Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 12 gości
S T A R T arrow Społeczeństwo arrow Zdrowie - od 2010r. arrow Profilaktyka raka szyjki macicy - szkodliwe profesorskie legendy
Wednesday 12 August 2020 03:41:08.30.
W Y S Z U K I W A R K A
Profilaktyka raka szyjki macicy - szkodliwe profesorskie legendy Drukuj Email
Wpisał: Dr.Jerzy Jaśkowski   
15.02.2010.

Profilaktyka raka szyjki macicy - szkodliwe profesorskie legendy

Tzw. list otwarty środowisk medycznych, w jakim celu?

 Dr.Jerzy Jaśkowski

         Pierwszego lutego Gazeta Wyborcza [GW] opublikowała list otwarty "przedstawicieli środowisk medycznych - czterech", na temat metod profilaktyki raka szyjki macicy. Pod listem podpisali się prof. prof. Jerzy Stelmachów - konsultant krajowy w dziedzinie ginekologii onkologicznej, Mariusz Bidziński - prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej, Ryszard Poręba - prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, Marek Spaczyński - Centralny Ośrodek Koordynacji...

         Zastanawia fakt opublikowania takiego listu teraz, po klęsce kampanii szczepień przeciwko

wirusowi AH1N1, czyli popularnej znanej od 1976 roku grypie. Jak bowiem wiadomo, wirus AH1N1 po raz pierwszy został zidentyfikowany w bazie wojskowej USA w Oregonie, gdzie spowodował dwa przypadki śmiertelne w 1976 roku. Od tego czasu stanowi ok. 89% zakażeń grypy sezonowej przynajmniej w Polsce. Przykładowo w 1986 roku chorowało na grypę ok. 3 mln Polaków, podobna epidemia miała miejsce w 1993 roku itd. I, jak wiadomo, o żadnej pandemii nie było mowy, ba nawet nie wspomniano o epidemii.

         W owym okresie szczepionek nie było, więc kampanii medialnej na temat szczepień także nie było. Sprawa zaczęła się w 2006 roku w chwili ogłoszenia informacji o wyprodukowaniu kolejnej szczepionki tym razem przeciwko wirusowi ludzkiego brodawczaka [HPV].

         Otóż twierdzenie PT autorów że szczepienia: (cyt.) "znacząco pozwalają ograniczyć odsetek stanów przed-nowotworowych szyjki macicy", zupełnie nie znajduje potwierdzenia w badaniach medycznych. Po pierwsze: zaleca się szczepienie młodocianych dziewcząt, a efekt ewentualnej skuteczności szczepionki wystąpi po 20-30 latach. Każdy przeciętnie inteligentny człowiek wie, że jeżeli nawet w roku 2000 zaszczepiło się te dziewczynki, to ewentualny efekt szczepień, czyli nie-chorowanie na raka, możliwy będzie do stwierdzenia ok. roku 2020 lub 2030. Mamy dopiero rok 2010, czyli zakrawa na wizjonerstwo twierdzenie wymienionych przedstawicieli medycznych, że szczepienie cokolwiek zmieni w statystyce zachorowalności na raka szyjki macicy. Jest to podobne twierdzenie do wypowiedzi innych "sekt medycznych" np. o skuteczności urynoterapii, kaproterapii itd. Czym się różnią takie wypowiedzi od znachorstwa, czy zwykłej szarlatanerii??

         Kolejne twierdzenie, że badania w Polsce potwierdziły skuteczność szczepionki nie znajduje ŻADNEGO UZASADNIENIA z powodu braku piśmiennictwa naukowego z podanego wyżej powodu [ 30 letni okres obserwacji]. Powstaje więc pytanie o rzetelność prac dopuszczonych do druku w czasopismach medycznych.

