Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 89 gości
S T A R T arrow Nachodźcy, pranie brudnych intencji, humanitaryzm
Wednesday 25 April 2018 20:02:29.25.
migawki
Stanisław Michalkiewicz.  Dalej bardzo prosimy o modlitwę.
=======================

W całej Polsce – Pokutne Marsze Różańcowe. Módlmy się pokornie do Custos Poloniae o ratunek dla Polski.

Ale działajmy stanowczo.

=============================================

W Czas Przełomu czy Rozdroży:

27/28 kwietnia Jasna Góra – comiesięczne czuwanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę
===================

Minister sprawiedliwości w drugim rządzie Belki: Andrzej Kalwas

Żydowscy rabusie z USA przełamali kolejną barierę [już cały Kongres]. "Podpis prezydenta [Trump] to tylko formalność". „Sojusznika” - poznaliśmy. A Gowin śpiewa „Nic się nie stało”... Razem z Ciaputkiewiczem i podobnymi - tańczy, jak mu Chochoł zagra. Czapkę wicher niesie, róg huka po lesie, ostał ci sie ino sznur....

Komentarz Ziemkiewicza:  http://wolnosc24.pl/wp-content/uploads/2018/04/Zimkiewicz-golas.jpg

 
W Y S Z U K I W A R K A
Uchodźcy, nachodźcy, pranie brudnych intencji, humanitaryzm, i świat różnych prędkości Drukuj Email
Wpisał: Wawel   
22.04.2017.

Uchodźcy, nachodźcy, pranie brudnych intencji, humanitaryzm, i świat różnych prędkości



Wawel http://wawel.neon24.pl/post/138119,uchodzcy-pranie-brudnych-intencji-i-swiat-roznych-predkosci




Gdzie te dawne, dobre czasy, gdy przemyt był zwany przemytem? Dzisiaj przemyt ludzi (handel ludźmi) nazywany jest humanitaryzmem. Angażują się w niego i dorabiają sobie wszyscy.

... od szeregowego włoskiego karabiniera, poprzez członków fundacji „antyksenofobistycznych”, pracowników ośrodków dla migrantów, poprzez partie polityczne (CDU, PO, .N) aż do głów państw (Libii, Turcji, Niemiec).

Jednym z głównych placów zebrań ludowych (miejscem zbiórki wagabundów Afryki i Azji) jest wybrzeże Libii. Oczywiście władze Libii za przymykanie na to oczu dostają swoją działkę od hurtowników ludzkiego towaru.



Mało kto pamięta, że pierwszą partią Angeli Merkel było ugrupowanie „Demokratischer Aufbruch” (Demokratyczny Przełom). Ten moment wywarł niezatarte piętno na naszej Angeli. Po komunistycznej młodości w FDJ nadszedł czas na robienie przełomu i wyłomu w murze. W murze zdrowego rozsądku. U komunistów p.Angela robiła za sekretarza ds. agitacji i propa­gandy. W zasadzie nic się nie zmieniło. Dalej pełni tę funkcję, z tym że, z powodu wieku niezupełnie się już orientuje kogo agituje i jakiej sprawie robi propagandę. A ponieważ promotorzy zorientowali się, że lepiej pozostawać w cieniu, to gordyjski węzeł plą­taniny sznurków prowadzących do tych, co trzymają je w rękach jest dla ludzi rozsądnych trudny do rozwikłania.

 Teraz nasza droga Angela firmuje partię chrześcijańską. Jak widać, jeśli biorą się za to Niemcy, to transformacja komuni­zmu w chrześcijaństwo to tyle, co pstryknięcie palcem. Pozostaje tylko przekonać Watykan do tej metamorfozy. Co zresztą pod­czas swej sławetnej pielgrzymki do Watykanu przywódcy UE próbowali z połowicznym skutkiem uczynić. 

 

Przemyt ludzi przez granice istnieje od kiedy istnieją same granice. Jest tak stary jak handel kobietami do przy­bytków rozkoszy, jak przemyt używek i narkotyków. Do tej pory dochodowość handlu ludźmi lokowała się w strefie stanów średnich. Praca to była też niezbyt wdzięczna, na trzy zmiany z przewagą „nocek”. Dodatku szkodliwego nie było, choć łazić trzeba było po moczarach i przeprawiać się wpław.

