Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 46 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow SMOLEŃSK , CZ. II arrow Kto ma serię zdjęć z KATASTROFY?
Saturday 16 December 2017 17:31:27.24.
migawki
W każdą trzecią niedzielę miesiąca, teraz 17-go grudnia.

POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.

ZAMOŚĆ –  o godz. 17-tej – w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3. Msza Święta za Ojczyznę a po niej Pokutny Marsz Różańcowy ulicami Zamościa.

 
W Y S Z U K I W A R K A
Kto ma serię zdjęć z KATASTROFY? Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
31.08.2010.

Kto ma serię zdjęć z KATASTROFY?

[I co z tego wynika? md ]

http://astral-projection.blog.onet.pl

            Były agent wywiadu USA i ekspert od spraw technicznych, Gene Poteat, twierdzi, że rządowy Tupolew został rozerwany przez wybuch bomby. Według niego kilka zdjęć satelitarnych obrazujących wybuch jeszcze lecącego samolotu posiadają amerykańskie agendy wywiadowcze i... ludzie związani ze służbami w Warszawie. Wiadomość, że zdjęcia te są już w posiadaniu polskich śledczych zatacza podobno coraz szersze kręgi. Być może to dlatego Tusk i ogólnie polskie elity wykazują twardszy kurs wobec Rosjan. Czyżby nadchodziło rozliczenie win i wzajemne przerzucanie się odpowiedzialnością?
            Te powyższe opinie rzucają nowe światło na sprawę zaginionych zdjęć satelitarnych, których prokuratura do dziś nie ma. Są to zdjęcia miejsca 'katastrofy' wykonane przez satelity szpiegowskie wysokiej rozdzielczości, wykonane już w dniu 10 kwietnia. Oficjalnie prokuratura ich nie posiada, jednak możliwe jest, iż są one w posiadaniu pewnych kręgów w Polsce, tylko nie zostały przekazane prokuraturze wojskowej. Z powyższych informacji wynika, iż pewne czynniki w Polsce albo opóźniają, albo blokują przekazywanie materiałów śledczym z prokuratury wojskowej. Taki przebieg wydarzeń sugerowała jedna z ogólnopolskich gazet, która wpadła na trop afery ze zdjęciami satelitarnymi. Przypomnijmy: jedyne zdjęcia jakie posiadamy, to te z 12 kwietnia, gdy część samolotu została już wyniesiona. Są one wykonane w niskiej rozdzielności, widać więc niewiele szczegółów. Przypominam, że za to kłamstwo także nikt nie beknął. Gdyż kłamstwem była wypowiedź czynników rządowych, iż zdjęcia satelitarne zostały nam przekazane.
            Wypada tutaj także zastanowić się nad celowością takiej otwartości byłego agenta amerykańskich służb, pana Gene. Owszem, może on posiadać zdjęcia satelitarne, które wskazują na wybuch bomby, ale jaki jest cel upublicznienia tej wiedzy? Nie zapominajmy, że według części niezależnych publicystów, w sprawę katastrofy smoleńskiej są zamieszane też pewne czynniki na Zachodzie, które według mnie wydają się być decydujące. Celem takiej otwartości może być chęć zrzucenia ewentualnej winy na Rosję. Rosjanie nie są bez winy, bo z ich działań wynika, iż nie są zbytnio zainteresowani dotarciem do prawdy. Nie miejmy jednak złudzeń: Amerykanie żadnymi naszymi sojusznikami nie są, szczególnie w tej kwestii. Ameryka nie ma przyjaciół, Ameryka ma interesy, pamiętajmy o tym. Jaki interes chce ugrać teraz? To się okaże. Pan Gene jest cenionym ekspertem od wywiadu i spraw technicznych, ale realizuje on pewną politykę.
Link do źródła tutaj
            Faktem jest, iż do dziś nie otrzymaliśmy prawie żadnych materiałów dowodowych z Rosji. Nie mamy oryginałów czarnych skrzynek, wraku samolotu, protokołów i dokumentacji z sekcji zwłok (nie wiadomo, czy w ogóle zostały one przeprowadzone). Nie wiemy też, czy Rosjanie przeprowadzili badania na obecność materiałów wybuchowych. Gdyż tego tematu nigdy nie podejmowano w mediach, co dla mnie jest szokujące.
