Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 13 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow w POLSCE II arrow Potop w Polsce maj 2010
Friday 15 November 2019 03:38:06.28.
migawki
Diabeł do Rybaka z Watykanu: Teraz już tylko pachamamy, bałwany łowić będziesz"
 
W Y S Z U K I W A R K A
Potop w Polsce maj 2010 Drukuj Email
Wpisał: Alina   
27.05.2010.

Potop w Polsce maj 2010

 Alina

  Jest noc ze środy na czwartek 26/27.maja. 2010. Miesiąc z małym hakiem po katastrofie w Smoleńsku (sobota 10.04.2010, śmierć prezydenta RP L. Kaczyńskiego), mamy następną tragedię – powódź przybierającą rozmiary potopu. Od 14.05 zaczęły się olbrzymie opady na południu Polski. Największe wylewy nastąpiły w dniach 18 – 25.V 2010. Fala powodziowa przechodząca przez Sandomierz i Warszawę trwała klika dni sięgając stanów tzw. tysiącletnich (7,80m)

    Wczoraj 25.05 premier „polskiego rządu” Donald Tusk, wił się na konferencji prasowej jak padalec, usiłując wytłumaczyć brak ostrzeżeń ze strony rządu, który ma instytucje do zarządzania kryzysowego. Mój przyjaciel Boguś podesłał mi dziś rano naszą „skajpową” korespondencję z 14.05. On napisał o przewidywanych przez Instytutu Meteorologii wyjątkowo dużych opadach deszczu, ja, że powódź nie może być ogłoszona, bo ten rząd popłynie jak rząd Cimoszewicza w 1997 roku. Korespondencja była skutkiem wcześniejszej rozmowy na temat dziwnie kręcącego się wiru z chmur, podobnego do wielkiego cyklonu z centrum nad Śląskiem. Wir obejmował pół Polski, Czechy, Słowację, Węgry, Niemcy. W rozmowie moja znajoma z Niemiec w czwartek 13.05 zaczęła narzekać na ból głowy i skłonność do spania. Ponieważ już rano zajrzałam na stronę http://www.sat24.com/Region.aspx?country=eu&sat=ir&type=loop, gdzie zobaczyłam co się dzieje, pocieszyłam ją tylko, że to pogoda  i najlepiej odpocząć, i że zanosi się na powodzie,.

Przez następne dni wir stał jak przyklejony w tym samym miejscu.

Jeśli ja, prawie laik, siedząc przy komputerze przewidziałam powódź, to co robili fachowcy i media, no i „rząd fachowców”?

No cóż, stało się. Nie da się tragedii odwrócić.

Ludzie, których zalało, a mieli parterowe domy, stracili wszystko. Są też w górach tacy, co ich nie zalało, ale domy wybudowane na stabilnych do tej pory zboczach popłynęły ze skarpą na której stały. Albo podmyte, po prostu zawaliły się jak kiepsko ułożony domek z klocków. Po co jesteśmy my, których nie zalało? Ano po to, żeby tamtym naszym rodakom, znajomym, nieznajomym, po prostu pomóc.

 Jak – tak jak oni potrzebują.Można pojechać, zawieźć, pomóc sprzątać, albo chociaż wysłać sms do Caritasu. Przygarnąć małe dzieci, żeby odciążyć rodziców, albo matkę z dzieckiem – jeśli tylko w jakimś domu są ku temu warunki, a utrzymanie gości nie obciąży zbytnio budżetu. Na zimę potrzebują i schronienia i ciepłych ciuchów.

Kiedy od tygodnia ludzie nie mają jak wrócić do domu, kiedy dobytek i inwentarz popłynął do morza, w telewizorach widzimy Tuska i Komorowskiego na wałach („wały w Wałszawie” jak mówi pani prezydent Warszawy). Piękną katastrofę medialną sprawiła kandydatowi Komorowskiemu nie tylko powódź, ale precyzyjnie dobrane „autorytety” z W. Bartoszewskim na czele w Pałacu na Wodzie w Łazienkach. Totalna klapa medialna i moralna. Można tylko współczuć Małgorzacie Kidawie-Błońskiej, albo poradzić – szkoda ciężkiej pracy bez szansy na powodzenie.

Inny kandydat na przedwczesnego prezydenta, Wadi Pawlak, zaczął z grubej rury od półcytatu z papieża Jana Pawła II – trzeba zmienić tę ziemię. Ponura kpina z sytuacji.

Dziwne, że ten działacz chłopski nie mówi, a przecież musi wiedzieć, że rzeki są własnością państwa, i kiedy zalewają cudze tereny, to właściciel musi pokryć szkodę. Czyli państwo, na mocy prawa, które sobie uchwaliło musi pokryć szkody wszystkim powodzianom. Granicą rzeki jest tzw. linia brzegowa, a państwo zajmuje jeszcze bodajże 1,5 m od tej linii, bez względu na to jak linia brzegowa się zmienia. Chyba Waldi nie hołduje zasadzie, że państwo wszystko może zalać i nic nie płacić? A jeśli nie chce płacić, to musi swoją własność trzymać w ryzach, jak każdy z nas.

