Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 45 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow Historia - odkłamywanie 16 arrow HELIOGABAL - patron LGTBQiChWCJ
Monday 13 July 2020 06:39:42.29.
W Y S Z U K I W A R K A
HELIOGABAL - patron LGTBQiChWCJ Drukuj Email
Wpisał: Eliusz Lampridiusz   
20.05.2017.

HELIOGABAL - patron LGTBQiChWCJ


[Nic nowego pod Słońcem, panowie i pańcie.. ]



Eliusz Lampridiusz Historycy Cesarstwa Rzymskiego, [od Hadriana do Numeriana]



Nigdy nie pisałbym biografii Heliogahala Antonina, zwanego także Wariuszem, aby nikt nie wiedział, że był cesarzem rzymskim, gdyby przedtem to samo państwo nie miało Kaligulów, Neronów i Witeliuszów. Ponieważ jednak ta sama ziemia rodzi trujące zioła i zboże, i inne pożyteczne dla zdrowia rośliny, i ta sama węże i oswojone zwierzęta, uważny czytelnik czy­tając z jednej strony życiorysy Augusta, Trajana, Wespazjana, Hadriana, Piusa, Tytusa i Marka, a z drugiej - żywoty tych okropnych tyranów, znajdzie w tamtych zadość- uczynienie. Zrozumie także sąd Rzymian, przejawiający się w tym, że pierwsi długo panowali i zmarli śmiercią naturalną, drugich zamordowano, po śmierci wleczono, nazwano tyranami, a imion ich nie można nawet wymawiać. Tak więc po śmierci Makryna i jego syna Diadumena, który sprawując równą władzę przy­jął także imię Antonina, władzę cesarską powierzono Wariuszowi Heliogabalowi, ponieważ mówiono o nim, że był synem Ba­sjana.

Był zaś kapłanem Heliogabala albo Jowisza, albo Słońca i przyjął imię Antonina bądź jako dowód pochodzenia, bądź też wiedząc, iż imię to było tak drogie ludziom, że z jego powodu kochano nawet mordercę Basjana. Najpierw nazywan­o go Wariuszem, potem - od imienia boga, któremu służył - Heliogabalem; boga tego przywiózł ze sobą z Syrii i wzniósł mu w Rzymie świątynię w miejscu, gdzie dawniej była świątynia Orkusa. Wreszcie, gdy objął władzę, nazwano go Antoni­nem -i był ostatnim z Antoninów w cesarstwie rzymskim. Heliogabal tak bardzo ulegał swej matce Symiamirze, że bez jej woli niczego nie przedsiębrał w sprawach państwowych, chociaż ona żyjąc na sposób nierządnicy dopuszczała się na dwo­rze cesarskim wszelkich haniebnych czynów; znane były również jej miłosne stosunki z Antoninem Karakallą, toteż po­wszechnie uważano, że ten Wariusz czy też Heliogabal był jego synem.

Zdaniem niektórych, nawet imię Wariusza koledzy nadali mu dlatego, że poczęty został z nierządnicy na skutek jej sto­sunków z różnymi mężczyznami. Kiedy na skutek spisku Makryna zamordowano jego rzekomego ojca Antonina, Heliogabal uciec miał do świątyni boga Heliogabala jak do azylu; bał się bowiem, że zginie z ręki Makryna, który razem z rozwiązłym i okrutnym synem z niezwykłą surowością sprawował władzę.

Dotąd mówiłem o imieniu - o tym, jak Heliogabal zbezcześcił owo «czcigodne imię Antoninów, które ty, najdostojniej­szy Konstantynie, tak szanujesz, że kazałeś wykonać ze złota posągi Marka i Piusa umieszczając je - niby posągi przodków - między Konstancjuszami i Klaudiuszami i przyswajając sobie zgodne z tym charakterem cnoty dawnych ludzi - te drogie dla ciebie przyjaciółki.