Wszystko się zmieniło w chwili, gdy z poczwarki komunistów wykluła się ćma chrześcijańskiej demokracji. Gdy internacjo­nałowie spojrzeli na mapę świata jak na łup, jak Stalin na mapę Europy i na ogromnych, pustynnych połaciach Afryki ujrzeli swój potencjalny elektorat. I źródło nigdy nie kończącego się, płynącego spokojnie lewym kanałem dochodu. Tego od samych zainteresowanych eskapadą, tego od szefów gangów, tego od filantropów i tego od otumanionych humanitaryzmem po­datników poszczególnych krajów. Trzeba było umoczyć wszystkich, by nikt nie pisnął słówkiem.

I tak powstał monopol przemytu ludzi przez granice znany ze swych dwóch najpotężniejszych przedsięwzięć pod technicznymi nazwami Schengen (wersja light, awanturnicza) i drugiego pod nazwą Willkommenskultur (wersja hard wzbogacona o regionalne pokazy krwawych ofiar religijnych).

Jeśli władcy ustanawiają monopole handlowe – nikt ich nie zdoła zmusić do postawienia tamy swej żądzy zysku– jak słusznie mawiał Monteskiusz.

I wtedy, nagle, wszystko zaczęło się zazębiać. Najbardziej zamknięta ze wszystkich nacja żydowska i jej „filantropijne” filie NGO zaczęła głosić dziwną nowinę otwarcia na wielokulturowość. Platforma Obywatelska poczęła głosić miłosier­dzie.

Niemcy, najbardziej praktyczny naród zaintonowali pieśń o bezinteresownej pomocy. Wyglądało to jakby świat stanął na głowie, a to był tylko festiwal masek i przebrań karnawałowych. Karnawału rekinów finansowych. Zaczęły się rodzić ciche, egzo­tyczne sojusze. Zawiązana już odpowiednio wcześniej Europejska Wspólnota Czarnego Węgla i Błyszczącej Stali po fazie kła­dzenia fundamentu tureckiego rozpoczęła fazę gromadzenia akcjonariuszy (którymi były nieświadome społeczeństwa „Europy drugiej prędkości” i ich praca). Przedsiębiorstwo zmieniło nazwę na Europejska Wspólnota Czarnych i Błyszczących (w skrócie: humanitaryzm).

Europa zaczęła wypracowywać swoją formę niewolnictwa w masce „wyzwalania ludzi od nędzy” i dzielenia „dobrobytu” na różne prędkości. Ukrainiec zmuszony był wyjechać do Polski na rowerze na miejsce Polaka, którego zmuszono wyjechać 10-let­nim samochodem do Niemiec na miejsce Niemców, którzy woleli wypłynąć Costą Concordią czy jakimś innym lotniskowcem pogodnej, srebrzystej starości. I był ruch w interesie. Pieniądz i niewolnik muszą krążyć. Naganiacze mogą zalegać lub uprawiać krajoznawstwo seksologiczne. Gdy ludzie zaprzestaną krążenia jako trybiki, jak te bez serc, bez ducha, ludów szkielety – podnie­ci się ich Magdalenką czy jakimś Majdanem. Do wiecznego biegania. Wieczni bieguni wiecznej biegunki.

Tułacz filantrop (Aha­swerus https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%BByd_Wieczny_Tu%C5%82acz) jest w stanie wyprodukować tylko kolejnego tułacza. Glony rodzą tylko glony. U glonów nie występują organy takie jak korzenie, liście, łodygi czy kwiaty. Duże plechowate glony zakotwiczają się w podłożu chwytnikami. Drobnica płynie z prądem i na fali (mainstream).

