Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 77 gości
S T A R T arrow Gospodraka..., oj, draka arrow wieś; \"bitwa o handel\" arrow Producencki apartheid. Jak nas trują. Jesteśmy europejskim kubłem na śmieci.
Saturday 25 January 2020 13:22:46.28.
W Y S Z U K I W A R K A
Producencki apartheid. Jak nas trują. Jesteśmy europejskim kubłem na śmieci. Drukuj Email
Wpisał: Adam Białous   
10.11.2017.

Producencki apartheid. Jak nas trują.

Jesteśmy europejskim kubłem na śmieci.

 

 Adam Białous

http://www.pch24.pl/producencki-apartheid,56039,i.html#ixzz4y0nZYikx


Kraje Środkowo-Wschodniej Europy zamawiają coraz więcej badań żywności, podczas których porównują skład tych samych produktów znanych marek sprzedawanych u nich i w państwach Europy Zachodniej. Wyniki tych badań bardzo trafnie podsumował minister rolnictwa  Czech, który powiedział: „Wschód jest zmęczony byciem europejskim kubłem na śmieci”.

 

O zaniżaniu przez zachodnie koncerny jakości produktów przeznaczonych do sprzedaży na wschodnich rynkach jest wiadomo nie od dziś, jednak swoistym wstrząsem, który skłonił wiele państw Europy Środkowo - Wschodniej do przeprowadzenia badań porównawczych tych samych produktów sprzedawanych u nich i na rynku producenta, stało się wystąpienie w tej sprawie na forum Komisji Europejskiej Roberta Fico, premiera Słowacji, w lipcu bieżącego roku.  Żeby udowodnić swoją diagnozę zaprezentował on unijnym komisarzom, co podobno było dla nich szokiem, konkretne produkty żywnościowe i środek piorący, w dwóch wersjach. Lepsza dla konsumentów z tzw. starej Unii, a gorsza dla pozostałych.  Komisja Europejska stanęła więc „twarzą w twarz” z faktami, które nie sposób było zignorować. Dlatego też KE podjęła się opracowania i wprowadzenia nowych regulacji dotyczących „podwójnych standardów jakości żywności”.

 

Oczywiście na ujawnienie przez Fico „podwójnych standardów” produkcji, najaktywniej zareagowały państwa pokrzywdzone tym nieuczciwym procederem. Przyjrzyjmy się najnowszej z tych reakcji. W październiku 2017 roku Państwowa Służba Żywności i Weterynarii Litwy przedstawiła wyniki badań ukazujących różnice w składzie tych samych artykułów spożywczych znanych niemieckich marek, oferowanych do sprzedaży na Litwie i w Niemczech. Zbadano 33 produkty. Aż 23 z nich miało różne proporcje składników. W wersji litewskiej było więcej tzw. wypełniaczy, mniej zaś właściwej substancji spożywczej.  Na przykład: jogurt „Activia” wyprodukowany na niemiecki rynek zawierał więcej jagód. Niemiecka wersja kawy rozpuszczalnej „Nestle Nescafe gold” miała znacznie więcej kofeiny niż ta sprzedawana na rynku litewskim.

 

Wykryte w laboratoriach Litwy różnice dotyczą też koloru, walorów smakowych, a nawet konsystencji produktów. Herbata „Lipton Yellow Label tea” wyprodukowana dla Niemców, nie zawierała substancji aromatycznych, natomiast ten sam wyrób Liptona przeznaczony dla Litwinów posiadał w swoim składzie sztuczne aromaty, zapewne po to, aby ta herbata przynajmniej pachniała jak herbata.

Co gorsza, niektóre ze zbadanych produktów spożywczych posłodzono różnymi substancjami - mniej bądź bardziej szkodliwymi dla zdrowia. Niemieccy amatorzy tzw. mrożonej herbaty „Nestea” mogą ją pić z dodatkiem czystego cukru, ale już jej litewscy fani otrzymują słodkiego „kopniaka”, gdyż  „Nestea” z półek sklepów u naszego północno–wschodniego sąsiada doprawiona jest pożądaną porcją tzw. słodzików, m.in. glikozydą stewiolową, która jest od 200 do 300 razy słodsza od cukru. 

