Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 23 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow SZtuczki i sztuka - POSTĘPY arrow Joachim Łuczak i Zagan Acoustic. Mam awersję do prostych rozwiązań.
Friday 15 November 2019 01:07:08.28.
migawki
Diabeł do Rybaka z Watykanu: Teraz już tylko pachamamy, bałwany łowić będziesz"
 
W Y S Z U K I W A R K A
Joachim Łuczak i Zagan Acoustic. Mam awersję do prostych rozwiązań. Drukuj Email
Wpisał: Aleksandra Wrona   
08.10.2017.
Joachim Łuczak i Zagan Acoustic. Mam awersję do prostych rozwiązań.

https://kultura.trojmiasto.pl/Joachim-Luczak-mam-wewnetrzna-awersje-do-prostych-rozwiazan-n117190.html#tri#tri

Jest znany jako wyśmienity skrzypek i aranżer, nie są to jednak jego jedyne talenty. Złośliwi twierdzą, że podczas koncertów swoją konferansjerką kradnie show Julii Pietrusze. Jest współzałożycielem zespołu Zagan Acoustic oraz Kwartetu Smyczkowego TheTonacja, robi też aranże do "Twoja twarz brzmi znajomo".

Joachim Łuczak opowiedział nam o pracy dla telewizji, aranżowaniu i koncertach.

Aleksandra Wrona: W najbliższą niedzielę gracie koncert z Krzesimirem Dębskim, to jednak nie pierwsza wasza współpraca. Jak to się stało, że Krzesimir napisał dla was utwór?

Joachim Łuczak: Krzesimir Dębski jest osobą niezwykle otwartą na współpracę. Kiedy skontaktowaliśmy się z nim po raz pierwszy (jeszcze na studiach), mieliśmy pewne obawy, jak taki artysta podejdzie do raczkującego wówczas zespołu, mającego dopiero zalążki pomysłów na ciekawy repertuar koncertowy. Kompozytor niedługo później przekazał nam partyturę utworu 'Bojan Duke of Dingač', któremu szybko nadaliśmy autorski rys poprzez dodanie charakterystycznych dla naszych instrumentów efektów perkusyjnych. Właśnie w takiej formie pozostawiliśmy utwór, rejestrując go po kilku latach na płycie "Folk & Roll". Dziś mamy przyjemność występować z Krzesimirem Dębskim w roli instrumentalisty i znakomitego improwizatora, pozostając mu wdzięczni za tę, wcale nie oczywistą, przychylność na początku współpracy.

Zagan Acoustic występuje już od ponad 10 lat. Nie dopada was rutyna związana z koncertowaniem?

Zespół Zagan Acoustic ma dosyć ciekawą formułę, na którą wpływ mają duże różnice charakterów poszczególnych muzyków, jak również oparcie znacznej części materiału dźwiękowego na sztuce improwizacji. Dodatkowo ciągle poszukujemy nowych muzycznych ścieżek, a tak w zasadzie mamy tych ścieżek bardzo wiele. Każdy systematycznie wnosi do współpracy zespołowej swoje osobiste doświadczenia. Poza tym odwiedzamy coraz to nowe miejsca i mamy kontakt z inną publicznością.

A co z rutyną związaną z graniem wiele razy tych samych utworów?

O rutynie w samym życiu koncertowym nie może być mowy, za to co jakiś czas pojawia się naturalne i myślę, że pożądane, uczucie znużenia konkretnym materiałem dźwiękowym, stanowiące znakomity impuls do poszerzania autorskiego repertuaru, zamówień kompozytorskich i dalszych muzycznych poszukiwań. Mogę zdradzić, że aktualnie rodzi się w naszych głowach pomysł nieszablonowego podejścia do muzyki polskiej XIX w.

Romansujecie z różnymi formami muzyki - jazzową, folkową, tangową, klezmerską... Czy któryś z tych gatunków jest wam szczególnie bliski?

Myślę, że każdy z członków zespołu odpowiedziałby na to pytanie nieco inaczej, ale w jednym się zgadzamy: nigdy nie specjalizowaliśmy się stricte w tangu, muzyce ludowej, czy klezmerce. Nasze utwory są, jak to kiedyś Paweł Zagańczyk ładnie ujął, "muzycznym tyglem", w którym cały czas podgrzewamy temperaturę i mieszamy nasze muzyczne inspiracje. Nasze improwizacje też nie są stricte-jazzowe, a wynikają z ogólnej fascynacji muzyką tworzoną na żywo. Tu pojawia się oczywiście pytanie o klasyfikację, której w przypadku zespołu Zagan Acoustic osobiście nie odważyłbym się podjąć. Na szczęście nikt od nas tego nie wymaga.


