Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 134 gości
S T A R T arrow Społeczeństwo arrow Demografia 16 arrow Dawniej jak coś się psuło, to się to naprawiało: lodówki, telewizory, cokolwiek. Dzisiaj - ROZWÓD
Monday 26 October 2020 10:58:50.30.
migawki
 

Uchwalili bezczelnie „Bezkarność konowała+” pod szydliwą nazwą „Dobry Samarytanin”.

Polacy karnie noszą maseczki nawet na pustej ulicy. Tymczasem liczba stwierdzonych zakażeń rośnie. Okazuje się, że maskowanie nie działa, ale tego rząd nie przyzna za nic w świecie. Dlatego trzeba wskazać „wroga ludu”, który niweczy wysiłek całego narodu.

Co chcą nam powiedzieć celebryci, okraszający informację o złapaniu kowida: "dbajcie o siebie, noście maseczki"? Że sami zaniedbali i nie nosili, czy że ich samych to dbanie i noszenie przed niczym nie uchroniło?

 
W Y S Z U K I W A R K A
Dawniej jak coś się psuło, to się to naprawiało: lodówki, telewizory, cokolwiek. Dzisiaj - ROZWÓD Drukuj Email
Wpisał: Roman Motoła   
17.05.2017.

Rozwód po polsku i… „katolicku” (?)



Dawniej jak coś się psuło, to się to naprawiało: lodówki,

telewizory, cokolwiek się psuło. Dzisiaj, kiedy zepsuje się nam

sprzęt, najczęściej wymieniamy go na nowy.

Roman Motoła 2017-05-17 http://www.pch24.pl/rozwod-po-polsku-i-katolicku----,51623,i.html#ixzz4hLc1piMK



 

Na każdy tysiąc małżeństw zawartych w Polsce w roku 2014 rozpadło się aż 349. W ubiegłym roku rozwód sfinalizowało 64 tysiące par, a 1700 znalazło się w orzeczonej przez sąd separacji.

 

Katechizm Kościoła Katolickiego stanowczo potępia rozwody, w uzasadnionych przypadkach dopuszczając co najwyżej separację. Jednakże ogromna większość tych, którzy nie widzą w danym momencie możliwości życia pod jednym dachem ze współmałżonkiem, wybiera drogę na skróty.

 Oto jeden z najbardziej jaskrawych przykładów rozziewu pomiędzy statystykami liczby ochrzczonych a konsekwencjami wynikającymi z wymagań wiary katolickiej. Dlaczego w kwestii tak zasadniczej – dotyczącej zarówno zbawienia wiecznego, jak i doczesnego szczęścia – poddajemy się tak łatwo?

 – Dawniej społeczeństwo żyło w takiej mentalności, że jak coś się psuło, to się to naprawiało: lodówki, telewizory, cokolwiek się psuło. Dzisiaj, kiedy zepsuje się nam sprzęt, co robimy? Najczęściej wymieniamy go na nowy. Ta mentalność niestety wchodzi też w te sfery życia, w które nie powinna wchodzić – mówił w rozmowie z Radio 5 ksiądz Paweł Dubowik, krajowy duszpasterz Wspólnoty Trudnych Małżeństw.

 W mieście rozwodem kończy się 44 procent małżeństw, na wsi 22,7 procent – wynika z raportu profesora Piotra Szukalskiego, demografa z Uniwersytetu Łódzkiego.

 Rozwód znieważa przymierze zbawcze

Co zaś o złamaniu małżeńskiej przysięgi mówi Kościół? Rozwód jest poważnym wykroczeniem przeciw prawu naturalnemu. Zmierza do zerwania dobrowolnie zawartej przez małżonków umowy, by żyć razem aż do śmierci. Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne. Fakt zawarcia nowego związku, choćby był uznany przez prawo cywilne, powiększa jeszcze bardziej ciężar rozbicia; stawia bowiem współmałżonka żyjącego w nowym związku w sytuacji publicznego i trwałego cudzołóstwa (Katechizm Kościoła Katolickiego, 2384).

Opublikowany w 1992 roku Katechizm dopuszcza ewentualność cywilnego rozwodu, o ile ten pozostaje jedynym możliwym sposobem zabezpieczenia pewnych słusznych praw, opieki nad dziećmi czy obrony majątku, może być tolerowany, nie stanowiąc przewinienia moralnego (KKK 2383). Jak twierdzi jednak  Andrzej Szczepaniak, autor opracowania opublikowanego na stronie sychar.org, pojawienie się (siedem lat po opublikowaniu obecnej wersji katechizmu) w cywilnym prawodawstwie polskim instytucji separacji sprawiło, iż wymienione tu powody nie mają już w naszym państwie zastosowania.

