Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 71 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow Kultura II arrow (fragmenty) z 36 DOWODÓW NA ISTNIENIE DIABŁA
Friday 03 July 2020 16:32:53.29.
migawki

 Pielgrzymka 2020. Piesza Międzynarodowa Pielgrzymka Tradycji Katolickiej Warszawa-Jasna Góra

Proszę o gorące modlitwy o zdrowie ks. prof. Stanisława KOCZWARY.

 
W Y S Z U K I W A R K A
(fragmenty) z 36 DOWODÓW NA ISTNIENIE DIABŁA Drukuj Email
Wpisał: André Frossard   
21.03.2010.

(fragmenty) z 36 DOWODÓW NA ISTNIENIE DIABŁA
André Frossard:  http://twoj.net/viewtopic.php?f=110&t=44&p=163479a

Dowód drugi:
Od chwili zniesienia grzechu, który poleciłem zlikwidować dla własnej wygody i żeby ułatwić wam ćwiczenia z zakresu duchowości, praktykujecie z naiwnością nie mającej równej sobie wszystkie siedem grzechów głównych:
Gniew, który każe wam widzieć w bliźnim przyczynę wszystkich nieszczęść.
Chciwość, która nie pozwala wam zrezygnować choćby z najmniejszej cząstki samych siebie ani zaangażować się, zwłaszcza w małżeństwo.
Łakomstwo, które sprawia, że tolerujecie męki trawienia, a wszelkie obżarstwo uważacie za niewinną słabostkę.
Zazdrość, która tak często uchodzi za szlachetne pragnienie sprawiedliwości.
Chuć, którą wasi filmowcy serwują w kinie nawet dzieciom, a która wiedzie wprost do pogardy dla rodzaju ludzkiego.
Lenistwo. Nie to lenistwo, które mogłoby powstrzymać wasze życie towarzyskie i skłonić do wypoczynku w czterech ścianach własnego pokoju, lecz lenistwo intelektualne, które sprawia, że nie reagujecie ani myślą, ani czynem na ekstrawagancję i zamęt świata, który uznaliście za niezrozumiały.
I wreszcie najpiękniejszy ze wszystkich grzechów – pychę, która nie zna samej siebie i skutecznie broni was przed fatalną pokusą miłości.

 

Dowód trzeci

Zgodnie z moją radą nie ufacie niczemu, choć wierzycie w byle co, tylko nie w to, co mogłoby cisnąć was w ramiona absolutu. I dlatego, ilekroć transcendencja rysuje swój promienisty ślad w szarzyźnie waszego pudełka do myślenia, powtarzacie sobie od czasu do czasu:
- To zbyt piękne, by było prawdziwe.
Macie rację. Nie należy miewać pogodnych snów. Raczej wybierzcie sobie koszmary. Dostarczę ich wam, ile tylko chcecie – do wyboru, do koloru. Będą pieprzne i czarne jak smoła, co więcej, będą dostatecznie okropne, by mogły uchodzić za prawdziwe.
Skłonność, jaką przejawiacie, stawiając znak równania między prawdą a brzydotą, a która każe wam wykluczyć z waszych myśli wszystko, co mogłoby je skłonić do podziwu, stanowi ósmy grzech główny. Nie ma go na oficjalnej liście. To mój wynalazek, za które należy mi się wasza wdzięczność.

Do widzenia -

Diabeł

P.S.
A propos koszmarów: spośród usług świadczonych wam dawnymi czasy straszenie piekłem nie było najmniej ważną. Skoro potępienie było jedyną karą, reszta nie budziła wielkiego lęku. Teraz, kiedy już nie boicie się czeluści piekielnych, boicie się wszystkiego, a przede wszystkim siebie samych. Przypomnijcie sobie zdanie André Malraux o nazistach, którzy dali niejedną lekcję zastępom piekielnym. Jeżeli przesadził, to niewiele.

 --------------------

Drogi Panie!

Idźmy dalej.

Dowód czwarty

Zafascynowani moim przykładem odmawiacie zgody na swą ludzką kondycję. To wielkie novum tego stulecia! Jak ja was rozumiem!
Swego czasu śpiewaliście na Anioł Pański – w kościołach, wśród pól i łąk, z pochyloną głową i dłońmi pobożnie złożonymi:
A słowo ciałem się stało
I mieszkało między nami.

