Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 38 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow Z różnych książek... 16 arrow Polska literatura dla dzieci i młodzieży - dobre i złe książki.
Friday 20 September 2019 20:23:43.27.
W Y S Z U K I W A R K A
Polska literatura dla dzieci i młodzieży - dobre i złe książki. Drukuj Email
Wpisał: Bogna Białecka   
08.05.2018.

Polska literatura dla dzieci i młodzieży - dobre i złe książki

Bogna Białecka
http://www.pch24.pl/polska-literatura-dla-dzieci-i-mlodziezy---dobre-i-zle-ksiazki,60093,i.html#ixzz5EtFeoUxW


Zostałam niedawno poproszona o przegląd i napisanie krótkich recenzji książek dla dzieci i młodzieży. W niewielkim zakresie – chodziło o polskich autorów i książki wydane w ciągu ostatnich dwóch latach. Okazało się to być nie mała wyzwaniem. Ukazało się, owszem sporo książek, jednak znalezienie wśród nich czegoś naprawdę wartego polecenia było trudniejsze.

 

Zacznijmy od dominującego typu literatury, którą stanowią przesiąknięte ideologią gender książki dla dziewcząt (choć pani sprzedająca w dużej sieciowej księgarni zapewniała, że absolutnie są to lektury dla chłopców). Nawet nie będę wymieniać tytułów. Książki te mają bardzo charakterystyczne cechy. Dziewczęta w nich przedstawiane są jako niezwykle mężne i wręcz  męskie. To one błyskotliwym rozumowaniem i szybkimi decyzjami ratują bohatersko innych. To one wykazują się siłą i sprytem, pasjonują się samochodami, majsterkowaniem, matematyką. To one potrafią być agresywne, tupnąć nogą, zażądać swego.

 Pojawiający się w lekturze chłopcy w najlepszym wypadku są nijacy i nieruchawi. Choć bardziej z tendencją do mazania się, roztargnienia, ciapowatości. Dominujący w nich model rodziny to odległy, nieobecny lub ciapowaty ojciec, zdecydowana, błyskotliwa mama. To znaczy – i tak nie najgorzej, ponieważ pojawiają się też już książki, w których ojciec jest zupełnie nieobecny, a mamą bohaterki jest silna, niezależna rozwódka. Co ciekawe, nawet w tej literaturze mamy jeszcze przebłyski normalności – dzieci z reguły mają rodzeństwo.

 Całkowitym kuriozum i dużym zaskoczeniem były dla mnie dwie książeczki dla dzieci promujące… przyjmowanie uchodźców. Wzruszające historie wdów z dziećmi (i kotem w przypadku jednej z książeczek) salwujących się ucieczką pontonami do Europy są kawałem dobrej propagandy, której swego czasu nie powstydziliby się wieszcze, opiewający Stalina, który kocha dzieci.

 Inną popularną kategorię stanowią książki, które można by porównać do pożywnego, apetycznego dania posypanego odrobiną arszeniku. Czyli zasadniczo – rewelacja, poza jakimś drobnym szczegółem, na jaki jako dorośli nie zwrócimy uwagi, ale który zapadnie w pamięć dzieci, kształtując ich wyobrażenia o świecie. Na przykład prześliczna książeczka ćwicząca spostrzegawczość opisująca przeżycia przedszkolaków. Piękne ilustracje, lecz wśród nich – Halloween, jako normalny element życia przedszkola (na równi z 11 listopada).

 Inna – ćwicząca umiejętności językowe, w której jednak kompletnie ośmieszona jest postać ojca, który wskutek brawury, mimo ostrzeżeń żony łamie nogę. Dla części czytelników może nie być jasne dlaczego uważam, że to psuje książkę. Już wyjaśniam. Dzieci przyjmują za normę to, co zobaczą w interesującej je, przyjaznej lekturze. Całość jest urocza, zabawna, więc też pośmieją się z taty niezdary. Tatusiowie już tak mają. Oczywiście można wykorzystać takie książki w celu edukacyjnym, uczulić dziecko na te jej elementy, które są szkodliwe i poprosić, by podzieliło się swoimi przemyśleniami na ten temat, jednak wiem, że każdemu rodzicowi marzy się książka, którą można polecić bez zastrzeżeń.

 I tutaj mam bardzo miłą niespodziankę: „Kapitan Piszczel” autorstwa Piotra Giertycha. Jest to książka o piratach i ich przygodach, a tak naprawdę o odpowiedzialności, lojalności i innych zaletach człowieka szlachetnego. Ma wartką, wciągającą fabułę, a co najważniejsze – pokazuje bardzo pozytywne wzorce prawdziwej męskości i kobiecości. Mimo wątku dylematów moralnych autorowi udaje się uniknąć taniego moralizowania.

 Pirackie przygody łatwo wciągają każdego czytelnika.  Nie chcę psuć lektury, zdradzając zbyt wiele szczegółów, jednak w książce pojawił się niezwykle ciekawy wątek modlitwy dzieci, która ocala statek przed napaścią piratów. Choć zasadniczo jest to lektura dla chłopców (jedna z nielicznych na rynku), jako kobietę ujęła mnie postać księżniczki Julii, która jest przekobieca, delikatna a jednocześnie w trudnej chwili, w obronie dzieci, które ma pod swoją opieką, jak lwica zdolna do błyskawicznego podejmowania racjonalnych decyzji. Jakże jest inna od feministycznych ideałów manistreamowych książek „dla dziewcząt”.

 Drugą rzeczywiście wartą polecenia książką są „Zielone rękawiczki” Hanny Koschembahr-Łyskowskiej. Mam wrażenie, że trudno jest napisać dobrą powieść historyczną, bo trudno współczesnemu człowiekowi wejść w klimat na przykład XIX wieku. Autorce „Zielonych rękawiczek” udało się uniknąć tej pułapki. Historia Krzysia Skrzyneckiego, który przez kilka miesięcy musi radzić sobie bez rodziców, pod opieką ciotki ilustrowana jest precyzyjnymi rysunkami w stylu dawnych mistrzów. Książeczka pokazuje młodego z początku nieco rozpieszczonego chłopca, który uczy się zaradności.

 Spoza kategorii „polscy współcześni pisarze” chciałabym jeszcze polecić mniej znaną książkę Rudyarda Kiplinga (znanego głównie z „Księgi dżungli”), pod tytułem „Kapitanowie zuchy”. Znów – książka o bogatym maminsynku, który trafia przypadkiem na kuter rybacki, a tam dostaje wycisk.  Praca, surowa dyscyplina, przygody zmieniają go w człowieka samodzielnego, dojrzałego, odpowiedzialnego, godnego szacunku, czym zadziwia swoich bogatych, a wychowawczo nieporadnych rodziców, których odnajduje pod koniec książki. Niepoprawna politycznie do granic możliwości, z wciągającą fabułą, a co najważniejsze – dostępna za darmo (wskutek wygaśnięcia praw autorskich) na stronie „wolnych lektur”.

 Podsumowując moje przygody z nowo wydanymi książkami dla dzieci i młodzieży – widzę niszę rynkową, która czeka na wypełnienie porywającymi lekturami pokazującymi człowieka szlachetnego i pozytywne wzorce rodziny, przyjaźni, kobiecości i męskości. I choć pewnie do „Kapitana Piszczela” i „Zielonych rękawiczek” będziemy wracać, przydałoby się co nieco nowych lektur w tym stylu.

 

Bogna Białecka, psycholog

Zmieniony ( 08.05.2018. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.