Od czasu do czasu, raczej rzadziej (lub wyjątkowo) niż częściej – udaje się dzielnym służbom pochwycić którąś z pacynek, którymi kręcą grube ryby handlu ludźmi. Ale nawet i te pacynki robią wrażenie, jak np. ujęty przez Włochów 36-letni Erytrejczyk Medhane Yehdego Mered, który do spółki z Etiopczykiem Ermiasem Ghermay (sądząc po starotestamentowym imieniu – chrze­ścijanin) zarobił na handlu nachodźcami 1 miliard funtów przez dwa lata zostawiając wyrozumiałą żonę z dziećmi w Szwe­cji, czekającą aż mąż wróci z pracy. Gotówka pozwoliła Medhanowi poczynić wielce obiecujące inwestycje w Dubaju. Jak większość gangów przemytniczych, Medhane i Ermias lokowali swoje zyski w paralelnym, islamskim systemie banko­wości (hawala).

Trudno się rozeznać w udziałowcach tej spółki z nieograniczoną nieodpowiedzialnością. To prawdziwe kolektywne gospo­darstwo (коллективное хозяйство, колхоз). Kto się prędzej zorientuje skąd wiatr wieje, ten szybciej się pożywi odpadkami ze stołu rekinów.

Zarabiają: ISIS, Turcja, Libia, służby włoskie, tureckie, greckie, francuskie, NGO (niemieckie, francuskie, włoskie, polskie etc.), władze poszczególnych krajów (Libia, Turcja, Niemcy). Zarabiają nawet małe drukarenki wydające konstytucję niemiecką w języku arabskim, którą potem nachodźcy używają do..., mniejsza o to, do czego... Jest jak w komunizmie: każdemu możliwość zarobku według potrzeb, nic to, że w dłuższej perspektywie te judaszowe srebrniki doprowadzą do tego, do czego zawsze do­prowadzały: do samoobwieszenia się. Liczy się tylko chwila, ta chwila. Struktura drapieżców wyrywających swoje połcie słoniny i słoiczki smalcu jest warstwowa. Niektóre z warstw nawet nie wiedzą w czyjej firmie „robią”, zajęte prywatnym obgryzaniem ko­ści po uczcie wielkich tego świata.

Różne środowiska pieką własne pieczenie (GW, PO, .N, lewicowe środowiska i partie, wykorzenione nacje nienawidzące wszystkich innych nacji poza swoją i unicestwiające je w chaotycznym, hadesowym tyglu „kultur”). Dla każdego coś miłego na trupie państwa swego. Raj dla duchowego proletariatu, dla wykorzenionych, sterylnych urzędników i automatów w ludzkiej skó­rze. Dla ludzi bez skrawka wyobraźni zaślepionych pozłacanym obolem.

Otwierając granice dla dowolnych intruzów niszczymy istotę państwowości jako względnie izolowanego organizmu. Pań­stwa są niszczone od wewnątrz, własnymi rękami. Rozwija się i kwitnie eksterytorialność (czyli dywersyjność) organizacji poza­rządowych (NGO) i partii politycznych zaangażowanych w przemyt ludzi i jego propagandę. Poza-rządowość oznacza tu po pro­stu furtkę, otwarcie bram najeźdźcom i zaprowadzany oraz wspierany przez obcych nierząd i bezrząd. Nawet gdy w danym kraju władzę obejmie rząd zorientowany narodowo – jest sabotowany przez eksterytorialne partie, stowarzyszenia i organizacje. Ekste­rytorialność w ogóle jawi się tu jako klucz, jako metamorfoza Kominternu i rewolucji światowej. Pełzającej.

Nawet ostoje cywili­zacji europejskiej, kraje takie jak Francja, Niemcy, Holandia zamieniają się w burdel przyfrontowy na wojnie toczonej o przetrwa­nie zdrowego rozsądku, o dalszy byt cywilizacji łacińskiej. Burdel z ciągle przedłużanym stanem wyjątkowym. Tymczasem ten stan wyjątkowy najpierw trzeba by zaprowadzić w... głowach głupców, zdrajców, spryciarzy i handlarzy. Powiedzenie „przehan­dlowałby własną matkę” nabiera nowego znaczenia. Naszą matką jest chrześcijańska Europa. Ale nie widzimy już tego, bo nas doprowadzili do momentu, w którym socjalizm (tzw. solidarność europejska) miał przejść w komunizm (powszechną szczęśli­wość), ale okazało się, że socjalizm był aksamitną despotią a komunizm... nie istnieje i nigdy nie będzie istniał. Została nam tylko znieczulająca akupunktura bronią długą karabinierów na europejskich ulicach. Poczucie siły przegranego. Lecącego w otchłań.

