Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 81 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow Jesień rządu "braci" arrow Walka klasowa znów się zaostrza
Tuesday 23 October 2018 10:32:54.26.
migawki
MateuszekM stoi se na Kasprowym i chwali się w TV tym, że wykupił Kolejkę. Ale za NASZE pieniądze więc chcemy wiedzieć, za ile sprzedali, a za ile odebrali - Nie wolno o tym mówić?

 
W Y S Z U K I W A R K A
Walka klasowa znów się zaostrza Drukuj Email
Wpisał: Stanisław Michalkiewicz   
10.10.2018.

Walka klasowa znów się zaostrza

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4322

Felieton  •  tygodnik „Najwyższy Czas!”  •  10 października 2018

Za pierwszej komuny istniał Wydział Prasy Komitetu Centralnego PZPR, skąd redaktorzy naczelni, a za ich pośrednictwem – redakcje – dostawały wytyczne, jak pisać, mówić w radio i pokazywać w telewizji, żeby było dobrze. Kto się słuchał – robił karierę i piął się w górę do coraz wyższych grządek, a kto się nie słuchał, ten się nie piął w górę tylko osuwał się w dół, a niekiedy nawet trafiał w „ciemności zewnętrzne”, skąd – jak wiadomo - dobiega płacz i zgrzytanie zębów.

Ponieważ w związku z objęciem steru państwa przez polityczna ekspozyturę Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego, które – zgodnie z upodobaniem Naczelnika Państwa – odgrywa historyczną rekonstrukcję przedwojennej sanacji, która była ruchem etatystycznym, a w porywach – nawet socjalistycznym – socjalizm u nas z roku na rok narasta i się umacnia. Skoro zaś socjalizm się umacnia, to – zgodnie ze spostrzeżeniem klasyka demokracji Józefa Stalina – zaostrza się również walka klasowa, co możemy obserwować w czasie rzeczywistym.

W walce klasowej – jak to w każdej wojnie – pierwszą ofiarą jest prawda, toteż każdy, kto nie chce zaciągnąć się do żadnego politycznego gangu – ani do gangu zwanego przez gang płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm „obozem zdrady i zaprzaństwa”, ani do gangu wspomnianych dzierżawców, nazywanych przez obóz zdrady i zaprzaństwa „oszołomami” a ostatnio nawet „faszystami”, potępiany jest zarówno przez jednych jak i przez drugich, ponieważ przy wszystkich podziałach, obydwa obozy wyznają podobne, a właściwie identyczne zasady, na przykład - kto nie jest z nami, ten jest przeciw nam, a poza tym mają identyczny cel polityczny – żeby mianowicie ani z jednej, ani z drugiej strony nie pojawiła się im żadna polityczna alternatywa.

Znakomitą ilustracją realizowania tego politycznego interesu obydwu obozów są telewizje: rządowa i nierządne. Telewizja rządowa codziennie przekonuje widzów, jaki to mądry, szlachetny i bezinteresowny i kompetentny jest pan Patryk Jaki, podczas gdy pan Rafał Trzaskowski jest interesownym szubrawcem i w dodatku – matołem. W telewizjach nierządnych jest odwrotnie – pan Rafał Trzaskowski przedstawiany jest w charakterze jasnego idola, podczas gdy pan Patryk Jaki – w charakterze osobnika co najmniej podejrzanego. Być może, że obydwie telewizje mają rację, ale nie o to przede wszystkim chodzi, tylko o stworzenie w medialnej i politycznej przestrzeni wrażenia, że losy Warszawy, a nawet – całego państwa – zależą od zwycięstwa jednego bądź drugiego. Tymczasem z tymi wyborami jest podobnie jak z rozbiciem banku w Monte Carlo. Dla szczęśliwca, któremu się to udało, dla jego rodziny i kopulantek, może to oznaczać zasadniczą odmianę losu. Jak to pisał Stanisław Cat-Mackiewicz – może zostać prezesem Partii Róbmy Sobie Na Rękę – jak np. pan Ryszard Petru, czy pani Katarzyna Lubnauer, członkowie rodziny mogą zostać członkami rad nadzorczych, prezesami towarzystwa wagonów sypialnych lub spółek komunalnych, a w najgorszym razie – załatwić dla swego potomstwa: Jasia, Zuzi, czy Frania, co to właśnie ukończyli jakąś wyższą szkołę gotowania na gazie – posadę „konsultanta”, albo „specjalisty”. Kopulantka zwycięzcy może dostać brylanty, które – jak wiadomo – są prawdziwym przyjacielem kobiety, albo futro, a w przypadku jakiegoś sknery – tylko fond de toilette – i tak dalej.

