Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 60 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow Socci arrow PROROCTWA RATZINGERA
Thursday 19 September 2019 14:39:27.27.
W Y S Z U K I W A R K A
PROROCTWA RATZINGERA Drukuj Email
Wpisał: Antonio Socci   
05.05.2016.

PROROCTWA RATZINGERA

 

Antonio Socci „Non è Francesco(„To nie Franciszek”)

[Po polsku tchórzliwie zmieniono tytuł na: „Czy to naprawdę Franciszek?”]

 

Wiele jest u Ratzingera stronic, które z racji swej głębi, ostrości, i obecności «sensus fidei» każą odkrywać w nim iście proroczego ducha.

Wybieram trzy spośród proroczych intuicji rozsianych po jego pracach rozświetlających nasze czasy.

Pierwsza wydaje się doskonałym opisem «medialnej bańki» naszej epoki, naszego obecnego klerykalnego optymizmu, i pre­cyzyjną lekturą tego, co w nim się kryje.

Ratzinger opowiada, jak na początku lat 70-tych jego znajomy wybrał się do Holandii i zrelacjonował to, co zobaczył w holenderskim Kościele, który chciał być katolicką awangardą. Szczerze «opowiedział nam o wszystkich zjawiskach rozkładowych, o których już coś słyszeliśmy: o pustych se­minariach, o zakonach bez powołań, o księżach i zakon­nikach, którzy całymi grupami odwracają się plecami do swego powołania, o zaniku religijności, o dramatycznym spadku frekwencji na mszy i tak dalej».

  «Niespodzianka» przyszła jednak wraz z podsu­mowaniem przyjaciela-podróżnika. «A jednak Kościół wspaniały, bo znikąd nie było pesymizmu, wszyscy szli z optymizmem w przyszłość. Powszechny optymizm uniemożliwiał świadomość dekadencji i destrukcji».

Sprawa zaniepokoiła Ratzingera, który konstru­ował różne hipotezy, aby wytłumaczyć sobie tę postawę. Najpoważniejsza brzmi: «Ten metodyczny optymizm pochodził od tych, którzy życzyli sobie zagłady starego Kościoła i bez hałasu, po płaszczykiem reformy, chcieli zbudować zupełnie inny Kościół, zgodny z ich gustem, ale nie mogli zbyt szybko ujawniać swych intencji. Pu­bliczny optymizm był rodzajem tabletki uspokajającej dla wiernych, aby stworzyć klimat sprzyjający spokojnemu demontażowi Kościoła i uzyskaniu panowania nad nim... Ten optymizm pychy, apostazji, skorzystał z naiwnego optymizmu drugiej strony, a nawet go podsycał, jak gdyby ten optymizm nie był niczym innym jak pewną nadzieją chrześcijanina, boską cnotą nadziei, a był w rzeczywisto­ści parodią wiary i nadziei.»

 

Drugie proroctwo Ratzingera uświadamia i po­krzepia chrześcijan stojących wobec trudnego zadania naszych czasów: «Byłoby wielkim błędem sądzić, że przyklaskiwanie temu, co uznawane jest za nowoczesne, oznacza pójście w kierunku wskazanym przez Jana XXIII i Sobór. Bycie ludźmi odważnymi może oznaczać w istocie odrzucenie konformizmu, oparcie się wszystkie­mu, co podoba się wszystkim, i stanie się mniejszością. W ostatecznym rozrachunku świat zawsze nabiera kształ­tu od tych odważnych mniejszości, które mają coś do za­proponowania, a nie od powierzchownych i przelotnych fenomenów masowych».

Trzecie «proroctwo» Ratzingera sprawia wrażenie dokładnej, lecz przedstawiającej bolesną sytuację fotogra­fii najbliższej przyszłości chrześcijan po bieżącej próbie i klęskach, które szykują się w tejże przyszłości.

Oto jego słowa:

Z dzisiejszego kryzysu wyjdzie jutro Kościół, który wiele straci. Stanie się mniejszy, wszystko będzie musiał zaczynać od nowa ... Rozpozna na nowo w wierze i mo­dlitwie swoje centrum i na nowo doświadczy sakramen­tów jako służby Bożej, a nie jako problemu ze strukturą liturgiczną... To przyjdzie z trudem... Proces będzie długi i uciążliwy, tak samo jak długa była droga, która prowadziła od fałszywych ekstremizmów w przededniu rewolucji francuskiej, kiedy to nawet biskupi zwykli byli wyśmiewać dogmaty, a nawet podsuwać myśl, że istnie­nie Boga nie jest pewne, po odnowę XIX wieku.

Ale po doświadczeniu tych podziałów z Kościoła zinteriory­zowanego i uproszczonego wyjdzie wielka moc. Ludzie będą niewymownie samotni w świecie totalnie planowym. Kiedy Bóg zniknie im sprzed oczu, doświadczą swojej to­talnej i zatrważającej biedy. Doświadczą małej wspólnoty wierzących jako czegoś całkowicie nowego. Jako nadziei, która na nich czeka, jako odpowiedzi na pytania, które od zawsze skrycie sobie zadawali. Wydaje mi się pewne, że Kościół czekają bardzo trudne czasy. Jego prawdziwy kryzys dopiero się zaczął. .. Ale Kościół wejdzie w nowy rozkwit i ukaże się ludziom jako ojczyzna, która daje im życie i nadzieję przekraczającą śmierć.

 

Te słowa Joseph Ratzinger napisał w 1969 roku. Tymi darami mądrości (i proroctwa) Bóg kształtował go do wielkiego zadania zgromadzenia wokół siebie tego małego Kościoła, pokornego i promieniejącego, który przejdzie przez «wielką próbę».

Mam ostatnią, skrytą nadzieję. Że ojciec Bergoglio zatrzyma się, zastanowi się, stając przed tymi oczami Je­zusa, które spotkał - jak wspomina - pewnego dnia w czasach swojej młodości, że zmieni kierunek i pomoże Benedyktowi XVI w tym bolesnym i chwalebnym dziele. To mógłby być jego wielki znak.

Zmieniony ( 30.05.2016. )
 
« poprzedni artykuł
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.