Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 15 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow sztuczki i sztuka... 16 arrow Mistrz z ograniczoną odpowiedzialnością
Thursday 29 October 2020 05:40:56.30.
migawki
 

30/31.10 Jasna Góra – comiesięczne Czuwanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę

Wielce Czcigodny Premierze i Ministrze „Zdrowia” ! Demonstranci pytali : „Premierze, czy istnieje sranie bezobjawowe?” . A po karetkach policji skakał wasz prowok - zdjęcia mogę dostarczyć.

Uchwalili bezczelnie „Bezkarność konowała+” pod szydliwą nazwą „Dobry Samarytanin”. Polacy karnie noszą maseczki nawet na pustej ulicy. Tymczasem liczba stwierdzonych zakażeń rośnie. Okazuje się, że maskowanie nie działa, ale tego rząd nie przyzna za nic w świecie. Dlatego trzeba wskazać „wroga ludu”, który niweczy wysiłek całego narodu.

Co chcą nam powiedzieć celebryci, okraszający informację o złapaniu kowida: "dbajcie o siebie, noście maseczki"? Że sami zaniedbali i nie nosili, czy że ich samych to dbanie i noszenie przed niczym nie uchroniło?

A fekalia Trzaskowskiego systematycznie, po cichu dalej ubogacają Wisłę.

 
W Y S Z U K I W A R K A
Mistrz z ograniczoną odpowiedzialnością Drukuj Email
Wpisał: Tomasz A. Żak   
15.10.2016.

Mistrz z ograniczoną odpowiedzialnością

 

Tomasz A. Żak  2016-10-15 pch24

 

 

Czy damy sobie wmówić, że istnieją dwie Polski? – to nasz największy kulturowy problem początku XXI wieku. A że nie jest to sprawą błahą, świadczą choćby przepychanki co do miejsc pochówku osób znanych – np. Lech Kaczyński i Wawel, Wojciech Jaruzelski i Powązki.

A jak poradzić sobie z pośmiertną retoryką dotyczącą ludzi sztuki? Niedawno zmarł Andrzej Wajda…

 Wiemy wszyscy, że istnieje niepisana zasada, iż o zmarłych mówi się tylko dobrze albo w ogóle. Jak zrobić w tym przypadku? Nie da się przecież oddzielić człowieka od jego twórczości, a kreacji artystycznej od człowieka. Artysta, jak ksiądz, nie ma życia prywatnego, które by pozwalało mu wziąć urlop od jego obowiązków stanu. A te raczej jednoznacznie definiują się w dziełach, bo każde dzieło to większy lub mniejszy kawałek autobiografii. Także u reżysera Wajdy jego światopogląd, jego moralność i jego ewentualna polskość definiują się w kolejnych filmach – powiedzmy – od „Pokolenia” po „Wałęsę”.

 Pamiętam taką starą anegdotę: rozmawiają dwie koleżanki i jedna pyta drugą: kim chciałbyś zostać w życiu? I ta druga, z jakże rozbrajającą ignorancją, odpowiada: ja, tak jak Joanna d'Arc, chciałbym potem zostać dziewicą. Tyle anegdota, bo w rzeczywistości nie da się tego zrobić „potem”. Cnota czystości, jak i cnota męstwa, to nie jest signum wybiórcze, ograniczone do jakiegoś etapu życia albo do czasu „na emeryturze”.

 Niedawno, w kontekście państwowego pogrzebu Danusi Siedzikównej „Inki”, pisałem o rodzącej się nadziei na nowe, symboliczne zdefiniowanie się naszej Ojczyzny. Wizerunek tej młodej dziewczyny, zamordowanej przez komunistów, może być prawdziwą twarzą Polski. Polski odwołującej się do zatraconej przeszłości naszego narodu – dumnej i szlachetnej. Dzięki pokoleniu jej podobnych możemy odzyskać tożsamość konieczną dla przetrwania państwa w czas globalizacyjnej urawniłowki. To właśnie pokolenie Żołnierzy Wyklętych, walczących od 1944 roku aż po rok 1963, aż po śmierć Józefa Franczaka „Lalusia”, jest tym depozytem przeszłości przywróconym nam przez Opatrzność.

 A co w roku obławy na Franczaka robił Mistrz Wajda? Co robił później? Jakie filmy podpisywał swoim nazwiskiem? Co lub kogo firmował swym talentem? To nie są głupie pytania. Jeżeli rodzice chcą wiedzieć jak najwięcej o kandydacie na męża ich córki, to jest jak najbardziej normalne. Jeżeli wyborcy mają prawo znać „od kołyski” życiorys kandydata na przywódcę kraju, to jest to bardzo rozsądne. Nauczyciel w szkole, czy katecheta z parafii muszą wykazać się nieposzlakowaną opinią, aby uczyć i wychowywać. W świecie, w którym emocjami ludzi rządzą igrzyska, artyści i sportowcy stają się demiurgami zbiorowej wyobraźni. To oni, dużo bardziej niż nauczyciele czy politycy, wpływają na to, jak ludzie żyją, a nawet jak myślą. 