 – Innymi słowy, nie ma takiej sytuacji, która usprawiedliwiałaby z punktu widzenia nauki Kościoła katolickiego rozwód (występowanie z pozwem i zgodę współmałżonka) – przekonuje Andrzej Szczepaniak.

 Równocześnie Katechizm podkreśla występującą na różnych polach odpowiedzialność osób doprowadzających do rozpadu rodziny: sprawców krzywdy współmałżonka i przeżywających ogromny wstrząs dzieci, a także gorszycieli w wymiarze powszechnym. Zły przykład dawany przez rozwodników to jedna z przyczyn ciągłego poszerzania zasięgu społecznej plagi, jaką stała się destrukcja instytucji rodziny. Proces ten z kolei wynika w istotnej mierze z przemian obyczajowych, jakie nastąpiły po tak zwanej transformacji ustrojowej i otwarciu granic. Jak mówią dane Głównego Urzędu Statystycznego oraz Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, w latach 1989–2010 liczba kościelnych orzeczeń nieważności małżeństw potroiła się.

 

Kapitulacja przed grzechem?

Jak do plagi rozwodów odnosi się dzisiaj instytucjonalny Kościół? Czy zwraca większą uwagę na stopień przygotowania kandydatów do sakramentu małżeństwa? Czy dostrzega, jak ogromna rzesza młodych ludzi w ogóle nie powinna zostać dopuszczona do ołtarza? Otóż, wbrew protestom konserwatywnych hierarchów – jak na przykład kardynała Raymonda Leo Burke’a, byłego prefekta Trybunału Sygnatury Apostolskiej, czyli najwyższej sądowniczej władzy w strukturze Stolicy Apostolskiej – wraz z początkiem pontyfikatu Franciszka nastał czas wprowadzania znacznych ułatwień w procesach o stwierdzenie nieważności małżeństw.

 To jednak, jak się szybko okazało, było jedynie wstępem do ogłoszenia pełnej kapitulacji. Zapisy posynodalnej adhortacji apostolskiej Amoris laetitia otworzyły bowiem drogę do interpretacji zmierzających wprost w stronę pogwałcenia nierozerwalności małżeństwa. Dobitny wyraz dali temu chociażby biskupi z Malty, którzy w dokumencie określającym zalecenia dla spowiedników wprost zakwestionowali prawdę wiary o wystarczalności Bożej łaski dla wytrwania w wierności Dekalogowi.

 Arcybiskup Charles Scicluna oraz biskup Gozo Mario Grecha w oficjalnej wykładni praktycznego stosowania zapisów słynnego VIII rozdziału adhortacji napisali bowiem, iż biorąc pod uwagę okoliczności łagodzące, nie można po prostu stwierdzić, iż wszyscy żyjący w nieregularnej sytuacji [czytaj: rozwodnicy trwający w ponownych związkach – red.] pozostają w stanie grzechu śmiertelnego i pozbawieni są łaski uświęcającej. (…) istnieją skomplikowane sytuacje, w których wybór życia „jak brat i siostra” staje się po ludzku niemożliwy i prowadzi do większej szkody. To oczywiście bynajmniej nie wyjątek. W ten sposób interpretują dokument podpisany przez Franciszka biskupi z Niemiec (niemal wszyscy) i Stanów Zjednoczonych (niektórzy). Taką wykładnię przyjęła też diecezja rzymska, której bezpośrednim zwierzchnikiem jest sam papież.

 Pomijając tutaj – omawianą już wielokrotnie i szczegółowo – elementarną kwestię pogwałcenia Dekalogu oraz sakramentów świętych, trzeba jednak zaakcentować aspekt społeczny faktycznego przyzwolenia na rozwody, jakim staje się w tym świetle wspomniana wyżej interpretacja adhortacji. Jaką rzeczywistość otwiera ona przed katolikami w Niemczech, Stanach Zjednoczonych, na Malcie i w innych krajach? Jakie skutki przyniesie otwieranie rozwodnikom furtki do sakramentów? Zmniejszy liczbę rozwodów czy wręcz przeciwnie? To raczej pytanie retoryczne.

 Jednak przy okazji sporu o kwestię udzielania Komunii Świętej rozwodnikom żyjącym (i współżyjącym) w nowych związkach pomija się owe społeczne konsekwencje (zwłaszcza dla dzieci) rozpadu związku biologicznych rodziców. Uwaga zwolenników udzielania sakramentów świętych cudzołożnikom koncentruje się bowiem na poszukiwaniu okoliczności łagodzących dla obiektywnie ciężkogrzesznej sytuacji tych ostatnich. Druga strona – broniąca nauczania Kościoła o niemożności udzielania tym ostatnim rozgrzeszenia oraz o niedopuszczalności ich przystępowania do Komunii Świętej – z oczywistych przyczyn skupia się na kwestiach dogmatycznych i nie podejmuje na razie argumentu złych owoców (Mt 7, 17–20) rozpadu zawartych przed ołtarzem sakramentalnych związków.

