Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 69 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow Historia 18 arrow Św. Maksymilian Kolbe i bomba zrzucona na Nagasaki
Sunday 19 August 2018 21:03:01.25.
migawki

Oburzonym [z Boya]:


Krytyk i eunuch

z jednej są parafii

obaj wiedzą jak,

żaden nie potrafi.

 
W Y S Z U K I W A R K A
Św. Maksymilian Kolbe i bomba zrzucona na Nagasaki Drukuj Email
Wpisał: Paweł K. Janowski   
10.08.2018.

Św. Maksymilian Kolbe i bomba zrzucona na Nagasaki



Paweł K. Janowski

https://www.salon24.pl/u/pawel-janowski/662680,sw-maksymilian-kolbe-i-bomba-zrzucona-na-nagasaki



Druga wojna światowa dobiegała końca. W dniu 9 sierpnia 1945 r. na japońskim niebie pojawił się amerykański bombowiec B-29. Pilot miał rozkaz zrzucić bombę na port w mieście Kokura, jednak ze względu na „zerową” widoczność w tamtym obszarze, skierował samolot na cel drugorzędny – Nagasaki. W tym mieście znajdowała się fabryka Mitsubishi. Jednak i tam wystąpiło wówczas duże zachmurzenie. Mała ilość paliwa zmusiła załogę B-29 do podjęcia szybkiej decyzji - nie było już możliwości przeprowadzenia dokładnych poszukiwań odpowiedniego celu. Bomba ("Fat Man") została zrzucona ok. 11.02 na pierwszy rozpoznany obiekt – katedrę św. Marii w Urakami. W ciągu kilku sekund zginęło 10 tysięcy ludzi. W następnych dniach od ran i choroby popromiennej umarła większość tych, którzy przeżyli wybuch bomby - ok. 70 tysięcy ludzi. [a w ciągu dziesięcioleci- co najmniej drugie tyle. Mirosław Dakowski]

Tymczasem klasztor założony przez św. Maksymiliana Kolbe stracił zaledwie szyby w oknach.

Jak doszło do wyboru tego miejsca na budowę klasztoru? Historia początku misji w Japonii św. Maksymiliana jest równie fascynująca, jak i bogata w zaskakujące, opatrznościowe wydarzenia. Wpierw o. Kolbe planował otworzyć misję w Chinach i w tym celu spotkał się z chińskimi alumnami w Rzymie w dniu 22 stycznia 1930 roku[1]:

„Z „Rycerzem” w ręku tłumaczyłem moim drogim Chińczykom z wizerunku na „Rycerzu”, jaki jest cel „Rycerza” i MI. U nas cześć ku Niepokalanej szerzy się bardzo. Delegat Apostolski Costantini na Pekinie urządził roku zeszłego poświęcenie całych Chin Niepokalanej i corocznie w dzień Bożego Narodzenia to poświęcenie będzie odnowione”.

W misję do Japonii przez kraje Dalekiego Wschodu św. Maksymilian wyruszył drogą morską z Marsylii w dniu 7 marca 1930 roku. W piątek, o godzinie 16 statek odbił od brzegu[2]. Drogą przez Kanał Sueski, Cejlon (obecnie Sri Lanka) i Szanghaj, misjonarze [o. Kolbe z dwoma braćmi Zenonem Żebrowskim i Hilarym Łysakowskim – przyp. P.J.] w dniu 24 kwietnia dopłynęli do Nagasaki, miasta o najsilniejszych tradycjach chrześcijańskich w Japonii.

Sam wspominał: „gdy z okrętem „Nagasaki” przybyłem do portu nagasackiego – pytałem sam siebie: jak mnie przyjmą w Japonii? Gdy przybyłem taksówką do kościoła w Oura (który obecnie uznano za pomnik narodowy), duża biała statua Matki Bożej z napisem u dołu „Matka Boska Japonii” zdawała się zapraszać, by wejść do kościoła. Zmęczony byłem chorobą morską, ale gdym zobaczył figurę, zniknęły zmęczenie i z radością wszedłem do kościoła. Przez tydzień po przybyciu mieszkałem przy kościele w Oura i często patrzyłem na białą figurę Matki Boskiej Japonii. Potem przez rok mieszkałem przy ulicy Minamiyamate nr 10 w domu szpitalnym p. Tanaka…”.

