Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 21 gości
S T A R T arrow Kościół arrow Religie fałszywe, herezje arrow Łatwo zostać heretykiem
Sunday 23 February 2020 01:57:20.28.
migawki
 

Wy jesteście solą ziemi. A jeśli sól zwietrzeje, czym będzie solona? [Mt. 5:13]

 
W Y S Z U K I W A R K A
Łatwo zostać heretykiem Drukuj Email
Wpisał: Zygmunt Krzyżanowski   
21.11.2016.

Łatwo zostać heretykiem

 

Ten albowiem czas był, po którym zaczęta była burzliwość Marcina Lutra, niegodnego Theologiej we Wittenbergu Professora przeciwko Odpustom, Obrazom, i przeciwko artykułom niektórym inszym prawej Katolickiej Wiary...

=============

[Z numeru 6 (187) (listopad grudzień 2016) „Zawsze Wierni”, Tematyka: „500-lecie Deformacji”. Radzę kupić ten numer. Mirosław Dakowski]

 

Zygmunt Krzyżanowski

 

Krytyka herezji często polega na przedstawianiu wyznawców nauk różnych samowolnych reformatorów Kościoła w sposób skarykaturowany lub na ukazywaniu skrajnych skutków popadnięcia w herezje. Przedstawiane są więc czyny i rzeczy, które z pewnością odstręczą od herezji każdego w miarę zrównoważonego człowieka - czyli zdecydowana większość. 

        

Ten sposób walki z herezją ma jednak pewną wadę, za którą kryje się bardzo poważne niebezpieczeństwo: otóż paradoksalnie zaciera różnice pomiędzy działaniami protestantów a tym, co robią współcześni katoliccy progresiści. Przykładem takich mitów jest niszczenie dawnego wyposażenia kościołów.

Wyniki poważnych badań pokazują, że „znane są liczne przypadki programowego niszczenia wizerunków przez ewangelików. jednak wypada podkre,ślić, że tylko niektóre akcje usuwania obrazów odznaczały się gwałtownością, inne były raczej stopniowymi procesami, w których najpierw ludność przygotowywano do odrzucenia wizerunków. Lektura relacji z narad gmin w Szwajcarii i południowych Niemczech przekonuje, że często starano się usuwać obrazy możliwie dyskretnie, niekiedy przestrzegano też przed ich pochopnym niszczeniem. Jeszcze w XVII w. wizytatorzy nakazywali wyeliminowanie z ewangelickich kościołów pozostałości ‹‹papieskich zabobonów››, które najwyraźniej wciąż zachowały się w wielu wnętrzach”.

         Ciekawym przykładem obrony wyposażenia jest historia zawierającego relikwie Krwi Chrystusa  retabulum (nastawy ołtarza) z kościoła św. Jakuba w Rothenburgu.  Na Wielkanoc 1525 roku Andreas Bodenstein von Karlstadt, autor traktatu O zniesienia obrazów, domagał się zniszczenia tego obiektu.   Przez pięćdziesiąt lat przybywające do świątyni pielgrzymki opóźniały usunięcie nastawy, a w końcu, przeniesiona W mniej eksponowane miejsce, jako jedyna z pięciu nastaw wykonanych do tego kościoła przez Tilmana Riemenschneidera, uniknęła zniszczenia.  Co znamienne, została przywrócona na swoje miejsce w 1965 roku.  Być może był to przejaw podejścia historyczno-muzealnego i uznania, że w obecnej sytuacji obiekt nie stanowi już zagrożenia doktrynalnego. Protestanci, tak jak zwolennicy posoborowych reform doktrynalnych i liturgicznych, częstokroć potrafili i potrafią cenić artyzm średniowiecznych obiektów kultu i zachowywać je, by pokazywać zwiedzającym.

         Na marginesie można śmiało stwierdzić, że „duch II Soboru Watykańskiego” nigdy nie natchnie artystów do tworzenia tak wspaniałych dzieło tematyce religijnej, jakie zostawili po sobie wybitni autorzy protestanccy - choćby Rembrandt, by daleko nie szukać. To nie jest paradoks - to fakt, który daje bar dzo dużo do myślenia. 

Pamiętajmy, że aby odpaść od Kościoła wystarczy świadomie odrzucić choć jedną prawdę wiary... i wielu ludzi w miarę zrównoważonych tak czyni. Dziwactwa typu kobieta -biskup czy udzielanie ślubów małżeńskich przedstawicielom tej samej płci z pewnością wielu by odstręczyły, ale na przykład wiara w świętych obcowanie czy ciała zmartwychwstanie jest już w ich mniemaniu, przy dzisiejszym stanie wiedzy, pozbawiona sensu i wcale nie konieczna do przyjęcia.  Są też tacy, którzy nie posuwają się do odrzucenia wymienionych artykułów wiary. Nie wierzą tylko w sprawiedliwość Pana Boga, bo według nich będzie lepiej, gdy nie będzie kar. Inni po prostu wierzą w nowoczesność i jeśli Pan Bóg będzie zgodny z ich wizją nowoczesności, to są w stanie przyjąć jego istnienie.