W TVP-Info bryluje zaś kandydat, z SLD, Grzegorz Napieralski, któremu mój tatuś dodaje literkę „d” w środku nazwiska. Ten też palnął po linii „wicie – rozumicie”. Dzięki niemu wimy, że lekarze i pielęgniarki w szkołach zostały wyrzucone przez katechetów. Bo lekarzy nie ma a katecheci są i biorą pensję. Dureń nie wspomniał, że lekarze są opłacani z Funduszu Zdrowia, a katecheci są w szkołach, bo jego guru Jamajka-goleń-Kwaśniewski podpisał konkordat z Watykanem.

Kto mu to doradził tę woltę? Bo nie wierzę, żeby sam Napieralski takie g.... wymyślił. Siwiec, Kalisz? No tuzy intelektu naprawdę.

Jarosław Kaczyński na Placu Teatralnym też miał rozpocząć kampanię prezydencką, ale niewiele z tego wyszło, bo powódź. Jego przemówienie zostało dziwnie zamilczane.

Ktoś jednak musi być prezydentem.

Jarosław Kaczyński jest jako człowiek postawiony w wyjątkowo trudnej sytuacji. Musi stanąć do wyborów, a jednocześnie mało kto na jego miejscu miałby ochotę bawić się dalej w politykę.

Z kandydatów na prezydenta RP miga czasem w telewizorach A. Lepper, J. Korwin-Mikke, nawet K. Morawiecki, ale A. Olechowski „zawiesił” kampanię, chociaż tuż przed potopem było go wszędzie pełno – sztucznego, nieszczerego, jakby siłą zagonionego do paplania o niczym, zgranego pajaca, którego uwierają sznurki na których wisi.

O dwóch pozostałych kandydatach nikt nie wspomina, ani o wspólnej dla wszystkich debacie prezydenckiej. Taką mamy demokrację.

Ale ja o potopie przecież.

Świat tak jakoś jest urządzony, że nawet z najtragiczniejszych zdarzeń może wynikać dobro, które niweluje zło. Pomijam rzecz oczywistą – jak bardzo nam wszystkim powiększyła się wyobraźnia, np. o wielkości możliwych powodzi – przecież doliny rzek są jeszcze szersze niż współczesne tereny zalewowe.

W tych dniach potopu dzieje się coś niebywałego. Otóż okazuje się, że prawdziwe życie, prawdziwi ludzie są nad wezbranymi rzekami i z potrzebującymi. Oni nie oglądają kretyńskiej telewizji, tylko bez snu, dniami i nocami ratują co się da. Nie czekają na pomoc rządu, tych wyjątkowych bufonów, ale sami wezwani na pomoc pracują ile mogą. Jeśli para Pośpieszalski- Stankiewicz nakręcą wypowiedzi ofiar potopu z prawobrzeżnego Sandomierza, wrocławskiego Kozanowa, z zalanej lubelskiej gminy Wilków, w takiej konwencji jak film-reportaż „Solidarni 2010”, bez cenzury, na gorąco, to będziemy mieli polityczne trzęsienie ziemi i nieprzewidywalne zmiany.

Okazuje się, że tak naprawdę premier Tusk z marszałko-po-prezydentem są nikomu do niczego niepotrzebni, tylko przeszkadzają w akcjach ratowniczych. Niepotrzebni są nam tacy urzędnicy i takie urzędy jak dotychczas, szczególnie za tak wielkie pieniądze. Niepotrzebne jest wojsko w koszarach, które jest tak zawodowe, że nie wolno go użyć do pomocy ludności cywilnej w chwilach  kataklizmu.

Niepotrzebni, wręcz żenujący są młodzi dziennikarze i dziennikarki posłani do powodzian. Niepotrzebne są znowu nawoływania o ubezpieczanie się, bo NIKT NIKOGO nie ubezpieczy od potopu. Niepotrzebne są obce pieniądze, bo sami jesteśmy w stanie sobie pomóc, mamy SWOJE PIENIĄDZE I SWOJE PAŃSTWO. Niepotrzebne są programy, których nikt nie realizuje, a jedynie takie, które będą realizowane. Do tego nie jest potrzebne żadne ministerstwo, w którym dziewczynka lub chłopczyk zatrudniony tuż po studiach dożywa do emerytury nic nie znacząc i nic nie tworząc, bo nic nie potrafi.

O dużych inwestycjach mogą decydować tylko samorządy i ludzie, którzy znają się na rzeczy, czyli inżynierowie, którzy biorą pełną odpowiedzialność za swoje pracę. Nie historycy, nie poloniści, nie socjologowie, nie prawnicy. Sprawą państwa, zarządzanego przez przedstawicieli wybranych w systemie JOW,  jest pomoc w finansowaniu konkretnych osiągnięć.

Potrzebni są ludzie, którzy wiedzą jak się obronić przed czynnikami zagrażającymi normalnej egzystencji nas Polaków. Potrzebna jest prawda, ot chociażby ta, że są większe moce niż medialna propaganda i kłamstwo.

Potrzebne są ścisłe związki społeczne, komunikacja między-sąsiedzka, niezależna od telefonów, internetu, prądu, każda! Nawet zapomniane kościelne dzwony, w które, o zgrozo biją teraz zaprogramowane automaty. Inaczej to co wylazło wyraźnie za rządów Tuska – czyli dość szybkie rozwalanie państwa, skończy się dla nas tragicznie.

Historycy – DO HISTORII!   Alina

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.