Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 15 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow zamachy, piątkowe samobóje 16 arrow Korzenie mordu pod Mirosławcem - To już osiem lat ukrywania...
Tuesday 22 October 2019 05:23:03.27.
migawki
Człowiek, kapłan, który w Ogrodach Watykanu przyjmuje błogosławieństwa szamanek, tańczy i kiwa się wokół „świętego Ognia” czy „śniętego Węża”, nie jest katolikiem, nie jest heretykiem. Jest APOSTATĄ, czyli kapłanem Szatana.
A w Polsce w wielu parafiach obchodzi się "święto kremówki". Nie dziwi więc, że realizacja proroctw, rewolta w Watykanie umyka uwadze owieczek i co głupszych pastuchów. To jest hermeneutyka ciągłości !
 
W Y S Z U K I W A R K A
Korzenie mordu pod Mirosławcem - To już osiem lat ukrywania... Drukuj Email
Wpisał: Sławomir M. Kozak   
14.01.2016.

Korzenie mordu pod Mirosławcem – To już osiem lat ukrywania...

 

23 stycznia tego roku mija kolejna, ósma rocznica śmierci naszych pilotów.

 

Sławomir M. Kozak

Od lat domagamy się (z miernym skutkiem, raczej wskazującym na chęć ukrycia prawdy przez wszelkich zorientowanych, przed resztą narodu i świata) z mniejszym (raczej) lub większym efektem, o naszych pilotach, którzy w liczbie 20 osób oddali swe życie na długo przed Smoleńskiem.

Ale skoro późniejszą śmierć tamtej setki z wielkim powodzeniem „zamiotło się pod dywan”, tym bardziej pilotom z Mirosławca nikt nie przeprowadzi poważnego (nie wspominam tu o najnowszym umorzeniu) śledztwa i nie doprowadzi tej tragedii do wyjaśnienia. A byłoby po stokroć łatwiej!

Podobnie, jak i obecna (wbrew naiwnym oczekiwaniom poczciwych, prostodusznych i z zasady porządnych Polaków) ekipa nie wyjaśni tragedii Smoleńska, o co zakładam się z każdym utytułowanym „goniącym króliczka” ministrem. O takie pieniądze, które powinny zostać spożytkowane na uhonorowanie ofiar tych dwóch dramatów krzyżami, nie jakimiś tablicami, jakimi upamiętnia się na zamorskich cmentarzach psy i koty, po których później z fasonem jeżdżą amerykańskie kosiarki, ale Znakami Męki Pańskiej postawionymi w najbardziej eksponowanych miejscach stolicy !

 

Samolot transportowy CASA 295 M użytkowany przez wojsko polskie runął na ziemię krótko po 19-ej, w fazie podejścia końcowego, przed pasem w bazie lotniczej w Mirosławcu. Niedługo przedtem, lecący z Warszawy samolot lądował bezpiecznie w Powidzu i Krzesinach. Pokład opuściło kilka osób. Zginęło dwadzieścia:

 

1. Brygada Lotnictwa Taktycznego w Świdwinie:

- generał brygady pilot Andrzej Andrzejewski – dowódca brygady

- podpułkownik pilot Zdzisław Cieślik – szef szkolenia

- major pilot Robert Maj - szef sekcji szkolenia lotniczego

- major Mirosław Wilczyński - szef sekcji techniki lotniczej

 

12. Baza Lotnicza w Mirosławcu:

- pułkownik pilot Jerzy Piłat - dowódca bazy

- podpułkownik Dariusz Pawlak - szef sekcji techniki lotniczej

 

8. Eskadra Lotnictwa Taktycznego w Mirosławcu:

- major pilot Grzegorz Jułga - zastępca dowódcy eskadry

- kapitan pilot Paweł Zdunek - dowódca klucza lotniczego

- kapitan pilot Karol Szmigiel – dowódca klucza technicznego

 

21. Baza Lotnicza w Świdwinie:

- pułkownik pilot Dariusz Maciąg - dowódca bazy

- major Piotr Firlingier - szef sekcji techniki lotniczej

 

22. Baza Lotnicza w Malborku:

- podpułkownik Zbigniew Książek - zastępca dowódcy bazy

 

40. Eskadra Lotnictwa Taktycznego w Świdwinie:

- podpułkownik pilot Wojciech Maniewski – dowódca eskadry

- kapitan pilot Leszek Ziemski - instruktor bezpieczeństwa lotów

- kapitan Grzegorz Stepaniuk - szef techniki lotniczej

 

ponadto:

- major Krzysztof Smołucha z Dowództwa Sił Powietrznych

 

Załoga:

- major Jarosław Haładus

- porucznik pilot Robert Kuźma - dowódca załogi

- porucznik pilot Michał Smyczyński - drugi pilot

- sierżant Janusz Adamczyk - technik pokładowy

 

