Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 81 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow Michael D. O'Brien arrow Zabrzmiała pierwsza trąba
Thursday 29 October 2020 23:47:51.30.
migawki
 

30/31.10 Jasna Góra – comiesięczne Czuwanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę

Wielce Czcigodny Premierze i Ministrze „Zdrowia” ! Demonstranci pytali : „Premierze, czy istnieje sranie bezobjawowe?” . A po karetkach policji skakał wasz prowok - zdjęcia mogę dostarczyć.

Uchwalili bezczelnie „Bezkarność konowała+” pod szydliwą nazwą „Dobry Samarytanin”. Polacy karnie noszą maseczki nawet na pustej ulicy. Tymczasem liczba stwierdzonych zakażeń rośnie. Okazuje się, że maskowanie nie działa, ale tego rząd nie przyzna za nic w świecie. Dlatego trzeba wskazać „wroga ludu”, który niweczy wysiłek całego narodu.

Co chcą nam powiedzieć celebryci, okraszający informację o złapaniu kowida: "dbajcie o siebie, noście maseczki"? Że sami zaniedbali i nie nosili, czy że ich samych to dbanie i noszenie przed niczym nie uchroniło?

A fekalia Trzaskowskiego systematycznie, po cichu dalej ubogacają Wisłę.

 
W Y S Z U K I W A R K A
Zabrzmiała pierwsza trąba Drukuj Email
Wpisał: Michael D. O'Brien   
03.05.2016.

Zabrzmiała pierwsza trąba

 

[działo się to ok. 1994 roku; widać, że jest Nierychliwy... MD]

 

Ojciec Eliasz. Czas Apokalipsy”. Michael D. O'Brien, Wyd. M.

 

- Osiem miesięcy temu jechałem autostradą M40 do Birming­ham. Chciałem odwiedzić mieszkających tam znajomych wiernych Magisterium. Prowadzą instytut katechetyczny, który upowszechnia nauczanie Kościoła. Publikują dużo materiałów zgodnych z nauką katolicką, w większości dla dzieci. Odmawiałem różaniec przy prędkości stu czterdziestu kilometrów na godzinę, kiedy usłysza­łem głos. Byłem sam w samochodzie. Radio było wyłączone. Skąd pochodził ten głos? Kto wie? Nie obawiaj się. Nie jestem z tych, którzy słyszą jakieś głosy. Wiesz, o co mi chodzi.

- Nie obawiam się.

- Moja kuzynka Winnie także słyszy głosy, ale jest w zakładzie dla schizofreników w Netherne. Ty i ja wiemy, że nie mam schizo­frenii ani nie jestem mistykiem. Nie proś mnie, abym wyjaśnił ci wszystko to, co usłyszysz. Mówię tylko, że słyszałem głos.

- Na własne uszy?

- To właśnie trudno wyjaśnić. Był ktoś lub coś mówiące do mnie. Słyszałem to od wewnątrz, ale dochodziło z zewnątrz.

         - Co powiedział ten głos?

- Powiedział. .. będziesz się śmiał, wiem, że będziesz się śmiał. Powiedział, abym zatrzymał się i wziął najbliższego napotkanego autostopowicza, którego zobaczę przy drodze. Wydało mi się to dziwne, bo nie dość, że jest to w obecnych czasach niebezpieczne, to jeszcze ja jeżdżę zawsze za szybko. Pomyślałem, że coś mi się przesłyszało. Więc modliłem się dalej, jak porządny chłopak, a tu nagle usłyszałem ten głos ponownie: "Musisz się zatrzymać i zabrać najbliższego autostopowicza".

Zacząłem się denerwować i zastanawiać, co zjadłem na śnia­danie, pytając się siebie, czy to nie efekt zbyt dużej dawki zabawy w ostatnim czasie lub może jakiejś neurozy. Wtedy usłyszałem ten głos po raz trzeci. Mijałem właśnie wzgórze, a w dole, pół mili ode mnie, stał chłopak z wyciągniętym w górę kciukiem. Powiedziałem więc: w porządku!

Zatrzymałem się i wyglądający na całkiem miłego chłopak wsko­czył do samochodu. Nic szczególnego w nim nie zwróciło mojej uwagi, może poza uczciwą twarzą. Zaczęliśmy rozmawiać. Znów jechałem sto czterdzieści kilometrów na godzinę, kiedy odwrócił się do mnie i rzekł: "Zabrzmiała pierwsza trąba".

"No ładnie - powiedziałem do siebie - zabrałem jakiegoś dzi­waka". Spuściłem nogę z gazu i zacząłem się rozglądać za zjazdem z autostrady, na którym byłby posterunek policji. Jechałem około osiemdziesięciu kilometrów na godzinę, kiedy powtórzył: "Za­brzmiała pierwsza trąba".

         "Co z tą trąbą? Czy jesteś muzykiem?" - spytałem.

Powtórzył trzeci raz: "Zabrzmiała pierwsza trąba".

         "Kim jesteś?" - zapytałem.

         "Mam na imię Gabriel" - odpowiedział.

W tym momencie byłem już rzeczywiście przestraszony. Jecha­łem dalej osiemdziesiątką. Przyszło mi wtedy do głowy, że musi mnie nabierać. Bo przecież musiał mnie nabierać.

         Głos mu zadrżał i Billy popatrzył prosto w oczy Eliaszowi.

         - Co jest grane, Billy? Co się stało?

- Spojrzałem na miejsce pasażera, a tam już go nie było.

- Nie było?

- Był, a po chwili już go nie było.

- Poważnie?

- Nie mógłbym być bardziej poważny.

- Może był duchowym wyobrażeniem w twojej głowie?

- To nie tak. Był prawdziwy. Mogłem wyciągnąć rękę i dotknąć jego ramienia. Jego kurtka szeleściła. Słyszałem go oddychającego. Jego głos dolatywał do moich uszu, nie tak jak ten pierwszy głos. To było prawdziwe.

- Co zrobiłeś potem?

- Trzęsły mi się ręce i nie mogłem za bardzo kontrolować kierow­nicy. Zjechałem na pobocze. Usiadłem i nie mogłem się skoncen­trować. Nic nie mogłem zrobić. Siedziałem, raz po raz odtwarzając w głowie przebieg wydarzeń. Byłem bardzo roztrzęsiony. Wtedy jakiś policjant zatrzymał się i podszedł do mojego okna. "Jakiś problem?" - zapytał. "Nie" - odparłem. Ale znasz gliny; mogą czytać w myślach. Spytał: "Czy na pewno? Wygląda pan, jakby miał poważny problem".

"Panie oficerze - odrzekłem - gdybym panu opowiedział, to i tak by mi pan nie uwierzył". "Dlaczego pan nie spróbuje?" - zaproponował. Więc opowiedziałem mu o tym, co się wydarzyło.

- Jak zareagował?

- Odsunął czapkę, podrapał się po głowie, a potem powiedział:

"Proszę pana, gdybym to od pana usłyszał wczoraj, pomyślałbym, że jest pan szalony, ale jest pan czwartą osobą, która opowiada mi tę historię dzisiaj rano".

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.