Biblia, od lat, często była używana do kontrabandy papierosów, narkotyków. Biblia nie wzbudza podejrzeń. Jest odpowied­nio wieloznaczna. Masywna, ogromna księga w swym starannie wykastrowanym, wykrojonym wnętrzu kryła kiedyś paczki Che­sterfieldów, później woreczki z kokainą. [zob. w oryginale zdjęcia... md]

Nic się nie zmieniło. Oprócz skali. Dzisiaj używa się Biblii do ukrycia i nakręcania miliar­dowego, mafijnego biznesu szmuglowania ludzi. Przywódcy UE pielgrzymują do Watykanu by uzyskać przykrywkę i posłużyć się Biblią jak naganiaczem do produkcji niewypranych pieniędzy, jak nahajką. Szczyt hipokryzji i zakłamania. Luźna konfederacja ponadnarodowych mafii udaje rzewne łzy i wzywa do miłosierdzia.

Bezwstyd.

Absurd i deprawacja świata sięgają zenitu.

Wyścig w tym, kto okaże się najbezczelniejszym hipokrytą. Dwie rabunkowe partie polskiej „sceny politycznej” (PO, .N) wzywają Polaków (czyżby siebie nie wzywali?) do przyjęcia tysięcy, dziesiątek tysięcy dzikich, wielo -tożsamościowych nachodź­ców. Robią to wbrew logice, bo przecież sondaże mówią, że ¾ społeczeństwa ani słyszeć o tym nie chce. Robią to jednogło­śnie. Nikt się nie wyłamuje. Mówią, że tego uczy ich Chrystus. Ich Chrystus. Ich – ludzi o rękach lepkich jak posmarowanych klejem do metalu. Któż ich do tych groteskowych deklaracji zmusza? Do tak piekielnej maskarady? Jaki poborca? I co od nich pobiera? Pobiera może zobowiązanie do niszczenia gospodarzy tych ziem? Czyja siła jest tak wielka, że wszyscy członkowie partii jak jeden mąż obniżają jej notowania nie śmiąc zaprzeczyć jego dyrektywom? Skąd wydawane są polecenia?

Czas najwyż­szy zacząć stawiać te pytania i próbować udzielać na nie, choćby i przybliżonych, odpowiedzi... To są ludzie zewnętrzni, partie, organizacje, koterie zewnętrzne, dywersyjne, antypolskie. Sabotujące normalne funkcjonowanie organizmu państwowego. Speł­niają wszystkie warunki tego, co określa słowo zdrada. Czyja siła jest tak wielka, że wykonując jego polecenia godzą się na posą­dzenie o zdradę?

Czy nasi posłowie wiedzą, że służą interesom mafii handlującej ludźmi i że robiąc to gotowi są niszczyć własną ojczyznę?

Co zmusza sporą część hierarchów naszego Kościoła do popierania interesów międzynarodowej mafii szmuglerów? Kto ich trzyma za koloratki tak, że trudno im złapać oddech?

To są okrutne pytania, ale konieczne, by opuścić błędne koło cho­cholego tańca derwiszów śmierci naszej cywilizacji.

Media winny pełnić funkcje zwiadowcze, rozpoznawcze i ostrzegające. Powinny być oczami i uszami rządu. Dziennikarze w dzisiejszych czasach aby móc czytać wydarzenia winni być profesjonalnymi deszyfrantami. Tuzy naszego dziennikarstwa spra­wiają jednak wrażenie, jakby czekali na widoczne z oddali oddziały wojsk tureckich pod rozpoznawalnymi flagami (broń Boże nie pod „false flag”) ślące przed sobą posła z wypowiedzeniem wojny, po czym, po założeniu pantofli mogliby zacząć trąbić na alarm. Tymczasem dziś wojna postępuje niewidzialna, cicha, szybka jak nocny złodziej a łupi się im bardziej bezczelnie, tym w szatach bardziej pokutnych i ewangelicznych. Nie lepiej jest w Europie. Zadziwiająca jest wybiórczość („wyborczość”) informa­cji o krachu skoku na Afrykę i Azję, na kraje trzeciego świata i na kraje drugiej prędkości.