CASA C-295M, produkowany przez hiszpańską filię koncernu EADS, jest średnim samolotem transportowym. Ma trójgoleniowe podwozie i rampę załadunkową. Napędzają go dwa silniki turbośmigłowe z dwoma sześciopłatowymi śmigłami. Wyposażone są one w instalację przeciwoblodzeniową oraz układ synchronizacji. Samolot jest nowoczesny. Posiada system automatycznego sterowania podczas wznoszenia, przelotu, zniżania i podejścia, system zarządzania lotem, nowoczesny system łączności i nawigacji, radar pogodowy, a także system obrony, który w dwóch spośród ośmiu będących dotąd na stanie naszej armii egzemplarzy, ostrzega przed promieniowaniem i służy do obrony pasywnej poprzez wyposażenie w dipole i flary.

Samolot ten ma dwa systemy załadunku cargo i jest przystosowany do ewakuacji medycznej. Posiada opancerzenie oraz urządzenia ostrzegające przed rakietami.

Każdy z samolotów posiada system zobrazowania parametrów silnika IEDS, za pomocą którego obserwować można aktualny stan zespołów napędowych. Dodatkowo system diagnostyczny umożliwia samokontrolę awioniki.

W samolotach zainstalowane są rejestratory (czarne skrzynki) mogące zapisywać około 220 przeróżnych parametrów lotu. Jak widać z opisu, maszyna nowoczesna.

CASA jest samolotem sprawdzonym. Egzemplarz, który się rozbił w Mirosławcu, w służbie Wojska Polskiego był od lipca 2007 roku. To, w realiach lotniczych, był samolot nowy…

 

W książce „Oko Cyklopa[1] postawiłem interesującą tezę, w myśl której samoloty nasze nie zajmowały się  transportem urządzeń wojskowych, a na pewno nie tylko. Jeśli wozili ludzi, to w świetle ostatnich doniesień z pracy niezależnej, były to raczej ich organy do przeszczepów – towar na który był ogromny popyt, nietrudny do zdobycia w czasach wojny. Drogi i  wymagający błyskawicznego transportu. Być może pogłoski te nie były w stu procentach pewne, jednak zastanawia fakt, iż nikt się nad nimi nie pochylił. Na marginesie przyznać trzeba, że dziś podobne maszyny wożą podobno taki sam ładunek z objętej głównie bratobójczymi walkami Ukrainy. I na nikim nie robi to najmniejszego wrażenia. Niedoinformowani nie wiedzą, poinformowani dobrze udają, że są niedoinformowani.

            A przecież nikt nie wyssał sobie tego z brudnego palca. Profesor Scott w przywołanym poniżej obszernym materiale, posiłkował się cytatami ludzi znających te sprawy od podszewki, pisał o tym wyraźnie, przeprowadzał wywiady z najlepiej zorientowanymi.

            „W środkach masowego przekazu ukazały się informacje mówiące o zaangażowaniu się armii USA w Afganistanie w handel narkotykami. Zapytałem znanego naukowca politycznego i specjalistę od zorganizowanej przestępczości, Władimira Filina, o skomentowanie tych doniesień.

- Włodzimierzu lliczu, czy to prawda, że Amerykanie są zaangażowani w biznes narkotykowy?

- Tak, są w idealnej sytuacji, aby to czynić. Kontrolują port lotniczy w Bagramie, skąd transportowce sił powietrznych latają do baz wojskowych w Niemczech. W ostatnich dwóch latach baza ta stała się największym punktem przerzutu afgańskiej heroiny do innych amerykańskich baz i innych obiektów w Europie. Większość heroiny jest kierowana do Kosowa w byłej Jugosławii, skąd kosowska albańska mafia transportuje ją do Niemiec i innych krajów Unii Europejskiej.

            - Po co aż tak skomplikowana procedura?

            - Handlarze narkotyków cieszą się w bazach wojskowych względnym bezpieczeństwem. Nie ma tam poważnej kontroli. Niemiecka policja nie może tam działać. Jednak poza bazami wojskowymi niemiecki aparat ścigania odnosi sukcesy. To prawda, że każdego policjanta można kupić, ale poziom skorumpowania w Niemczech nie jest tak wysoki, jak na przykład w Rosji. Z tego względu Amerykanie wolą mieć ośrodki dystrybucji w innych miejscach. Uważam, że za jakiś czas przeniosą te ośrodki do swoich wojskowych obiektów, na przykład do Polski w Poznaniu (podkreślenie – smk) oraz do Rumunii i Bułgarii. Polska jest już członkiem Unii Europejskiej. Rumunia i Bułgaria prawdopodobnie dołączą do niej w roku 2007. Poziom korupcji w tych krajach jest niemal taki sam, jak w Rosji.

            Jakie są rozmiary amerykańskiego handlu narkotykami w Europie i kto za nim stoi?