Andrzej Wajda od początku do końca swego twórczego życiorysu był takim demiurgiem. Brał udział w kształtowaniu tzw. polityki historycznej lub był do tegoż „używany”. Pamiętam jak „dobrzy Polacy” i „żarliwi patrioci” odsądzali „od czci i wiary” Władysława Hasiora za otwarcie autorskiej galerii w Zakopanem w czasie stanu wojennego, a także za jego pomnik na Przełęczy Snozka, na którym bez zgody Mistrza Władysława umieszczono prokomunistyczną sentencję.

Wajda „będąc w pełni władz umysłowych i przez nikogo nie będąc przymuszanym” zbudował wiele takich filmowych pomników i przez dziesięciolecia był na różne sposoby obdarowywany przez władze, od sekretarza Gomułki po prezydenta Komorowskiego.   

 Ktoś się oburzy, zapieni, ktoś zaskowyczy – „Jak tak można o Mistrzu? On przecież dostał Oscara!” To prawda. Powiem nawet więcej – on tego Oscara powinien dostać już dawno i to nie za tzw. całokształt, ale za fenomenalne kino, które robił, za niezwykłą i oryginalną pracę reżyserską, także za scenariusze. On na tego Oscara zasłużył swym filmowym kunsztem dużo bardziej niż wielu, wielu przed nim i po nim nagradzanych.

 „Piłat i inni”, „Danton”, „Ziemia obiecana”, „Krajobraz po bitwie”, „Wesele”, „Bez znieczulenia” – każdy z tych obrazów to kino najwyższej próby. Każdy wart jest osobnego eseju i pewnie obok tych już napisanych, teraz powstaną nowe. Jest jeszcze jeden, niezwykły film Mistrza – „Wszystko na sprzedaż”. Film o robieniu filmu; taka konwencja jakby „teatru w teatrze”. Zaczyna się od sceny, w której reżyser (ten scenariuszowy) wciela się w postać aktora (tego prawdziwego), aby pokazać, jak tamten wpadł pod pociąg. Dokładnie tak, jak to się stało z aktorem Wajdy, Zbigniewem Cybulskim, na dworcu we Wrocławiu. Po tej scenie reżyser (ten z filmu – grał go Andrzej Łapicki) wyłażąc z torowiska na peron pyta kamerzysty: „Jak było? Widziałeś twarz?”. „Wszystko na sprzedaż” – jakże trafiony tytuł, jakże przerażająco wspaniałe kino wielkiego reżysera.

 Ale jednocześnie broń nas Panie Boże przed nazywaniem teraz jego imieniem ulic czy sal kinowych, przed spiżowymi wizerunkami na jakichś miejskich „ławeczkach”, przed pomnikami czy nawet popiersiami.  Jeżeli nie chcemy żyć w narodowej schizofrenii, w tych wydumanych dwóch Polskach, to takie uhonorowanie musi być zarezerwowane tylko dla mężnych i czystych albo dla tych, którzy swe bezeceństwa i zdrady zmazali nie mniej chwalebnie, jak sienkiewiczowski Babinicz/Kmicic.

Tymczasem czterokrotnie żonaty Mistrz niczego nie zmazał; chyba nawet nigdy nie próbował. A całkiem niedawno temu, bo w roku 2008, dołączył do specyficznego grona osób wyróżnianych tytułem Człowieka Roku przez „Gazetę Wyborczą”.

 Mamy wiec problem kulturowy i edukacyjny zarazem, który nazwałbym oddzielaniem ziarna od plew. Najlepiej dla zilustrowania tego oczywistego procesu przywołać znane ewangeliczne „Tak – Tak, Nie – Nie”. Bo po pierwsze prawda nie jest relatywna, a po drugie nigdy nie leży po środku. Bycie wielkim artystą nie musi być równoznaczne z byciem dobrym Polakiem. Tak jak i bycie patriotą nie gwarantuje bycia dobrym artystą. Partykularne czy doraźne zacieranie tej granicy jest po prostu toksyczne, a bywa, że może być początkiem śmiertelnej choroby. Tak o tym śpiewał Bułat Okudżawa:

 …a przecie mi żal
że nad naszym zwycięstwem niejednym
górują cokoły na których nie stoi już nikt.

 Tomasz A. Żak

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.