To było wzruszające. Ale fakt, że Bóg stał się człowiekiem, to jeszcze nie powód, żebyście mieli robić to samo. Wręcz odwrotnie. W moim przekonaniu właśnie tu leży głęboko ukryta przyczyna waszej awersji do ludzkiej natury, którą od pewnego czasu odrzucacie z zaciekłością, zaprzeczając, jakoby w ogóle istniała lub jakoby dawała się zdefiniować w sposób zadowalający. Cóż - nie grzeszycie nadmiarem inteligencji i sam fakt, że jakiś bóg ubrał się w waszą skórę, bardzo wam z początku pochlebiał. Potem zaczęliście się nad nim zastanawiać (co zazwyczaj zabiera wam sporo czasu) i w końcu doszliście do następującej refleksji:
Zmiana Starego Przymierza na przymierze natury boskiej z ludzką zabrała wam możliwość stania się kiedyś czymś innym, czymś zupełnie nowym i autonomicznym, co nikomu niczego by nie zawdzięczało. Stąd po wielu wiekach rozważań - zrazu osłupiałych z wrażenia, potem rozczarowanych, w końcu wręcz ponurych – nastąpiła faza negacji, którą przeżywacie teraz, a która powtarza moją własną historię uboższymi środkami, jakie macie do dyspozycji.
Bo przecież i ja sam, weźcie to pod uwagę – i to na długo przed wami – nie zgiąłem kolana przed tym złożonym bytem, w którym tak długo widzieliście i czciliście Mesjasza. Co znowu? Bóg człowiekiem?! A co stanie się ze świętymi przywilejami właściwej hierarchii, gdy bóstwo rozpoczyna istnienie na najniższym szczeblu?
Nie zgadzając się na tak paskudny proceder, zgłosiłem veto, które teraz mozolnie staracie się wyartykułować we własnym imieniu.
To tyle. Za chwilę mój piąty dowód. Na razie mam jeszcze sprawę na giełdzie, gdzie grożący krach może spowodować pojawienie się bardziej ludzkich uczuć u sług Mamony. Mam zamiar natychmiast zmienić ten bieg spraw i zarazić przemiłych czcicieli Złotego Cielca nową upajającą gorączką złotych interesów.

Zawsze do usług -

Diabeł

--------------------

Wall Street, 2 grudnia

Drogi Panie!
Dowód piąty,
zgodnie z obietnicą:

Zapewne przypomina sobie Pan zdanie: Jeśli będziecie jedli owoc z drzewa zakazanego, będziecie jako bogowie, znający dobro i zło(1). To moje słowa. Pikanterii dodawał tej tezie fakt, że zło nie istniało w tamtej epoce. Jeszcze dziś śmieję się z tego kawału. Ale dajmy pokój minionym czasom.
Dziś wasza wykolejona moralność straciła wszelką orientację. Pojęcia zła i dobra przemieszały się całkowicie w mgłach nieświadomości. W rezultacie chwalicie to, co było zakazane wczoraj, a krzywicie się na to, co wczoraj uważaliście za dobre. W zamglonej wizji waszej moralności Kain jest niewinny – to Abel zawinił. Dziś waszym moralistom ani by się śniło przejmować się Dreyfusem, chyba że naprawdę byłby winny zdrady w sposób jawny i oczywisty. Dreyfus niewinny nie wzbudziłby niczyjego zainteresowania.
(1) Rdz 3:5.
Biblia online

