kościoła Porządku. Bez tego wszystkiego konserwatyzm jest jak Anteusz oderwany od ziemi i nie uratuje go nawet najświetniejsza “szlachta pióra”, nawet legion Donoso Cortesów czy Maurrasów.

 

Cóż więc robić? Sadzić róże, kontemplować Agathon, siedząc w loży szyderców czekać spokojnie na Paruzję?

Wszystko po trosze tak, ale w końcu jest coś ważniejszego niż polityka: trzeba ratować wiarę przed swądem herezji i “czarnobutyzmu”. To najważniejsze zadanie.

 

Profesor Jacek Bartyzel

 

========================

 

Wejdźmy głębiej, do fundamentów! ...Tam jest OPOKA.

 

Mirosław Dakowski

 

Profesor Jacek Bartyzel ograniczył swą analizę do warstwy politycznej, a dodatkowo do tej jej części, która  grana jest na proscenium.

 

Pamiętajmy jednak, że spora część publiki widzi już trochę dalej.

         - Uzależnienie Kaczyńskiego, a przed 2010 Kaczyńskich, od potrzeb czy nacisków Żydów (wizyty i deklaracje polityczne w Izraelu, reaktywacja zabronionej w Polsce w 1938 roku loży B’nai B’rith) itd.

- Udział w ukrywaniu prawdy o Zbrodni Smoleńskiej 10 kwietnia 2010 [co czy kto leży w trumnach, czemu  polegają na sfałszowanych zapisach MAK itp. To mnie bardzo zabolało, czasem o tym pisuję] .

- Uzależnienia od jawnych i niejawnych sił w USA.

- A bunt długopisu przy podpisywaniu przez Lecha Kaczyńskiego rezygnacji z niepodległości [Lizbona]?

- itp..

 

Przy głębszej, niż opis proscenium analizie, branie pod uwagę uzależnień niejawnych jest niezbędne.

 

Dochodzimy bowiem do podstawowego  konfliktu, zobrazowanego na przykład przez świętego Iñigo w jego Ćwiczeniach Duchownych:

 

W najgłębszej RZECZYWISTOŚCItylko dwie armie, dwa sztandary: Jezusa Chrystusa i Jego wroga.

 

Możemy i musimy ten fakt uświadamiać sobie, ludziom bliskim, marionetkom kręcącym się po scenie politycznej oraz całemu Narodowi. W tym jest szansa na kruszenie betonu. Ten beton jest materialistyczny, więc siły duchowe go skruszą.

Co do pesymistycznego (?) zakończenia artykułu Jacka Bartyzela o roli arystokracji ducha:

Tez Kondylisa nie znam, nie poszukam, nie poczytam. Zadowolę się powyższym cytatem. Jestem człowiekiem prostoty. Czy jednak rzeczywiście arystokratom ducha pozostaje sadzenie róż?

Przypominam, że w Wandei lud boży zażądał, może wymusił, by arystokraci przerwali mądrą obserwację świata, a stanęli na czele oddziałów walczących  „pour Dieu et le Roy”.

Teraz w Polsce, od paru lat szturmujemy Niebo w czasie ulicznych Marszów Różańcowych, także poprzez coroczne otaczanie 11 listopada sejmu Różańcem. Prosimy Biskupów o stanięcie na czele.

Przypominamy, że na świecie było dziewięć wielkich Krucjat Zwycięskich. Możemy, powinniśmy, musimy być dziesiątą.

Stańcie na czele i wy, arystokraci ducha, kontr-rewolucjoniści!

 

Tak można uratować Polskę przed zabetonowaniem, przed śmiercią narodu w czasie letargu.

I oczywiście uratować wiarę przed swądem herezji i piekieł.

Zmieniony ( 13.11.2015. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.