            Około 15-20 ton heroiny rocznie. Kiedy zostanie otwarty Poznań, sądzę, że wzrośnie do 50, a nawet 70 ton. Za tym interesem stoją CIA i DIA (Defence Intelligence Agency - Wywiadowcza Agencja Obrony) (podkreślenie – smk). Właśnie tym się zajmowali w Indochinach w latach 1960. i 1970. oraz w Ameryce Środkowej w latach 1980-1.

            „Uważam, że Filin jest w tym przypadku bardziej wiarygodny niż Joseph D. Douglass, autor Red Cocaine: The Drugging of America and the West (Czerwona kokaina - narkotyzowanie Ameryki i Zachodu). Póki co przybywa pytań, dlaczego Stany Zjednoczone upoważniły KLA do przejęcia Kosowa”.[2]

            Oczywiście, to Kosowo to nic innego jak, zarówno wymyślona i zrealizowana sprawnie, prawem usankcjonowana rezydentura mafii o zasięgu europejskim, a przez to i światowym. Po to głównie powołano ten rejon do życia, by uzyskać nieograniczony dostęp zarówno do narkotyków, broni, porywanych i gwałtem zmuszanych do uległości w niemieckich, arabskich (i nie tylko) burdelach słowiańskich kobiet.

            Nas artykuł doktora Scott’a dotyka osobiście poprzez uwagi na temat wojskowych baz w Polsce i ich udziału w międzynarodowym handlu narkotykami. Po amerykańskich więzieniach na terenie naszego kraju, przyszedł czas na wielki szmugiel. To samo robili przez lata Sowieci, przerzucając przez swoje bazy na terytorium Polski wszystko, na czym dawało się zarobić. Pod koniec ich pobytu na ziemi polskiej, kradzione u nas i w całej Europie samochody, znikały całymi kolumnami za bramami poligonów, by nie niepokojone przez nikogo odlatywać mogły na pokładach sowieckich samolotów transportowych za Bug.

Należy przypuszczać, że równolegle kursowały transporty z o wiele groźniejszym ładunkiem, do tego w obie strony. Nic więc dziwnego, że podobny przemyt odbywa się i dzisiaj. Diamenty, narkotyki, organy do przeszczepów, najbardziej wyrafinowana broń, kradzione i przemycani ludzie, ich mienie.

Od kwietnia 2007 roku nasze wojska stacjonują w Afganistanie. Na pewno smutne to, kiedy wyobrazimy sobie startujące i lądujące, nie tylko w Ramstein,  ale i w Polsce samoloty typu CASA, w których trzewiach mogą się pysznić skrzynie pełne białej śmierci. Znamię czasu, niestety. Pewnie znajdowali się w tych bazach nieliczni odważni, którym ten widok nie dawał spokoju. Tacy, którzy inaczej pojmowali służbę Ojczyźnie i którym ta wiedza plamiła  boleśnie honor żołnierza i polskiego munduru. Ale zło, póki co wygrywa. O tych niezłomnych, jeżeli istnieli lub istnieją,  być może nie dowiemy się nigdy.

            Każdy, niezależny i mający na ustach słowa „Bóg, Honor i Ojczyzna” polski rząd powinien unieważnić wszelkie dotychczasowe w tej sprawie „dochodzenia” i rozpocząć niezależne od nikogo z zewnątrz śledztwo. Jesteśmy to winni naszym wspaniałym lotnikom. Lotnikom, którzy też nie mogą się już bronić.

Ułomności tego „dochodzenia” były widoczne gołym okiem, prób bandyckiego zastraszania rodzin ofiar nie stosuje się w demokratycznym i praworządnym kraju. Do „odstrzału” wytypowano kontrolera, który pozostał jedynym żyjącym uczestnikiem zdarzeń. Jego „sprawa” została zamknięta na wieki, ale czy dla niego?

            Dlaczego więc teraz komitety obrony dobrego koryta nie oponują w tej sprawie? Czy część z tych krzykaczy wyłoży co najmniej kilkanaście milionów z kasy, którą ich mocodawcy dostali za, jak mawia Stanisław Michalkiewicz, stanie na świecy? Powinni, bo przecież cel mają taki światły. Daję im gotowy materiał na bannery, bilbordy, które z łatwością postawią w każdej gminie w jedną noc. No i … skoczą im kolejne słupki.

Do dzieła obrońcy demokracji!

 

Sławomir M. Kozak

www.oficyna-aurora.pl



[1] Oko Cyklopa”, Sławomir M. Kozak, Oficyna Aurora, 2008 r.

 

[2] Aleksandr Nagorny, „Narkobaroni z CIA i MI-6”, Pravda.info, 13 września 2004, http://www.pravda.info/kompromat/1203.html

 

Zmieniony ( 14.01.2016. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.