Minął czas adaptacji i trzeba było rozejrzeć się za znalezieniem stałej siedziby. Tak relacjonował św. Maksymilian poszukiwania terenu pod budowę: „Szukając tańszego placu natknęliśmy się między innymi na dość udany plac z domkiem za 8500 jenów (ok. 40 000 zł.). jest i ogródek, i miejsce na rozbudowę, i trochę niby lasku połączonego z tęgim coś lasem bezpośrednio. Ale właściciel chciałby pieniądze zaraz. Tam też można by pomyśleć o „oratorium publicum”, bo z dala od kościołów […] trudno mi obrać, trudno poznać, jak Niepokalana sobie życzy? Czy teraz już kupować plac (czy plac z domem), czy też jeszcze na jeden choć rok zapłacić za wynajem (540 jenów). (Może w razie wynajmu dalszego trudniej być z kaplicą i teraz chodzimy wciąż do kościoła ze Mszą św., bo biskup uważa naszą domową kapliczkę za nieodpowiednią do nawet „oratorium semipublicum”). Jak Najprzewielebniejszy O. Prowincjał odpisze, tak będę uważał za Wolę Niepokalanej[3]. Podobnie pisał w innym liście[4].

Czas naglił, więc trzeba było podjąć ostateczną decyzję. O. Kolbe pisał w dniu 15 stycznia 1931 roku[5]: „Z końcem miesiąca mam - wedle umowy – zadeklarować, czy tu, gdzie dotąd, nadal mieszkać będziemy. Rozglądamy się za „Niepokalanowem” stalszym. Znalazłem też między innymi miejsce bardzo odpowiednie [podkreślenia – św. Maksymilian] na dalszy rozwój i gotowe do natychmiastowego objęcia (nawet piwnica ocementowana na maszynę), ale właściciel żąda 8500 jenów […] proszę o możliwie najprędszą odpowiedź telegraficzną „tak” lub „nie” i, jeśli tak, to w jakim czasie: „miesiąc”, „trzy” miesiące, „sześć”, „rok”, bym mógł odpowiednio tu się zobowiązać. Odpowiedź „tak” będę uważał również za pozwolenie urzędowe N.O. Prowincjała […] i stąd wola Niepokalanej”.

Jednak współbracia próbowali nakłonić o. Kolbego do znalezienia innego miejsca. Wskazywali dzielnicę Urakami, także położoną na przedmieściach. Miejsce to zamieszkiwało blisko 15 tysięcy chrześcijan i od 1914 roku stała w jego centrum katedra św. Marii, największa świątynia chrześcijańska ówczesnego Dalekiego Wschodu. Zamieszkanie wśród katolików wydawało się sprawą oczywistą i przeważającą inne argumenty.

Ojciec Kolbe miał inne zdanie, ale przede wszystkim był posłuszny przełożonym.

Mimo to namówiony przez braci udał się na plac w pobliżu katedry w Urakami. Po obejrzeniu powiedział do nich pamiętne słowa: „Tu nie możemy zbudować klasztoru. Wkrótce spadnie tu ognista kula i wszystko zniszczy”. Niewiele z tego zrozumieli, ale już więcej nie sprzeciwiali się swemu przełożonemu.

Dlatego w dniu 11 lutego 1931 roku św. Maksymilian, mając zgodę Prowincjała, podjął ostateczną decyzję, co do zakupu placu pod klasztor[6]. „W sprawie terenu pertraktacje są już na ukończeniu. Właściciele (jest ich 16) boją się o spłaty, więc aż zaproponowałem warunek, że jeśli do sześciu miesięcy wszystkiego nie zapłacimy, to i pierwszą ratę w kwocie 1500 jenów i budynki, które postawimy, zabiorą, ale termin upływa w trzech miesiącach. Gdyby się spłaciło wcześniej, lub zaraz, to jeszcze by można coś z ceny urwać – ale i tak się zrobi…”[7].

Plac obejmował powierzchnię 4 ha, zakupiony został za 6800 jenów, zlokalizowany na przedmieściach Nagasaki, w dzielnicy Hongochi, u stóp góry Hikosan[8]. To tam zbudowano klasztor-wydawnictwo, który nazwano Mugenzai no Sono, czyli Ogród Niepokalanej.

Jak sam pisał z Nagasaki kilka miesięcy później w dniu 23 kwietnia 1931 roku do ojca prowincjała Kornela Czupryka[9] i wcześniej, bo w dniu 2 kwietnia 1931 roku do ojca Floriana Koziury[10]:

„… albo Niepokalana chce, albo nie, żeby było to, co wymaga wydatków. Jeżeli nie chce, to i my nie możemy chcieć, a jeżeli chce, to przecież jest też rzeczą logiczną, a właściwie najlogiczniejszą, więc i o pokryciu kosztów pomyśleć musi.

