Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 64 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow SMOLEŃSK - OSIEM lat zbrodniczego ukrywania PRAWDY arrow Tak krawiec kraje, jak mu Nożyce Golicyna pozwolą [światowe tło Zbrodni Smoleńskiej]
Friday 17 August 2018 14:48:27.26.
W Y S Z U K I W A R K A
Tak krawiec kraje, jak mu Nożyce Golicyna pozwolą [światowe tło Zbrodni Smoleńskiej] Drukuj Email
Wpisał: Tomasz Rolex Pernak   
09.04.2018.

Tak krawiec kraje, jak mu Nożyce Golicyna pozwolą


[światowe tło Zbrodni Smoleńskiej]


[Rękopisy nie płoną, pytania nie czezną. Woland md]


[Moje panienki „dotarły” do wstępu do przygotowywanej książki.


Może będzie miała tytuł: Historie nie z tej Ziemi”, może jednak inny. Ale ona BĘDZIE. Bo zaduszone pytania nie giną, zaduszeni świadkowie Prawdy mówią zza grobu. Poniżej pierwsze stronice, z trudem odszyfrowane, bez wiedzy i zgody Autora. Dalej w książce będzie – zgodnie z formułą Hitchkocka – mówiącą, że po trzęsieniu ziemi napięcie stopniowo narasta.

Muszę to dać TERAZ, na 96 miesięcznicę, by ludzie nie utonęli w fali Kłamstwa, a co światlejsi – nie zakrztusili się z obrzydzenia. Bo złowrogi SĘP Kłamstwa Smoleńskiego rozwija triumfalnie oba swe skrzydła – tak pro-sowieckie, MAK-owe, jak i patriotyczno N-wybuchowe.

A Tytus pod Pomnikiem Ofiar rechocze wraz z Prezesem. Ten drugi oczywiście „śmieje się patriotycznie”. Mirosław Dakowski]

================================


Tomasz „Rolex” Pernak


[OPERA MUNDI]


Tak krawiec kraje, jak mu nożyce Golicyna pozwolą


W tej książce znajdziesz, drogi Czytelniku, zapis mozolnej próby docierania do szczegółów jednego z najbardziej odrażających i wyjątkowych aktów terroru. Ale nie tylko sam ten akt, czy też – jak ja sądzę – co najmniej „dwutakt” aktów terrorystycznych, był wyjątkowy. Wyjątkowa była również dekonspiracja całych siatek obcych agentur, które zostały zmuszone do fertycznego a jednocześnie chaotycznego działania w celu przykrycia frustrującego braku dowodów w sprawie faktów, które rzekomo miały mieć miejsce 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem. Ten chaos wyglądał trochę tak, jak gdyby krytyk miał napisać recenzję z przedstawienia, którego treść znał zawczasu, a w związku z tym zakładał, że nawet nie kwapiąc się na nie, odda mu z grubsza sprawiedliwość polegając na bryku, reżyser tymczasem kazał Lady Macbeth zdekapitować męża, dać się uwieść Banquo, rządzić długo i szczęśliwie, a aktorzy uznali,że wobec profanacji sztuki i oni mają prawo do wniesienia do niej własnych, nieznanych oryginałowi innowacji.

Kolejna rzecz, która się przy tej okazji ujawniła, to wewnętrzny, społeczny podział; akcja propagandowa, żeby odnieść sukces musiała zyskać zwolenników, a tych znaleźć mogła jedynie odwołując się do najbardziej ciemniej, patologicznej, post-peerelowskiej mniejszości; agresywnej, bo zagrożonej w swoim stanie posiadania, i stąd zdolnej, przy olbrzymim wsparciu mediów, do narzucenia dyskursu istniejącemu w każdym społeczeństwie większościowemu „bagnu” oportunistów.