Robisz też aranże do "Twoja twarz brzmi znajomo".

Aranżacja, podobnie jak sama muzyka, miewa różne zastosowania. Czasami chodzi o to, żeby dla własnej satysfakcji stworzyć jedyne w swoim rodzaju, innowacyjne, autorskie opracowanie utworu, a innym razem trzeba sprawnie skonstruować podkład do piosenki w taki sposób, żeby wygodnie się przy nim śpiewało. W "Twoja twarz brzmi znajomo" sprawa jest o tyle specyficzna, że zadaniem naszym jest jak najwierniejsze odwzorowanie oryginału, nawet z jego drobnymi niedoskonałościami. Tak więc jasne, że pole do wyrażenia indywidualizmu twórczego jest tutaj akurat ograniczone, ale to nie zmienia mojego podejścia do pracy i zaangażowania.

Jak praca w telewizji wygląda od kuchni?

Współpraca z telewizją rządzi się też swoimi prawami. Przy tych produkcjach, które miałem przyjemność współtworzyć, kierownikiem muzycznym jest znakomity aranżer Marcin Urban. Ja funkcjonuję tam głównie jako ekspert od instrumentów smyczkowych. To, z czym najbardziej przy takiej współpracy zmaga się osoba przygotowująca aranżację, to czas. Trzeba pracować rzeczywiście bardzo szybko, bo harmonogram jest niezwykle napięty. Oczywiście bywają chwile, gdzie musisz dostosować swoje ambicje do cudzych priorytetów, ale takie sytuacje zdarzają się wszędzie.


Oprócz grania, wykonujesz też aranże dla Zagan Acoustic. Kusi cię, żeby pisać dla siebie łatwiejsze partie albo robić kolegom muzyczne żarty?

Nie, absolutnie. Nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby robić sobie na tym polu żarty, może dlatego, że w moim wykonaniu nie byłyby one zabawne i zawsze traktowałem to bardzo poważnie - niekiedy aż za poważnie. Nie jestem zadowolony, kiedy któryś z muzyków zmienia napisaną mu przeze mnie partię. Dodajmy, że sam ulepszam większość granych przez siebie partii instrumentalnych. Mam też wewnętrzną awersję do prostych rozwiązań, co słychać chociażby na naszej pierwszej płycie "3:1". Staram się traktować to jak zaletę, chociaż wiem, że niekiedy siła tkwi w prostocie.

Czym w takim razie kierujesz się podczas pracy nad utworem?

Zasadniczo w aranżacji kieruję się zasadą, że muzyk powinien mieć przyjemność w wykonaniu swojej partii, bo wówczas całość ma szanse dobrze zabrzmieć. Zdarzają się wyjątki, jak stworzone przeze mnie opracowanie "Country in E" Krzesimira Dębskiego, gdzie partia klarnetu jest wyjątkowo "nie pod palcami", nawet dla tak znakomitego klarnecisty, jak Andrzej Wojciechowski. Aranżacje instrumentalne, podobnie jak kompozycje, pisze się pod konkretnego muzyka-instrumentalistę. I dlatego również te lata współpracy w zespole są niezwykle ważne i cenne - tu nie da się pójść na skróty. Znamy się na tyle długo, że kiedy wpisuję do programu komputerowego konkretne dźwięki, słyszę jak pod kątem artykulacyjnym, interpretacyjnym, wyrazowym zagrają to konkretni ludzie. Dzięki temu wiem, na co mogę sobie pozwolić - a z takimi muzykami mogę naprawdę na dużo...

Lubisz tę formę pracy?

Czy to lubię? Ja generalnie w życiu nie robię rzeczy, których bym w jakimś stopniu nie lubił, dotyczy to niestety również obowiązków domowych. Poza tym każdy rodzaj uprawianej przeze mnie aktywności muzycznej sprawia mi dużą satysfakcję. Co mnie pociąga w aranżacji, to z jednej strony ta czasami stresująca odpowiedzialność, że musisz napisać, żeby pozostali w tym łańcuchu mogli wykonać swoją pracę, z drugiej zaś wymierny efekt końcowy w postaci gotowego materiału nutowego i uznanie, jeśli rzeczywiście to, co napisałeś, ma sens. A przecież każdy lubi być docenianym.