Dowód szósty

Przewrotna moralność ma swój odpowiednik w zboczeniach obyczajowych. W tej dziedzinie robicie pod moją batutą piorunujące postępy. Słyszałem, jak młody klecha niefrasobliwie udowadniał, że Pismo Święte wcale nie potępia pederastii i że Sodoma zginęła z zupełnie innych powodów niż ten, który od czterech czy pięciu tysięcy lat uchodził za przekonujący. Księżulo najwyraźniej nie pamiętał odpowiedniego ustępu z Księgi Rodzaju(1), gdzie chmara sodomitów obległa dom Lota, aby zmusić jego gości do znanych praktyk, jako że nie pozwalano na wyjątki w tej dziedzinie. Nie pamiętał także zakazu z Księgi Kapłańskiej(2) ani słów z listu św. Pawła na ten temat(3). Nie jestem w stanie określić, ilu telewidzów odniosło wrażenie, że dla dzisiejszego Kościoła grzechy contra naturam są mniej ważne od grzechów naturalnych. Małżeństwa pederastów jeszcze nie uzyskały aprobaty władz cywilnych i kościelnych(4), ale udało mi się niedawno wyświęcić jedną taką parę rękami księdza z Holandii. Jedna jaskółka nie czyni wiosny, to prawda. Ale mnie wcale nie o wiosnę chodzi.
W związku z powyższym na pewno zauważył Pan ironię tkwiącą w pojęciu heteroseksualny, które określa ludzi normalnych płciowo, a tymczasem zdaje się zaliczać ich do heterodoksów i heretyków. Dziwne, co?
Proszę Pana! W dziedzinie seksu mogę z wami zrobić wszystko, cokolwiek mi się zamarzy. Niech Pan zwróci uwagę na szybko rozprzestrzeniające się zjawiska w rodzaju dzielenia uczuć i wierności pluralistycznej! Niedługo będziecie musieli szukać schronienia w katakumbach, by spokojnie wymienić słowa miłosnej przysięgi.

Do miłego -

Diabeł

(1) Rdz 19:4-9.
(2) Kpł 18:22, 20:33.
(3) 1 Kor 6:9, Rz 1:26-28.
(4) Pisane w roku 1977.

Biblia online

Buenos Aires, 2 grudnia

Drogi Panie!
Dowód siódmy
wynikający z obu poprzednich

W myśl nowej moralności, którą spreparowałem na wasz użytek, tylko winni są niewinni – z czego wynika, że niewinni są obarczeni winą i to tym cięższą, im bardziej są bezbronni.
Ociągaliście się z wyciągnięciem ostatecznych wniosków z tego stanu rzeczy, ale w końcu się to stało: ostatnio po raz pierwszy w dziejach waszego chrześcijańskiego kraju zadekretowano, że oto wolno już zabijać niewinnych, pod warunkiem, że jeszcze niezupełnie pojawili się na tym świecie.
Stwierdzono, że kobieta ciężarna doznaje agresji ze strony swego dziecka i wobec tego ma podstawy do legalnej obrony swej osoby przed nim. Ojciec podobnie, jakkolwiek on sam nie jest tak bezpośrednio zagrożony w swym istnieniu. Społeczeństwo też, bo widzi grożącą konieczność wzięcia na swe barki nowej istoty. I oto dziecko staje się wrogiem. Zresztą będziecie mieli okazję nawiązać poufny dialog z tymi spośród nich, którym uda się uniknąć masakry.
Od tego czasu (z pewnością już to zauważyliście) wszystko jest u was poronione:
- poroniony jest program społeczny
- poronione są projekty rządowe
- poronione porozumienie lewicy
- poronione reformy i Europa
- podobnie jak cała reszta.
Żyjecie pod reżimem upowszechnionego przerywania ciąży.

(1) W roku 1975, czyli 3 lata przed pierwszym wydaniem tej książki, wprowadzono we Francji aborcję na życzenie (przyp. A.W.).

Dowód ósmy

Narkotyki stanowią niezły sposób na ucieczkę z tego świata bez udawania się dokądkolwiek. Dzięki nim ziemia przestaje was ograniczać i możecie doznawać na ziemi rozkoszy kosmicznego szybowania, dotychczas dostępnej tylko aniołom i kosmonautom.
Zgodnie z moimi wytycznymi korzystacie z nich z chwalebną żarłocznością. Narkomanów spotyka się już w szóstej klasie, a i wy, dorośli, praktykujecie to samo – na tyle, na ile to jest legalne. Nie stosujecie zapewne narkotyków w stanie surowym, ale łykacie bez przerwy masy pigułek, które albo uśmierzają, albo udzielają podniety waszym zmysłom, lub też powodują, że wpadacie w stan absolutnego i wzniosłego zobojętnienia w stosunku do świata i swoich bliźnich.
Religia jest opium ludu, mawiał Karol Marks. To było dawno. Tezę należy odwrócić: to opium stało się religią ludu.

