Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 31 gości
S T A R T arrow Społeczeństwo arrow aborcjoniści; w szklance; eutanazje 16 arrow "Baby Bloom Gay-Surrogacy"... "W ten oto sposób zamówiłam sobie dziecko doskonałe".
Wednesday 08 July 2020 06:10:38.29.
migawki

 Pielgrzymka 2020. Piesza Międzynarodowa Pielgrzymka Tradycji Katolickiej Warszawa-Jasna Góra

Proszę o gorące modlitwy o zdrowie ks. prof. Stanisława KOCZWARY.

12.07.20 Warszawa  Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę 

Powiadomiono mnie, że część zwolenników Konfederacji, proponuje "skreślenie obu kandydatów". Jest to wyjątkowo egoistyczna głupota, bo promuje faceta ewidentnie poddanego rozkazom sił zła, kłamstwa. Zapytajcie go: „Kto spalił Jolantę Brzeską”.

 
W Y S Z U K I W A R K A
"Baby Bloom Gay-Surrogacy"... "W ten oto sposób zamówiłam sobie dziecko doskonałe". Drukuj Email
Wpisał: Lucetta Buoncuore   
12.02.2016.

«Baby Bloom Gay-Surrogacy»

 

"W ten oto sposób zamówiłam sobie dziecko doskonałe".

 

«Così ho prenotato il figlio perfetto»

http://www.avvenire.it/Politica/Pagine/Ho-affittato-una-mamma-140mila-euro-per-un-beb-.aspx

 

Lucetta Buoncuore            9 luty 2016    tłum. RAM

 

Instytucja, którą pokrótce opiszę nazywa się «Baby Bloom Gay-Surrogacy» i jest agencją międzynarodową z siedzibą w Londynie, oferującą pełny pakiet usług w zakresie macierzyństwa zastępczego.

 

29 stycznia "Baby Bloom" zorganizowała w Brukseli sesję informacyjną na temat własnej działalności - określoną przez belgijskie media jako "wystawę", pomimo tego, że organizatorzy sesji byli nadzwyczaj ostrożni, bojąc się ciekawości dziennikarzy i reakcji aktywistów ruchów przeciwnych tego rodzaju tendencjom.

http://www.babybloom.co.il/en/gay-surrogacy/

Nie przez przypadek, "wystawa" faktycznie ofiarowała możliwość zaliczenia sesji informacyjnej ale jedynie w formie prywatnej.

            W takiej sytuacji, nic więc nie przeszkadza, aby udać potencjalnego klienta, w celu zorientowania się na czym cała rzecz polega.

            Załatwienie sobie podobnej sesji okazuje się jednak skomplikowane, jest czymś w rodzaju slalomu dla kogoś, kto nie należy do środowiska dla którego pracuje agencja - jedynym sposobem na ustanowienie kontaktu jest prośba o rozmowę  na ustanowionej do tego celu stronie Facebooka.

            Używając wielu wybiegów, udaje mi się wreszcie umówić się na spotkanie z pracownikiem agencji w holu luksusowego hotelu w centrum Brukseli, na spotkanie nikt jednak nie przychodzi. W barze widzę kilka par gejów z zagubionym wyrazem twarzy kręcących się nerwowo.

            Wracam do domu wojowniczo nastawiona i wysyłam żądający wyjaśnień e-mail. Odpowiedź jest natychmiastowa, zawiera przeprosiny a także obietnice zniżek, jeżeli pomimo incydentu zdecyduję się zawierzyć praktykę agencji.

            Ponadto pracownica usprawiedliwia swą nieobecność mówiąc, że dziennikarze i "ekstremiści" byli gotowi do wtargnięcia do hotelowego holu i w tej sytuacji pracownicy agencji musieli się ze spotkania wycofać.

            Kobieta, z którą się umówiłam i która do końca pozostanie moim kontaktem z "Baby Bloom", dodaje: "Próbowano nas nawet sfilmować przy pomocy ukrytej kamery video...". Z jej wypowiedzi wynika, że jestem jedyną dziennikarką, która wydryblowała ochronę agencyjnych osobistości, które przedstawiają się jako dążące tylko i wyłącznie do "pozwolenia każdemu na posiadanie rodziny".

            Wygląda na to, że moja rola kobiety, która nie jest już w wieku rozrodczym i która zbyt dużo czasu poświęciła na pracę zawodową a w tej chwili chce mieć dziecko, okazała się godna ich zaufania.

            Proponują mi więc skontaktowanie się z agencją przy pomocy Skype, w przyszłym tygodniu i rzeczywiście, 3 lutego, po południu odbywa się upragniona przeze mnie rozmowa.

            Moja rozmówczyni jest młodą i ładną kobietą, z pochodzenia Hiszpanką. W sposób bardzo serdeczny zgłębiamy temat - przedstawiam się jako osoba pragnąca dziecka, która nie jest niestety w wieku do tego odpowiednim

i która ma przyjaciela geja chcącego pomóc jej w zrealizowaniu marzenia o dziecku, ofiarującego spermę.

            Xiomara, bo takie jest imię pracownicy agencji, wyjaśnia mi w szczegółach cały proceder jaki realizuje "Baby Bloom" i podkreśla, że dawczynie komórek jajowych i matki zastępcze są tylko i wyłącznie Amerykankami i że agencja nie współpracuje z Indiami, Tajlandią, Nepalem czy innymi krajami ubogimi.

