Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 63 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow sztuczki i sztuka... 16 arrow Klata - praktyka spiskowa. "Klata Fest" - Zasłużony dla Saksonii
Friday 22 November 2019 16:38:16.28.
migawki
Diabeł do Rybaka z Watykanu: Teraz już tylko pachamamy, bałwany łowić będziesz"
 
W Y S Z U K I W A R K A
Klata - praktyka spiskowa. "Klata Fest" - Zasłużony dla Saksonii Drukuj Email
Wpisał: Tomasz A. Żak   
18.02.2017.

Klata – praktyka spiskowa.

Klata Fest” - Zasłużony dla Saksonii

 

Tomasz A. Żak

2017-2-18  http://www.pch24.pl/klata---praktyka-spiskowa,49537,i.html#ixzz4Z1KMlBSd

 

Wojna kulturowa trwa. Jej zagończykami są desygnowane do walki symbole. Ten etap kampanii o odzyskiwanie Polski z rąk lewaków zdecydowanie przegrywamy. Nie będę ukrywał swego rozczarowania w tym kontekście, szczególnie, gdy chodzi o świat teatru. A tutaj, z przysłowiowego banana, ktoś wystrugał symbol numer jeden – Jana Klatę.

 Kto dzisiaj jeszcze pamięta, jak w listopadzie 2013 roku w krakowskim Teatrze Starym widzowie protestowali przeciwko obsceniczności i perwersji pokazywanej na deskach tej sceny? Kto pamięta, że chodziło o inscenizację dramatu Augusta Strindberga „Do Damaszku" w reżyserii Jana Klaty? A przecież to były dopiero początki dyrektorowania w Krakowie, które zaoferował panu Jankowi ówczesny minister kultury, Bogdan Zdrojewski. Minister namaścił nowego dyrektora w konkursie, który nie był konkursem, a mówiąc precyzyjnie - nie był w zgodzie z obowiązującymi procedurami wpisanymi do ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej. Zdrojewski zorganizował nieistniejący w ustawie „konkurs zamknięty” dla tylko przez siebie wytypowanych kandydatów, oceniany przez jakiś „zespół opiniujący”, który nie miał nic wspólnego ze zdefiniowaną przez ustawę komisją konkursową. Czyli, trochę jak w liberalnej teorii dochodzenia do bogactwa: „pierwszy milion trzeba ukraść”.

 Nasz polski problem polega jednak na tym, że nie o te ukradzione pieniądze chodzi najbardziej, a o ludzką duszę. Myślę, że zgodzicie się Państwo ze stwierdzeniem, iż tzw. przemysł rozrywkowy deprawuje człowieka. A ja dodam, że teatr publiczny w ostatnich dekadach stał się już niemal w całości tegoż przemysłu częścią i to tą, która deprawuje najbardziej. Twarda obrona pozycji Klaty na stołku dyrektora sceny narodowej w Krakowie nie jest przypadkowa. On został powołany przez określony układ polityczny i ideologiczny po coś, podobnie zresztą jak wielu przed nim i po nim w dziesiątkach instytucji kultury wyższej „w tym kraju”.

No właśnie: kultura wyższa, czyli artystyczna kreacja, która prowadzić powinna… katolik by powiedział, że do Pana Boga, ale przyjmijmy w tym wywodzie ze względu na dominujących w dyskursie publicznym tolerancjonistów, że do dobra, prawdy i piękna. I ta właśnie kultura wyższa, zawłaszczona przez uczniów Gramsciego, zamiast robić to, co jest jej powinnością, świątynie sztuki zamieniła na bulwar, a nawet więcej, bo zrównała z ofertą rodem z dzielnicy „czerwonych latarń”.

Klata, po porażce swego Strindberga wykreował kolejny skandal, zapraszając do Krakowa reżysera z Chorwacji, niejakiego Olivera Frljicia. Ten znany w Europie skrajny lewak został wynajęty do zrobienia inscenizacji, a raczej modnej dekonstrukcji klasycznego polskiego arcydzieła, czyli „Nieboskiej komedii” Zygmunta Krasińskiego. Po licznych protestach i rezygnacji z udziału w spektaklu aż siedmiu aktorów próby zawieszono i do premiery nie doszło. Warto tutaj zacytować chorwackiego dziennikarza, Gorana Andrijanića, który w artykule „Bałkański skandalista w Krakowie” opublikowanym przez tygodnik „wSieci” tak pisał: Teatr, który zaprosił Frljicia, znał jego biografię i wiedział, czego może od niego oczekiwać. Ktoś najprawdopodobniej chciał wywołać taką prowokację.

Niestety, Klata po roku wrócił do Krasińskiego i oddał naszego wieszcza w ręce lokalnych czekistów od teatru, czyli duetu Strzępka / Demirski. Powstałe widowisko „Nie-Boska komedia. Wszystko powiem Bogu!” jest tak dalekie od literackiego pierwowzoru, jak „polskie obozy koncentracyjne” od niemieckich fabryk śmierci zlokalizowanych na terenach okupowanej Polski. No i oczywiście „przy okazji” mamy autorską egzemplifikację polskiego antysemityzmu, czyli to, co wrogowie Polski lubią najbardziej.