Ale kasyno w Monte Carlo odnotuje taki sam bilans, jak w latach poprzednich. Rzecz między innymi w tym, że ambicjonerzy, którzy stają do wyborów, dajmy na to – na prezydenta Warszawy, wprawdzie licytują się między sobą, w jaki sposób przychylać warszawiakom nieba – ma się rozumieć – za ich pieniądze – ale po wyborach natychmiast o tym zapominają. I bardzo dobrze – bo w przeciwnym razie na realizację tych wszystkich obietnic nie tylko musieliby obrabować „złodziei” - co jest zgodne z leninowską normą: „grab nagrabliennoje” - ale również – jak to zalecał Franciszek Fiszer - „dobrać z uczciwych” - jak to zaleca tajna instrukcja Urzędu Skarbowego w Kielcach.

Całe tedy szczęście, że wybory nie odbywają się co roku, albo częściej, bo czegoś takiego nikt by nie przeżył, chociaż z drugiej strony byłaby to znakomita metoda na wydobycie się z ubóstwa. Na początku lat 90-tych ówczesny prezydent Lech Wałęsa zwołał nawet na ten temat naukowy sympozjon – jakby tu wydobyć się z ubóstwa - z udziałem osobistości, które właśnie tej sztuki dokonały. Zwróciłem wtedy uwagę, że każdy z uczestników sympozjonu wydobył się z ubóstwa w tym samym czasie, kiedy przychylał nam nieba, poświęcając się dla dobra Polski na rozmaitych państwowych synekurach. Zatem nie jest wykluczone, że powszechny dobrobyt udałoby się osiągnąć, gdyby każdy obywatel chociaż na kilka miesięcy zostawał posłem, senatorem, ministrem, czy choćby prezesem. Jeśli przez ten czas nie potrafiłby wydobyć się z ubóstwa, byłby to nieomylny znak, że to jakiś matoł, któremu szkoda stwarzać taką szansę. Myślę jednak, że większość ambicjonerów swoją szansę wykorzystałaby jak najbardziej, więc jeśli to nie jest metoda na wydobycie się z ubóstwa możliwa do zastosowania w skali społecznej, to już nie wiem, co jeszcze można by w tym celu zrobić.

Ale dość już tych dygresji, bo przecież najważniejsze jest zaostrzanie się walki klasowej w miarę postępów socjalizmu w naszym nieszczęśliwym kraju. Jednym z symptomów zaostrzania się tej walki jest ogromny wysyp ruskich i niemieckich agentów. Sam zostałem po raz kolejny zdemaskowany jako ruski agent, ale również – jako agent niemiecki, a nawet – izraelski, zwłaszcza w momencie, gdy zwróciłem uwagę, iż rząd pana premiera Morawieckiego 2 maja br. podpisał Deklarację z Marrakeszu, którą przedstawiciel Węgier, co tej Deklaracji nie podpisały, uznał za „skrajnie proimigrancką”.

Ponieważ Biuro Polityczne PiS chyba jeszcze nie wie, w jaki sposób przekuć w sukces tę destrukcję jednego z nielicznych liści do wieńca sławy rządu pani Beaty Szydło, a nawet rządu pana premiera Morawieckiego. Toteż Wydział Prasy Biura Politycznego PiS najwyraźniej kazał swoim funkcjonariuszom unikanie merytorycznych dyskusji, tylko demaskowanie oponentów, jako ruskich, ewentualnie - niemieckich agentów – bo zgodnie z zasadą, że w domu wisielca nie mówi się o sznurze – demaskowania agentów izraelskich lepiej nie ryzykować. Dlatego myślę, że komentator, który zdemaskował mnie jako agenta izraelskiego, musiał działać na własną rękę, bez porozumienia z funkcjonariuszami Wydziału Prasy Biura Politycznego Prawa i Sprawiedliwości – albo też pozostawał w łączności z Wydziałem Prasy Biura Politycznego Platformy Obywatelskiej, chociaż to też nie jest pewne, bo gdzieżby tam pan Grzegorz Schetyna ośmielił się wierzgać przeciwko ościeniowi?

Nawet pan prezydent Andrzej Duda nie ośmielił się zagadnąć prezydenta Donalda Trumpa o ustawę nr 447 JUST, tylko obiecał mu więcej płacić za ochronę, częściowo w gotówce, a częściowo w postaci zakupów gazu, w związku z czym prezydent Trump na molestowanie ze strony prezydenta Dudy, żeby pozakładał stałe amerykańskie bazy wojskowe w Polsce, udzielił odpowiedzi wymijającej. Pewnie już zdecydował, że stałe bazy wojskowe w Polsce będzie zakładał Izrael.

Zmieniony ( 10.10.2018. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.