Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 34 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow Publicyści inni 17 arrow Z NOTATNIKA ŁŻE-ŻYDOWSKIEJ KONFIDENTURY
Monday 16 September 2019 23:02:57.27.
W Y S Z U K I W A R K A
Z NOTATNIKA ŁŻE-ŻYDOWSKIEJ KONFIDENTURY Drukuj Email
Wpisał: Tomasz Pernak   
20.12.2017.

Z NOTATNIKA ŁŻE-ŻYDOWSKIEJ KONFIDENTURY



Tomasz Pernak[Rolex]

(tekst ukazał się w Warszawskiej Gazecie/Polsce Niepodległej)

Nie masz ci takiej plagi, która by ostatnio nie spadła na tę najbardziej zborsuczoną nadwiślańską bolszewię, której jednym z „czół miedzianych” jest niejaki Jan Hartman, profesor. Tradycyjnie i tym razem „zaział” przeciw wartościom, o które się bez ustanku potyka, i w antysemickiej tyradzie napluł na „żydów straszliwą zdradę”. „Zdrada” ta miała polegać na wspólnym z ojcem Tadeuszem Rydzykiem uczczeniu pamięci Polaków ratujących tychże samych żydów przed Niemcami. Ilość wytoczonej przez Hartmana przy tej okazji piany zalałaby wieżę Babel, a zawarta w niej trucizna spopieliłaby niejedną kukłę żyda, katolickiego zakonnika, lub też Polaka, всё равно, как говорят Хартманы.

Pies nam mordę lizał” zażyczył sobie również Hartman i jak tylko znajdę chętnego psa, to uprzejmie doniosę, gdzie takie bydle mieszka, i gdzie należy się z przywołaną mordą zgłosić w celu jej wylizania.

Skądże taki nagły wybuch antysemityzmu u Hartmana? Otóż żyd, którego piszemy małą literą, jeśli się odnosimy do wyznawanej religii, bądź wielką, jeśli mamy na myśli narodowość, mierzi łże-żyda, którym Hartman jest, bardziej nawet niż niemiecki nazista. Niemiecki nazista jest nieukiem i patologicznym – jak to barwnie ujął polsko-żydowski poeta Julian Tuwim – „wypierdem germańskiego ducha”, więc mierzi, ale w biznesie łże-żydowi pomaga; łże-żyda żyd religijny lub Żyd patriotyczny nie tylko mierzi – gorzej: on mu interes psuje!

Istotą bytu łże-żydowskiego jest wyparcie się wszystkiego, co prawdziwie żydowskie: od Boga, którego żydzi dzielą nie tylko z chrześcijanami, ale do którego roszczenia zgłaszają również i muzułmanie, przez wszelkie znane nam historyczne „immanentyzacje” żydowskiej tradycji – od talmudycznej, kabalistycznej, chasydzkiej, po etniczno-patriotyczną, która zbudowała nowożytny Izrael, a korzenie swoje ma i wzorce czerpie garściami z II Rzeczpospolitej.

Tu jest ten pies od lizania mordy pogrzebany! Bo ta II Rzeczpospolita, nawet jeśli nie mlekiem i miodem płynąca, to pejsachówki w niej dla każdego było сколько угодно. Bez Niej nie byłoby ani chłopaków z Betaru, którzy w 1935 roku umieścili ziemię z grobu Josepha Trumpeldora na kopcu Piłsudskiego, ani wojskowego kursu w Andrychowie, na wiosnę 1939 roku. Bez kursu nie byłoby trzonu organizacji Irgun, wsławionej sabotażami i atakami terrorystycznymi wymierzonymi przeciw Arabom i Brytyjczykom w Palestynie. A bez Irgunu nie byłoby – pozwolę sobie postawić tezę – monoetnicznego państwa Izrael.

Artur Koestler tak pisał: „dowództwo Irgunu stanowili młodzi polscy intelektualiści wychowani w rycerskiej tradycji romantycznych zrywów niepodległościowych i rewolucyjnych”1.

A któż jak nie PKP, po wybuchu powstania arabskiego w Palestynie w 1936 roku, wspierał „turystykę” z wielu miast Polski do rumuńskiej Konstancy, skąd w podróż do Hajfy zabierał „turystów” liniowiec „Polonia”, serwujący dania kuchni koszernej? Któż jak nie PLL LOT zapraszał na pokład tego, komu było do Hajfy bardziej spieszno i kto miał grubszy portfel?

Osiemdziesiąt lat później, we wrześniu 2017 roku, Jonny Daniels z fundacji From the Depths, przy okazji wręczania odznaczeń im. Antoniny i Jana Żabińskich oświadczył: "Jako prezes Fundacji byłem niezwykle zaszczycony, że mogłem zorganizować wczorajszą uroczystość. Prawdziwym dowodem szacunku, jakim społeczność międzynarodowa darzy polskich Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, jest to, że zjawili się parlamentarzyści z Polski, Izraela, Stanów Zjednoczonych oraz Wielkiej Brytanii".