Oprócz grania słyniesz też z umiejętności konferansjerki. Złośliwi twierdzą, że na koncertach kradniesz show Julii Pietrusze. Zgadzasz się z tymi zarzutami?

Podczas występów z Julią każda osoba na scenie tworzy to tzw. show, a wszystkie nasze poczynania zarówno muzyczne, jak i werbalne mają na celu wspólny cel - wysoki poziom koncertu. Już na pierwszych wspólnych koncertach okazało się, że dialog na scenie jest czymś ciekawym, wprowadza interakcję z publicznością, dając możliwość poznania artysty nie tylko od strony muzycznej, ale także osobowościowej, w końcu stwarza dobrą atmosferę, która powraca w formie oklasków, uśmiechów, emocji, dzięki czemu i na scenie jest inna energia. To zawsze działa w dwie strony, ale też nie zawsze jest konieczne - wielokrotnie okazało się, że podczas koncertów plenerowych moja konferansjerka nie jest potrzebna, a teksty ze sceny działają nieco inaczej niż na koncertach kameralnych. Może to czasami tak wyglądać, ale nigdy nie patrzyłem na moją konferansjerkę pod kątem personalnego zabłyśnięcia. Jeżeli podczas występu w naturalny sposób tworzą się sytuacje, w których można do ludzi coś powiedzieć, a jeszcze do tego trochę ich rozbawić, to czemu tego nie zrobić.

Zawsze miałeś taką łatwość w kontakcie z publicznością?

Pamiętam jak stresujące były początki mojej konferansjerki jeszcze na studiach, kiedy wspólnie z Pawłem Zagańczykiem stawialiśmy na tym polu pierwsze, dość chwiejne kroki. Wtedy kiedy ten kontakt z publicznością był niemalże na wyciągnięcie ręki, okazywało się, które teksty działają lepiej, które gorzej, o którym utworze potrafimy coś powiedzieć, a o którym trzeba jeszcze doczytać, w końcu gdzie jest ten złoty środek pomiędzy graniem, a zapowiedzią - nie ma takich zajęć na wyższych uczelniach muzycznych.

Czy z grania muzyki da się żyć w Polsce?

Zaznaczam tu, że mówię jedynie w swoim imieniu. Ilu muzyków, ile modeli działalności artystycznej - tyle będziemy mieli opinii na ten temat. Sytuacja muzyków w Polsce do łatwych nie należy. Rozmawialiśmy ostatnio o odczuwalnych różnicach w wynagrodzeniach w tym zawodzie u nas i u naszych zachodnich sąsiadów, gdzie po powrocie z jednego miejsca pracy ma się jeszcze czas i energię na rozwijanie swoich zainteresowań. Wiem, że w różnych instytucjach kultury dzieje się raz lepiej, raz gorzej i smutne jest, że często zamiast skupiać się na artystycznym wymiarze pracy, ludzie zmuszeni są dochodzić swoich praw poprzez aktywność w związkach zawodowych. Jest też ogromna liczba muzyków, którzy żyją z pensji nauczycielskich w co najmniej dwóch, jak nie trzech miejscach zatrudnienia. Osobiście nie narzekam, a wręcz jestem zadowolony z różnorodności, jaką daje mi moja praca i cieszę się, że mogę robić to, co kocham, bez większych pozamuzycznych nerwów. Założoną przez siebie wypożyczalnię instrumentów smyczkowych traktuję póki co jako dodatek.

Jakie są twoje muzyczne plany na przyszłość?

Tych planów wciąż przybywa. Z prowadzonym przeze mnie Kwartetem Smyczkowym TheTonacja wydajemy właśnie naszą pierwszą autorską płytę "Finally". Zagan Acoustic coraz częściej zaczyna występować poza granicami Polski.

Zostałem też zaproszony przez Julię Pietruchę do współpracy przy tworzeniu nowego materiału płytowego.

Poza tym mam wiele pozaczynanych muzycznych pomysłów, na których dokończenie zawsze brakuje czasu. Myślę, że nie jestem w tym odosobniony.



Zmieniony ( 08.10.2017. )
 
« poprzedni artykuł
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.