Powróćmy teraz do Antonina Wariusza. Doszedłszy do władzy wysłał posłów do Rzymu. Tam bardzo go pożądano, ponieważ wszystkie stany i cały lud życzliwością darzyły imię Antoninów, które w jego wypadku uważano nie tylko za tytuł, jak u Diadumena, ale i za świadectwo jego pochodzenia; podpisał się bowiem jako syn Antonina Basjana. Prócz tego przy­chylna była dlań opinia, jaką zazwyczaj obdarza się nowych władców obejmujących rządy po tyranach; pozostaje ona jedy­nie wtedy, gdy odpowiadają jej wysokie zalety panującego, toteż utraciło ją wielu cesarzy przeciętnych. Skoro tylko list He­liogabala przeczytano w senacie, od razu podniosły się głosy przychylne dla Antonina, a pełne gróźb wobec Makryna i jego syna. Ponieważ wszyscy tego chcieli bardzo mu ufali, Antonina ogłoszono cesarzem; tak to zawsze jest z życzeniami ludzi, skłonnych do łatwowierności, ilekroć chcą, by rzeczywistością stało się to, czego pragnęli. Skoro tylko przybył do miasta, poniechał spraw prowincji, by na Palatynie, w .pobliżu świątyni cesarzy, poświęcić posąg Heliogabala i wznieść mu świąty­nię; dążył do przeniesienia posągu Matki, ognia Westy, Palladium, tarcz i wszystkich czczonych przez Rzymian przedmio­tów do owej świątyni, chcąc, aby w Rzymie nie czczono żadnego innego boga prócz Heliogabala.

Twierdził ponadto, że należy tam również przenieść kult żydów, samarytanów i chrześcijan, aby Świątynia Heliogabala objęła tajemnicę wszystkich obrzę­dów. Kiedy senat odbywał pierwsze posiedzenie, Heliogahal kazał za- prosić do senatu swoją matkę. Gdy przyszła, zapro­szono ją do miejsc, gdzie zasiadali konsulowie i gdzie obecna była przy podpisywaniu, to jest* stała się świadkiem podjęcia uchwały przez senat ; był jedynym z cesarzy, za którego rządów kobieta, jako najsławniej­sza, weszła do senatu na miejsce mężczyzny. Na Wzgórzu Kwirynalskim stworzył drugi senat, to jest senat kobiet; dawniej odbywały się tam zgromadzenia kobiet zamężnych, i to tylko w dniach uroczystych, kiedy jakaś matrona zaszczycona zosta­ła związkiem małżeńskim z kon­sulem, co dawni wodzowie proponowali swym krewnym, szczególnie tym, które nie miały znakomitych mężów, aby nie pozostały kobietami niskiego stanu.

Za czasów Symiamiry senat podjął Śmieszne uchwały dotyczące praw kobiet zamężnych: która w jakich szatach ma chodzić, która której ma ustępować, która którą ma witać pocałunkiem, która ma jeździć pojazdem dla pań, która konno, która na koniu osiodłanym, która na ośle, która na wozie zaprzężonym w muły, a która na wozie ciągnionym przez woły, któ­ra w lektyce i jakiej - czy ze skóry, czy z kości zwykłej lub słoniowej, czy ze srebra - i które mogą nosić złoto lub drogie ka­mienie przy obuwiu. Gdy Heliogabal spędzał zimę w Nikomedii, zachowując się ze wszech miar haniebnie, utrzymując sto­sunki miłosne z mężczyznami i oddając się rozpuście, żołnierze rychło zaczęli żałować tego, co zrobili, tego, że zawiązali spi­sek przeciw Makrynowi, by obwołać cesarzem - Heliogabala; zwrócili więc swoje sympatie w stronę kuzyna Heliogabala, Aleksandra, któremu po śmierci Makryna senat nadał tytuł Cezara.

Któż bowiem mógł znieść cesarza oddającego się wszystkim możliwym rozkoszom cielesnym, kiedy nikt nie zniósłby nawet takiego zwierzęcia? W Rzymie nic innego nie ro­bił, tylko rozsyłał ludzi, którzy szukali dla niego mężczyzn z dużym członkiem i sprowadzali ich na dwór cesarski, aby mógł korzystać z ich krzepkości. Wystawiał też w domu historię Parysa; sam występował w roli Wenery, szaty niespodziewanie spadały mu do stóp i tak klęczał obnażony, z jedną ręką przyłożona do piersi, a drugą do części wstydliwych, gdy tylna część ciała zwrócona była w stronę drugiego nierządnika. Twarz miał ucharakteryzowaną na sposób, w jaki malowano We­nus, a całe ciało wygładzone [wygolone md] v; największą korzyść z ży­cia upatrywał w tym, że uchodzi za godnego i zdolnego do nierządu z jak najliczniejszymi.