Cóż to jednak za wiara?  Wydaje się nawet, że współczesna hierarchia kościelna dostrzega powszechność tego typu postaw i, niemalże za wszelką cenę, stara  się udowodnić, że Pan Bóg do wiary w nowoczesny świat bardzo dobrze pasuje. Nowa Msza, nowy katechizm, nowa dyscyplina, nowa ewangelizacja, nowy różaniec, nowe tłumaczenia Pisma Świętego, w końcu nowy stosunek do innych wyznań.

Jeszcze inni nie bardzo się tym wszystkim przejmują - ważne jest tylko, by ksiądz nie chciał za dużo pieniędzy przy okazji ślubu i pogrzebu. Tym wmawia się, że są katolikami, niezależnie od tego jaka jest ich filozofia życiowa - trzeba wszak zachęcać ludzi. A tacy właściwie niewiele sprawiają kłopotu, trzeba tylko wiedzieć jak ich podejść... ale od czegóż socjotechniki i doświadczenie duszpasterskie? A w ogóle to fajnie jest być fajnym i Kościół, jeśli ma przetrwać, musi być fajny i ta fajność musi być medialna.  Owa fajność ma jednak pewną wadę - otóż dość szybko się starzeje. Nowa Msza w latach 70. mogła wydawać się fajna; dziś, jeśli nie zrobi się dodatkowo czegoś fajnego, to będzie nudna. Nowa Msza jako produkt kulturowy swojego czasu zestarzała się i dziś jest tak naprawdę stara. Natomiast tzw. stara Msza jaką była, taką jest i dziś - jest Mszą wszech czasów, czyli ponadczasową. Podobnie jest z różnymi książkami religijnymi. Niektóre się zestarzały -ich treść przestała być aktualna zarówno dla rewolucjonistów, jak i ewolucjonistów, a oczywiście nigdy aktualną nie była dla szukających nie zmian, a prawdy.

Są zaś dzieła teologiczne, duchowe, katechizmy,  które nigdy się nie zestarzeją. Nie zestarzeją się tak, jak nie zestarzeje się Iliada czy Pan Tadeusz, choć odejdą w przeszłość warunki historyczne, w których powstały. Wymienione epopeje ze względu na zawarte w nich wartości kulturowe, katolickie dzieła religijne ze względu na zawartą w nich prawdę. 

Rozważając paradoksy współczesnej sytuacji w Kościele można łatwo popaść w błędy, zwłaszcza, że najczęściej nie mamy odpowiedniego przygotowania do snucia takich myśli. Niewątpliwe Marcin Luter żył również w dość trudnej dla Kościoła sytuacji. Dla nas jego historia może być pouczająca pod tym względem, że możemy zobaczyć, czego należy unikać, a co czynić, by nie popełniać tych samych błędów.

Już pobieżne zapoznanie się z historią tego człowieka prowadzi do wniosku, że miał on bardzo poważne problemy duchowe. Można spędzić dużo czasu nad książkami mu poświęconymi, ale jak odpowiedzieć na pytanie: czy miał on rzeczywiście powołanie do kapłaństwa? Swoje problemy duchowe starał się rozwiązać na drodze intelektualnej, a nie sakramentalnej i ascetycznej. Brak efektów surowej ascezy, w spodziewanym czasie, poprowadził go do jej odrzucenia, jako środka nieskutecznego.

Problem wydaje się błahy, ale, jeśli odrzucimy możliwość przezwyciężenia pożądliwości, to odrzucamy sens Dekalogu... a przecież w praktyce świat odrzuca możliwość pokonywania pożądliwości. Jest to jedna z głównych zasad funkcjonowania nowoczesnych społeczeństw, w tym oczywiście gospodarki i polityki. 

1. Z pewnością należy stąd wyciągnąć wniosek, że trzeba zadbać o to, by mieć stałego, pobożnego (dążącego do świętości) spowiednika i nie przesadzać z wiarą w swe możliwości intelektualne. Taka postawa z pewnością zapewni właściwe pożytki z Ofiary Chrystusa ponawianej we Mszy świętej. Jest to też droga do pokoju duchowego, którego na drodze rozwoju czysto intelektualnego nie można osiągnąć - może go dać tylko Bóg. 

2. Luter nie mając do tego powołania, postanowił zreformować Kościół. Nie należy więc stawiać się w roli reformatora Kościoła.  Należy starać się czynić dobrze w zakresie własnych obowiązków, a Pan Bóg obróci to na dobro Kościoła lepiej niż możemy przypuścić. Marcin Luter w ramach swych obowiązków mógł uczynić wiele dobrego Kościołowi - nawet zostać świętym. Samowolnie stawiając się w roli reformatora, nie zrobił dla dobra Kościoła tego, co do niego należało. 

3. Trzeba mocno wierzyć w Opatrzność Bożą, a nie we własną rolę w naprawianiu świata. Zauważać dobro, które Bóg nam czyni już tu na ziemi. Wśród zmiennych losów dostrzegać drogowskazy, które prowadzą do nieba. Pokora zdejmie bielmo z oczu. Pozwoli ona dostrzec zło we właściwych proporcjach. Zło, które jest niczym wobec Dobra.