 Minister rolnictwa Litwy, Bronius Markauskas, po zapoznaniu się z tymi wszystkimi wynikami badań przeprowadzonymi przez litewską Państwową Służbę Żywności i Weterynarii, trafnie zauważył, że „ta sytuacja jest niesmaczna”, dodając: „Jeżeli konsument kupuje produkt znany w całej Unii Europejskiej, to naturalne, że liczy na to, iż skosztuje tego samego od Wilna do Lizbony, a producenci muszą to zapewnić”.

 

Podobne badania porównawcze produktów przeprowadziły inne kraje Europy Środkowo – Wschodniej. Podobne są również ich wyniki. Słowackie testy (przeprowadzone przez Urząd ds. Jakości Żywności) wykazały, iż  tylko jeden słowacki produkt nie był gorszy od austriackiego. Testy prowadzono również w Czechach. Kiedy Marian Jurečka, czeski minister rolnictwa, poznał ich wyniki, na forum UE powiedział: „Wschód jest zmęczony byciem europejskim kubłem na śmieci.” Trzeba tu również nadmienić, że różne standardy stosują nie tylko producenci żywności, ale też m.in. elektroniki, środków czystości i innych.

 Natomiast chorwacka agencja ds. żywienia, wykryła w październiku br. gorszą jakość sprzedawanych w Chorwacji dań koncernu HiPP dla dzieci niż ich odpowiedniki sprzedawane w Niemczech. Słoiczek dania firmy HiPP sprzedawany na niemieckim rynku, według tych badań, zawiera 38 proc. warzyw i 15 proc. ryżu. Ten sam produkt sprzedawany w chorwackim sklepie posiada w swoim składzie tylko 24 proc. warzyw i aż 21 proc. ryżu. Różnice wykryto również w barwie i aromacie tego produktu przeznaczonego dla niemowląt. Stosowanie podwójnych standardów produkcji przez zachodnie koncerny potwierdziły również badania wykonane na Węgrzech i w Bułgarii.

 

W Polsce, jak na razie, nie słychać, żeby jakaś państwowa instytucja przeprowadziła badania porównawcze tych samych produktów sprzedawanych w naszym kraju i w państwach położonych za naszą zachodnią granicą. Na szczęście Słowacy prowadząc swoje badania, sprawdzili produkty nie tylko sprzedawane w swoich sklepach, ale też m.in. w supermarketach znajdujących się w Polsce. Okazało się, że  m.in. Coca-Cola, kawy - Tchibo, Jacobs Krönung, Nescafe oraz Nutella z naszych sklepowych półek jakościowo posiadają skład mniej wartościowy niż ich zachodnie odpowiedniki.

 Bardzo mizernie wypadły również w tym zestawieniu paluszki rybne Tesco. Ich wersja przeznaczona dla Brytyjczyków zawiera 65 procent mięsa dorsza, zaś ta dla Polaków już jedynie 50 procent mielonego mięsa – tak właściwie do końca nie wiadomo jakich ryb. Co gorsza, ten produkt w polskich sklepach jest droższy o 61 groszy. Tak więc - nie dość, że mieszkaniec Europy B kupuje produkty gorszej jakości, to jeszcze więcej za nie płaci.

 Szefostwo Tesco przynajmniej nie owija niczego w bawełnę, jak robią to przedstawiciele innych koncernów, którzy twierdzą, że różnice składników produktów w różnych krajach są spowodowane „gustami smakowymi”.

Natomiast Matt Simister, dyrektor zaopatrzenia w żywność sieci supermarketów Tesco, w trakcie posiedzenia jednej z Komisji w Londynie wygarnął prosto z mostu: „W wielu przypadkach produkty klasy pierwszej pozostawiamy w Zjednoczonym Królestwie, podczas gdy te klasy drugiej jadą na rynki Europy Środkowo-Wschodniej.

I wszystko jasne.

Zmieniony ( 10.11.2017. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.