 

Życiowa katastrofa

O długotrwałych skutkach rozwodu w ogóle bardzo mało się mówi – mówi psycholog Agnieszka Marianowicz Szczygieł. – Rozpatrywanie go jako krótkotrwałego kryzysu życiowego, który przeminie, jest nieporozumieniem. Skutki społeczne i finansowe obciążają strony pokrzywdzone bardzo długo.

 Z perspektywy czasu rozpad rodziny zawsze wspominany jest przez dorosłe już dzieci jako przeżycie traumatyczne. Jak pisze Józefa Brągiel, autorka opracowania Długoterminowy wpływ rozwodu rodziców na dzieci, sto procent badanych stwierdziło, że przyniósł im on poczucie nieszczęścia. 94 procent podczas rozwodu ojca i matki odczuwało strach oraz uczucie bezsilności. Wśród pozostałych, najbardziej dominujących uczuć towarzyszących rozpadowi rodziny socjolog odnotowała gniew (82 procent), wrogość otoczenia (trzy czwarte badanych) oraz poczucie utraty własnej wartości (niemal dwie trzecie odpowiedzi). Co szóste dziecko odczuwało z powodu rozwodu rodziców pragnienie własnej śmierci!

Amerykańska psycholog, profesor Judith S. Wallerstein pod koniec minionego wieku postanowiła zebrać naukowe dowody na tezę, iż najbardziej optymalnym rozwiązaniem w przypadku trudnej do naprawienia, konfliktowej, uciążliwej zarówno dla rodziców, jak i dzieci sytuacji rodzinnej, jest właśnie rozwód. Wyniki jej badań, opublikowane w roku 2000 pod tytułem The Unexpected Legacy of Divorce: A 25-Year Landmark Study (Nieoczekiwane dziedzictwo rozwodu. Przełomowe, dwudziestopięcioletnie studium), dowiodły jednak czegoś wręcz przeciwnego. Zestawiając przeżycia dzieci, których spotkała śmierć jednego z rodziców z przypadkami rozwodów, profesor doszła do wniosku, że półsieroctwo stanowi doświadczenie mniej traumatyczne!

 Naturalną reakcją dzieci w obliczu rozpadu więzi pomiędzy ojcem a matką jest samoobwinianie się o sytuację, jaka zaistniała pomiędzy ich rodzicami. Dzieci mówią sobie: Prawdopodobnie to moja wina, bo nie zmywałem naczyń, bo zaniedbywałam obowiązki szkolne i pewnie dlatego rodzice się rozwodzą.

 W jaki sposób dziecko przeżyło rozstanie rodziców, wychodzi na jaw bardzo często dopiero wtedy, gdy samo założy już ono własną rodzinę.

 – To prawdziwa burza, niszcząca fala: złość, poczucie winy i bezradności, smutek, żal, zachwianie tożsamości – tak psycholog Agnieszka Marianowicz Szczygieł w rozmowie z „Polonia Christiana” opisuje dalekosiężne skutki rozpadu rodziny.

 – Dziecko traci grunt pod nogami, gdy trwały, domowy świat zaczyna się zupełnie walić. Jako osoby dorastające dzieci takie mogą na przykład przejść do postawy cynizmu, przekonania, że nie warto inwestować w związki, a szczęśliwe małżeństwa nie istnieją. Dziewczynki, nie mając we własnym domu odpowiednich wzorców, nie wiedząc, jak mężczyzna powinien traktować kobietę, wchodzą łatwo w płytkie, lekkomyślne związki. Za wszelką cenę dążą do tego, by jakiś mężczyzna się nimi zaopiekował. W ich relacjach damsko męskich brak zdrowego punktu odniesienia.

 Dzieci (obojga płci) dotknięte rozwodem rodziców z jednej strony reagują postawą obrazującą ogromną potrzebę zwracania na siebie uwagi (choćby poprzez nieakceptowalne zachowania), zaś z drugiej – nie widząc w rodzinnym domu wsparcia i poczucia bezpieczeństwa – szukają akceptacji pośród rówieśników, jakże często zdominowanych przez patologię. Pojawiają się w ich życiu narkotyki, alkohol, wczesne inicjacje seksualne, owocujące zbrodnią tak zwanej aborcji bądź niechcianymi dziećmi, których nie potrafi się kochać. Tak powstaje zamknięte koło prowadzące wprost do rozpadu społeczeństwa.

Roman Motoła


Zmieniony ( 17.05.2017. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.