Droga zawodowa Jana Klaty zadziwia każdego, kto nie wierzy w spiskową teorię dziejów. Jego reżyserski teatralny debiut miał miejsce w roku 2003 – aż pięć lat po ukończeniu studiów w Krakowie, a już dwa lata później, w Warszawie, z wielką pompą zorganizowano przegląd jego przedstawień w ramach specjalnego festiwalu „Klata Fest”. Niezwykłe, prawda? Tym bardziej, że obiektywna artystyczna ocena dokonań pana Janka wypada nader skromnie. Esencjonalnie skwitował to kiedyś reżyser Jacek Zembrzuski: Ja nie piszę, że mi się to nie podoba, tylko, że to jest d u r n e: prymitywnie pomyślane, koślawo-kabaretowo wykonywane, i na ogół niesłyszalne w siódmym rzędzie, bo wszystko zagłusza play-lista.

Ale kogo to… Wkrótce kariera Jana K. jeszcze bardziej przyspieszyła, niczym auta na niemieckich autostradach, gdzie – jak wiadomo – nie ma limitów szybkości. W 2006 r. wrocławski Teatr Współczesny dostał z Niemiec pieniądze na realizację spektaklu „Transfer!”. Reżyserował Klata. Haniebny ten spektakl był jednoznaczną ekspozycją ideologii Związku Wypędzonych Eriki Steinbach. Potem było kilka kontraktów reżyserskich Klaty w samej Republice Federalnej (Bochum i Düsseldorf), które w roku 2012 uwiecznił „Titus Andronicus", koprodukcja Staatschauspiel z Drezna i Teatru Polskiego we Wrocławiu, gdzie na scenie Rzymianie to kulturalni Niemcy, a Goci, to polska prymitywna dzicz.

Z końcem tegoż roku wrocławianin, już wspomniany minister Bogdan Zdrojewski, w rezydencji Ambasadora Republiki Federalnej Niemiec w Warszawie otrzymał odznakę „Zasłużony dla Saksonii” z uzasadnieniem: „za wkład w rozwój stosunków polsko-niemieckich w dziedzinie kultury, wzmocnienie współpracy, zachowanie dziedzictwa kulturowego oraz jego promocję poza granicami landu”. Trzy miesiące później Jan Klata był już dyrektorem Narodowego Starego Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie.

Przypomnijmy swoisty apel z roku 2013 Temidy Stankiewicz- Podhoreckiej, recenzentki teatralnej: Panie ministrze, co jeszcze musi się zdarzyć w teatrach, by podjął pan właściwą decyzję uwolnienia scen teatralnych w Polsce od takich dewiantów? Panie ministrze, co jeszcze musi się zdarzyć, by wreszcie podjął pan decyzję uwolnienia Starego Teatru, o wieloletniej pięknej tradycji, od celowo niszczycielskiej działalności Jana Klaty? Wielokrotnie w swoich publikacjach zwracałam uwagę ministra kultury i dziedzictwa narodowego Bogdana Zdrojewskiego na to, iż działalność Jana Klaty nie tylko niszczy polską kulturę, ale więcej: jest zagrożeniem polskiej racji stanu.

O to samo chodziło innemu komentatorowi i znawcy teatru, Piotrowi Zarembie, gdy zwracał się do tegoż ministra Zdrojewskiego tymi słowy: Za scenę narodową odpowiada pan szczególnie. I ktoś pana zapyta w końcu: dlaczego pan wpuścił na nią barbarzyńców?!

A aktor Jerzy Zelnik tak podsumował działalność dyrektora Starego Teatru: Klata i jemu podobni biorą widownię w niewolę, w niewolę własnego braku gustu. Nazywają to: antyteatrem, antysztuką. Tylko co w zamian? Nic – pochwała wielkiego NIC.

Takich cytatów moglibyśmy przytoczyć dużo więcej, także autorstwa osób, które reprezentują opcję co najmniej sympatyzującą z panem Janem Klatą. Na przykład Jerzy Fedorowicz, dzisiaj senator PO, tak to widział: Stary Teatr nie musi być konserwatywny, ale zwyczajnie nie może być głupi.

Państwo, którzy czytają te słowa, wiecie dobrze, że protegowanemu obecnego europosła Zdrojewskiego i pupilkowi niemieckich lewaków nic się złego nie stało i to pomimo przejęcia władzy w państwie przez PiS. Spokojnie i jednocześnie bardzo aktywnie, co do zdefiniowanego ideologicznie repertuaru, Klata dodyrektorowywuje swój kontrakt i kto wie, czy nie wystartuje w przygotowywanym obecnie przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego konkursie na stanowisko, które zajmuje.

Lewacy niezależnie od tej ewentualności już od wielu tygodnie suflują dla Teatru Starego „kompromis”, ale oczywiście z nimi w roli głównej. Klatę ma przecież kto zastąpić. Mówi się o Miśkiewiczu, szepta o Szydłowskim i spekuluje na temat tandemu Demirski / Strzepka, bo przecież nie można oddać raz zdobytej instytucji!

Tymczasem po polskiej stronie tej wojny o narodową tożsamość - cisza. Nie tylko, że nie mamy kandydata na szefa jednej z najważniejszych scen w kraju, ale tak to wygląda, jakbyśmy nie rozumieli, że powinniśmy go mieć już od dawna.

 Tomasz A. Żak  

 

Zmieniony ( 18.02.2017. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.