Ta książka to również historia ludzi, którzy w zderzeniu z machiną zła i kłamstwa podjęli trud obrony poczucia i własnej i wspólnotowej godności, poprzez poświęcenie już nie godzin, dni, miesięcy, ale lat, na – jeśli nie odkrycie pełni prawdy – to przynajmniej na zdemaskowanie pełni kłamstwa i manipulacji.

Szczegółową rekonstrukcję tej manipulacji, stworzoną w zgodnie z wszelkimi rygorami krytycznej analizy materiału dowodowego, z drobiazgowym katalogiem źródeł znajdzie Czytelnik w tej części niniejszej książki, która została przygotowana przez Free Your Mind’a. Człowiek ten, którego miałem szczęście poznać osobiście, może uosabiać okupiony olbrzymimi poświęceniami życia zawodowego i rodzinnegotrud stopniowego zrywania tworzonych z zapałem i bezczelnością zasłon kłamstwa, ale i los wszystkich tych, którzy odważyli się w tej sprawie przeciwstawić nie tylko kłamstwu oficjalnemu, ale też kłamstwu, które zostało podsunięte zręcznie obozowi patriotycznemu po to tylko, aby domknąć konstrukcję słynnych nożyc Golicyna”.

Stara to metoda Czeka, by nie tylko kłamać, ale również z tym kłamstwem „walczyć” przy pomocy kłamstwa równie bezczelnego, jako że niezależnie od tego, po której stronie stanie nieświadomy istnienia nożyc „widz”, będzie to w każdym przypadku odpowiadało Czeka interesom i realizowało czekistowskie cele.

Nie jest to pogląd w uproszczony sposób manichejski, po pierwsze dlatego, że na obydwu ostrzach nożyc gromadzili się nieświadomie ludzie „dobrej woli” , po drugie dlatego, że bardzo wielu z nich, pomimo oportunizmu, pozostawiło celowe ślady i tropy wskazujące na pozorność prac lub fałszywość zebranego materiału, po trzecie nie wszyscy dali się nabrać, po czwarte prawda również i w tym przypadku i tak zwycięży (a dlaczego zwycięży, o tym w zakończeniu).


W mojej skromnej analizie nie będę nawet próbował dublować prac FYM-a i innych, zacnych, a publikujących na tych łamach kolegów – od czasu swoich pierwszych niemalże artykułów na ten temat korzystałem z nich obficie, jako formy uporządkowanego zestawienia faktów, wykazu oficjalnych i „opozycyjnych” sprzeczności, manipulacji i kłamstw - postaram się natomiast, niejako w uzupełnieniu, rzucić te bezsporne fakty na szerszy kontekst geopolityczny; pochylić się na kilkoma aspektami, które FYM ujął, ale na mnie wywarły szczególnie silne wrażenie, i dlatego chcę je raz jeszcze podkreślić. Obraz powstały efekcie tego „rzutu” pozwoli, moim zdaniem, w niedługo ósmą już rocznicę 10 kwietnia 2010 roku, mieć nadzieję na ujawnienie prawdy.

Mamy perfekcyjnie uchwycony w pracach FYM-a moment krystalizowania się narracji wedle wytycznych suflowanych przez autorów uprzednio przygotowanego scenariusza. Zwrócę uwagę na cechy charakterystyczne tej fazy budowania mitu w formie golicynowskich nożyc: po pierwsze grubą kreską zarysowane zostają dwie „dezy”, które „konkurować” będą o najwyższe miejsce na podium w zawodach zorganizowanych przez Ministerstwo Prawdy – „deza” wypadku jako konsekwencji mieszanki chaotycznego przygotowania i realizacji prezydenckiej wizyty w Smoleńsku, fatalnych umiejętności pilotażu, ułańskiej fantazji, nacisku pijanych lub autystycznych przełożonych, oraz – last but not least - „ruskiego bardaku”, w konkurencji z „dezą” drugą, naszkicowaną jeszcze tegoż 10 kwietnia 2010 roku w wieczornej audycji Radia Maryja przez posła opozycji Antoniego Macierewicza, o wybuchach, które – zdaniem posła – mieli słyszeć świadkowie.