Więc jest tak: plac „kupiony”, tj. zadatek (1500 jenów) dany, no i na dalsze spłaty 2000 jenów […] oddałem. Jeszcze drugie tyle, a będzie 7000 jenów, czyli cała cena. Jeżeli zaś do końca maja czy raczej czerwca nie wykończy się wpłat, właściciele obecni schowają jeszcze głębiej do kieszeni owe 1500 i pokażą nam figę, bo prawnie wszelkie nasze pretensje do tego placu ustaną. Chciałbym więc jak najprędzej uskładać to, co im się należy i mieć z nimi spokój. Umowa jest do końca maja”.

Dlaczego to robił? Dla kogo to robił? Pozostawił polskie Niepokalanów i udał się na koniec świata. Odpowiedź znajdujemy w jego listach. On sam pisał m.in. w dniu 4 sierpnia 1931 roku[11]:

„A projekty na przyszłość? Ni mniej, ni więcej, jak tylko wykonać to, co głosi dyplomik MI [Zyskać wszystkie dusze i każdą z osobna, co są i będą, Niepokalanej, a przez Nią Przenajświętszemu Sercu Jezusowemu - przyp. PJ], tj. zdobyć całą Japonię, wszystkie dusze i każdą z osobna, które są i będą, Niepokalanej, a przez Nią Przenajświętszemu Sercu Pana Jezusa i to … jak najprędzej. Mamy obecnie 30 000 nakładu, a trzeba by było w najbliższej przyszłości choćby 100 000, a gdyby 200 lub 300 tysięcy, albo i więcej […]  Oczywiście, że i dachu nad tymi maszynami by trzeba, bo obecnie ciasno tak, że śpimy dosłownie na strychu i uważać trzeba, by przechodząc, głową nie rozbić wiązania dachu, ale – dzięki Niepokalanej – już jednak pierwszy budynek Niepokalanowa japońskiego stoi.

Dzielnica, w której mieszkamy, jest czysto pogańska. Biedni ci ludzie! Boga prawdziwego nie znają! Gdyśmy jechali na nowe miejsce, spotkaliśmy procesję duchownych pogańskich w wielkich jak koszyki kapeluszach, chodzących od sklepu do sklepu i zbierających ofiary […]

Jakie projekty na przyszłość?... Pytamy samych siebie: Czemu to Niepokalana dała swemu „Rycerzowi” tak obszerny plac? I to tu, w Japonii, gdzie wobec przeludnienia trudno o ziemię. I to za stosunkowo niską cenę, bo o 5 tylko minut bliżej miasta, gdzie chcieliśmy początkowo kupić, był za tę samą cenę plac siedem razy mniejszy i nie było drogi. I zdaje się nam, że Ona ma tu podobne plany jak w Niepokalanowie polskim, więc zwiedzającym mówię bez ogródek o tysiącu braci Japończyków, pracujących nad „Rycerzem Niepokalanej” o nakładzie 5 000 000 egzemplarzy itd., itd. – Więc miejsce pod seminarium Niepokalanowa na tym placu (stoku góry) już „upatrzone” i przyjemnie marzyć o grupach ojców z Niepokalanowa japońskiego, o skośnych oczach, rojących się po całej Japonii od Sachalinu po Fromozę z odczytami, kazaniami, rekolekcjami, dysputami itd. […] Cześć Niepokalanej za wszystko, bo i tak szybko i silną dłonią rozwija swego małego „Rycerza””.

I w korespondencji z 25 września 1931 roku do współbraci  z Athol Springs w stanie Nowy York, uzupełnił relację z Japonii: „… Tutaj Niepokalana tak dziwnie sprawami pokierowała, że mimo nieznajomości języka, w miejscu Jej poświęconym, w maju zeszłego roku wyszedł pierwszy numer Jej „Rycerza” w języku japońskim. Dużo byłoby tu do opowiadania. Może kiedyś, jak się czasy nieco poprawią, przelecę Ocean Spokojny i przyjdę Wam to wszystko osobiście opowiedzieć, bo pisaniem to wypełniłbym kilka numerów „Kroniki””.


Zmieniony ( 10.08.2018. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.