Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 47 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow Przybora arrow Ogar poszedł w las.
Thursday 24 October 2019 07:36:34.27.
migawki
Człowiek, kapłan, który w Ogrodach Watykanu przyjmuje błogosławieństwa szamanek, tańczy i kiwa się wokół „świętego Ognia” czy „śniętego Węża”, nie jest katolikiem, nie jest heretykiem. Jest APOSTATĄ, czyli kapłanem Szatana.
A w Polsce w wielu parafiach obchodzi się "święto kremówki". Nie dziwi więc, że realizacja proroctw, rewolta w Watykanie umyka uwadze owieczek i co głupszych pastuchów. To jest hermeneutyka ciągłości !
==============
 
W Y S Z U K I W A R K A
Ogar poszedł w las. Drukuj Email
Wpisał: Jeremi Przybora   
02.01.2017.

Ogar poszedł w las.

 

[Miałem Objawienie. Teraz każdemu to przysługuje, nawet wariatce - Mieczysławie K. z Czikagowa. A co, ja gorszy? No, może to zresztą był sen.. Ale pokazał mi się Starszy Pan, nie kompozytor, lecz Ten Drugi. Bardzo poważnie nakazał, by przypominać Publice klasykę. Więc to robię. MD]

===================

 

Jeremi Przybora „Baśnie Szecherezadka”, 1966

 

 

Czytujemy z przyjacielem literaturę już właściwie od dzieciństwa, ale pamięci do rzeczy przeczytanych nie  mamy. Czasem coś tak jakby człowiekowi świtało - jakieś postacie, zdarzenia jakieś... Ale z jakiej to książki, jakiego to autora, rzadko pamiętamy.  Ot, choćby ostatnio mieliśmy takie ciekawe zdarzenie, osnute na wątku literackim. Znajomi z dzielnicy podmiejskiej zadzwonili do nas z prośbą, żebyśmy przyjechali i wyprowadzili pieska na spacer. Pani domu dokądś poszła, a panu domu nie chciało się, czy coś takiego.

No więc oczywiście pojechaliśmy, wyprowadzilíśmy.  A sprawa nie była łatwa, ponieważ i pieskowi nie chciało się spacerować. Był to ogar, przedstawiciel ginącej podobno rasy ogarów polskich, W związku z czym smutny, nawet apatyczny. Taki ogar wygląda jak bardzo duży jamnik na bardzo krzywych nogach, które mu wyprostowano.

Jak wspominałem, nie chciał on spacerować. Zaparł się wszystkimi czterema łapami, więc przyjaciel go po prostu musiał przesuwać, pchając od tyłu rękami za lędźwie - tego ogara. A ja znowu usuwałem z drogi przeszkody, żeby się łatwiej zwierzę przesuwało. I podczas tego suwanego spaceru coś mi zaczęło świtać à propos ogara, więc pytam przyjaciela:  - Nie pamiętasz, z czego takie zdanie: ,,Ogary poszły  w las...”?

Ale na dźwięk tych słów w naszego psa jakby nowy duch wstąpił. Podkulony ogon wyprostował mu się aż do linii grzbietu, głowę podniósł, uszy nastawił i wietrzyć zaczął. A po chwili jak nie puści się w nieznanym kierunku! Tyle że zdążyliśmy złapać smycz i, pociągnięci przez gończego, pomknęliśmy przed siebie, co pies wyskoczy!

Najpierw mknęliśmy przez dzielnicę podmiejską, potem przez glebę jakąś rolną, a wreszcie wpadliśmy do jakiegoś lasu, gdzie ogar urwał był nam się i poszedł w las... Echo jego grania słabło coraz bardziej, aż wreszcie utonęło w milczeniu leśnym. Znowu zaczęliśmy sobie przypominać, skąd by mogło być zaczerpnięte to zdanie: „Ogary poszły w las...”

Aż tu nagle rozlega się tętent galopującego rumaka... Patrzymy: pędzi wierzchowiec z amazonką na wierzchu. Pod słowem amazonka rozumiemy tu jeźdźca płci żeńskiej z dwiema piersiami, a nie starożytną wojownicę z jedną. Wyjaśnienie chyba na miejscu ze względu na rzadkość amazonek obu odmian w naszym życiu obecnym. Im bliżej nas tych dwoje, tym jaśniej zaczynamy uświadamiać sobie, że nie kobieta nad zwierzęciem, ale zwierzę dominuje nad kobietą. Że rumak swą panią, co tu ukrywać, ponosi. Pa  ta taj! Pa ta taj! 

Ale oto drugi tętent (patataj, patataj) daje się słyszeć i zza zakrętu, który przed chwilą chlusnął przerażoną  amazonka, jeździec wypada dorodny i na ogierze jeszcze, jak się okazuje, ściglejszym, dogania ofiarę końskiej lekkomyślności. Jeszcze chwilka i bachmaty zrównują się, jeździec ściąga wodze, które w dłoniach tej pani były tak bezradne, koń amazonki, zdarty w miejscu, staje jak wryty, a dorodny mężczyzna chwyta ocaloną wpół i ustami do ust jej, proszę was, przywiera!  I wtedy to młoda i piękna dziewczyna odpycha go i tnie szpicrutą przez pysk. Cięty wybawca wali się, proszę was, z konia, ścigany pogardliwym wyzwiskiem w języku francuskim „imbécile!”, a pani odjeżdża i niknie za kolejnym zakrętem drogi. Pan z czerwoną pręgą przez twarz wskakuje na swego wierzchowca i również znika nam z oczu. I po chwili znów tylko las i my z przyjacielem.

A że nawinął nam się drwal okoliczny, pytamy go, skąd bierze się tutaj taka scena?  - Jak to skąd? - mówi drwal. - Fizycznego pytacie, a wyglądacie na umysłowych. Ja tam wam mówił nie będę!       

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.