I od tamtej pory, od tego 10 kwietnia, nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o charakterystykę ostrzy nożyc Golicyna: z jednej katastrofa, z drugiej wybuchy. Zmieniają się jedynie didaskalia: z jednej - raz linia energetyczna, a później brzoza, raz: „bo nas zabije”, a innym razem: „tak lądują debeściaki”, raz: „O Jezu!”, a innym razem: „O kurwa!” , z drugiej - raz wybuch jeden, a innym razedm wiele, w różnych miejscach hipotetycznego płatowca..

Rzeczy należy czasami sprowadzać do zrozumiałego konkretu: jeśli zarząd banku będzie chciał wcisnąć niekumatym klientom wyjątkowo niekorzystny dla nich produkt, to zatrudni do owego „wciskania”, a więc na pozycję „konsultanta” w biurze obsługi klienta, zadbanych, sympatycznych, elokwentnych i przystojnych, młodych ludzi, których cechą szczególną będzie to, że będą przewyższali potencjalnych klientów entuzjazmem wobec produktu, ale dorównywali im niewiedzą. O wiele łatwiej jest wcisnąć kłamstwo osobie, która jest przekonana, że sprzedaje najjaśniejszą prawdę – jest szczera.

Jak dotąd lista świadków „słyszących” ew. „widzących” pozostaje niejawna, dodając wagę do ton bądź hektolitrów „niepodważalnego materiału dowodowego”, który zostanie ujawniony „na wiosnę” bądź „na jesieni”.

Te wykluczające się lub ocierające o bluźnierstwo zestawienia są elementami wojny psychologicznej, którą służby rosyjskie, niezależnie od stopnia i zakresu ich udziału w poszczególnych etapach przygotowujących i w samym akcie terroru, oraz kłamstwa smoleńskiego, wytoczyły narodowi polskiemu, korzystając z paraliżu polskiego państwa i jego służb przez Berlin, oraz wewnętrznych sojuszników Berlina i Rosji.

Mówią nam o wybuchach: Czasem jest jeden, a innym razem pięć, ale mikro. Źródłem obydwu są materiały (bądź kopie materiałów) dostarczonych różnym polskim instytucjom przez stronę rosyjską (a w zasadzie stronę „trzecią”, MAK-owską, o czym później), przy czym siedzący na jednym ostrzu nożyc uznają te materiały za wiarygodne i na tym opierają swoje dedukcje”, a siedzący na drugim z ostrz, uznają je za całkowicie zmanipulowane i... na tym opierają dedukcje” swoje.

Sądzę, że już na wstępie należy wszelkie zapisy „spuścić”, a w jakiej formie, to już jak kto woli – można wodę albo zasłonę milczenia, jako że dla instytucji państwowych w tej sprawie wiarygodne mogą być tylko oryginały, a nie kopie, a dla do niedawna „opozycji” założenie, że ktoś „wybuchnął” i zdekapitował państwo polskie w efekcie nieznanego dotąd w historii aktu terroru, a jednocześnie fakt ten dowodowo utrwalił i wypuścił z rąk, oddając go geopolitycznym przeciwnikom, musi stanowić nie lada wyzwanie intelektualne.

Po drugie – wracamy tu do cech charakterystycznych fazy budowania mitu – w tej fazie nie mamy do czynienia z tkaniną rzeczywistości plecionej z faktów, ale z faktem „wytwarzania” fałszywego obrazu rzeczywistości. Dopiero po ogłoszeniu „wypadku” albo „wybuchu” buduje się szczegółową narrację w zależności od tego, jak zachowują się „wysoko umawiające się strony”. Najsilniejsze karty ma w tym momencie Rosja kontrolująca miejsce „wypadku/zamachu”, która może wymusić na stronie polskiej określone działania i to czyni: po to, by – przewidując „na zaś” ewentualne konsekwencje międzynarodowe – „zdezynfekować” państwo rosyjskie w sprawie 10 kwietnia 2010 roku, oddając możliwie wszystko, co się z tą sprawą łączy, w ręce niewidzianej od czasu łże-Dymitrów szajce pretendentów-amatorów. Spróbujmy zapoznać się z tą kliką i zadać jej reprezentantom i funkcjonariuszom kilka pytań.