=================

Niech więc zapowiadane świętowanie wystąpienia zagubionego we własnym „ja” zakonnika nie przygnębia, nawet jeśli będą w nim brali udział następcy apostołów. Opatrzność Boża przewidziała to.

W związku z tym wydarzeniem wierni w Polsce też mają rocznicę do świętowania: każdy z Czytelników słyszał o objawieniach w Fatimie poprzedzających katastrofy naszych czasów, mniej za to znanym wydarzeniem, które warto nagłośnić, poprzedzającym wystąpienie Marcina Lutra, było cudowne znalezienie figurki Matki Boskiej w Gidlach, w roku 1516. 

Ambroży Zagajowski, ojciec dominikanin, doktor Pisma Świętego,  napisał o tym, że ,,upodobało się Panu objawić Obraz mały kamienny,  ale wielkiemi Cudami i Łaskami słynący PANNY Najświętszej, przez  jednego prostaczka chłopka w tej wsi na roli znaleziony”. Nastąpiło to zaś ,,na utrzymanie Wiary Świętej” wśród ludzi wszelkiego stanu i na pohańbienie ,,dumno wysokich fantazji”.

Dalej zaś czytamy: „Ten albowiem czas był, po którym zaczęta była burzliwość Marcina Lutra, niegodnego Theologiej we Wittenbergu Professora przeciwko Odpustom, Obrazom, i przeciwko artykułom niektórym inszym  prawej Katolickiej Wiary, która w kilka lat do różnych państw zapłynąwszy, wielu możnych, Duchownych, i Uczonych do siebie zarwała,  potym, i Polskę tak zmieszała, że herezja Luterska Wiarą Szlachecką,  a Wiara prawa Katolicka wiarą chłopską (z pogardą) zwana była. Na ten czas gdy Pan BÓG przy tym pomienionym Obrazie Gidelskim  Cuda czyni, prostaczków w prawej Wierze Świętej zachowuje, a uczonych wielu, możnych, iw swej świątobliwości, (której nie mieli prawej) dufających, poniża. Znaleziony zaś jest ten obraz roku wspomnianego 1516, około pierwszej Niedziele Majowej [...].  Był w pomienionej wsi Gidelskiej człowiek prostaczek Kmieć, imieniem Jan, nazwiskiem Czeczek: ten czasu namienionego wyszedł na oranie roli (gdzie teraz jest w Gidlach Kaplica Najświętszej PANNY)  z parą wołów, którą gdy orze, niespodzianie obaczy, że obadwa woły poklęknąwszy ruszyć się z miejsca nie chcą, których ani wołaniem,  ani biciem do powstania dla dalszej roboty nie mógł pobudzić. Więc  porwie się od pługa (za którym szedł) do Wołów, chcąc ich podnieść,  i ujrzy przy wołach Obrazek mały głazowy Najświętszej PANNY wielkości na dłoń  .]”.

Przyklęknąwszy i pomodliwszy się przed figurką, zabrał ją do domu i schował głęboko do skrzyni, przykrywając ubraniami i chustami. Pomimo ciągłego chowania figura jednak zawsze znajdowana była na wierzchu. Wreszcie ślepi na cud, którego kryć nie należy, Jan Czeczek z żoną i domownikami oślepli na oczy. Służąca, którą im dano, odnalazłszy promieniującą jasnością figurkę powiadomiła o tym miejscowego plebana. Ten procesjonalnie przeniósł figurkę do kościoła i umieścił ją W tabernakulum z Najświętszym Sakramentem. W tym czasie Czeczek i jego bliscy odzyskali wzrok.

Pleban, mimo dobrego zamknięcia figurki, nie znalazł jej w nowym miejscu  przechowania. Okazało się, że wróciła na miejsce znalezienia. Wydarzenie uznano za wskazówkę, gdzie figurka ma się znajdować. Postawiono więc „słup drewniany” na figurkę: ,,Pobożny zaś Dziedzic około Kolumny, lub słupa Domek mały drewniany dla straży Obrazu wybudować kazał.  Aż potym Syn jego jegomość Pan Marcin Gidzielski niewinnie na Śląsku do więzienia wtrącony był, [...] cudownie z więzienia uwolniony, Kościół nie wielki drewniany według możności swojej na miejscu znalezienia Obrazu wystawił [...]”.

Z czasem opiekę nad miejscem objęli oo. dominikanie, dziejące się cuda potwierdzone zostały przez kościelne komisje, wzniesiono duży kościół, którego częścią jest kaplica z odnaleziona przed pięciuset laty figurką. Dawni dominikanie przypominali antyluterską wymowę cudownego znaleziska, również w XIX wieku.

Dziś, zamiast walki, szykuje się świętowanie. Powstają komitety honorowe. My choć duchowo przenieśmy się do Gidli, uczcijmy  Pogromczynię herezji w Jej cudownym wizerunku i módlmy się za  tych, którzy mają jeszcze czas, by się nawrócić. .. lecz chrońmy przed nimi zwłaszcza dzieci i młodzież. Dziękujmy też za tych kapłanów, którzy ostali się przy wierze.  

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.