            Polski minister, pan Miller pojechał ostatnio do Moskwy. Rzekomym, oficjalnym celem jego wizyty miało być ponaglenie Rosjan, aby przekazali nam wyżej wymienione materiały. Jednak pan minister wrócił z... niczym. Rosjanie jak nie przekazywali nam materiałów, tak nie zrobili tego nawet po jego wizycie. W mediach celebrowano całymi dniami wizytę pana Millera w Moskwie i nadzieję, że przyjedzie z pełnymi rękoma dowodów rzeczowych i dokumentów. Tymczasem oficjalny cel wizyty nie wypalił i pozostał tylko niesmak. W takim razie: po co on tam pojechał? Po instrukcje i wytyczne? Już bywały w naszej historii okresy, gdy nasi lokalni namiestnicy jeździli do Moskwy po wytyczne.
            Dziennik fakt dotarł do nowych zeznań, kluczowych dla sprawy 'katastrofy' smoleńskiej. Według procedur BOR prezydencką limuzynę, przed każdą podróżą, sprawdza trzech agentów BOR, w tym mechanik i pirotechnik. Tymczasem pirotechnik z BOR o ksywce 'Pikuś' wsiadł do busa i wyruszył ze smoleńskiego lotniska do Katynia. Wywołało to zaniepokojenie u pozostałych dwóch BORowców.
            Jednak ważniejsze są inne zeznania. Otóż świadkowie, m.in. z samolotu JAK 40, przesłuchiwani przez prokuraturę, zeznali, że słyszeli dwa wybuchy. Wybuchy te następowały jeden po drugim, były specyficznie przytłumione. Nietrudno się domyślić, że paliwo lotnicze przy uderzeniu samolotu w ziemię nie wybucha w ten sposób. Po pierwsze, wybuchy były dwa. Po drugie, na miejscu katastrofy, zarejestrowanym na filmie, prawie w ogóle nie było widać ognisk pożarów. Paliły się tylko dwa lub trzy krzaczki. Po trzecie, po dwóch eksplozjach świadkowie usłyszeli potworny trzask, potem serię cichszych trzasków i wtedy zapadła cisza. To sugeruje, że dwie eksplozje, wyraźnie słyszane przez świadków, nastąpiły jeszcze w powietrzu, a nie na ziemi, co mówi nam wersja oficjalna. Gdyż trzaski słyszane po wybuchach to chrzęst gałęzi drzew łamanych przez opadające szczątki samolotu. Według ekspertów jak i powszechnie dostępnej wiedzy, właśnie w taki sposób wybucha bomba termobaryczna (izowolumetryczna). Są wtedy dwa wybuchy, jeden po drugim, wybuchy te są przytłumione, cichsze niż przy ładunku konwencjonalnym, zaś zniszczenia są dużo większe.
Te powyższe zeznania zostały opublikowane, jednak jeden świadek przekazał swoje zeznania anonimowo do tej gazety. Twierdzi on, że tuż po 'katastrofie' dziennikarze wsiedli do samochodu. Mieli jechać razem z Rosjanami na miejsce zdarzenia. Zapytali się Rosjan, czy wiedzą, co się stało z rządowym Tupolewem. Wtedy jeden z nich powiedział, że Tupolew odleciał. Wtedy na lotnisku panował duży chaos. Rosjanie byli zdezorientowani i nie bardzo wiedzieli, co mają robić. Kontroler z wieży kontroli lotów wybiegł na zewnątrz i dostał szału. Biegał w kółko, łapał się za głowę i mówił o strasznych kłopotach, jakie go czekają. I faktycznie, kontrolerzy zostali aresztowani, najpierw jeden raz, potem drugi.
            Tezę o użyciu bomby termobarycznej potwierdzają eksperci którym badania elementu wraku samolotu zleciła Gazeta Polska. Dalszych badań nie przeprowadzono, ponieważ części samolotu będące w posiadaniu redakcji Gazety zostały skonfiskowane przez prokuraturę.
Link do części powyższych informacji tutaj
Na jednym z portali czytamy:
Ciało Lecha Kaczyńskiego zostało przekazane Polsce na tyle szybko, że możliwe było przeprowadzenie w kraju sekcji zwłok prezydenta. Śledczy uznali, że nie trzeba powtarzać autopsji. Prokuratura przyznaje, że rzeczywiście możliwe było powtórzenie sekcji zwłok Lecha Kaczyńskiego. Zaznacza jednak, że nie było takiej potrzeby, ponieważ biorący udział w autopsji prezydenta prokurator Krzysztof Parulski nie miał zastrzeżeń wobec sekcji wykonanej przez Rosjan. Link do całości tutaj
            Tutaj mamy do czynienia z kolejnym kłamstwem. Na jakiej podstawie prokurator Krzysztof Parulski stwierdził, że sekcja wykonana przez Rosjan była ok i nie ma wobec niej zastrzeżeń? Przecież strona polska aż po dziś dzień nie otrzymała ani protokołów, ani dokumentacji fotograficznej z żadnej sekcji zwłok!

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.