Zaszczyty, godności i urzędy Heliogabal sprzedawał osobiście jako też za pośrednictwem wszystkich swoich niewolni­ków oraz ludzi, którzy zaspokajali jego żądze. Do senatu wybierał ludzi bez względu na wiek, stan majątkowy i pochodzenie, pobierając za to pieniądze; sprzedawał także godności wojskowe, urzędy trybunów, legatów, wodzów, a nawet stanowiska prokuratorów i urzędy dworskie. Woźniców Protogeanesa i Kordiusza, towarzyszy w pierwszych zawodach rydwanów, dopuścił potem do uczestnictwa w całym swoim życiu i we wszystkich jego sprawach. Wielu, którzy mu się podobali fi­zycznie, zabierał z teatru, cyrku i amfiteatru na dwór cesarski. W Hieroklesie tak był zakochany, że - wstyd powiedzieć - ca­łował jego podbrzusze, dodając, że obchodzi święto Flory.

Dopuścił się gwałtu na dziewicy Westalce. Wyniósłszy przedmioty kultu zbezcześcił Sanktuarium ludu rzymskiego. Chciał zgasić wieczny ogień. Pragnął skasować nie tylko kulty rzymskie, lecz w ogóle kulty religijne na całym świecie, dbając jedynie o to, by wszędzie czczono boga Heliogabala; splamiony wszelkim złem moralnym, wraz z tymi, którzy się sami zhań­bili, wtargnął do wnętrza świątyni Westy, gdzie przychodzą jedynie dziewice i kapłani. Usiłował także zabrać znajdujące się tam świętości: główna westalka wskazała mu fałszywe naczynie gliniane, które porwał myśląc, że jest prawdziwe, i kiedy nic w nim nic znalazł, rzucił je i rozbił. Nie wziął jednak niczego, co należało do kultu, ponieważ zrobiono jakoby wiele naczyń podobnych, aby nikt nigdy nie mógł zabrać prawdziwego. Mimo to jednak zabrał posążek, który uważał za Palladium, i ozdobiony złotem umieścił w świątyni swojego boga.

Zabrał także świętości Matki Bogów i zabił woły na ofiarę, aby porwać jej posąg i inne święte przedmioty, które trzyma­no głęboko schowane. Chełpił się, że jest przywódcą wśród szalonych rzezańców, obwiązywał sobie części płciowe i ro­bił wszystko, co zwykle czynią kapłani Cybeli; zabraną świętość przeniósł do świątyni swojego boga. Oddawał także cześć bo­gini Salambo, przestrzegając wszystkich lamentów i szalonych tańców właściwych kultowi syryjskiemu i zapowiadając so­bie bliską zgubę. Mówił, że wszyscy bogowie są sługami jego boga; jednych nazywał jego pokojowymi, innych niewolnika­mi, jeszcze innych sługami w najrozmaitszych sprawach.

Chciał sprowadzić kamienie uważane za święte ze świątyni, gdzie powinny się były znajdować, i posąg Diany Laodycej­skiej z jej przybytkiem w którym umieścił go Orestes. Niektórzy uważają, że także Orestes nie umieścił w jednym miejscu jednego posągu Diany, lecz wiele posągów w wielu miejscach; i gdy stosownie do wyroczni oczyścił się nad Trzema Rzeka­mi w pobliżu Ebru, założył również miasto Oresteję, które często musiało spływać krwią ludzką. Hadrian zaś w czasach, kie­dy zaczął popadać w szaleństwo, polecił to miasto na podstawie wyroczni nazwać swoim imieniem, gdyż przepowiedziano mu, że wejdzie w posiadanie domu lub imienia jakiegoś szalonego człowieka. Podobno od tego czasu osłabło jego szaleń­stwo, wskutek którego kazał zgładzić wielu senatorów; ocalił ich Antoninus i dzięki temu zasłużył na przydomek Pobożnego, ponieważ później wprowadził do senatu tych wszystkich, o których myślano już, że zostali zamordowani z rozkazu cesarza.