Czyżby wyjaśniało ją centralne stero­wanie i przysłowie, że milczenie jest (opłacane) złotem?

Jeszcze 100 lat temu pogląd o naturalnej nierówności ras i kultur był czymś zwykłym w akademickiej antropologii i genety­ce. Podobnie jak w religioznawstwie teza o ogromnej rozpiętości aksjologicznej dzielącej poszczególne religie. Opętani akwizyto­rzy świętej równości zburzyli je i poddali anatemie. Odrzucane lub tłumione prawa natury powracają w zwielokrotnionej intensyw­ności i ostrości. Wyklęty teoretyczny rasizm powróci jako rasizm praktyczny podczas burd i walk ulicznych tubylców z na­chodźcami. A może klimat ma jednak wpływ przeważający na narody – jak twierdził Monteskiusz. Twórca teorii trójpodziału władz pisał, że na świecie „równowaga utrzymuje się dzięki lenistwu, jakie dała narodom południowym, i dzięki przemyślności, jaką dała północnym”. Zapomniał dodać, że jeśli z powodu zysku lub defektu mózgu, albo wprowadzonych do prawa koni tro­jańskich w postaci cwanych paragrafów penalizujących „mowę nienawiści”- zaczniemy nazywać lenistwo i fanatyzm pewnych lu­dów przemyślnością – to zniknie i nasza przemyślność. Albowiem przemyślność to głównie nazywanie rzeczy ich imionami. Le­nistwo ciała i duszy w połączeniu z fanatyzmem daje mieszankę wybuchową niszczącą wszelkie ślady człowieczeństwa wszędzie, gdzie je napotka na swej ślepej drodze.

Do kategorii przyrodzonego lenistwa ciała u ludów Afryki dodał Monteskiusz świetną ob­serwację o lenistwie duszy Arabów: „Z lenistwa duszy rodzi się dogmat mahometańskiego przeznaczenia, a z dogmatu o owym przeznaczeniu rodzi się lenistwo duszy”. Gdy przeczytamy, że „w państwach mahometańskich jednym z nieszczęść tych krajów jest to, że największa część narodu istnieje jedynie po to, aby służyć rozkoszy drugiej części. Niewolę tę wynagradza próżniac­two, jakiego się pozwala zażywać tej drugiej części, co znowuż jest dla państwa nową klęską” – to zrozumiemy, dlaczego kraje arabskie nie przyjmują swoich uchodźców a banki islamskie obsługują mafie przemycające muzułmanów.

Gdy przeczytamy: „Nieszczęściem dla natury ludzkiej jest, kiedy religię daje zdobywca. Religia mahometańska, która mówi tylko o mieczu, dotąd jeszcze napełnia ludzi owym niszczycielskim duchem, który ją stworzył” – to zrozumiemy... jaka będzie przyszłość zahipnotyzo­wanej przez mafiozów Europy stawiającej kolejne meczety.

Może czas wrócić do prostych, jasnych pojęć. Póki jeszcze kto ma wracać i póki jeszcze istnieją jakieś ludzkie pojęcia wśród wrzasku geszefciarzy, akwizytorów świętej naiwności, nachalnych han­dlarzy i pośród cmoknięć zataczających się demiurgów.

Lektura uzupełniająca:

Libya Based Mafia Boss Mr Medhane Paid Millions in Protection Money to ISIS - See more at: http://www.eritrea-chat.com/libya-based-mafia-boss-mr-medhane-paid-millions-in-protection-money-to-isis/#sthash.cYEIcLwk.dpuf

 

Wielka ściema pod nazwą uchodźctwo

Ratowanie uchodźców, czyli praca dla mafii

Dziennikarka płynęła na łodzi z imigrantami. „To zorganizowana imigracja, tylko 20 proc. to Syryjczycy. Gdyby wiedzieli, iż jest dziennikarką, zabiliby ją.

 


Zmieniony ( 30.04.2017. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.