Na wasze zdrowie, w błyskotliwej zmienności mego oszałamiającego geniuszu -

Diabeł

---------------------------------

Le Cap, 2 grudnia

Drogi Panie!
Jeśli Pan pozwoli, idźmy dalej w tym rozważaniu moich dokonań i dobrodziejstw.
Dowód dziewiąty

Jednym z powodów do dumy jest dla mnie społeczeństwo przemysłowe. Czasem miewam wrażenie, że te trujące wyziewy, zielone dymy i ognie piekielne zbyt wyraźnie ujawniają moją obecność.
Próżne obawy. Mechanizacja jednostki, hałas fabryczny, który opróżnia głowy i powoduje drżenie kończyn, odczłowieczony układ stosunków międzyludzkich, jaki powstaje wskutek pracy przy taśmie – tego było za mało, by wzbudzić w was cień podejrzenia. Bałem się przerysowania roli, jak to określają aktorzy. Ale wszystko jest w porządku. To świetnie, będę mógł dorzucić to i owo.
Konsumować aby produkować, a nie produkować aby konsumować – oto prawo, które wam narzucam, żeby otoczyć was rojem pokus i wskazać, jak macie im ulegać.
I kiedy wreszcie pozwolę wam zdobyć przedmiot waszego pożądania, natychmiast powołuję do życia coś nowego, co sprawia, że wasza ”zdobycz” jest już niemodna i dzięki temu traci wartość w waszych oczach.
Mój drogi Panie, wszelkie szczęście, które nie daje się schwytać, jest tylko marzeniem, a to, które się schwytać daje, zamienia się w popiół. Tak to wprowadzam Pana w sekrety mechanizmu przywidzeń, który jest w moim królestwie nieźle rozwinięty.

Dowód dziesiąty

Jak Pan zapewne zrozumiał czytając jeden z moich paryskich listów, skoncentrowałem was w miastach, aby oderwać was od kontaktu z przyrodą, której elokwentna religijność doprowadza mnie do rozpaczy. Byle płatek róży daje początek kontemplacyjnej spirali, która dociera w końcu do krzywizny kosmosu, aby do baletu gwiazd dorzucić i swój aromat. Miasto z jego mrowiem pudełkowatych domów, z przegrodami, z przebłyskiem pokawałkowanego nieba, fragmentaryzuje spojrzenie i wykoleja medytację. Nieszczęśnik, który padnie jego ofiarą, jedną połowę życia spędza na drążeniu dziury w jego labiryntach, a drugą na poszukiwaniu drogi wyjścia.
Jesteście do tego stopnia oderwani od przyrody, że wkrótce drzewo wyda wam się naroślą, która budzi odrazę, a polna trawa przykładem wstrętnej kosmatej anomalii. Zresztą w centrum kulturalnym Beaubourg roślinność na placu zabaw dla dzieci jest zrobiona z tworzyw sztucznych. Roboty w kształcie maluchów jeszcze nie są wykończone jak trzeba, ale dekoracje są już na miejscu.

Polistyrenicznie Pański

Diabeł

----------------------------

Paryż, 2 grudnia

Drogi Panie!

Schodząc w dół ku Jerozolimie w Niedzielę Palmową, Chrystus zapytywał sam siebie, czy znajdzie jeszcze trochę wiary na ziemi, kiedy przyjdzie ponownie na obłokach niebieskich.
To pytanie jest już nieaktualne. Wiara ulotniła się jak sen. Ta czarodziejka teologiczna, rzekomo zdolna podnosić góry, podnosi co najwyżej zastrzeżenia i nie przesunęłaby nawet marnego kretowiska. Łatwo zgadnąć, dlaczego. W porządku wiary miłość poprzedza poznanie – trzeba kochać, aby poznać, zgodnie z imperatywem przykazania: Będziesz miłował Pana Boga, będziesz miłował bliźniego jak siebie samego. Irracjonalnego charakteru takiej procedury nie trzeba nawet podkreślać. Filozofia, której was nauczyłem, zgodnie z logiką mówi, że poznanie poprzedza miłość, a skoro proces poznania nigdy nie może dojść do końca, na miłowanie pozostaje mnóstwo czasu. Nie ma po co się spieszyć. To jest mój punkt widzenia, który przyjęliście za swój. A to prowadzi was w praktyce do rozsądnego ateizmu i na razie nic więcej od was nie wymagam.
To jest mój

dowód jedenasty.