Heliogabal zabijał też na ofiarę ludzi, wybierając do tego celu dobrze urodzonych i pięknych chłopców z całej Italii; ich oj­cowie i matki żyli i o to, jak sądzę, chodziło, by jeszcze większy był ból obydwojga rodziców. Byli przy nim wszelkiego rodzaju magowie i codziennie za jego zachętą składali te ofiary, a on dziękował bogom, ponieważ przekonał się, że są dla magów życzliwi; badał przy tym wnętrzności chłopców i męczył zwierzęta ofiarne według przyjętego przez siebie rytuału. Gdy objął konsulat, przeznaczył do rozdzielenia między lud nie złote czy srebrne pieniądze, nie słodycze ani małe zwierzęta, lecz tłuste woły, wielbłądy, osły i jelenie, mówiąc, że jest to dar godny w cesarza. Bez litości prześladował pamięć Makryna, a jeszcze bardziej Diadumena, ponieważ nazywano go Antoninem - sam mówił o nim Pseudo-Antoninus, tak jak Pseudo- Fi­lip - i ponieważ uważano, że z człowieka wyuzdanego stał się dzielnym, dobrym, «poważnym i surowym mężem. Heliogabał zmusił także niektórych pisarzy, by pisali o sposobie życia i zbytku Diadumona rzeczy niegodziwe, a co więcej występne, jak jest w jego biografii .

W budynkach na dworze cesarskim urządził łaźnię publiczną, a równocześnie łaźnię Plautyna udostępnił ludowi, by do­starczyła mu ona sposobności do utrzymywania stosunków z ludźmi o dużych członkach męskich. Gorliwie starano się o to, by w całym mieście, a nawet wśród żeglarzy, wyszukiwać „onobeli”. Tak nazywano tych, którzy uchodzili za bardziej męskich.

Kiedy Heliogabal chciał rozpocząć wojnę z Markomanami, którą zaszczytnie zakończył Antoninus, niektórzy twierdzili, iż Marek Antoninus przy pomocy Chaldejczyków i magów uczynił z Markomanów na zawsze oddanych przyjaciół narodu rzymskiego i że stało się to dzięki formułom czarodziejskim i zaklęciom. Gdy Heliogabal pytał, jakie to było zaklęcie i kiedy miało miejsce, zatajono to przed nim. Wiedziano bowiem, że po to pytało zaklęcie, aby rozpowszechnić o nim wieść W na­dziei wzniecenia wojny, a przede wszystkim dlatego, że słyszał o wyroczni głoszącej, iż Antoninus powinien zakończyć woj­nę z Markomanami, gdy tymczasem jego, Wariusza, nazywają i Heliogabalem, i publiczną igraszka i twierdzą, że imię Antoni­na, w którego posiadanie się wkradł – zbezcześcił.

Wiadomość tę rozpowszechniali głównie ci, którzy boleli, że wyżej od nich stawia ludzi mających szczególne warunki do oddawania się żądzom i bogatych. Od tej chwili zaczęto już myśleć o zgładzeniu go, i to nawet na samym dworze. Ale i żołnierze nie mogli znieść, że tego nikczemnika osłania imię cesarza i najpierw ,zaczęli o tym mówić między sobą, a następ- nie na zebraniach; wszyscy zwracali swoje umysły do Aleksandra, który wtedy, gdy zamordowano Makryna, otrzymał już od senatu tytuł Cezara i był kuzynem tego Antonina, ponieważ mieli wspólną babkę Warię (po niej właśnie Heliogabal nosił imię Wariusza). Zotikus miał za jego czasów tak wielkie wpływy, iż wszyscy najwyżsi urzędnicy uważali go jakby za małżonka ce­sarza. Ponadto ów Zotikus zwodził ludzi powołując się na rozmaite słowa i czyny Heliogabala i wykorzystując swoją zaży­łość z cesarzem; gromadził również niezliczone bogactwa, gdyż jednym groził, innym obiecywał, wszystkich oszukiwał, a wychodząc od cesarza szedł do różnych ludzi i mówił: „O tobie powiedziałem to, o tobie słyszałem to, z tobą stanie się tak a tak”. Jest to gatunek ludzi, którzy dopuszczeni do zbytniej zażyłości z władcami, sprzedają sławę nie tylko złych, lecz i do­brych władców, i z powodu głupoty albo prawości cesarzy, którzy tego nie dostrzegają, żyją z haniebnego rozpowszech­niania plotek. Heliogabal poślubił go (miał nawet druhnę), żył z nim i nawet kiedy Zotikus chorował, wołał: „Magirusie, przy­stępuj do dzieła !”