         Kolejne twierdzenie że "środowiska medyczne są zgodne, że szczepienia są niezwykle cennym osiągnięciem…" jest nadużyciem i nieznajomością podstaw historii medycyny. Szczepienia coraz bardziej są traktowane jako metoda historyczna. W wielu przypadkach [jednostkach chorobowych] znane są już dane statystyczne, udowadniające nieskuteczność szczepień, a także istnieje wiele danych świadczących o szkodliwości szczepień. Jak powszechnie wiadomo, medycyna nie jest urawniłowką i nie można do wszystkich chorych podchodzić w ten sam sposób. Niestety metody takie jak szczepienia, traktujące wszystkich ludzi jednakowo, są w założeniu błędne. Najlepszym dowodem jest fakt braku metody pozwalającej kontrolować skuteczność szczepień. Wszelkie firmy zajmujące się produkcją szczepionek, do dnia dzisiejszego nie potrafiły albo nie chciały opublikować wyników badań pozwalających na określenie, który pacjent zachoruje, a który ma odporność wrodzoną.

         Po drugie firmy produkujące szczepionki, tak postępujące, że do dnia dzisiejszego od co najmniej 100 lat, nie dopuszczają do publikacji wyników badań, które rzekomo mają wskazywać na skuteczność szczepień. Nigdzie, nawet w dobie Internetu od 20 lat nie ma możliwości zapoznania się z raportami wyników badań.

         Do dnia dzisiejszego również nie publikuje się danych o powikłaniach po szczepieniach.

Mało tego, kart powikłań nawet nie dostarcza się do przychodni czy gabinetów lekarskich.

Przeprowadzona mini-ankieta wykazała, że 90% lekarzy pierwszego kontaktu nie wie nawet jak takie karty wyglądały.

         Tak więc można śmiało powiedzieć, że powyższe sformułowanie jest co najmniej nadużyciem i nie znajduje żadnego potwierdzenia w faktach. Takie gołosłowne twierdzenia, bądź co bądź poważnych ludzi są nadużyciem. Medycyna nie jest nauką podlegającą feudalnemu trybowi postępowania. Taki sposób rozumowania jest przyjęty w cywilizacji turańskiej i bizantyjskiej.

         Szczepienia dają nadzieje tysiącom kobiet na zdrowe życie". A skąd PT Panowie Profesorowie posiadają taką wiedzę, jeżeli raporty badań są niepublikowane? Skąd ta pewność, jeżeli wyniki szczepień będą znane za ćwierć wieku? Pozostaje to niezbadaną tajemnicą tych Panów.

         Zupełnie pozbawione podstaw jest opieranie się na rekomendacjach Światowej Organizacji

Zdrowia - WHO, szczególnie w świetle decyzji Parlamentu Europejskiego o powołaniu specjalnego trybunału do badania nadużyć WHO w ogłoszeniu pandemii "świńskiej grypy". Wiadomo bowiem, że WHO specjalnie zmieniła definicję pojęcia pandemii na kilka miesięcy przed ogłoszeniem publicznie zagrożenia wirusem AH1N1.

         Czyli mamy fakty, Światowa Organizacja Zdrowia, jednostka administracyjna, a nie naukowa, w opinii panów Profesorów urasta do wyroczni delfickiej. Tylko co to ma wspólnego z nauką, którą tytularnie reprezentują w/w Panowie? Podobnie twierdzenie: jakoby fakt, że 20 krajów chce wydawać publiczne pieniądze na finansowanie prywatnych firm farmaceutycznych miało być argumentem za wprowadzeniem takiego samego systemu w Polsce jest nadużyciem. Wiadomo bowiem, że ponad sto siedemdziesiąt krajów nie podjęło takiej decyzji.

         W tej sytuacji podejmowanie przez samorządy lokalne finansowania zakupu szczepionek wynika nie z wiedzy ale działań pozamerytorycznych. Wiadomo bowiem, że brodawczak szyjki macicy najczęściej występuje u kobiet zmieniających często partnerów seksualnych, czyli innymi słowy w dużej części u prostytutek. Szczepiąc natomiast dziewczynki w wieku 12-14 lat, jak to chcą firmy farmaceutyczne, zakładamy, że większość z pośród nich będzie się prostytuowała. A na jakiej podstawie PT Panowie Profesorowie to twierdzą? O żadnych pracach naukowych na ten temat nie wiadomo, a jeżeli na własnych przykładach, to gratuluję !!  Jest tajemnicą poliszynela, ze 30 % kosztów szczepionek,  to marketing i łapówki.

         Zdziwienie budzi sam fakt angażowania się PT P. Profesorów w lobbing sprzedaży zbiorowej szczepionek. Przecież rolą profesora jako nauczyciela jest przede wszystkim edukacja. Czy nie należałoby zamiast naciskać na samorządy, z reguły nie posiadające odpowiedniej wiedzy, na zakup zbiorowy szczepionek, edukować społeczeństwo, a nie dezinformować?