            Tłumaczy mi, że: "Pojawia się sporo problemów - wiele dzieci rodzi się chorych, ponieważ matki są niedożywione lub też żyją w złych warunkach higienicznych". Pytam więc, co dzieje się z chorymi dziećmi?  W odpowiedzi pada: " Ze smutkiem muszę powiedzieć, że są porzucane".

            Zadaję sobie pytanie czy przebłyski człowieczeństwa nie zdarzają się również realiach "Baby Bloom"?  To wrażenie zanika jednak stopniowo, w miarę jak pracownica agencji wyjaśnia mi się kolejne fazy procederu.

            "Współpracujemy z dwiema klinikami, jedna znajduje się w Kalifornii, a druga w Nevada - mówi Xiomara i wyjaśnia dalej - kliniki posiadają własne dawczynie komórek jajowych i wybranie jednej z tych klinik sprawia, że koszt jest niższy. Jeżeli natomiast, ma pani szczególne życzenia w tej sprawie i woli współpracować z kliniką własnego wyboru, cena wzrasta".

            Cena komórki jajowej waha się od 6 000 do 20 000 dolarów, jeżeli chce się komórkę należącą do grupy A, tzn. pochodzącą od kobiet o wybitnej inteligencji i urodzie. To dawczyni komórki decyduje o jej cenie. Co do matki zastępczej, są one selekcjonowane w sposób bardzo surowy - tylko jedna na dziesięć uzyskuje pozwolenie na członkostwo w  équipe matek zastępczych.

            Jednorazowy koszt wynajęcia matki zastępczej wynosi od 25 000 do 40 000 dolarów. Najdroższe są te, które były już wcześniej matkami zastępczymi ponieważ "mają doświadczenie" - kontynuuje wyjaśnienia moja rozmówczyni.

            W tym momencie pytam prosto z mostu: "Ale w jaki sposób możecie zagwarantować mi, że dziecko urodzi się w pełnym zdrowiu?  Nie chcę dziecka upośledzonego...".

            Słyszę odpowiedź: "Zawrze pani umowę z kliniką i otrzyma pani gwarancję na piśmie, że dziecko urodzi się zdrowe. Niebezpieczeństwo urodzenia się dziecka chorego po prostu nie istnieje".

            "Ale gdyby pomimo wszystko doszło do poczęcia dziecka chorego?" - nalegam. Na to Xiomara zapewnia mnie, że: "Zarodek niepełnowartościowy nie zostanie wszczepiony do macicy, a gdyby jakaś wada pojawiła się później, przerywa się ciążę. Pani będzie dysponowała stuprocentową gwarancją, na to, że otrzyma pani zdrowe dziecko".

            Poczym pyta: "Pragnie pani wszczepienia jednego embrionu czy dwóch?" "Myślę, że lepiej będzie wszczepić dwa, wydaje mi się to rozwiązaniem pewniejszym" - odpowiadam. Xiomara mówi na to, że: "Cena oczywiście wzrośnie".

            "A co się dzieje kiedy rodzi się dziecko?" - pytam. "W momencie narodzin musi pani być obecna, jeżeli chce, może pani być także świadkiem porodu" - odpowiada kobieta. "Natychmiast po porodzie, dziecko oddajemy w pani ręce, bez obecności matki zastępczej. Dziecko należy do pani!" - zapewnia mnie z uśmiechem.

            "Trzeba aby pozostała pani w USA co najmniej miesiąc, na czas konieczny do wystawienia dziecku paszportu". W tym momencie ryzykuję pytanie: "Jeżeli tak, to czy mogę otrzymać mleko matki zastępczej dla dziecka?" -"Ależ tak, jeżeli matka zastępcza zgodzi się na to, może pani kupować jej mleko. Ale ten szczegół musi być zawarty w kontrakcie. W przeciwnym razie, istnieją banki mleka kobiecego, w Ameryce jest ich bardzo dużo".

            Na zakończenie rozmowy usiłuję zażartować: "Niebywałe, gwarancja na dzieci doskonałe... to nie do uwierzenia!".

Moja rozmówczyni odpowiada niezwłocznie: "Z pewnością. Problemy mogą się pojawić jedynie w przypadku poczęcia naturalnego i nie dotyczą naszych dzieci.

Jeżeli zajdę w ciążę w normalny sposób, nie mam żadnej gwarancji, że problemy się nie pojawią, tj. że dziecko będzie zdrowe. Jasne?" - "Tak, rozumiem"  - odpowiadam i dodaję z przekonaniem w głosie - "Taka będzie reprodukcja w przyszłości...  - " Słusznie!" - odpowiada pracownica agencji z promiennym uśmiechem.

            Trzeba jednakże dysponować 140 000 dolarów. Tyle że, kiedy wzrośnie zapotrzebowanie, również i ceny staną się przystępniejsze... - "Przyślę pani natychmiast kopię umowy" - obiecuje Xiomara, a ja kończę spotkanie i odchodzę.

            W tym momencie czuję, że muszę napić się czegoś mocniejszego.

Zmieniony ( 12.02.2016. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.