Pytał też filozofów i poważnych ludzi, i to jak najbardziej bezwstydnie, czyli oni tyle wytrzymali w młodości, co on sam. Nigdy nie szczędził wstrętnych słów, dając także palcami nieprzyzwoite znaki i nie wstydził się ni- czego, chociaż słu­chał go zgromadzony lud. Wyzwoleńców mianował namiestnikami, legatami, konsulami, dowódcami i bezcześcił wszelkie godności powierzając je nikczemnym ludziom niskiego pochodzenia. Razu pewnego zaprosił na winobranie wysoko urodzo­nych przyjaciół, usiadł przy koszach i zaczął wszystkich najstarszych wypytywać, czy skłonni są do miłości; gdy starcy ru­mienili się, wołał: „Zaczerwienił się. Sprawa załatwiona!" - uważając milczenie i rumieniec za znak zgody. Oprócz tego opo­wiedział, co sam robił, bez żadnych oznak wstydu. Skoro spostrzegł, że starcy zaczerwienili się i milczeli, ponieważ albo wiek, albo godność nie pozwalała im na takie rozmowy, udał się do młodzieńców i ich zaczął o wszystko wypytywać. Gdy usłyszał od nich rzeczy zgodne z ich wiekiem, cieszył się mówiąc, iż winobranie, które w ten sposób obchodził, jest napraw­dę wolne.

Zdaniem wielu on pierwszy wprowadził zwyczaj, że w czasie świąt Winobrania często żartowano sobie z panów i to na­wet w ich obecności; sam te żarty układał, przede wszystkim po grecku. Wiele z nich przytacza Mariusz Maksymus w swo­jej biografii Heliogabala. Przyjaciółmi Heliogabala byli ludzie niegodziwi, jacyś starcy i z pozoru filozofowie, którzy na głowę kładli siatki, mówili, że znoszą jakieś niegodziwości, chełpili się, że mają mężów; Niektórzy mówią, że udawali, by na­śladu-ąc wady Heliogabala pozyskać jego przyjaźń. Na dowódcę pretorianów powołał tancerza, który zawód aktora wyko­nywał w Rzymie, dowódcą straży mianował woźnicę Kordiusza, prefektem zajmującym się dostawą zboża - fryzjera Klau­diusza. Na inne stanowiska wysunął ludzi odznaczających się niezwykle wielkim członkiem męskim.

Nad pięcioprocentowym podatkiem od spadków polecił czuwać poganiaczowi mułów, biegaczowi, kucharzowi i rze­mieślnikowi wyrabiającemu zamki. Wchodząc do obozu albo do senatu, wprowadzał ze sobą swoją babkę, Warię, o której wyżej już mówiłem, aby korzystać z jej powagi, skoro sam nie umiał wzbudzać szacunku; przed nim – o czym już wspomi­nałem - nigdy jeszcze żadna kobieta nie weszła do senatu i żadnej nie zaproszono, by uczestniczyła w piśmiennym redago­waniu uchwał senatu i wypowiadała swoje zdanie.