         Sprawa edukacji, której brak jest ewidentny, najlepiej się uwidoczniła w badaniach cytologicznych. Kraje skandynawskie właśnie poprzez edukację zlikwidowały praktycznie problem raka szyjki macicy na długo przed wprowadzeniem szczepień.

         Zupełnym pomieszaniem z poplątaniem jest następny akapit stwierdzający jakoby dzięki

szczepieniom ograniczeniu uległy zachorowania na chorobę Heinego - Medina, gruźlicę, ospę itd.

         Wiadomo, że właśnie epidemia choroby Heinego-Medina, w latach 70 , w województwie

poznańskim wystąpiła u szczepionych [do dnia dzisiejszego rodziny nie otrzymały odszkodowania].

         Wiadomo, że ospa tylko dzięki szczepieniom "panowała" przez ponad 178 lat, czyli przez

7 pokoleń, a np. poty angielskie tylko przez 3 pokolenia, ponieważ nie było szczepień i

możliwości przechowywania wirusa w tkankach człowieka.

         Wiadomo, że tak chwalona przez Autorów listu WHO stwierdziła już w 1978 roku, że szczepienia przeciwko ospie można zakończyć, ponieważ "ospę zlikwidowano", a rząd

polski jeszcze przez 3 lata wydawał publiczne pieniądze na nikomu niepotrzebne

szczepienia. Podobnie wygląda sprawa szczepień przeciwko żółtaczce. Szczyt zachorowań

mieliśmy w latach 1986-88, a od 1989 stwierdzamy spadek zachorowań. W latach 1996-7

poziom zachorowań osiągnął wskaźnik z lat 70-tych. A dopiero w 1997 roku wprowadzono przymusowe szczepienia. Tak więc okresowy wzrost zachorowań spowodowany stanem wojennym i kartkami na środki czystości oraz spadek zachorowań w chwili zwolnienia mydła z rejestru zwolennicy szczepień chcą przypisać swojej działalności. Jest to wyraźne nadużycie, ponieważ trudno sobie wyobrazić niewiedzę tak wysoko notowanych specjalistów.

         Zupełnym nonsensem jest ostatnie zdanie "'Pamiętajmy, że każda kobieta może zachorować na raka szyjki macicy, ale żadna nie powinna z tego powodu umrzeć". Przecież szczepionka nie zapobiega umieraniu tylko zachorowaniu. Jeżeli więc zaszczepimy to nikt nie zachoruje i możemy zlikwidować lekarzy zajmujących się rakiem szyjki macicy.

         Natomiast jeżeli chcemy zapobiegać zgonom, to powinniśmy rozwijać cytologię i zwiększyć dostępność do badań, a nie wyczekiwanie kilkumiesięczne na badania specjalistyczne. A jak widać z listu - PT Autorzy wcale nie zwracają się do NFZ o zlikwidowanie kolejek do specjalistów, ale zwracają się do urzędów o finansowanie prywatnych firm.

         PS. Obecnie obowiązujące przepisy "zezwalają" kobiecie ok. 40 letniej na jedno badanie na 3 lata. Jak chce sobie robić badania częściej to musi płacić dodatkowo.

         Po pierwsze; tak się dzieje, pomimo udowodnienia, że cytologia potrafi wyeliminować umieralność na raka szyjki macicy [przykład Skandynawii].

         Po drugie; jest znacznie tańsza aniżeli szczepienia. Nie niesie ŻADNYCH negatywnych reakcji.

         Po trzecie; jest sprawdzoną i udowodnioną metodą profilaktyki.

         Po czwarte; w/w przedstawicieli środowisk medycznych w ogóle ten problem, częstotliwości wykonywanych badań, wcale nie interesuje, przynajmniej do dnia dzisiejszego

ŻADNEGO listu otwartego nie opublikowali. Bez komentarza.

Dr.Jerzy Jaśkowski

 HYPERLINK "mailto:jjaskow@wp.pl" jjaskow@wp.pl

 HYPERLINK "http://www.frech.pl" www.frech.pl  10.02.2010 r.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.