 

Dowód trzynasty

Trzecia cnota teologiczna, caritas, wywołuje w was słuszną nieufność.
Proszę tu podziwiać moją technikę. Najpierw sprowadziłem to słowo – które oznacza samą istotę Innego – do jego znaczenia najmniej naznaczonego tajemnicą, po czym wydrelowałem je z jego nadprzyrodzonych treści. Później nietrudno już było przekonać was, że caritas tak odbóstwiona i zredukowana do rzędu dobrych uczynków jest niczym innym jak tylko zręcznym omijaniem sprawiedliwości i że stwarza pomiędzy dającym a biorącym niedopuszczalny stosunek zależności.
Pochłonięty dowodzeniem zapomniałem powiedzieć, że w świecie duchowym świadczy bliźniemu miłosierdzie nie ten, kto daje, lecz ten, kto przyjmuje.
Przepraszam.

Diabeł

Baden-Baden, 2 grudnia

Drogi Panie!

Dowód czternasty

Przy współpracy kol. Hegla, fabrykanta wirtemberskich kiełbasek, w których Byt i Niebyt posiekane na drobno i wepchnięte razem w cienką kiszkę Idei tworzą jedno z tych smakowitych dań, których wasza brać uniwersytecka już od stu albo i dwustu lat nigdy nie ma dosyć, nauczyłem was dialektyki.
To właśnie dialektyka (teza, antyteza, synteza, oczko w prawo, oczko w lewo, w ten sposób można dziergać wszechświat bez końca) wodzi was od konfliktu do konfliktu we wszystkich dziedzinach kultury, polityki i życia społecznego. Żyjecie pod panowaniem nieustannej przemocy i gwałtu, ze zgrozą przepytując własne sumienie, nic nie rozumiejąc z tego zjawiska i, co więcej, nie mogąc opanować zła. Czyżbyście byli jeszcze głupsi niż sobie wyobrażałem? Nadstawcie uszu – dialektyka rodzi nienawiść, a przemoc jest naturalnym wynikiem jej wahadłowych ruchów.

 

Dowód piętnasty

Wpakowałem was z dwudziestoletnią przerwą (czas konieczny na podhodowanie nowych rekrutów) w dwie wojny światowe i założę się, że nie znajdziecie dla nich racjonalnego uzasadnienia, które by nie implikowało mojej bezpośredniej i osobistej interwencji.
Szukajcie, a nie znajdziecie. Jak zwykle.

 

Dowód szesnasty

Zaszczepiłem waszym umysłom sceptycyzm. Przyjął się znakomicie. Demokraci nie wierzą już w demokrację i nie ośmielają się jej bronić, gdy tego wymaga sytuacja. [---][Ustawa z dn. 31 lipca 1981 r. O kontroli publikacji i widowisk, art. 2, pkt. 6 (Dz.U. nr 20, poz. 99, zm. 1983, Dz.U. nr 44, poz. 204)]. Malarze nie wierzą już w malarstwo i częściej o nim mówią niż malują. Nauka wątpi sama w siebie i już nie chwali się, że ma odpowiedź na wszystkie ludzkie zapytania. Gdy jednak przekonałem ją o jej impotencji, wymogłem zarazem, że się do tego nigdy nie przyzna. Niezłe zagranie moim zdaniem.

----------------------------------

Lyon, 3 grudnia

Drogi Panie!

Dowód osiemnasty

Rozpowszechniłem wśród was filozofię absurdu, która ma tę szczególnie piękną zaletę, że nie może się zweryfikować nie negując równocześnie samej siebie.
Z tego wynika, że im myśl jest mniej logiczna, tym większe ma szanse uchodzić za prawdziwą, a im bardziej jest idiotyczna, tym mniej kontrowersyjna. Mam nadzieję, że te żarty spodobają się Panu.


Dowód dziewiętnasty

W końcowej części książki Pańskiego przyjaciela Chestertona Kula i krzyż ostatnie zdrowo myślące jednostki, których wiara w Boga lub człowieka zagraża regułom ustalonego porządku, są uznawane za chorych umysłowo i izolowane przez wszechwładnego lekarza, podobnego do mnie jak rodzony brat.
Nie muszę Panu przypominać, gdzie zostało zrealizowane to proroctwo z lat trzydziestych naszego stulecia, w jakim kraju żyją dziś ludzie, o których mowa, w jaki sposób są traktowani przez oficjalną psychiatrię i w jakich to miejscach odosobnienia trzyma się ich pod kluczem.