I tu Hartmana boli najbardziej. Oto po latach przyzwolenia na neokolonialną politykę Berlina wobec Warszawy, w Polsce pojawiła się neo-sanacja, a wraz z jej pojawieniem się Polska stała się bezpośrednim partnerem USA w Europie, z pominięciem pośrednika w przywołanym już Berlinie. Tym samym uzyskała międzynarodowy status zbliżony do statusu Turcji czy Izraela. To spowodowało wybuch życzliwości w Jerozolimie, ku czemu są, obok współczesnych również historyczne, jak już wykazano, powody. W tym nowym rozdaniu traci Hartman samozwańczą pozycję głosu żydowskiego w polskim domu. Dzięki temu głosowi mógł Hartman pełnić rolę tubę polityki wstydu i ekspiacji montowanej w Berlinie. Ta tuba samozwańczego żyda wyznania tęczowego była dla Berlina instrumentem ważkim i drogim, a jak bardzo drogim tego się dowiemy, kiedy jakiś porządny polski wywiad rozszyfruje system wspierania „europejskiej awangardy” w Polsce przez fundacje dotowane właśnie z Berlina.

Wobec sojuszu polskich i żydowskich wielbicieli Marszałka Piłsudskiego i Stanisława Cara, na jaw wychodzi nie tylko to, że Hartmana boli, ale również to, gdzie go boli. Boli go, jak każdego bolszewika, tam, gdzie – jak mawiał klasyk – plecy tracą swą szlachetną nazwę. Gdybyż to jeszcze bolało przez spodnie! Ale tu – pardon moi – pupa blada! A blada, bo po odrzuceniu tradycji religijnej żydowskiej, równie „obślizłej” i „obskuranckiej” jak katolicka, oraz żydowskiego, nowożytnego nacjonalizmu, „faszyzującego” jak polski, nie pozostaje nic innego na udowodnienie swojej żydowskości, jak geny. A to jest, drodzy Państwo, czysty rasizm, czyli zgroza, a poważnie zupełnie: skrajne nieuctwo i tępota. Na rasizm zgody nie ma, dlatego z braku elementów wspólnych łączących Hartmana z judaizmem różnych odcieni bądź syjonizmem barw wszelakich trzeba jasno stwierdzić, że Jan Hartman ani żydem, a już tym bardziej Żydem nie jest.

Jest, jak jego guru, Adam Michnik, intelektualnym hochsztaplerem, bolszewikiem, i moralnym szantażystą wykorzystującym cudze tragedie do zbicia jak najbardziej własnego kapitału, w szerszym od dosłownego rozumieniu słowa „kapitał”.

Gdybyż to Jan Hartman mieszkał w jakiejś bliskiej jego sercu, współczesnej oazie tolerancji, czy ja wiem... w Kolonii bądź na przedmieściach Paryża, który wart jest nawet mszy, to wówczas Jan Hartman mógłby, deklarując dowolną płciowość do wyboru z kilkudziesięciu rozpoznawalnych już dziś płciowości, oraz postulowaną dowolność gatunkową, do wyboru ze świata fauny i flory, a wkrótce może i fenomenów ze świata przyrody nieożywionej, wybrać sobie również dowolną narodowość, tak dla zgrywy.

Mógłby wtedy Hartman zostać quadro -sexualnym betonem narodowości mazowieckiej, wyznania Kłapouchego albo też hyper-homo -nazi-gender wałem przeciwpowodziowym narodowości tyberiadzkiej wyznania wielkiego potwora spaghetii.

Jan Hartman nie mieszka w oazie tolerancji, bo jest mało prawdopodobne, że by go tam chcieli utrzymywać – mają swoich „naukawców”2; nie mieszka Jan Hartman również w Jerozolimie, bo tam, obawiam się, mógłby dość szybko zarobić „oklep” ze strony co bardziej krewkich przedstawicieli społeczności, do której przynależność sobie bezczelnie uzurpuje. Meandry wykolejonej filozofii zawiodły Hartmana na listę „10 of the most bizarre people on earth3”, gdzie sytuuje się pomiędzy Yokoi – człowiekiem, który spędził w dżungli 28 lat sadząc, że na świecie trwa bez ustanku wojna amerykańsko-japońska, a Davidem Icke – poszukiwaczem kontrolujących ludzkie mózgi reptilian. Nie ma być może nic godnego potępienia w znalezieniu sie na takiej liście, ale obciach to, przyznajmy, nieziemski. I z tego właśnie powodu, do takiego dziwadła nie chcą przyznawać się ani Polacy ani Żydzi, ani żadna inna nacja, która zachowała resztki zdrowego rozsądku, dumy i przyzwoitości.

Nikt przy tym nie odbiera Janowi Hartmanowi prawa do publicznego funkcjonowania - może pozostawać na intelektualnym marginesie dowolnej nacji lub społeczności w charakterze trefnisia, komedianta, połykacza noży czy płomieni. Nic do Hartmana fikającego uciesznie na arenie nie mam i – obiecuję – mieć nie będę, a nawet, jeśli gdzie zobaczę plakat zachwalający jego fikołki i prysiudy, za bilet zapłacę chętnie uczciwą cenę – wbrew estetycznym upodobaniom, ale z sympatii do performera. Byle tylko przedstawienie było utrzymane w cyrkowej konwencji i żeby nie było jak dotąd – bez ładu, składu, sensu, smaku i do bani.

1 Za: Focus.pl „Jak Polacy stworzyli Izrael”

2 Tu: przez analogię do kwasu siarkawego

3 dziesięciu najbardziej dziwacznych ludzi na ziemi

Zmieniony ( 20.12.2017. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.