Na ucztach najbliżej siebie umieszczał młodych rozpustników i szczególną przyjemność sprawiało mu ich dotknięcie i pieszczoty; od nich też pijąc najchętniej przyjmował puchary. Wśród tych bezeceństw wyuzdanego życia oddalił od siebie Aleksandra, którego adoptował; twierdził, że sam żałuje adopcji, i polecił senatowi odebrać mu tytuł Cezara. Kiedy jednak wyjawił swój zamiar, w senacie zapanowała głęboka cisza. Aleksander bowiem był szlachetnym młodzieńcem, co potwierdził­o potem jego panowanie, chociaż tak bardzo nie podobał się ojcu, „ponieważ nie był bezwstydny. Jak twierdzą niektórzy, był nawet jego kuzynem; kochali go żołnierze, lubił senat i ekwici. Szaleństwo jednak posunęło się aż do próby zgładzenia Aleksandra. Heliogabal nasłał na niego morderców, a uczynił to w następujący sposób: Sam udał się do ogrodów Dawnej Nadziei, jak gdyby składając ślub przeciw niewinnemu młodzieńcowi, i pozostawiwszy na Palatynie matkę, babkę i kuzyna, polecił zamordować tego szlachetnego i potrzebnego państwu młodzieńca. Wysłał również listy do żołnierzy z roz­kazem, by po- zbawili Aleksandra tytułu Cezara; wysłał też człowieka, .który miał zatrzeć gliną napisy na jego posągach w obozie, jak to się zwykle robi W stosunku do tyranów; wysłał wreszcie list do jego wychowawców, polecając im w zamian za nagrody i zaszczyty zamordować go, jak zechcą - albo w łaźni, albo przy pomocy trucizny lub miecza. Niegodziwi ludzie nic jednak nie mogą zrobić niewinnym. Bo nie ma siły, która by mogła kogoś skłonić do dokonania tak wielkiej zbrodni, sko­ro broń, jaką przygotował przeciw drugim, zwraca się pierwej przeciw niemu samemu i „sam ginie od tej, którą godził w in­nych. Kie­dy zamazano błotem napisy na posągach, wszyscy żołnierze zapłonęli gniewem; część podążyła na Palatyn, część do ogro­dów, gdzie przebywał Wariusz, aby obronić Aleksandra i uwolnić wreszcie państwo od tego niegodziwca z duszą mordercy.

Dotarli na Palatyn, po czym, pilnie strzegąc Aleksandra, zaprowadzili go wraz z matką i babką do obozu. Matka Helio­gabala, Symiamira, poduszczona przez syna, pospieszyła za nimi pieszo. Stąd udali się do ogrodów, gdzie znaleźli Wariusza przygotowującego zawody woźniców; wyczekiwał jednak z uwagą, kiedy doniosą mu, że kuzyna zamordowano. Przerażony nagłym zgiełkiem żołnierzy ukrył się w kącie i narzucił na siebie zasłonę wiszącą u wejścia do sypialni; jednego prefekta wy­słał do obozu dla uspokojenia żołnierzy, drugiego dla ułagodzenia tych, którzy weszli do ogrodu. Jeden z prefektów, Antio­chianus, przypominając o przysiędze błagał żołnierzy, którzy weszli do ogrodu, aby nie zabijali Heliogabala; weszli bowiem nieliczni, a większość pozostała ze sztandarem, który zatrzymał trybun Arystomachus. To działo się w ogrodach.

W obozie żołnierze odpowiedzieli na prośbę prefekta, że oszczędzą Heliogabala, jeśli oddali od siebie rozpustników, woźniców i aktorów i powróci do porządnego życia, jeśli usunie przede wszystkim ludzi, którzy ze szkodą ogółu mieli na niego największy wpływ i którzy wszystko, co go dotyczyło, rozpowszechniali zgodnie z prawa dą albo uciekali się do kłam­stwa. Oddalił przeto Hieroklesa, Kordiusza, Myrissimusa oraz dwóch niegodziwych niewolników, którzy z głupca czynili go jeszcze głupszym. Ponadto żołnierze polecili prefektom, aby nie pozwolili mu żyć dłużej W ten sposób i aby strażą otoczo­no Aleksandra, by nie dopuszczono się na nim jakiegoś gwałtu, równocześnie zaś, by Cezar nie widywał żadnego przyjaciela Augusta i nie zaczął ›przypadkiem naśladować jego haniebnego po- stępowania. Heliogabal jednak wybłagał z powrotem Hieroklesa, najbardziej bezwstydnego z nich wszystkich, i coraz szerzej zastawiał sidła na Cezara. Wreszcie pierwszego sierpnia nie chciał iść w orszaku razem z kuzynem, chociaż obydwóch desygnowano wówczas na konsulów. W końcu, kie­dy babka i matka oświadczyły mu, że żołnierze dążyć będą do jego zguby, jeśli nie zobaczą, że między kuzynami panuje zgoda, włożywszy togę bramowaną purpurą, o szóstej ,godzinie poszedł do senatu, wezwał tam swoją babkę i zaprowadził ją do krzeseł. Stąd nie chciał się udać na Kapitol w celu złożenia ślubów i dopełnienia uroczystych ofiar; wszystkiego doko­nał pretor miejski, jak gdyby nie było wtedy konsulów.