Dowód dwudziesty
nawiązujący do osiemnastego

Oprócz filozofii absurdu wymyśliłem także wszystkie te filozofie, których pobożnie nauczacie (na mój pożytek) dzieci w waszych szkołach. Nie będę ich wyliczał, bo mogę zostać posądzony o recytowanie lekcji.
Wszystkie, rzecz jasna, wychodzą z tego samego założenia: że ja nie istnieję i nie mogę istnieć. Czy to nie śmieszne? Niedużo brakuje, by zaczęły rozumować dokładnie tak jak ja.

 

Dowód dwudziesty pierwszy


Oświęcim.

 

Dowód dwudziesty drugi

 [---][Ustawa z dn. 31 lipca 1981 r. O kontroli publikacji i widowisk, art. 2, pkt. 3 (Dz.U. nr 20, poz. 99, zm. 1983, Dz.U. nr 44, poz. 204)]

 

Dowód dwudziesty trzeci

Wbiłem wam w głowę słowo ”mit”, słowo magiczne, słowo-spustoszenie, które zrujnowało cały wasz system pojmowania życia pozagrobowego, a także powstrzymuje was od zerkania w stronę tego, co niewidzialne, z obawy, że można tam coś zobaczyć.
Niezłe zagranie, co?

 

Dowód dwudziesty czwarty

Wasi biskupi zadekretowali niedawno(1), że odtąd polityka zalicza się do celów ostatecznych ludzkości. Nie muszę Pana przekonywać, jak bardzo ta formułka przypadła mi do gustu. Swego czasu żałowałem ogromnie, żegnając się in extremis z p. Charlesem Maurrasem, który u kresu życia niegodnie mnie opuścił, by wrócić na łono katolickiego, apostolskiego i rzymskiego Kościoła. Teraz z przyjemnością patrzyłem, jak instytucja, która go ongiś odrzuciła, przyjmuje za swój zwrot ”polityka przede wszystkim”, który kiedyś był główną przyczyną potępienia Maurrasa. Myślę, że nie mylicie się w tej sprawie – doprawdy chodzi tu o politykę przede wszystkim, albowiem w systemie myślenia religijnego cele ostateczne zajmują pierwsze miejsce.
(1) Książka powstała w roku 1977 we Francji.


Dowód dwudziesty piąty

Wasz Tomasz z Akwinu utrzymywał, że celem społeczeństw jest umożliwić ludziom oddanie się kontemplacji Pana Boga.
Szalony pomysł. Ze słów ”polityka przede wszystkim”, wzmiankowanych wyżej, logicznie wynika, że państwo nie ma innego celu jak tylko siebie. A społeczeństwo, które jest jedynym celem samo dla siebie, stanowi w istocie rzeczy społeczeństwo totalitarne. Jak pan dobrze wie, zacieśnienie horyzontów intelektualnych, charakterystyczne dla społeczeństw tego typu, jest z mojego punktu widzenia bardzo korzystne: produkuje kolejne generacje technokratów, którzy nigdy nie przeżywają konfliktów wewnętrznych, jakie zniekształcały wyznawców Chrystusa przed ukształtowaniem ich na nowo.

 

Dowód dwudziesty szósty

Na próżno zachodzicie w głowę, dlaczego od początku tego stulecia zwaliło się na świat tyle systemów przemocy i jaki to tajemny łańcuszek przyczyn i skutków prowadzi od demokracji liberalnej do państwa policyjnego. Niech Pan jeszcze raz rzuci okiem na poprzedni akapit.
Społeczeństwo ludzkie, które wyklucza nieskończoność, staje się z konieczności społeczeństwem więziennym. Doskonale. Wszystko, co ratuje was od spotkania z transcendencją, ma moje błogosławieństwo.

 

Dowód dwudziesty siódmy
wynikający z tej samej logiki

Jak już dałem wam do zrozumienia, jesteście zdefinalizowani, inaczej mówiąc – pozbawieni wieczności jako celu.
A skoro każda istota posiada byt jako funkcje swego celu (jak powiedział filozof, który nie zawsze się mylił), wobec tego nie mając celu nie macie i początku. Krótko mówiąc – zredukowani do rzędu danych statystycznych nie istniejecie naprawdę. Oto pomyślne uproszczenie sprawy. Cała zasługa po mojej stronie. Zrobi mi Pan przyjemność wierząc, że tak jest w istocie.

Mitycznie Pański
Diabeł

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.