Kluczowe dla dalszych rozważań jest przyjecie właściwej postawy badawczej. Odrzuciliśmy wersje, która pojawiły się w dniu 10 kwietnia i dniach następnych (sekwencja „ekspercka” Amielin – Hypki) z żadnych innych powodów jak tylko takich, że wersje te się „sypały”; że widać było nieporadne próby sklecenia wątków, żeby je później starać się wymazać, bo przestały pasować do koncepcji. Zarzucenie polskich mediów masą wzajemnie wykluczających się informacji w postaci doniesień z grup dyskusyjnych, zdjęć, filmów, wywiadów z ekspertami, potęgowało chaos i miało na celu jedno: właśnie potęgowanie chaosu, nic więcej.

Dziś, po latach, niektórych z tych „wydarzeń” nie pamiętamy. Któż zachował we wdzięcznej amięci los czterech żołnierzy, skazanych za kradzież kart bankomatowych należących do śp Andrzeja Przewoźnika? Siergiej Syrow, Artur Pankratow, Jurij Sankow i Igor Pustowar są jednymi z nielicznych, znanych z imienia i nazwiska, naocznych świadków odnajdowania ciał na polance położonej obok pasa lotniska w Smoleńsku – a ich natychmiastowe oddalenie się z miejsca pełnienia służby w celu skonsumowania w formie zamiany na monetę brzęczącą znaleziska: kart i (szczęśliwie) notatki z z PIN- ami do nich – posłużyło za jedno z fundamentalnych uwiarygodnień miejsca rzekomego zdarzenia. Czy wypada zapytać o to, czy polska prokuratura wystąpiła z wnioskiem o pomoc prawną do prokuratury rosyjskiej o przesłuchanie czterech bojców w charakterze świadków?

To tylko jeden z setek, jeśli nie tysięcy, bardziej (jak powyższy) i mniej ważnych elementów medialnego bombardowania. Kluczowe, drogi Czytelniku, jest pytanie o to, na ile jesteś w stanie, bez uprzedzeń, odrzucając sympatie i polityczne uwarunkowania, zmierzyć się z faktami i dokonać ich oceny jedynie pod kątem ich wiarygodności? Moim zdaniem, zarówno wersja oficjalna, państwowa – a taka została sformułowana jedynie w Polsce i przez autoryzowane agendy polskiej administracji rządowej, jak i wersje opozycyjne, głoszone przez część środowiska eksperckiego skupionego wokół zespołów parlamentarnych, komisji lub podkomisji, są oparte na błędzie (to: w dobrej wierze), lub fałszu, manipulacji i kłamstwie, a ich celem jest ukrycie prawdziwego przebiegu wydarzeń z dnia 10 kwietnia 2010 roku, oraz wydarzeń z dni poprzedzających i następujących po tej dacie. Jakie były i są intencje tych mistyfikacji na różnych ich etapach – nie wiem, ale niezależnie od tych intencji uważam, w ślad za Józefem Mackiewiczem, że: „tylko prawda jest ciekawa”. Jeśli dążenie do niej miałoby, drogi Czytelniku, zburzyć Twój wewnętrzny spokój, sprawić, że zaczniesz pić alkohol, palić papierosy albo inne świństwo, lub też nie ukończysz studiów, odłóż tę książkę na półkę, a najlepiej spal – niech nie męczy i nie prokuruje zagrożeń.


Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiony jestem

Jeśli jednak do palenia książki nie doszło, to chciałbym zaproponować ci drogi Czytelniku, zanim pochylisz się nad wymagającą skupienia analityczną jej częścią, pewien unikalny eksperyment. Tak się złożyło, że od kilku lat biorę aktywny udział w pracach wymiaru sprawiedliwości jednego z państw europejskich (dla potrzeb tego eksperymentu przywołuję z pamięci procedury znane mi z dochodzeń policyjnych, prokuratorskich i procesu karnego). Mój udział jest aktywny, choć nie „czynny” – jestem zaledwie tłumaczem przysięgłym, niemniej daje mi to, ta moja rola, możliwość drobiazgowej obserwacji procesu (z powodów oczywistych nie mogę uronić ani słowa :), w którym dąży się do ustalenia jak było, a wysoki poziom profesjonalizmu instytucji wspomnianego państwa europejskiego pozwala na przyjęcie, że procedury składające się na etapy tego procesu są bardzo precyzyjnym narzędziem takich ustaleń.

Zacznijmy od pewnego, koniecznego, uproszczenia, aby nie zapaść się po pas w prawnicze definicje: rolą oskarżyciela jest dowieść ponad wszelką wątpliwość, że oskarżony popełnił czyn, opisany w ustawie jako przestępstwo, i że popełnił ten czyn świadomie; rolą obrony jest podpowiedzieć oskarżonemu, jak się bronić, a więc jak podważyć linię oskarżenia w taki sposób, by – jeśli nie uda się dowieść niewinności w sposób nie budzący wątpliwości – sprawić, żeby ława przysięgłych nie była przekonana o winie w takim stopniu, aby możliwe było jednogłośne uzgodnienie werdyktu: „winny”.

Chciałbym zaprosić cię, drogi Czytelniku, do uczestnictwa w posiedzeniu takiej ławy przysięgłych, by móc zmierzyć się najpierw z kilkoma wybranymi przeze mnie fragmentami szeroko rozumianego dochodzenia prawdy w sprawie 10 kwietnia 2010 roku. Bez emocji, opierając się wyłącznie na życiowym doświadczeniu,

podobnie jak czyni to członek ławy przysięgłych. Problemem badania „sprawy 10 kwietnia 2010 roku” jest ogrom danych i masa poszlak, które są następstwem prób rozgrywania tragedii przez gangi, grupy, klany i koterie mające z tą sprawą związek. Czytelnik będzie miał możliwość, dzięki tej publikacji, poznać większość z tych bulwersujących faktów w analitycznej pracy FYM-a i w pracach innych autorów, stanowiących trzon tej książki; tutaj, jednie dla rozgrzewki, przyjrzyjmy się kilku wybranym z tych faktów w taki sposób, w jaki my wszyscy, zajmujący się tą sprawą przez lata staraliśmy się przyglądać – bezstronnie. Zacznijmy od klasycznego „schwytania na gorącym uczynku”.

MAK ­ Межгосударственный авиационный комитет

- jest „niezależną, międzynarodową organizacją regionalną” i ma z państwem rosyjskim formalnie tyle wspólnego, ile ma z kazachskim, azerskim, lub uzbeckim, czyli mało.

Niniejszym oświadczam, że podejrzewam administrację państwa polskiego, że w latach 2010-2015 co najmniej współdziałała przy fabrykowaniu dowodów na zaistnienie katastrofy w dniu 10 kwietnia 2010 roku, z sobie jedynie znanych pobudek, ale z zamiarem ukrycia właściwego przebiegu zdarzeń z dnia 10 kwietnia 2010 roku, oraz z zamiarem ochrony winnych śmierci 96 osób wiązanych z wydarzeniami z 10 kwietnia, a w związku z tym zasługujących na karę. Rzecze śledczy.

[cdn]

Zmieniony ( 09.04.2018. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.