Heliogabal nie przestał myśleć o zabójstwie Aleksandra; obawiając się jednak, żeby senat nie wyniósł kogo innego do godności cesarza w wypadku, gdyby sam zamordował kuzyna, nagle roz­kazał senatowi opuścić Rzym. Wszystkim, którzy nie mieli pojazdów ani niewolników, polecono wyruszyć natychmiast; wówczas jedni kazali się nieść tragarzom, inni jechali na przypadkowo zdobytych lub wynajętych zwierzętach. Wezwawszy centuriona, w słowach bardzo ostrożnych wydał roz­kaz zgładzenia byłego konsula Sabinusa, któremu Ulpianus dedykował swoje księgi, za to, że ów pozostał W mieście. Cen­turion jednak, ponieważ był głuchy, sądził, że polecono mu wydalić Sabi­nusa z Rzymu, co też uczynił. W ten sposób po­myłka centuriona ocaliła Sahinusa.

Odsunął Heliogabal - jako człowieka szlachetnego - biegłego prawnika Ulpiana, a także retora Sylwinusa, którego mia­nował nauczycielem Cezara. Sylwina mianowicie zamordowano, Ulpian zaś ocalał. Żołnierze jednak, a zwłaszcza pretorianie, bądź to wiedząc, iż przygotowano zgubę Heliogabala, bądź też widząc, że na nich zwróci się nienawiść cesarza z powodu ich przywiązania do Aleksandra, zawiązali spisek w celu uwolnienia państwa. Najpierw w różny sposób zgładzono wtajemni­czonych w rozpustne życie Heliogabala: jednych mordowano wyrywając im wnętrzności, innym przebijano dolną część cia­ła, aby rodzaj śmierci odpowiadał sposobowi ich życia.

Następnie napadnięto na Heliogabala i zamordowano go w ustępie, dokąd uciekł. Ciało jego wleczono przez miejsca publiczne. Zwłoki znieważono, żołnierze wrzucili je mianowicie do kanału ściekowego; ponieważ tam jednak jakimś trafem nie utonęły, obciążono je, by nie wypłynęły, i z mostu Emiliańskiego wrzu­cono do Tybru, aby nigdy nie można ich było po­grzebać. Zanim ciało rzucono do Tybru, wleczono je ponadto przez cały cyrk.

Z polecenia senatu wyskrobano jego imię, to jest imię Antonina, i pozostało tylko imię Wariusza Heliogabala; tamto bo­wiem zatrzymał rozmyślnie, ponieważ pragnął uchodzić za syna Antonina. Po śmierci nazywano go Tyberynus, Traktaty­cjusz, Impurus i na wiele jeszcze sposobów, gdyby należało wskazać przydomki, które powstały - jak się wydaje - za jego czasów. Jego jedynego ze wszystkich cesarzy po śmierci wleczone, spuszczono do kanału ściekowego, wrzucono do Ty­bru. Doszło do tego z powodu wspólnej wszystkim nienawiści, której szczególnie powinni wystrzegać się panujący; ci bo­wiem, którzy nie zasługują na miłość senatu, ludu i żołnierzy, nie mogą zasłużyć nawet na grobowiec.

Nie pozostały po nim żadne budowle publiczne oprócz świątyni boga Heliogabala przez jednych nazywanego Słońcem, przez innych Jowiszem, oraz odbudowanego po pożarze amfiteatru i łaźni na ulicy Sułpicjusza.

Zmieniony ( 22.05.2017. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.